Przeklęci „wyklęci”

Dnia 1 marca jest od kilku lat świętowany w Polsce jako dzień „żołnierzy wyklętych”. Wywieszane są flagi, organizowane ceremonie z udziałem najwyższych władz, a media do znudzenia powtarzają mantrę o bohaterstwie i nieugiętości tych, którzy po zakończeniu wojny nie złożyli broni i – czekając na III wojnę światową – zabijali przedstawicieli nowego, ludowego, ustroju.

„Od najmłodszych lat byliśmy z siostrą wychowywani w świadomości, że jeden okupant zastąpił drugiego”, powiedział ostatnio w wywiadzie Wojciech Młynarski [1]. Skoro nawet ten, którego piosenki śpiewała cała Polska przeżył większość twórczego życia pod okupacją, trudno się dziwić całej rzeszy prawicowych grafomanów, nazywających się „dziennikarzami niepokornymi” i „partyzantami prawdy”, którzy zamiast „Czterech pancernych” kopiować chcą wyczyny „Ognia” czy „Łupaszki” i zdają się tylko czekają sygnału, aby klawiaturę zamienić na karabin i wzorem „wyklętych” walczyć w lesie o honor i prawdę.

Antykomunizm wygrał w Polsce walkę o politykę historyczną, stąd pomniki stawiane antysemitom, karty podręczników poświęcone mordercom bezbronnych chłopów oraz tysiące artykułów i programów, które z prawdą mają tyle wspólnego, co „niepokorność” ich twórców.

„Żydostwo, którego celem jest wytępienie prawdziwego elementu polskiego, nie ma racji bytu” – pisał w jednej ze swoich ulotek Józef Kuraś „Ogień” – „żołnierz wyklęty”, morderca m.in. dziesiątków Żydów, którego pomnik (za „działalność antykomunistyczną”) odsłonił w Zakopanem sam prezydent Lech Kaczyński.

Tylko na Lubelszczyźnie w okresie od lata 1944 do jesieni 1946 r. „żołnierze podziemia niepodległościowego” zamordowali co najmniej 118 Żydów. Jak sami pisali na jednej z ulotek rozplakatowanej w Lublinie: „Żydzi jako wykonawcy obecnych prześladowców są głównymi współwinowajcami naszych cierpień”.

Jeden z NSZ-owskich oddziałów „wyklętych” dowodzony przez Mieczysława Pazderskiego „Szarego” w drugiej połowie kwietnia 1945 r. w miejscowości Kanie w powiecie chełmskim rozbroił jednostkę Wojska Polskiego, liczącą 50 żołnierzy. Pięciu z rozbrojonych, których zidentyfikowano jako Żydów, rozstrzelano na miejscu.

Dwa miesiące później ten sam oddział wymordował 200 Ukraińców we wsi Wierzchowiny.

5 lutego 1946 r. oddział WiN pod dowództwem Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego” zorganizował w Parczewie pogrom i rabunek mienia żydowskiego – zabito 3 Żydów. Jak wspominał Taraszkiewicz: „Młodzież parczewska, przeważnie uczniowie z gimnazjum miejscowego, brawurowo pomaga nam w szukaniu Żydów, ładowaniu samochodów, itd.” Po tym najeździe z Parczewa uciekli niemal wszyscy Żydzi (200 osób).

12 maja 1946 r. oddział WiN pod dowództwem Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia” zaatakował w miejscowości Gródek w powiecie włodawskim pociąg z przesyłkami pieniężnymi. Zabito 9 żołnierzy NKWD i 4 pracowników UB. Po wylegitymowaniu podróżnych zidentyfikowano dwóch Żydów, których na miejscu rozstrzelano.

Podobnie postąpiono z żydowskimi pasażerami pociągu, który we wsi Sokula w powiecie radzyńskim zatrzymał oddział partyzancki Stanisława Miszczuka „Kłosa”, 18 września 1946 r. [2]

To tylko garść przykładów z powojennej działalności „wyklętych” dowodzących, iż pamięć należy się raczej ich ofiarom, i że dzień 1 marca powinien być raczej czczony jako dzień ofiar „żołnierzy wyklętych”.


[1] Gazeta Wyborcza, 7-8 marca 2015.

[2] Zob. Andrzej Kopciowski, „Zajścia anty-
żydowskie na Lubelszczyźnie w pierwszych latach po drugiej wojnie światowej, Zagłada Żydów 3/2007.

image_pdfPobierz artykuł w wersji PDFimage_printDrukuj artykuł
Udostępnij:

Polecane artykuły

Wpisz wyszukiwane hasło o naciśnij Enter, aby wyszukać. Naciśnij ESC, aby anulować.

Do góry