Wojna chatom

Pod koniec października miały miejsca dwa smutne wydarzenia – odejście Tadeusza Mazowieckiego i uwięzienie Piotra Ikonowicza. Od razu nasuwa się pytanie czy poza przypadkową zbieżnością czasową cokolwiek je łączy? Czy zatem cokolwiek usprawiedliwia postawienie ich obok siebie? Wydaje się, że nie jest to zupełnie nieuzasadnione.

Premier Mazowiecki uosabiał udane i pokojowe wyjście z realnego socjalizmu w Polsce na początku lat 90. minionego stulecia. Ikonowicz, niezależnie od swoich konkretnych działań i sojuszy, reprezentował w tym czasie coś, co filozofowie nazywają częścią bez przydziału – tę część rzeczywistości społecznej doby transformacji (a także polskiego społeczeństwa), która nie dawała się wtłoczyć w ramy dominującej narracji o zwycięstwie demokracji i wolności.

Z grubsza biorąc Mazowiecki i Ikonowicz występowali w swych rolach przez minione dwie dekady. Na pierwszy rzut oka można by sądzić, że wizja historii III RP związana z nazwiskiem pierwszego wygrała, spychając na margines doświadczenie tych, którzy jej zaprzeczali już samym swym istnieniem. W rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie.

Uwięzienie Ikonowicza wyznacza punkt ostatecznej klęski projektu politycznego i szerzej, pewnej wizji historycznej kojarzonej z nazwiskiem Mazowieckiego. Po wtrąceniu za kraty twórcy Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej z powodu jego zaangażowania w obronie praw socjalnych, dyskurs o triumfie wolności i demokracji towarzyszący transformacji ustrojowej w Polsce został ostatecznie unieważniony. Tym samym trudno będzie dalej zaprzeczać tezie, że w roku 1989 zamiast demokracji, o której marzyliśmy od sierpnia 1980, dostaliśmy coś zupełnie innego – kapitalizm i to w niezwykle brutalnej postaci. Trawestując filmowego klasyka można powiedzieć, że „prawda czasu” wreszcie dopadła „upudrowaną prawdę ekranu”.

Rząd pierwszego niekomunistycznego premiera w dawnym Bloku Wschodnim, a także jego szef są dziś chwaleni za zdolność do samoograniczenia, umiejętność koncyliacji, rezygnację z rewanżyzmu politycznego i powstrzymanie niszczycielskiej wojny na górze. Podkreśla się rozsądek, umiarkowanie i chadecko-socjaldemokratyczny zestaw wartości, któremu hołdowali polscy transformatorzy. Ale więzienie dla Ikonowicza i brutalne eksmisje tych, których on broni przypominają nam, że było inaczej. Pacyfikacji wojny na górze towarzyszyło rozpętanie wojny na dole, a właściwie wojny z dołami społecznymi. Zapewniając pokój pałacom rząd Mazowieckiego narzucił wojnę klasową chatom.

Bezlitośnie uderzył w robotników przemysłowych, pracowników PGR-ów, nauczycieli i cały sektor publiczny. Za pięknymi słowami premiera kryła się ponura rzeczywistość planu Balcerowicza, podyktowanego polskiemu ministrowi finansów przez wysłannika Międzynarodowego Funduszu Walutowego Jeffrey’a Sachsa. Recesja znacznie głębsza i dłuższa niż planowano, strukturalne bezrobocie, niepewność, gwałtownie rosnąca pauperyzacja to znaki firmowe ekipy Mazowieckiego, a także jego następców. Tylko od września 1989 do stycznia 1991 r., w czasie prac „pierwszego niekomunistycznego rządu”, odsetek ludzi żyjących poniżej minimum socjalnego wzrósł z niemal 15% do 31%, a bezrobocie skoczyło z 0,3% do 6,6%.

Mazowiecki i jego polityczne środowisko mieli blade pojęcie o realnym kapitalizmie, który fundowali społeczeństwu polskiemu. Zaściankowość i ignorancja to najłagodniejsze słowa jakimi można podsumować ich kompetencje ekonomiczne. Wiele wskazuje na to, że w błogiej nieświadomości Mazowiecki sądził, że Balcerowicz będzie jego Ludwikiem Erhardem, a plan Sachsa/Balcerowicza prowadzi Polskę do socjaldemokratycznego państwa opiekuńczego w stylu Niemiec lat 60. i 70. W niczym to jednak go nie usprawiedliwia.

Podobnie jak nie usprawiedliwia go ówczesna koniunktura globalna naznaczona ofensywą neoliberalizmu. Nie jest bowiem prawdą, że nie było innego wyjścia. Były konkretne propozycje rozwiązań wzorowanych na krajach skandynawskich. Były przykłady takie jak choćby Słowenia, która poszła inną drogą i dziś bije na głowę Polskę w wielu wskaźnikach rozwoju społecznego.

Neoliberalny fundamentalizm początku lat 90. zniszczył podstawy egzystencji milionów ludzi w Polsce. Mógł zniszczyć także podstawy demokracji. Tak stało się choćby w Rosji, gdzie reformy pod egidą MFW narzucano po rozstrzelaniu demokratycznego parlamentu czołgami. Polska uniknęła takiego losu, ale nie jest to zasługą Mazowieckiego. W odpowiedzi na terapię szokową już od roku 1990 zaczęła się wznosić potężna fala strajków. W 1990 r. wybuchło ich 250, w 1991 ponad 300, w 1992 aż 6,5 tys. a w 1993 ponad 7 tys. Opór wobec „reform” przy okazji wyniósł do władzy postkomunistów, którzy zmuszeni byli złagodzić neoliberalny kurs. Być może dzięki temu mamy dziś w Polsce nie tylko kapitalizm, ale też (słabą) demokrację. Co więcej, jeżeli premier Tusk wciąż chwali się „zieloną wyspą”, to dlatego, że przez ostatnie 20 lat silne ruchy pracownicze częściowo skutecznie kontestowały pomysły kolejnych „Balcerowiczów” w ministerstwie finansów.

Formacje w które angażował się Mazowiecki – Unia Demokratyczna, Unia Wolności bezmyślnie kontynuowały kurs „pierwszego niekomunistycznego” odsądzając klasy ludowe od homosowietikusów. Zapłaciły za to upadkiem. Niestety, pociągnęły za sobą idee demokracji i wolności. Dogmatyczne powtarzanie, że demokracja jest tożsama z neoliberalnym kapitalizmem, a każdy atak na rynkowy fundamentalizm zagraża naszej wywalczonej właśnie wolności powrotem do Gułagu nie zaszkodziło wprawdzie kapitalizmowi, ale skutecznie skompromitowało ideę demokracji w oczach wielu ludzi w Polsce. Pewnie dlatego dziś wyznawcy realnego kapitalizmu nie zawracają sobie już głowy demokratycznym sztafażem. Maszerują ulicami w białych kominiarkach, albo demonstrują przewagę prawa własności nad prawami człowieka za pośrednictwem komorników, policji i wynajętych gangsterów.

I właśnie dlatego prawda o III RP, którą uświadomiło nam uwięzienie Piotra Ikonowicza jest tak gorzka.

image_pdfPobierz artykuł w wersji PDFimage_printDrukuj artykuł
Udostępnij:

Polecane artykuły

Wpisz wyszukiwane hasło o naciśnij Enter, aby wyszukać. Naciśnij ESC, aby anulować.

Do góry