„Krytyki Politycznej” wizja lewicy

Pismo Krytyka Polityczna i jej szef Sławomir Sierakowski to fenomen na polskim rynku idei. Udało im się bowiem to, o czym wielu tylko marzyło – w ciągu zaledwie kilku lat zbudowali szerokie, prężne i opiniotwórcze środowisko lewicowej inteligencji w kraju, co tu ukrywać, ciemnym, zam­knię­tym i głuchym, w którym od zawsze (nawet w poststalinowskim PRL-u)dominowała ultrakonserwatywna ideologia skrajnej katolickiej prawicy.

Sierakowski i Krytyka wdarli się przebojem na pierwsze strony gazet, bez kom­plek­sów zajmując puste miejsce po lewej stronie debaty ideowej, nie tyle opuszczonej, co nigdy na dobre nie zajętej przez pogrobowców PZPR czy PPS.

Logo Krytyki Politycznej stało się powszechnie znane i rozpoznawalne nawet wśród tych (a może zwłaszcza tych), którzy nigdy samego pisma nie mieli w ręku. Sierakowski zaś stał się etatowym komentatorem bieżącej polityki ze strony tzw. niekomunistycznej (czyli nieeseldowskiej) lewicy.

Jak to się stało? Otóż Sierakowski przekonał środowiska opiniotwórcze (swoją pracą, talentem, błyskotliwością, a może i urokiem osobistym), iż on sam i jego śro­do­wis­ko jest tą nową jakością, na jaką w demokracji jakoby jest zapotrzebowanie. Skoro mamy cały wachlarz ugrupowań prawicowych, od radykalnie szo­wi­nis­tycz­nych i antysemickich, po te, które owe cechy immanentne polskiej prawicy eks­po­nu­ją bardziej umiarkowanie, to istnieje konieczność – na zasadzie równowagi – istnienia jakiegokolwiek środowiska myśli lewicowej.

Niewątpliwą zasługą środowiska Krytyki Politycznej (poza samą obecnością jej uczestników w mediach) jest podkreślanie konieczności zmiany języka debaty politycznej i ideowej w Polsce. Zmiany polegającej nie tylko na wprowadzeniu w obieg takich terminów jak antagonizm, ale i niektórych – wydawałoby się, że dawno pogrzebanych – nazwisk i idei (że o Leninie i rewolucji bolszewickiej wspom­nę). Co więcej, KP-owcy podjęli się ambitnego zadania odzyskania zhe­ge­mo­nizowanego przez prawicę języka debaty publicznej dla potrzeb ruchu lewicowego (którego, notabene, jeszcze nie ma). Jedną z dróg, na której realizują to szczytne i ze wszech miar godne poparcia zadanie, jest intensywna działalność wydawnicza.

I nad jednym z ostatnich produktów tejże działalności chciałbym się na chwilę pochylić. Krytyki Politycznej przewodnik lewicy. Idee, daty i fakty, pytania i odpowiedzi to, jak słusznie zauważył Wojciech Orliński w Gazecie Wyborczej,forma modnego ostatnio gatunku publicystyki spopularyzowanego w internecie pod nazwą FAQ (Frequently Asked Questions), czyli „wszystko to, co chcielibyście wiedzieć o, ale boicie się zapytać”.

Na plus temu wydawnictwu należy zaliczyć to, iż w ogóle się ukazało. Jest to pierwszy tego rodzaju poradnik typu „krótki kurs” o tym, co i jak winien wiedzieć i sądzić współczesny lewicowiec. Dla ułatwienia pytania i odpowiedzi oddzielone są od siebie wyraźnie kolorem czcionki i pogrupowane w odpowiednie działy. Pobieżne zapoznanie się z zawartością poradnika sprawia niezłe wrażenie – język jest prosty, nie nadęty, miejscami dowcipny; niestety wnikliwsza lektura wzbudza poważne wątpliwości.

