Masowe akcje strajkowe w Egipcie

Gwałtowna fala strajków robotników egipskich stanowi bezpośrednie wyzwanie dla tych, którzy dowodzą marginalizacji ekonomicznej i politycznej klasy robotniczej Bliskiego Wschodu – i szerzej, Trzeciego Świata. Strajki te często kończyły się du- żym powodzeniem, zmuszając zarządy firm i rząd do ustępstw – znacznych pod- wyżek płac, stałego zatrudnienia dla robotników tymczasowych, wypłaty zaległych premii i dodatkowych pensji. Choć żądania robotników egipskich są w znacznej mierze „ekonomiczne” i lokalne, istnienie ruchu strajkowego może nieść ze sobą głęboko polityczne konsekwencje, stanowiąc wyzwanie nie tylko dla represyjnego państwa na miejscu, lecz i dla bezlitosnej globalnej logiki, nieodłącznej od neoli- beralnej restrukturyzacji gospodarczej. Dla reżimu Mubaraka ruch strajkowy stano- wi podwójny problem. Po pierwsze, opór robotniczy to potencjalna przeszkoda dla przyszłej restrukturyzacji gospodarczej, w tym dalszej prywatyzacji przemysłu państwowego, oraz rozbicia i potężnych cięć etatów w biurokracji rządowej. Po drugie, ruch strajkowy stanowi najpoważniejsze wyzwanie, z jakim pozostający na pasku państwa ruch związkowy mierzył się od powstania w latach 50. Para- doksalnie, bez względu na entuzjazm dla reform rynkowych, reżim Mubaraka wciąż polega na państwowych związkach, gdy potrzeba pokazowego „ludowego” poparcia dla kandydatów rządowych podczas wyborów bądź przeciwwagi dla opozycyjnego Bractwa Muzułmańskiego. Ponadto strajki wybuchły w warunkach nasilającej się w Egipcie opozycji wobec prezydenta oraz kryzysu, z jakim mierzą się USA – główny międzynarodowy sponsor reżimu w Egipcie – wskutek okupacji Iraku. Od 2000 r. przez Egipt przetoczyły się kolejne fale demonstracji ulicznych oraz wzrósł ruch demokratyczny, skupiający różne ugrupowania opozycyjne pod hasłem „Kifaja” („Dość”). Protesty pragnących reform sędziów w maju 2006 r. odsłoniły konflikty istniejące w samym aparacie państwowym, a Bractwo Muzuł- mańskie – mimo zastraszenia i fałszerstw – zdobyło w listopadzie 2005 r. naj- większą jak dotąd liczbę mandatów parlamentarnych.

Robotnicy wieku „imperium”

Od ponad trzydziestu lat zwolennicy różnorakich programów reform rynkowych, bezustannie wspieranych przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy, utrzymy- wali, że robotnicy odpierający ataki na ich standardy życiowe i warunki pracy stanowią relikt minionej epoki. Również w wyrosłym z protestów w Seattle podczas obrad Światowej Organizacji Handlu w 1999 r. ruchu antykapitalistycznym wpływowe nurty intelektualne rzucają wyzwanie klasycznemu założeniu marksizmu, że klasa robotnicza jest centralnym czynnikiem przemiany rewolucyjnej. Michael Hardt i Antonio Negri twierdzą, że robotnicy przemysłowi zatracili swą spójność jako grupa społeczna, roztapiając się w „wielości” ciemiężonych, wyzyskiwanych i wydziedziczonych.

