Witajcie w ciężkich czasach

Jaki jest nowy rząd starej IV RP każdy widzi. Co sobą reprezentuje pokazał zanim jeszcze został oficjalnie powołany, gdy na fali zamachów w Paryżu jego desygnowani ministrowie wzniecili ponownie falę antyuchodźczej, islamofobicznej, wrogiej lewicy i zdobyczom demokratycznym histerii dającej legitymację już nie tylko zalewowi mowy nienawiści w Internecie, ale także ewentualnym aktom przemocy wymierzonym w mniejszości. Przy okazji udowodnili, że w skali cynizmu i obłudy nie mają sobie równych. Wyrazy solidarności z ofiarami dżihadystów we Francji okazały się nic nie warte wobec ogłoszenia jednym tchem zamiaru storpedowania prób wypracowania nowej unijnej polityki uchodźczej i zamknięcia granic Polski przed i tak skandalicznie małą grupką potrzebujących ratunku ludzi, do których przyjęcia zobowiązał się poprzedni rząd.

Przed nami dłuższy czas rządów ekipy z figurantką w roli premiera, islamofobem, rzecznikiem interesów obcego mocarstwa w ministerstwie spraw zagranicznych oraz trawionym obsesjami ministrem obrony. Ten rząd nie będzie próżnować i z pewnością postara się urzeczywistnić najgroźniejsze pomysły swych ministrów. Warto to wszystko wiedzieć zastanawiając się nad kondycją i przyszłością lewicy w Polsce. W takich warunkach bowiem bardzo trudno będzie budować konkurencyjną krytyczną narrację o świecie, nie mówiąc już o projekcie politycznym. Nawet jeśli uznamy, że rząd szybko się skompromituje i ujawni neoliberalne oblicze odpychając od siebie ludzi, którzy pozwolili się zwieść chimerze socjalnego PiS.

Nie jest jeszcze jasne kto podejmie się tego zadania, choć więcej atutów ma partia Razem. W świetle islamofobicznych wypowiedzi Leszka Millera, stawiających go na równi z Pawłem Kukizem i ministrem Szymańskim, nie ma już chyba potrzeby wyjaśniania, że zejście jego partii ze sceny politycznej otwiera szansę dla budowy formacji lewicowej. Tymczasem Razem obudziło ogromne nadzieje, zachęcając do głosowania sporą rzeszę ludzi, którzy dotychczas w ogóle nie chodzili na wybory. To spory wyczyn. Zyskało przy tym wiarygodność, o której SLD w ostatnich latach mogło tylko pomarzyć. Czy da radę podtrzymać entuzjazm tysięcy ludzi, którzy zasilili jej szeregi, zbudować trwałe struktury, kadry i zaplecze intelektualne, wypracować stanowisko w kwestiach polityki zagranicznej, historycznej i kulturalnej, przyciągnąć uwagę mediów i sojuszników spoza partii? Wiele będzie zależało od umiejętności pogodzenia różnych aspiracji, idei i pomysłów, upodmiotowienia organizacji poza stolicą, unikania sekciarstwa i otwarcia na ruchy społeczne przy jednoczesnym wystrzeganiu się pokusy ich instrumentalizacji. Dotychczasowe doświadczenia budowy lewicy na lewo od SLD nie nastrajają optymistycznie, ale obecna sytuacja jest inna, bo po raz pierwszy postkomuniści nie monopolizują terenu. Z jednej strony zatem Razem ma większą swobodę, z drugiej trudniej będzie tłumaczyć ewentualne porażki.

Ośmioletnie rządy PO były czasem znikania lewicy. Platforma wykazała się pragmatyzmem w kwestiach ekonomicznych, skłaniającym ją np. do częściowej likwidacji OFE i polityki publicznych inwestycji, która pozwoliła na uniknięcie najgorszej fali kryzysu po roku 2008. Tym samym skutecznie odebrała socjaldemokratom jedno z kluczowych pól krytyki projektu neoliberalnego. Co więcej, mimowolnie wykorzystała warunki do zarządzania społecznym protestem przy pomocy strumienia unijnych pieniędzy. Liczne, ale rozproszone, oddolne inicjatywy lewicowe często ulegały pokusie uzależnienia się od tych środków. W efekcie przekształcały się one w potulne organizacje pozarządowe. Ulegająca NGO-izacji niezależna lewica chorowała na grantozę, traciła czas na wypełnianie wniosków i tworzenie projektów realizowanych tylko po to, żeby rozliczyć się z donatorem. Konkurując o rozdzielane hojnie dotacje dostosowywała swoje działania i język do oczekiwań fundatorów. Tym samym traciła swój polityczny ciężar, wchodziła w rolę konsultanta władzy, stając się de factonarzędziem do kanalizowania energii społecznej. Wszystko to kompromitowało ją nie mniej niż jaguary posła Kalisza.

Zagrożeniem dla lewicy (partyjnej i społecznej) jest dziś nie tylko jej słabość czy konserwatywna hegemonia polityczno-dyskursywna, ale także pokusa szukania wspólnych punktów z „socjalnym” skrzydłem rządzącej prawicy. Także szukanie klasowych treści i inspiracji w marszu niepodległości raczej nie wyjdzie jej na dobre. Doświadczenia pierwszych rządów PiS pokazują, że uleganie podobnym nadziejom może się skończyć co najwyżej odgrywaniem roli pożytecznego idioty.

Kluczem do społecznej treści organizacji skrajnej prawicy jest jej zaplecze finansowe. Za jej wzlotem nie stoją masy prekariatu, krzywdzonych i eksploatowanych, ale biznesmeni od piwa i antysemickich szmatławców, bankowe fundacje, prezydenci miast w rodzaju Wrocławia i część Kościoła. Bez nich nie mogłaby marzyć o dzisiejszych sukcesach. Podlana dużymi pieniędzmi złość zdeklasowanych marzycieli o indywidualnym sukcesie nie będzie nigdy źródłem realnej solidarności wyzyskiwanych, ale co najwyżej symbolicznego wspólnictwa sfrustrowanych. Dlatego nie zaskakuje, że i Kukiz, i ONR hołdują rynkowemu fundamentalizmowi w stylu Balcerowicza. Ich „socjalna wrażliwość” jest co najwyżej retoryczną maską agresywnej dyskryminacji i wykluczenia (kobiet, migrantów, mniejszości obyczajowych i kulturowych, i innych kozłów ofiarnych).

Niezależnie od nazwy i koloru sztandarów lewica to nic innego jak zorganizowana forma oporu przeciw utowarowieniu. Tego klasowego oporu nie znajdziemy dziś w marszach niepodległości, ale w demonstracjach pielęgniarek, w strajkach i protestach pracowniczych, w wystąpieniach lokatorów i społeczności zagrożonych degradacją ekologiczną, w walce przeciw rasizmowi i islamofobii, w solidarności z mniejszościami, uchodźcami i walczącymi z uciskiem na całym świecie. Koordynacja tych walk oraz nadanie im wymiaru politycznego i symbolicznego – oto stawka, o którą toczy się gra.

image_pdfPobierz artykuł w wersji PDFimage_printDrukuj artykuł
Udostępnij:

Polecane artykuły

Wpisz wyszukiwane hasło o naciśnij Enter, aby wyszukać. Naciśnij ESC, aby anulować.

Do góry