Policyjne państwo bezprawia

Piszę te słowa w dzień głosowania nad wnioskiem Platformy Obywatelskiej o konstruktywne wotum nieufności wobec rządu. Przed debatą i głosowaniem, rzecznik rządu, Rafał Bochenek, straszył na konferencji prasowej w sejmie konsekwencjami ewentualnego dojścia do władzy opozycji, a jako jedną z najgorszych wymienił „napływ do Polski tysięcy muzułmańskich uchodźców”. Gdyby było to prawdą, byłbym pierwszy, który głosowałby na PO. Niestety, tak jak większość enuncjacji obecnie rządzących to fake news.

Prawdą jest natomiast rasistowska, antyuchodźcza i antyimigracyjna polityka obecnej władzy, sprowadzająca się nie tylko do niezgody na solidarne z innymi krajami UE przyjmowanie do Polski ułamka liczby uchodźców znajdujących się obecnie w Europie (często w tragicznych warunkach), bezprawnego przetrzymywania na wschodniej granicy uchodźców czeczeńskich (w tym dzieci), ale i równie bezprawnego deportowania z Polski osób, które z arbitralnych i niewyjaśnionych przyczyn nie podobają się służbom specjalnym RP. Bezprawnego, czyli sprzecznego z obowiązującym w Polsce prawem i podpisanymi przez Polskę międzynarodowymi konwencjami.

5 kwietnia, zaraz po uchyleniu przez sąd okręgowy w Przemyślu bezprawnego aresztu obywatela irackiego Ameera Alkhawlany’ego, aresztowanego na początku października ub. r. przez agentów ABW doktoranta Uniwersytetu Jagiellońskiego (sąd argumentował, że Alkhawlany przebywał w Polsce legalnie, nie istniały podstawy do aresztowania go, a utajnione do tej pory materiały ABW – w postaci jednej opinii na jednej kartce papieru – nie zawierają nic obciążającego i nie mogą stanowić uzasadnienia dla dalszego przetrzymywania w areszcie), polskie służby specjalne dokonały jego natychmiastowej deportacji do Iraku. Deportacji bezprawnej, gdyż procedura deportacyjna była oficjalnie zawieszona w związku ze złożonym przez adwokata zażaleniem, które nie zostało do tej pory rozpatrzone.

O sprawie Alkhawlany’ego pisała obszernie w październiku ub. r. krakowska Gazeta Wyborcza. Otóż zgodnie z jej ustaleniami, w lipcu, przebywającemu od półtora roku w Polsce doktorantowi UJ, kończyło się czasowe pozwolenie na pobyt i starał się o jego przedłużenie. Wtedy otrzymał telefon z ABW z poleceniem stawienia się na spotkanie, na którym dwóch agentów powiedziało wprost, iż przedłużenie pobytu w Polsce zależy od nich, a oni w zamian żądają, aby Alkhawlany poszedł do krakowskiego meczetu (o którego istnieniu nawet nie wiedział) w celu „zbierania informacji”. Alkhawlany odmówił. Kontaktowano się z nim jeszcze kilkukrotnie, wreszcie w sierpniu oznajmiono mu, że mimo braku współpracy dostanie przedłużenie na pobyt w Polsce, który rzeczywiście miesiąc później uzyskał.

Na początku października został jednak aresztowany, a do aresztu w Przemyślu przyjechało tych samych dwóch agentów, mówiąc Alkhawlany’emu, że się doigrał, bo nie chciał współpracować i strasząc deportacją jego braci. Jako powód bezprawnego aresztowania i półrocznego zatrzymania ABW podało lakonicznie, że „zachowanie cudzoziemca stanowiło zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa”. I tyle. Furda sądy, furda prawo. Nie ma człowieka, nie ma sprawy. Tak wygląda „wojna z terroryzmem” à la PiS. Jak wyglądała za rządów SLD też wiemy – nielegalny (bez zgody ONZ) i bezprawny (łamiący polską Konstytucję) najazd na Irak, oraz późniejsze udostępnienie przez rząd Leszka Millera miejsc w Polsce do torturowania więźniów CIA (które na terenie USA są zabronione), to wciąż nierozliczona lista hańby polskich władz. Sprawa Ameera Alkhawlany’ego się do niej dopisuje.

image_pdfPobierz artykuł w wersji PDFimage_printDrukuj artykuł

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top