Za tymi twierdzeniami kryje się kilka założeń. Zgodnie z pierwszym z nich, należy odrzucić klasyczne wyobrażenie marksistów, że wraz ze swą ekspansją kapitalizm tworzy własnego grabarza w postaci rosnącej klasy robotniczej. Robotnicy najemni tworzą jakoby kurczącą się czy zmarginalizowaną mniejszość. Zjawisko to przypisuje się ekspansji – w różnych regionach Trzeciego Świata – sektora niefor- malnego, który konstytuują akwizytorzy i pracujący w domu, wraz z masowymi falami redukcji zbędnych etatów w przemyśle państwowym, czy wręcz procesami dezindustrializacji. Chris Harman szczegółowo rozprawia się z tymi twierdzeniami, dowodząc, że klasa robotnicza nie tylko nie zanika, lecz w skali globalnej jest większa niż kiedykolwiek, pozostając centralnym czynnikiem w produkcji kapita- listycznej. W przypadku Egiptu odsetek robotników przemysłowych pozostał – mimo wpływu restrukturyzacji gospodarczej – niemalże niezmieniony od początku lat 90.

Druga linia argumentacji wygląda następująco: doszło do takiej zmiany w stosunkach między robotnikami a pracodawcami, że opór w miejscu pracy jest daremny, albo też przynajmniej ma mniejsze szanse powodzenia niż „społecz- nościowe” czy „społeczne” walki na zewnątrz. Inaczej mówiąc, robotnicy za sprawą coraz powszechniejszych kontraktów doraźnych i krótkoterminowych żyją w strachu przed bezrobociem, i dlatego nie są zdolni podjąć akcję w obronie własnych standardów życiowych czy warunków pracy. Mówi się, że niepewność pozycji robotnika w gospodarce neoliberalnej tworzy zdyscyplinowaną i posłuszną siłę roboczą.

Obraz Egiptu w ubiegłym roku stawia te popularne twierdzenia pod znakiem zapytania. Walkę podjęły niektóre z najbardziej narażonych grup robotników. Spośród wielu przykładów walk najważniejsze są dwa: zakończone powodzeniem strajki szwaczek i robotników przemysłu tytoniowego w Delcie Nilu. W wielu miejscach pracy centralnym żądaniem całej strajkującej załogi pozostawały stałe kontrakty dla robotników tymczasowych. Robotnicy cementowni znajdujących się we włoskich rękach po serii strajków zmusili zarząd, by dał stałe zatrudnienie ich 500 kolegom.

Nauki Róży Luksemburg

Żadne z tych wydarzeń nie zadziwiłoby Róży Luksemburg. Napisała swe klasyczne dzieło „Strajk masowy” niemal dokładnie sto lat temu, po rewolucji 1905 r. w Rosji, lecz w dzisiejszym Egipcie jasno da się dostrzec właśnie takie dynamiki walki klasowej, jakie zarysowała. Skala i intensywność ruchu są inne niż opisane przez Luksemburg – w ruch strajkowy, który zaczął się w Egipcie w grudniu 2006 r., zaangażowało się około 200 tys. robotników, i być może dopiero czeka go konfrontacja ze zmasowaną kontrakcją reżimu Mubaraka – lecz wydarzenia te potwierdzają przynajmniej część kluczowych aspektów jej analizy.

Leitmotivem pracy Luksemburg było odrzucenie powierzchownego rozróżnienia aspektów ekonomicznych i politycznych kolektywnej akcji robotniczej. Odnotowała, jak ekonomiczne strajki o płace i warunki pracy ciągle przerastały w strajki polityczne skierowane przeciw represjom, bądź też wyrastały z nich, w procesie „bezustannych wzajemnych oddziaływań”. Pod pewnym względem w państwach autorytarnych, zakazujących strajków upolitycznienie było zjawiskiem nieuchron- nym, lecz Luksemburg dowodziła, że odzwierciedla ono też uniwersalną wagę społeczną klasy robotniczej. Organizując masowe strajki, robotnicy zdobywali prawo do zrzeszania się czy wolności ekspresji, czego władze ledwo co zdołały odmówić reformatorom z klasy średniej. Analogicznie reżimowi Mubaraka udało się zepchnąć z ulic działaczy demokratycznych, ale nie był w stanie sprostać strajkującym robotnikom, którym udało się wywalczyć prawo do zrzeszania się.

