Przemysł zbrojeniowy na usługach giełdy

Inwestycja czy gigantyczne oszustwo? Na fali optymizmu po końcu zimnej wojny w Europie i w Stanach Zjednoczonych wprowadzono w życie sze­roko zakrojone programy restrukturyzacji sektorów zbrojeniowych (problem zbędnych baz wojskowych, nadprodukcji w przemyśle zbro­je­nio­wym…). Między 1991 a 1999 r. związane z tym projekty Komisji Euro­pejskiej pochłonęły ponad 900 mln euro. Te fundusze, pokrywające około 50% wydatków przewidzianych przez państwa członkowskie, wraz z posz­czególnymi projektami finansowanymi z budżetów narodowych wyniosły w sumie prawie 2 miliardy „zainwestowanych” euro.

Kiedy jednak podatnicy sądzili, że uczestniczą oto w budowie pokoju na świecie, logika rynku i niebezpieczeństwa wynikające z agresywnej globalizacji [1] umożliwiły tymczasem dynamiczny rozwój przemysłu związanego z wojskowością i bezpieczeństwem. To względy ekonomiczne i przemysłowe, a nie faktyczna wola polityczna, doprowadziły – za sprawą podpisanego w grudniu 2000 r. Traktatu Nicejskiego – do realizacji Europejskiej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony (ESDP). I to one wciąż będą mieć wpływ na jej dalszy przebieg.

Od 1993 r. tempo narzucają Stany Zjednoczone. Departament Obrony, zdając sobie sprawę, że nie może już gwarantować kontraktów równie lukratywnych, jak za czasów Reagana, doprowadził do spektakularnej koncentracji kapitału w sektorze zbrojeniowym. Zdano się w tym całkowicie na tych akcjonariuszy i te instytucje, które formują światowy kapitał finansowy (fundusze emerytalne, powiernicze itd.) – było tak co najmniej do czasu, gdy w 1998 r. Departament Sprawiedliwości wydał niekorzystny werdykt w sprawie projektu przejęcia Northrop Grumman przez Lockheed Martin za sumę 8,3 miliarda dolarów [2]. Od 2001 r. fuzje wielkich firm znów przybrały na sile. Warto wspomnieć o najważniejszych – w 2002 r. Northrop Grumman przejął Newport News Building i TRW za, odpowiednio, 2,6 i 7,8 mld dolarów, w 2005 r. L3-Communications wykupił Titana za 2,65 mld dolarów, a w 2006 r. General Dynamics nabył Anteona za 2,2 mld dolarów.

Dążenie do sprawowania kontroli nad całością procesu technologicznego, co w praktyce pozwala na wykluczanie ewentualnej konkurencji, doprowadziło do osiągnięcia przez niektóre firmy pozycji quasi-monopolistów. Wraz z tym wzrosła ich zdolność wpływania na decyzje władz państwowych, co z kolei przyczyniło się do militaryzacji polityki zagranicznej [3]. Po czasie straconym na rzecz „nowej gospodarki” sektor zbrojeniowy stopniowo odzyskiwał zaufanie inwestorów. Od 1999 r., kiedy to nastąpiło pierwsze podwyższenie budżetu obrony (szczególnie wydatków na zakup sprzętu, które od 1986 r. ciągle spadały), indeks giełdowy sektora zbrojeń i bezpieczeństwa zaczął wzrastać. Rekordowy indeks giełdowy Nasdaq z wiosny 2000 r. jeszcze wzmocnił tę tendencję. Lecz prawdziwą gratką dla instytucjonalnych inwestorów, rentierów i innych spekulantów były zamachy z 11 września 2001 r. 17 września, w dniu otwarcia Wall Street po zamachach, akcje sektora zbrojeniowego odnotowały zysk w skali 15-30%.

Wojenne dywidendy

W ciągu następnych pięciu lat entuzjazm inwestorów nie zmalał, o czym świadczy regularny wzrost wskaźnika Spade Defense Index (DXS), obejmującego 58 najbardziej reprezentatywnych przedsiębiorstw na rynku zbrojeń i bezpieczeństwa. Trajektoria wskaźnika DXS zdecydowanie przeczy twierdzeniom neoklasycznych ekonomistów, jakoby rynki finansowe z obrzydzeniem patrzyły na militarną przemoc. Nikogo dziś nie obchodzą korzyści z pokoju. Wiek XXI zaczyna się pod znakiem dywidend płynących z wojny.

