„Źle się dzieje w państwie duńskim”

Mały dzielny naród europejski broniący wolności słowa; gościnny i tolerancyjny naród zaskoczony przez barbarzyństwo, system skonsternowany wtargnięciem czynnika religijnego do sfery politycznej – oto klisze o Danii, które w ostatnich tygodniach wycisnęły piętno na polemikach wokół karykatur proroka Mahometa.

Wystarczy jednak poskrobać, aby rzeczywistość ukazała swoje prawdziwe oblicze. Przypomnijmy, że Dania wcale nie jest państwem świeckim. Nie tylko Kościół nie jest oddzielony od państwa, ale nawet istnieje religia państwowa, luterański protestantyzm, pastorzy są urzędnikami, lekcje religii są obowiązkowe w szkołach itd.

Tolerancja jest poważnie zagrożona w kraju, w którym centroprawicowa większość trzyma się tylko dzięki poparciu skrajnie prawicowego ugrupowania – Duńskiej Partii Ludowej, która nie ma nic do pozazdroszczenia francuskiemu Frontowi Narodowemu. Jak zauważył dziennikarz Martin Burcharth, „my, Duńczycy, stajemy się coraz większymi ksenofobami. Publikacja karykatur ma niewiele wspólnego z wolą wywołania debaty o samocenzurze i wolności słowa. Można zrozumieć ją tylko w klimacie brzemiennym we wrogość do wszystkiego, co u nas muzułmańskie.”

Wreszcie w dzienniku Jyllands-Posten, w którym ukazały się karykatury Mahometa, kilka lat temu odmówiono opublikowania karykatury przedstawiającej Chrystusa z cierniami korony zamienionymi w bomby i atakującego kliniki, w których praktykuje się dobrowolne przerywanie ciąży. W październiku 2004 r. dziennikarz odpowiedzialny za publikację karykatur w tej gazecie zrobił przypochlebny wywiad z Danielem Pipesem, jednym z ludzi odpowiedzialnych za polowanie na czarownice na amerykańskich campusach przeciwko tym wszystkim, którzy kontestują politykę izraelską.

Wolność prasy zasługuje na obronę. Niedopuszczalne jest plądrowanie konsulatów i ambasad, a tym bardziej ich palenie. Tak, media powinny rzucać wyzwanie wszelkim tabu, jeśli nawet człowiek popisuje się większą odwagą bardziej kwestionując tabu swojego własnego społeczeństwa niż tabu innych społeczeństw. We Francji oczekujemy więc karykatur – i artykułów satyrycznych – o magnatach prasowych takich jak Dessault, Bouygues czy Lagardčre…

image_pdfPobierz artykuł w wersji PDFimage_printDrukuj artykuł
Udostępnij:

Polecane artykuły

Wpisz wyszukiwane hasło o naciśnij Enter, aby wyszukać. Naciśnij ESC, aby anulować.

Do góry