Autorzy, czyli środowisko Krytyki Politycznej, wykazali się niemałą odwagą pisząc o polskim antysemityzmie (1500 Żydów zamordowanych przez Polaków m.in. z NSZ i WiN już po zakończeniu wojny), jednoznacznie potępiając Akcję „Wisła”, piętnując fundamentalizm katolicki, nie zgadzając się na zrównywanie komunizmu z fa­szyz­mem, podnosząc sprawę upamiętniania pomnikami i nazwami ulic anty­se­mitów (casus Dmowskiego), zwracając uwagę na zasługi PRL-u w modernizacji kraju, krytykując zarówno II jak i III Rzeczpospolitą za to, iż obie zawiodły nadzieje Polaków na budowę sprawiedliwych stosunków społecznych i demokracji wkluczającej, a nie na odwrót, potępiając terror państwa Izrael i wojnę w Iraku, przytaczając szokującą liczbę 600 tysięcy ofiar amerykańskiego najazdu na Irak…

To dużo. Tym bardziej, że Przewodnik, podobnie jak większość publikacji syg­no­wa­nych logiem Krytyki Politycznej, z miejsca znalazł posłuch i uznanie, a także miejsce na półkach większości szanowanych księgarń krajowych.

Co więc, do licha, mi się nie podoba? Ano to, że równie dobrze w tytule książki zamiast przewodnik lewicy, mógłby figurować przewodnik liberalizmu – i nikt nie miałby prawa szczególnie protestować.

W rozdziale pt. „Teoretycy demokracji liberalnej” autorzy Przewodnika w ten sposób prezentują swoich guru: „Spośród niezliczonych filozofów i teoretyków demokracji liberalnej wskazać można przynajmniej kilku autorów «klasycznych», bez których trudno sobie wyobrazić dzisiejszą myśl postępową, a którzy w różnych epokach budowali jej podstawy, choć nieraz ich poglądy odbiegają od propagowanego przez dzisiejszą lewicę modelu”.

Pięknie, jednak dobór owych „filozofów i teoretyków demokracji liberalnej” jest dla mnie szokujący. Nazwanie Marksa „teoretykiem demokracji liberalnej” już samo w sobie jest niezłym żartem, zaś zestawienie go z Johnem Stuartem Millem (jak piszą autorzy „wielkim zwolennikiem wolności indywidualnej” zapominając, iż jako główny kontroler Kompanii Wschodnioindyjskiej Mill odpowiadał za śmierć głodową milionów Hindusów, a w swoim słynnym traktacie O rządzie reprezentacyjnym dowodził, że w krajach zacofanych, jak Indie, możliwy jest tylko „energiczny despotyzm” takiego cywilizowanego narodu, jak Anglia) jest absurdalne. Konfuzję pogłębia dalszy dobór nazwisk. Obok słusznie wspomnianego Kanta przytacza się bowiem (przypomnę – jako tych „bez których trudno sobie wyobrazić dzisiejszą myśl postępową”) – Johna Rawlsa, Jürgena Habermasa, Anthony Giddensa, Chantal Mouffe i Slavoja Žižka. Przyznaję, iż miałem ochotę się uszczypać po przeczytaniu tego zestawu.

Próżno by szukać w Krytyki Politycznej przewodniku lewicy takich haseł jak socjalizm, walka klas czy strajk masowy. Samo słowo „rewolucja” pojawia się przy okazji… rewolucji informatycznej w dziale „Społeczeństwo informacyjne”…

Rozumiem, iż zabieg wykastrowania tradycji lewicowej z tego, co dlań naj­is­tot­niejsze, wręcz konstytutywne – a więc walki o socjalizm i próba przedstawienia współczesnej lewicy à la Krytyka Polityczna, jako jej pozbawionej, jest prze­my­ślanym chwytem socjotechnicznym, którego celem jest skupienie pod czerwonym sztandarem Krytyki jak największej i jak najróżnorodniejszej liczby osób, dla których rzeczywiste cele lewicy mogą się wydawać archaiczne i drażniące swoją kon­kretnością.

Jak dotąd środowisku Krytyki udaje się to znakomicie – wśród jego członków są redaktorzy i publicyści Gazety Wyborczej, Tygodnika Powszechnego, popularni krytycy literaccy, artyści i gwiazdy show biznesu. Im wszystkim nie przeszkadza zaliczanie do wielkiej lewicowej rodziny Sławka Sierakowskiego, pod warunkiem, iż za „lewicę” rozumiemy tu niechęć do Romana Giertycha, Narodowego Odrodzenia Polski i afirmację homoseksualistów.

