Wiosna nasza?

Po spektakularnej zapaści partii Razem, która mimo dotacji budżetowej na działalność zdołała do siebie przekonać w ostatnich wyborach o połowę mniej wyborców niż przed trzema laty, Robert Biedroń wyrasta dziś na niekwestionowanego lidera polskiej lewicy. I to nie tej aparatczykowskiej spod znaku SLD (której sam zresztą był członkiem), ale tej społecznej, środowiskowej, zaangażowanej.

Założyciel i wieloletni prezes Kampanii Przeciw Homofobii, następnie aktywny poseł Ruchu Palikota i wreszcie popularny prezydent Słupska – to przypomina bardziej biogram lewicowej burmistrzyni Barcelony Ady Colau niż polityków PO czy PiS. Za swoją otwartość i bezkompromisowość zyskał, podobnie jak Jurek Owsiak, sympatię liberalnych mediów (których tak nie lubiło Razem) oraz całą armię krytyków i hejterów (znów podobnie jak Owsiak). No i co najważniejsze, stał się rasowym politykiem (w odróżnieniu od ukrywającego się Adriana Zandberga) – rozpoznawalnym, wyrazistym, a przede wszystkim obecnym.

Czy to wystarczy, żeby tak jak niegdyś Ruch Palikota stać się z miejsca trzecią siłą polityczną w kraju (najnowsze sondaże dają jego ugrupowaniu aż 14%!)? Tak, to możliwe. W odróżnieniu od Razem Biedroń jest otwarty na wszystkie środowiska okołolewicowe i okołoliberalne. Rozumie, że tylko w taki sposób i z wyrazistym przywództwem może w Polsce stworzyć partię zdolną powalczyć o mandaty poselskie – tak jak wcześniej udało się to Palikotowi i Kukizowi.

Pytanie, czy jego partia nie podzieli losu wspomnianych ugrupowań, czyli pospolitej zbieraniny od Sasa do Lasa, od hodowców zwierząt futerkowych do faszystów – nie wiadomo. Mimo że Biedroń deklaruje symetrię w dystansie do PiS i PO, to program jego ugrupowania przedstawiony na warszawskiej konwencji jest zdecydowanie antypisowski i to mnie przekonuje. Kolejnym ważnym pytaniem jest to, czy Wiosna nie odegra takiej roli jak w ostatnich wyborach parlamentarnych Razem, które odebrało głosy Zjednoczonej Lewicy (0,5%), pozbawiając obecny parlament przedstawicieli lewicy. Promowanie partii Biedronia w prawicowych i państwowych mediach (podobnie jak niegdyś Razem) wskazywałoby, że jej powstanie jest na rękę kierownictwu PiS. Bo Wiosna wyborców PiS-u nie obchodzi, a głosy może zabrać jedynie Koalicji Obywatelskiej i SLD. Oczywiście może też zmobilizować niegłosujących, zniesmaczonych i tych głosujących z zatkanym nosem na KO przeciw PiS-owi.

Jeśli jesienią potwierdziłby się dzisiejszy sondaż i Wiosna z kilkunastoprocentowym poparciem dostałaby się do parlamentu, byłaby to szansa na wspólne z liberałami zrobienie tego, co jeszcze niedawno wydawało się niewyobrażalne – odsunięcie od władzy PiS-u. To jasny scenariusz, za który trzymam kciuki. Niestety istnieje też inny – Biedroń urywa kilka procent antypisowskiej koalicji, wzmacniając tym samym PiS i utrwalając jego władzę na kolejne lata, a może i dekady.

Jestem przekonany, że Robert Biedroń, wyjątkowo inteligentny polityk, zdaje sobie sprawę z ryzyka, jakie podejmuje. To ryzyko, że może być jeszcze gorzej. Ale podjęcie go świadczy, że Biedroń ma to coś i że może mu się udać. Jeśli jednak mu (nam) się nie uda to miej nas Boże w opiece – wtedy brunatne błoto zaleje nas doszczętnie.

image_pdfPobierz artykuł w wersji PDFimage_printDrukuj artykuł
Udostępnij:

Polecane artykuły

Wpisz wyszukiwane hasło o naciśnij Enter, aby wyszukać. Naciśnij ESC, aby anulować.

Do góry