Talibowie w San Francisco

Czy aby z powodzeniem „stawić opór” rasizmowi amerykańskiemu, trzeba zniszczyć murale komunisty, sfinansowane przez rooseveltowski Nowy Ład? [1] Sprawa może wydawać się tym bardziej absurdalna, że Życie Waszyngtona, serię 13 dzieł Victora Arnautoffa, potępioną przez pewnych działaczy kalifornijskiego „ruchu oporu”, cechuje treść antyrasistowska – rewolucyjna w swoich czasach. Na ogólnej powierzchni 150 m2 demaskuje ona hipokryzję cnotliwych proklamacji współautorów konstytucji amerykańskiej, w tym Jerzego Waszyngtona.

Mimo to 25 czerwca kuratorium oświaty San Francisco jednogłośne uchwaliło zatarcie 13 malowideł Arnautoffa zdobiących ściany liceum im. Jerzego Waszyngtona odkąd zainaugurowano je w 1935 r. Zamiast złożyć hołd pierwszemu prezydentowi Stanów Zjednoczonych, jak to sugeruje imię patrona szkoły, której malowidła te podarowano, Arnautoff pozwolił sobie przedstawić Waszyngtona jako właściciela niewolników i człowieka podżegającego do pierwszych wojen na wyniszczenie Indian. Tymczasem to wcale nie Donald Trump zażądał swoimi rasistowskimi i wściekłymi tweetami zniszczenia demaskatorskiego dzieła zmarłego w ZSRR muralisty [2]; w roli inkwizytorów wystąpili zamiast niego jego najbardziej bojowi przeciwnicy.

13-osobowa „grupa robocza do spraw refleksji i działania” przesądziła o losie malowideł Arnautoffa twierdząc zdecydowanie, że „gloryfikują niewolnictwo, ludobójstwo, kolonizację, objawione przeznaczenie [ideę, zgodnie z którą osadnikom protestanckim przypadła boska misja «ucywilizowania» kontynentu amerykańskiego], białą supremację, ucisk itd.” Taka interpretacja jest nie do przyjęcia. W tradycji realizmu socjalistycznego, która inspirowała Arnautoffa, dobra wiara nie dopuszcza dwuznaczności.

Trzeba było więc uzasadnić decyzję kuratorium czymś bardziej dopuszczalnym, choć równie niepokojącym. Okazuje się, że Życie Waszyngtona, na którym figurują m.in. zwłoki zabitego przez białych osadników Indianina, „szokuje uczniów i członków społeczności”. W takim razie trzeba wybrać: czy należy przypominać o niewolnictwie, ludobójstwie, czy też należy o nich zapomnieć? Jak bowiem zabezpieczyć się przed groźbą, że przypominający historię artysta zakłóci spokój „członków społeczności”, którzy i tak mają codziennie tysiąc innych okazji zetknąć się ze scenami realnej czy wyimaginowanej brutalności? Czy Guernica Pabla Picassa lub Rozstrzelanie powstańców madryckich (3 maja 1808 roku) Francisco Goi nie są równie gwałtowne i szokujące?

Na razie w kontrowersję angażuje się ten odłam lewicy amerykańskiej, który jest najbardziej skłonny do licytacji w sprawach tożsamościowych. Ponieważ ta sama awangarda cnoty wyeksportowała już z niemałym powodzeniem pewne swoje dziwactwa, niechaj każdy wie, co się święci…

tłum. Zbigniew M. Kowalewski


[1] Zob. E. Pieiller, „Quand le New Deal salariait les artistes”, Manière de voir nr 148, 2016.

[2] Wiktor Arnautow/Arnautoff (1896-1979) był oficerem armii rosyjskiej podczas I wojny światowej, wojsk białogwardyjskich podczas wojny domowej w Rosji i wojsk militarysty Zhang Zuolina podczas wojny domowej w Chinach. Wyemigrował do USA, gdzie został malarzem muralistą. Był uczniem Diego Rivery. Wstąpił do Komunistycznej Partii USA. W 1963 r. osiadł w ZSRR.

image_pdfPobierz artykuł w wersji PDFimage_printDrukuj artykuł

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top