Nowe okoliczności, w których strach miesza się z finansową euforią, dużo lepiej tłumaczą raptowny wzrost znaczenia spraw związanych z wojskowością w Unii Europejskiej niż deklarowana chęć wzmocnienia konstrukcji Wspólnoty. Wskutek upadku Europejskiej Wspólnoty Obronnej (CED), odrzuconej przez Francję 30 sierpnia 1954 r., aż do przełomu z lat 80. debaty i projekty dotyczące obrony i uzbrojenia odkładano na bok. Produkcję broni najczęściej powierzano państwowym arsenałom i zakładom korzystającym z królewskich przywilejów nienaruszalności i suwerenności. Przysługiwały im szczególne uprawnienia, lekceważące społeczne regulacje odnośnie konkurencji i rynku.

Ten czas już minął, w połowie lat dziewięćdziesiątych rządy Unii Europejskiej zaczęły dążyć do połączenia swoich przedsiębiorstw zbrojeniowych. Chodziło o ukrócenie zabawy w „narodowych championów” i o stworzenie przemysłu zbrojeniowego na skalę europejską, który miałby większe szanse w konkurencji z wielkimi grupami amerykańskimi. Taka strategia wypływa z przyjętej polityki prywatyzacji i z uznania zasadniczej roli rynku. Wyznaczono trzy podstawowe cele: konkurencyjność przemysłu zbrojeniowego, otwartość rynków i ułatwienia w transporcie broni. Cele te są w gruncie rzeczy zgodne z interesami nowych akcjonariuszy i stanowią rezultat skutecznej strategii pewnego sektora gospodarki (i jego brukselskich lobbystów), zdecydowanego walczyć o swoje interesy, zagrożone przez rzeczników Europy jako „mocarstwa spokojnego” i pokojowego [4].

Zmiany instytucjonalne zachodzące na przestrzeni lat dziewięćdziesiątych dobrze obrazują ten proces. Tak więc już w 1997 r. Unia Zachodnioeuropejska zbrojne ramię UE – powołała Zachodnioeuropejską Grupę ds. Uzbrojenia (WEAG), organizację wspierającą europejską współpracę w kwestii zbrojeń. WEAG – nieformalny związek 19 krajów (16 europejskich państw Sojuszu Atlantyckiego plus Austria, Finlandia i Szwecja) – miał na celu otwarcie i ukonkurencyjnienie narodowych rynków obronności, a także wzmocnienie przemysłowej i technologicznej bazy sił obronnych UE. Zaczęły się mnożyć różne projekty, aż w końcu 12 lipca 2004 r. powstała Europejska Agencja Obrony (EDA), której celem jest powstanie w Europie rynku zbrojeniowego, działającego zgodnie z zasadami konkurencji. 21 listopada 2005 r. ministrowie obrony zatwierdzili niezobowiązujący „Kodeks Postępowania” [5], zmierzający do liberalizacji tego rynku [6].

Pod presją lokalnych potentatów przemysłu zbrojeniowego, kraje członkowskie Unii zdecydowały się skończyć z polityką narodowego protekcjonizmu, która na kontynencie od dziesięcioleci wygrywała z wolnym rynkiem. Rezultaty tej koncentracji-prywatyzacji są imponujące – trzy europejskie grupy: BAE Systems (Wielka Brytania), EADS (Holandia) i Thalčs (Francja) znalazły się w pierwszej dziesiątce największych światowych producentów. Jednak, o ile wszystkie grupy amerykańskie są notowane na giełdzie i kontrolowane przez inwestorów instytucjonalnych (instytucje finansowe, fundusze powiernicze i emerytalne zachowują 70-100% kapitału), o tyle przemysł europejski wydaje się być raczej zawiłą plątaniną krzyżujących się udziałów, joint-ventures i spółek, gdzie trudno się połapać, kto co kontroluje.