Największą sceną-ikoną egipskiego ruchu strajkowego pozostają chyba masowe wiece robotników przemysłu tekstylnego w Mahalli el-Kubrze. Raz za razem tysiące robotników z Mahalli zbierało się na wielkich placach w kompleksie tekstylnym Misr. Podczas dwóch strajków w grudniu 2006 r. i wrześniu 2007 r. obszar ten zamienił się w miasteczko namiotowe, w którym robotnicy spali i posilali się. Podczas masowych zebrań ich reprezentanci informowali o przebiegu procesu negocja- cyjnego. Żywe protesty z pieśniami, bębnami, afiszami i gałązkami palmowymi przekonały władze o determinacji strajkujących, a tych ostatnich podnosiły na duchu. Parafrazując Luksemburg, w środku siermiężnego, autorytarnego Egiptu bu- rza wywołana przez robotników z Mahalli wywalczyli prawo do zrzeszania się i wolności wypowiedzi. Choć znaczne rozmiary zakładów Misr, gdzie zatrudnio- nych jest 24 tys. robotników, odegrały rolę w stworzeniu warunków dla protestów masowych, w 2007 r. fala podobnych wydarzeń przetoczyła się przez cały Egipt.

Doświadczenie robotników z Mahalli to także ilustracja tezy Luksemburg, że strajki masowe stanowią „żywą szkołę polityczną” walki klasowej. W grudniu 2006 r. domagali się oni wypłaty premii za osiągnięte zyski w wysokości dwumiesięcznej płacy. Do marca 2007 r. 5 tys. z nich wystąpiło z kontrolowanego przez państwo związku pracowników przemysłu tekstylnego, sprzeciwiając się temu, że nie poparł on ich strajku. Drugi raz zastrajkowali we wrześniu 2007 r., żądając realizacji porozumień kończących strajk z 2006 r., lecz również zdymisjonowania skorum- powanych dyrektorów i biurokratów ze związków zawodowych, oraz wzywając rząd do zwołania obrad Narodowej Rady Płacowej, mającej rozważyć poniesienie płacy minimalnej w kraju. Gdy 17 lutego br. Rada przygotowywała się do zebrania, 10 tys. ludzi na ulicach Mahalli domagało się podniesienia płacy minimalnej do poziomu 1200 funtów egipskich, skandując hasła wymierzone w Mubaraka. W ruchu, który zaczął się od lokalnego sporu o niewypłacone premie, zarysowuje się dziś w formie embrionalnej ogólna konfrontacja w kwestii standardów życiowych, między kluczowymi sektorami klasy robotniczej a państwem.

Bez względu na to, jak przez najbliższe lata rozwijać się będzie egipski ruch robotniczy, dla przyszłych pokoleń działaczy robotniczych doświadczenie 2007 r. pozostanie bezcenne. Oddolnie stworzono nowe mechanizmy organizacyjne – w jaskrawej opozycji do biurokratycznych struktur związków zawodowych kontro- lowanych przez państwo. Ukonstytuowane w trakcie wielu sporów, mniej czy bardziej formalne komitety strajkowe, takie jak Wysoki Komitet Strajkowy Poborców Podatkowych, de facto stały się komitetami niezależnych związków zawodowych. Dalsze dynamiki doprowadziły do utworzenia się zrzeszeń robotniczych, takich jak zorganizowane przez przywódców strajków w Mahalii Zrzeszenie Robotników Przemysłu Tekstylnego. Choć to dopiero pierwsze kroczki ku odbudowie nieza- leżnego ruchu robotniczego w Egipcie, mają żywotne znaczenie. Fala strajkowa w Egipcie przeszła od wielkich państwowych fabryk tekstylnych w Delcie Nilu do firm prywatnych w nowych miastach przemysłowych, pracowników rządowych, a nawet strategicznych sektorów przemysłu wojskowego i Kanału Sueskiego. Setki tysięcy robotników przejmują bądź adaptują te same taktyki i żądania. Ruch ewoluuje wraz z rozszerzaniem się.

image_pdfPobierz artykuł w wersji PDFimage_printDrukuj artykuł

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top