Ryba psuje się od głowy

Wrogie spojrzenia, nienawistne komentarze, agresja słowna, wreszcie brutalne pobicia to już codzienność. Doświadczają jej mieszkańcy naszego kraju wyróżniający się ciemniejszą karnacją lub używający na ulicy języka arabskiego. Kilka dni temu w Łodzi zdarzył się kolejny taki incydent. Wcześniej do podobnych aktów przemocy doszło w Szczecinie, Poznaniu, Warszawie, Wrocławiu… Ofiarami ataków padają ludzie, których znamy i szanujemy, a ich obecność w Polsce zaszczyca i wzbogaca nasz kraj. Wszystko wskazuje na to, że nie są to już odosobnione przypadki, ale początek prawdziwej pogromowej fali. Jak długo będzie ona trwała? Zapewne dopóty, dopóki nie skończy się odgórne przyzwolenie na wybuchy ulicznej ksenofobii. To co się dzieje nie jest wynikiem jakiegoś spontanicznego odruchu zwykłych ludzi, którzy nagle ujawnili swoje mroczne instynkty, ale stanowi efekt wielomiesięcznej kampanii rozkręcanej przez klasę polityczną, media i ugrupowanie sprawujące dziś w Polsce władzę. Jak zauważył nasz przyjaciel zaatakowany niedawno na ulicy jednego z miast, jeszcze w połowie zeszłego roku Polska była innym krajem – bardziej wolnym i bezpiecznym.

Ta ryba psuje się od głowy. To klasa polityczna i media wyprodukowały obecną falę ksenofobii i one ją podsycają. Od premier Ewy Kopacz dzielącej uchodźców na bliskich kulturowo (czyli zasługujących na pomoc i ocalenie) i obcych (czyli nie zasługujących na ratunek), przez Donalda Tuska uznającego uchodźców za element wojny hybrydowej przeciw Europie, po prezesa Kaczyńskiego podchwytującego goebbelsowskie hasła o zarazkach przenoszonych przez obcych. Gdyby nie atmosfera histerycznego strachu podkręcana przez prawicowe (czyli prawie wszystkie) media i polityków, od SLD przez PO do ONR, wyobraźnią milionów ludzi nie zawładnąłby dziś lęk przed bezbronnymi ofiarami wojen na Bliskim Wschodzie. Gdyby nie atmosfera przyzwolenia i poczucie bezkarności ów podsycany nieustannie strach nie przekształcałby się w przemoc. Przesada? Czy słyszeliście o jakimś potępieniu rasistowskich ataków ze strony prezesa, premiera, ministrów, posłów lub prezydenta z Prawa i Sprawiedliwości? Czy któreś z nich wykazało się choćby elementarnym ludzkim odruchem w sytuacji gdy banda zbirów bije bezbronnego? Wręcz przeciwnie, ludzie którzy nami rządzą dają najgorszy możliwy przykład. Opozycja nie jest lepsza. Politycy szczycą się swoją islamofobią, jak szef MSZ Witold Waszczykowski, i zwykłym rasizmem, jak poseł-biznesmen od Kukiza Marek Jakubiak. W ten sposób dołączają do bijącej bandy jako jej patroni i pomagierzy.

Inaczej niż w roku 2005, PiS szedł do władzy z hasłami jawnie ksenofobicznymi. Nie da się dziś oddzielić jego rzekomego programu socjalnego od jego nacjonalizmu. Nie ma jednego bez drugiego. Dlatego mylą się ci, którym wydaje się, że można ocalić pozytywne aspekty „dobrej zmiany”. Nie zauważają, że ich ceną jest spuszczenie z łańcucha brunatnego demona, który uderza w imigrantów, a zarazem w najsłabsze grupy klas podporządkowanych w Polsce. Trzeba pamiętać, że prawicowy „socjal” z definicji stanowi zaprzeczenie lewicowej solidarności. Nie chodzi w nim nigdy o upodmiotowienie klas pracujących. Łączy się natomiast z pacyfikowaniem aspiracji pracowniczych w imię klasowego solidaryzmu (czyli lojalności wobec narodowej burżuazji) i z rozniecaniem nienawiści wobec różnych „innych”, obsadzanych w roli kozłów ofiarnych. Prawicowy socjal jest ekskluzywny czyli wykluczający. Przysługuje tylko „naszym” członkom narodu i zawsze jest zagrożony przez „innych”, którzy samym swym istnieniem przeszkadzają jego czysto narodowej redystrybucji. Innymi mogą być uchodźcy i migranci, ale w równym stopniu są nimi samotne matki, zadłużeni lokatorzy, bezrobotni, mniejszości, górnicy, pielęgniarki, Romowie, bezdomni, chorzy na AIDS, niezdolni do pracy itd.

Obecna fala nacjonalistycznej nienawiści i przemocy nie zaczęła się wczoraj. Grunt dla niej formował się wcześniej i niekoniecznie na skrajnej prawicy. Od lat można w Polsce być islamofobem, a jednocześnie poważanym uczestnikiem debaty publicznej. Co prawda nie da się już głosić haseł antysemickich nie narażając się na ostracyzm, ale odwoływanie się do antysemickiej retoryki uchodzi nawet na liberalnych salonach pod warunkiem, że w roli Żyda obsadza się muzułmanina. Pamiętacie islamofobiczne manifesty Oriany Fallaci drukowane w Gazecie Wyborczej? Albo język, w którym muzułmanie występują zawsze jako rozwrzeszczana, brodata tłuszcza ulegająca wybuchom irracjonalnej wściekłości jakże obcej nam, rozumnym i opanowanym ludziom Zachodu? Co gorsza, już dawno pamięć zbiorową Polaków oddaliśmy w ręce ideologicznych potomków Dmowskiego, oprawców z Berezy, szmalcowników, kolaborantów, pogromowych zbirów z Jedwabnego i NSZ-tu. Waloryzowanie tych haniebnych tradycji przy braku alternatywy ze strony sił demokratycznych i lewicowych przygotowało grunt pod dzisiejsze ataki na obcokrajowców. Najpierw zrehabilitowano antysemitów i faszystów w historii, a dziś zapewnia się bezkarność ich spadkobiercom.

image_pdfPobierz artykuł w wersji PDFimage_printDrukuj artykuł
Udostępnij:

Polecane artykuły

Wpisz wyszukiwane hasło o naciśnij Enter, aby wyszukać. Naciśnij ESC, aby anulować.

Do góry