Logika „odwróconej kolejności”

Restrukturyzacje związane z wycofywaniem się państwa z sektora zbrojeniowego sprawiły, że poziom zatrudnienia spadł o ok. 40%. Najwięksi europejscy producenci, Francja i Wielka Brytania, między 1991 a 2000 rokiem utracili ponad 200 tysięcy miejsc pracy. Mimo to środowisko biznesu i finansów uważa, że restrukturyzacja jeszcze się nie zakończyła i niecierpliwie czeka, aż państwo całkowicie wycofa się z tego pola. W krótkim raporcie opublikowanym w 2002 r. analitycy z Ernst & Young, jednej z najważniejszych światowych firm doradztwa biznesowego, powtarzają do znudzenia, że to akcjonariusze, a nie klienci (czyli rządy) mają „ostatecznie decydować o zarządzaniu i strategiach” [7]. W raporcie podkreśla się, że inwestorzy będą oceniać szefów przedsiębiorstw wedle wzrostu produkcji i całościowych wyników spółki, a nie według tego, że „służą interesom jakiegoś konkretnego rządu czy kilku rządów”. Tak więc przedsiębiorstwo powinno podpisać umowę z swoim ministerstwem obrony narodowej tylko wtedy, gdy „oferta okaże się dość korzystna”. Europejskich przemysłowców zachęca się, by nie myśleli o tradycyjnych, regionalnych związkach ze starym kontynentem, lecz by szli tam, gdzie są największe możliwości rozwoju – to znaczy do Stanów Zjednoczonych.

Te deklaracje, charakterystyczne dla środowiska biznesu i finansów, mogą wydawać się sprzeczne z postawą wielu rządów, które oficjalnie wyrażając niepokój z powodu intensywnego przepływu własności w stronę inwestorów instytucjonalnych oraz przemysłowych grup amerykańskich. Faktycznie, General Dynamics w 2003 r. położył rękę na austriackim Steyr-Daimler-Puch, a dwa lata wcześniej – na hiszpańskiej Santa Barbarze, czyli dwóch europejskich potęgach uzbrojenia naziemnego. Z kolei grupa Carlyle w 2003 r. przystąpiła do przejęcia włoskiego Fiata Avio oraz 30% brytyjskiego Qinetiq, zaś Kohlberg Kravis wchłonął niemiecką firmę MTU Aero Engine. Ofensywa amerykańska jest wyraźna, listę można by ciągnąć dalej. Zatem europejskie państwa-akcjonariusze musiały więc wypracować strategię blokowania i kotwiczenia kapitału, w taki mianowicie sposób, że po przekroczeniu pewnego poziomu udział kapitału zagranicznego w przemyśle europejskim wymaga zgody rządu [8]. Trzeba więc stwierdzić, że mimo imponującego rozwoju procesu prywatyzacji decyzje państwa wciąż mają pewne znaczenie, szczególnie jeśli chodzi o uzbrojenie naziemne i budownictwo okrętowe.

Jednak te resztki państwowego protekcjonizmu nie mają wielkiej wagi dla układu sił, jaki wykształcił się od czasów przełomu z lat dziewięćdziesiątych pomiędzy poziomem poszczególnych państw a światowym kapitałem finansowym. Przemysł zbrojeniowy, pod wpływem wielkiej finansjery i akcjonariuszy wymagających rentowności, stał się lokomotywą Europejskiej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony (ESDP). Ten dziwny układ produkcji zbrojeniowej Unii Europejskiej związany jest z wystąpieniem zjawiska „odwróconej kolejności”, opisanego przez amerykańskiego ekonomistę Johna Kennetha Galbraitha. Normalny bieg rzeczy jest taki, że żądania idą od konsumentów do rynku, a następnie z rynku do producenta. Tymczasem „odwrócona kolejność” polega na tym, że „przedsiębiorstwo produkcyjne swoimi mackami kontroluje rynek, często wręcz zawiaduje jego poczynaniami i kształtuje społeczne postawy tych, którym pozornie służy” [9].

Taka sytuacja przyczynia się do stopniowej militaryzacji Europy i wzrostu narodowych budżetów obrony, co znajduje odbicie w projekcie Traktatu konstytucyjnego [10]. Tak więc ESDP, rozdarta pomiędzy państwową manną z nieba a krótkowzroczną logiką finansową, nie tylko nie może otwarcie wspierać polityki UE, ale niesie w sobie nawet zalążki jej osłabienia. Dla obrony swoich interesów w świecie wielkie kraje – liczący się producenci uzbrojenia – tym mniej będą potrzebowały wspólnej polityki europejskiej, im bardziej rozwiną swoją własną potęgę, naśladując militaryzm Stanów Zjednoczonych.

image_pdfPobierz artykuł w wersji PDFimage_printDrukuj artykuł
Udostępnij:

Polecane artykuły

Wpisz wyszukiwane hasło o naciśnij Enter, aby wyszukać. Naciśnij ESC, aby anulować.

Do góry