OFE-gate

George Orwell mawiał: „powiedz mi ile zarabiasz, apowiem ci kim jesteś”. To czysto klasowe podejście wydaje się być nieco anachroniczne wbezklasowym społeczeństwie kapitalistycznym III RP anno domini 2011, wktórym ointeresie klasowym mówi się jedynie wskeczach kabaretowych osłusznie minionym ustroju.

W ciągu ostatnich 20 lat propagandzie liberalnej udało się wmówić większości Polaków (patrz choćby nieprawdopodobnie wysokie notowania Platformy Obywatelskiej), iż niezależnie czy zarabiają mniej niż średnia krajowa czy jej stukrotność, albo nie zarabiają nic żebrząc opomoc socjalną czy miliony winstytucjach finansowych – mają wspólny cel, którym jest bogate idostatnie państwo.

Owszem, różnimy się my, Polacy, wpewnych szczegółach – stąd mnogość partii politycznych, znak zdrowej demokracji – ale interes mamy wspólny ina tym właśnie polega patriotyzm, którego Polakom odmówić wszak nie sposób. To właśnie na szczęście idobrobyt wszystkich Polaków powoływali się twórcy czterech reform wpostsolidarnościowym rządzie Jerzego Buzka, którzy w1999r. cofnęli (popchnęli?) Polskę wszereg dyktatorskich bądź postdyktatorskich państw Ameryki Łacińskiej, których neoliberalne reformy stanowić winny przestrogę, anie zachętę.

Najbardziej szkodliwa ze wszystkich czterech katastrofalnych „reform” była ta dotycząca prywatyzacji emerytur istworzenia Otwartych Funduszy Emerytalnych – czyli, najkrócej rzecz ujmując – kradzieży publicznych, „naszych” pieniędzy, przez prywatne instytucje finansowe pod hasłem „niech każdy odkłada na swoje”. WChile, gdzie zrobiono podobnie za dyktatury Pinocheta, tysiące emerytów żyje dziś zopieki społecznej. To czeka również Polaków – pierwsza wypłacona emerytura zOFE-owskiego filara wynosiła wszak kilkadziesiąt złotych…

OFE nie dość, że traci nasze pieniądze na giełdzie (w czasie pierwszej fali kryzysu zjego kont „wyparowało” ponad 20 miliardów złotych – czyli zyski wypracowane tam od początku ich działalności), to jeszcze zadłuża państwo wykupując (za nasze własne pieniądze) jego papiery dłużne. Układ jest tak jaskrawo niekorzystny dla przyszłych emerytów, że chyba tylko autorytetowi nieomylnego Leszka Balcerowicza (dla niezorientowanych dodam, iż ekonomista ów mylił się jak dotąd we wszystkich swoich prognozach) izmarłego papieża Jana Pawła II, który przyjmował Jerzego Buzka wWatykanie, zawdzięczać należy spokój Polaków.

Jedynie minister pracy Jolanta Fedak od dłuższego czasu nawoływała do zlikwidowania OFE, na którego konta co roku państwo wpłacało rosnącą sumę, która w2010r. wyniosła ok. 24 mld zł, ipozostawienia tych pieniędzy wZUSie, którego zbiurokratyzowany system kosztował mniej niż rzekomo nowoczesny OFE, zaś wydajność (czyli wysokość naszych emerytur) była wyższa iwciąż rośnie wprzeciwieństwie do OFE, które notują systematyczny spadek tego wskaźnika…

Ale tak jak dla Lenina iTrockiego gorzką pigułką był NEP, czyli chwilowe (i zsukcesami) odejście od komunistycznych dogmatów, tak dla wierzących liberałów Tuska iBoniego nie do pomyślenia byłoby przyznanie, iż liberalny schemat działa gorzej niż etatystyczny rzęch, jak jest wtych kręgach postrzegany ZUS.

Dlatego wobliczu narastającego zadłużenia państwa zdecydowali się zmniejszyć jedynie skalę strat, czyli składkę przekazywaną OFE. No irozpętało się piekło. Długoletni adoratorzy Tuska iPlatformy jeszcze zczasów Kongresu Liberalno-Demokratycznego iUnii Wolności zBalcerowiczem, BCC iCentrum im. Adama Smitha na czele, oskarżyli rząd nie tylko ozdradę liberalnych ideałów, ale i ozamach na „nasze” pieniądze.

Monika Olejnik wprogramie zJanuszem Palikotem zadeklarowała nawet, iż „wyjdzie na ulicę” (razem ze swoim gościem) kiedy rząd zlikwiduje OFE. Publicyści ekonomiczni pozostałych mediów tak daleko idącej deklaracji nie złożyli, ale nie kryli głębokiego rozczarowania „populistycznym” zagraniem rządu, oskarżając go o„złamanie umowy społecznej z1999r.” (tak, jakby ktoś wtedy pytał Polaków ozdanie).

Na czym więc polega cały wic? Ano właśnie na interesie klasowym, który spór oOFE wyraźnie uwypuklił, aczego nie zauważyła, bądź nie chciała zauważyć opozycja, krytykując rząd na równi zultraliberalnymi ortodoksami. Monika Olejnik, Janusz Palikot czy Tomasz Lis wraz zrodzinami to osoby, których ponadprzeciętne wynagrodzenie sytuuje daleko poza problemami dzisiejszych emerytów, którzy muszą przeżyć miesiąc za tyle, ile krytycy zlikwidowania OFE wydają na obiad wrestauracji. Ipoza problemami przyszłych emerytów, których OFE-owskie emerytury mają być nawet opołowę niższe od obecnych…

Oni wszak mają III filar, prywatne ubezpieczenie zdrowotne, prywatną edukację… Problemy państwa to dla nich nie problemy zdostaniem się do lekarza czy znalezieniem miejsca wprzedszkolu, ale stabilność finansowa banków, gdzie mają złożone depozyty ireakcje „rynków finansowych” mające przełożenie na funkcjonowanie giełdy, na której mają swoje akcje. Ate, jak wiemy, reagują najlepiej na wieści omasowych zwolnieniach, ścinaniu deficytu iprywatyzacjach…

Że upraszczam? Karykaturyzuję? Nic podobnego – interes klasowy jest wekonomii najsilniejszym czynnikiem. Idlatego kiedy widzę wtelewizji bankierów czy innych „ekspertów”, zarabiających kilkaset tysięcy, anawet kilka milionów rocznie, dokładnie wiem, co powiedzą, jeszcze zanim otworzą usta.

image_pdfPobierz artykuł w wersji PDFimage_printDrukuj artykuł

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top