Orzeł może (ale niewiele)

„We wspólnej – Programu Trzeciego Radia i Gazety Wyborczej – apolitycznej kampanii społecznej Orzeł może zamierzamy rozprawić się ze stereotypem Polaka pesymisty, malkontenta, nadętego smutasa, który ma wszystkim za złe i innym zazdrości” – pisze na pierwszej stronie Gazetyzastępca naczelnego Jarosław Kurski. I dalej: „Chcemy, by Polacy zaczęli odczuwać taką samą dumę ze swego kraju, jaką odczuwali za czasów II Rzeczpospolitej – mimo wszystkich jej niedoskonałości, krzywd, biedy, społecznych nierówności i deficytów demokracji” [1].

W akcji Gazety i Trójki bierze udział cała plejada polskich dziennikarzy i artystów przekonujących, iż prawdziwy patriotyzm polega na głosowaniu w wyborach i zbieraniu papierków z ulicy (sic!). Jestem przekonany, że organizatorzy i uczestnicy tej akcji szczerze wierzą w jej – żeby użyć modnego słowa – „społecznościowy” charakter, mający wzmocnić tzw. społeczeństwo obywatelskie. Kłopot w tym, że żyją chyba zupełnie na innej planecie, jak swojego czasu Maria Antonina, która głodnemu ludowi Paryża zalecała jedzenie ciastek, skoro nie miał chleba. Kurski, Magda Jethon, Urszula Dudziak czy Jan Englert orłami w swoich dziedzinach są na pewno i mogą wiele, nawet przekonywać Polaków, aby przestali narzekać, ale mogą to robić wyłącznie dlatego, że należą do tych kilku procent, którzy zarabiają wielokrotnie więcej niż większość rodaków, których dochody oscylują w okolicach minimalnej pensji (1600 zł brutto).

Mam ochotę zapytać orła Kurskiego czy Englerta czy poza swoimi głębokimi mądrościami o dumie z II Rzeczpospolitej, pochwale honoru i pracowitości mają coś innego do zaproponowania milionom Polaków tyrających (obok południowych Koreańczyków najwięcej na świecie) za grosze, i którym ta całodzienna praca nie starcza na opłacenie podstawowych świadczeń? Może zaproponują podwyższenie pensji minimalnej, głodowych emerytur i rent, albo chociażby podatków dla najlepiej zarabiających (Polska jest obecnie jednym z najbardziej nierównych krajów w Europie – drugi i najwyższy próg podatkowy przekracza zaledwie 2,14% podatników, zaś dla 60% pracujących średnia krajowa jest kwotą nieosiągalną, przekraczająca czasem nawet dwukrotnie ich dochody). A może likwidację umów „śmieciowych” i OFE, budowę mieszkań komunalnych zamiast stadionów i eksmisji, albo bezpłatnych przedszkoli i komunikacji miejskiej? Może rzeczywiście wtedy poczulibyśmy się trochę lepiej, żyjąc w odrobinie sprawiedliwszym i równiejszym społeczeństwie?

Niedoczekanie. Polski establishment niemal w całości zaakceptował szokową terapię neoliberalną, polegającą na nieustannym cięciu kosztów społecznych, deregulacji i ograniczaniu roli państwa kosztem prywatnych sektorów finansowych. Skutek? Otwarte Fundusze Emerytalne, które zapewniały nas, że na starość będziemy podróżować po świecie zaproponowały wypłacanie emerytur przez maksimum 10 lat (sic!), zaś bezpłatna edukacja i służba zdrowia – zapisana w konstytucji – stały się fikcją.

Ale nie narzekaj emerycie, kiedy nie stać cię na wykupienie wszystkich potrzebnych lekarstw, spróbuj być optymistą absolwencie wyższej uczelni dobijający się o pracę stróża, a ty, samotna matko nie bądź malkontentką, nie mogąc sobie pozwolić na puszczenie swoich dzieci do przedszkola państwowego (kosztującego ok. 400 zł miesięcznie). Posłuchajcie wy wszyscy, Polacy, apelu Gazety Wyborczej i Trójki i przestańcie odgrywać pozy nadętych smutasów. Bądźcie orłami! Bo orzeł przecież może.


[1] Gazeta Wyborcza 2-3 maja 2013.

image_pdfPobierz artykuł w wersji PDFimage_printDrukuj artykuł
Udostępnij:

Polecane artykuły

Wpisz wyszukiwane hasło o naciśnij Enter, aby wyszukać. Naciśnij ESC, aby anulować.

Do góry