Pęknięta opona prezydenta Dudy

Kto dziś pamięta, że w wyborach samorządowych w 2002 r. PiS i PO zawarły porozumienie o wystawieniu wspólnych list do 14 sejmików wojewódzkich, po podpisaniu którego Lech Kaczyński mówił, że „to pierwszy krok do porozumienia politycznego, które obejmie rok 2005″ [1]?

Mało kto miał wówczas wątpliwości, że nie powstanie prawicowa koalicja PO-PiS, która zabetonuje scenę polityczną na wiele lat. Tym bardziej, że programy obu partii wydawały się identyczne [2]. Okazało się jednak, że Jarosław Kaczyński władzą dzielić się nie lubi i nie ma zamiaru. I że programy partii nie mają tu nic do rzeczy. Zaczął się długi marsz PiS-u i jej prezesa po władzę absolutną, drogą, którą dotychczas lekceważono – polityki historycznej.

Powstałe w Warszawie Muzeum Powstania Warszawskiego, jedyna inwestycja ówczesnego prezydenta miasta Lecha Kaczyńskiego okazała się – zaskakująco – trampoliną do jego krajowej prezydentury. Dalej już poszło – ustanowienie dnia „żołnierzy wyklętych”, obfite dotacje na antykomunistyczne śledztwa i publikacje IPN-u, nieustający festiwal rocznic związanych z Powstaniem Warszawskim, dowartościowanie „patriotycznych” środowisk kibolskich zapowiadających obalenie rządu Tuska, itd., itp.

Utarło się, że mitem założycielskim pisowskiej Polski był rzekomy zamach smoleński. Jednak moim zdaniem bez wcześniejszej pracy nad zbiorową świadomością historyczną Polaków, jaką dokonał pion polityczny PiS-u i sympatyzujący z nim prawicowi publicyści i historycy, absurdalna teoria zamachu miałaby podobny zasięg jak kreacjonistyczne publikacje Macieja Giertycha, wysyłane dziś do szkół (choć nie wykluczam, że za parę lat i teoria ewolucji znajdzie się na cenzurowanym).

„Chylę czoła przed wszystkimi środowiskami, stowarzyszeniami historycznymi, rekonstruktorów, kibiców” – dziękował z okazji Narodowego Dnia Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” Andrzej Duda.

Historia à la PiS czyli à rebours, w której ci, co walczyli o wyzwolenie i odbudowę kraju zostają potępieni, zaś bandyci z NSZ-u czy NZW, którzy nie podporządkowali się rozkazom AK i czekając na III wojnę światową mordowali Żydów, chłopów i tych, którzy śmieli zacząć odbudowywać kraj, stają się teraz bohaterami.

Jak mówił Duda: „Żołnierze Wyklęci-Niezłomni, którzy zapisaliście piękne karty w księdze chwały oręża polskiego! Niechaj Wasza postawa będzie przykładem dla nas, dzisiejszych Polaków, i naszych potomnych. Niech Wasze imiona, nazwiska, pseudonimy będą chlubą Waszych rodzinnych miast i wsi. Niech zdobią sztandary wojskowe, patronują ulicom i szkołom. Bo to z Waszej ofiary odrodziła się niepodległa Polska. Cześć i chwała bohaterom!”

Parę dni później w samochodzie jadącego na narty prezydenta pękła opona. Dwoje wyborców PiS-u z mojego osiedla zaczepiło mnie na spacerze słowami: „No, znowu próbują zabić naszego prezydenta”. Normalną reakcją byłby śmiech, lecz nauczony polityką rządzącej partii, wcale nie było mi do śmiechu. Chwilę później przeczytałem komentarze czołowych PiS-owskich publicystów, Macieja Pawlickiego („Prezydent Duda jest w niebezpieczeństwie”) i Michała Karnowskiego („Należy przyjąć, że próbowano zabić prezydenta”) [3].

Stalinowska metoda pisania historii na wspak oraz wykorzystywania wypadków do oskarżeń opozycji ma się w Polsce świetnie. A co najgorsze – jest niezwykle skuteczna.


[1] Cyt. za Tomasz Borejza, PO-PiS. Pozorna opozycja, Warszawa 2009.

[2] Por. tamże.

[3] Za: Gazeta Wyborcza, 7 marca 2016.

image_pdfPobierz artykuł w wersji PDFimage_printDrukuj artykuł
Udostępnij:

Polecane artykuły

Wpisz wyszukiwane hasło o naciśnij Enter, aby wyszukać. Naciśnij ESC, aby anulować.

Do góry