Śmierć Pisarza

23 stycznia br. umarł w Warszawie Ryszard Kapuściński, obok Lema i Baumana najbardziej znany polski pisarz na świecie, którego książki cieszyły się niesłabnącym powodzeniem wśród międzynarodowej publiczności. Szczególnie ceniony był w Ameryce Łacińskiej, którą znał świetnie i której poświęcił wiele swoich reportaży. Był tam kimś w rodzaju guru – za jego uczniów uważają się tam czołowi dziennikarze i reporterzy, a Ignacio Ramonet, dyrektor Le Monde diplomatique, mówił o nim „mistrz” i wielokrotnie publikował na swoich łamach.

W Polsce Kapuściński również miał status gwiazdy. Zaraz po nadaniu wiadomości o jego śmierci część stacji zmieniła program, aby oddać hołd Zmarłemu. W studiach telewizyjnych i radiowych, a także dzień później na łamach prasy pojawiły się opinie przyjaciół, dziennikarzy, pisarzy, wydawców, tłumaczy… Wszystkie dość podobne w swoim smutku i rewerencji, wszystkie zapewniające, jak wiele Kapuściński znaczył w ich życiu i jak bardzo pomógł im zrozumieć świat.

Czy rzeczywiście? Mnie ta sytuacja przypomina zbiorowy lament po śmierci Jana Pawła II i Jacka Kuronia, podniesiony przez ludzi, którzy tak naprawdę wcale nie chcieli ich słuchać. Głośny, wyraźny sprzeciw przeciwko okupacji Iraku został całkowicie zignorowany przez żałobników, którzy zapełniając gazetowe kolumny zapewnieniami o „wartościach”, ani się zająknęli o swoim udziale w barbarzyńskiej wojnie. Podobnie jest z Kapuścińskim. Obłudne deklaracje uwielbienia padają z ust ludzi, którym sens pisarstwa Kapuścińskiego musiał być jak najodleglejszy – czyli zwolenników amerykańskiej dominacji na świecie. Nieprzypadkowo w kontekście „niezapomnianych dzieł” wymieniane są najsłabsze książki Kapuścińskiego, a więc jego Lapidaria, wiersze czy Podróże z Herodotem. O najważniejszych – jak chociażby Chrystus z karabinem na ramieniu – nie mówi się, bo ich emancypacyjny i wolnościowy ładunek ma się nijak do praktyki posłusznych chałturników z gazet, telewizji i radia, którzy w dzień wychwalają politykę międzynarodową Stanów Zjednoczonych, zarazem sumiennie i kłamliwie przykładając ich wrogom, a wieczorem czytają dla relaksu książki Kapuścińskiego. Zachowując wszelkie proporcje, przypomina mi to legendarne słuchanie przez Heydricha Beethovena po dniu pełnym ciężkiej i niewdzięcznej pracy…

A o tym jak głęboka jest percepcja twórczości Kapuścińskiego w Polsce niech świadczy przykład Programu III Polskiego Radia, który – poświęciwszy wiele godzin programu Zmarłemu – na zakończenie, 24 stycznia rano, nadał piosenkę z „ukochanej przez pisarza” Afryki, konkretnie z Konga. Tyle, że piosenka była po hiszpańsku.

image_pdfPobierz artykuł w wersji PDFimage_printDrukuj artykuł

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top