Powtarzam – w kraju, takim jak Polska, to niemało, ale twierdzenie (czego dowodem jest Przewodnik), że to jest lewica i kropka jest grubym nadużyciem. Identycznym programem mogą się bowiem pochwalić liberałowie, a nawet chrześcijańscy demokraci (oczywiście nie w Polsce), a jednak różnice pomiędzy nimi a lewicą są moim zdaniem fundamentalne i niezacieralne.

Jakiś czas temu w Gazecie Wyborczej ukazały się artykuły krytykujące środowisko Krytyki za – o ile dobrze zrozumiałem – pięknoduchostwo, hermetyczną zabawę słowem i nieumiejętność uczestniczenia w realnych konfliktach społecznych. Nie jestem pewien czy dobrze zrozumiałem zarzuty, gdyż były pisane językiem krytykowanej Krytyki – a więc przyganiał kocioł garnkowi. Ale nie w tym rzecz. Otóż zaraz potem środowisko Krytyki udowodniło, iż jest w stanie i to z niezłym skutkiem brać czynny udział w tych konfliktach – wydawało biuletyn protestujących przed kancelarią premiera pielęgniarek. Wcześniej, o ile dobrze pamiętam, współ­organizowało demonstracje przeciwko Giertychowi. A więc nie tylko słowa, ale i czyny – zarzucać środowisku Krytyki Politycznej bierność jest nieuczciwością.

Inna sprawa skonstatować – do czego się osobiście skłaniam – fakt przynależenia środowiska Krytyki do tzw. lewicy kulturowej, której charakterystykę, będącą chyba autoprezentacją, znajdziemy na stronach Przewodnika:

„Lewica kulturowa dostrzegła, że istnieją warianty społecznych niesprawiedliwości związane z cechami wychodzącymi poza sferę ekonomii (do której redukował wszystkie zjawiska obowiązujący dotąd na lewicy marksistowski sposób myślenia, zgodnie z teorią ekonomicznej ‘bazy’ i zależnej od niej kulturowej ‘nadbudowy’). Zwróciwszy uwagę na wzrastającą dyskryminację ze względu na płeć, seksualność czy rasę, lewica zaczęła zauważać, że obok ekonomii czynnikiem wykluczającym grupy społeczne jest dominująca wizja kultury, a zatem przekonań, które uchodzą za naturalne, gdy tymczasem faktycznie są narzucane przez większość.

Kultura dominująca – w świetle lewicowych analiz – opierała się na: eurocentryzmie (czyli kulturowej dominacji cywilizacji europejskiej bądź euro-amerykańskiej), a zatem dominacji rasy białej nad pozostałymi; fallocentryzmie, czyli dominacji męskości (dla której istotnymi przymiotami są siła fizyczna, odwaga itp. I która definiuje miejsce kobiet jako co najwyżej towarzyszek życia mężczyzn); heteronormatywności (związanej z kultem wspomnianej męskości i dyskryminacją wszelkich innych wariantów seksualnych); metafizyce (zakładającej trans­cen­den­cję rozumianą na sposób chrześcijański, zapewniającą tym samym przewagę tej religii nad pozostałymi) oraz kapitalizmie jako najdoskonalszej formie gospodarczej ekspresji heteroseksualnych, białych, religijnych mężczyzn, zapewniającej im poczucie spełnienia własnych pragnień w połączeniu z realizacją poczucia władzy nad innymi (pracodawców nad pracownikami).

Intelektualistki oraz intelektualiści lewicowi zaczęli zajmować się reinterpretacją, ponownym odczytaniem należących do kanonu dzieł sztuki, literatury, teatru z punktu widzenia nowych podmiotów na scenie politycznej.

Pionierski pod tym względem był ruch feministyczny. Zaczęto zwracać szczególną uwagę na artystów do tej pory marginalizowanych ze względu na płeć, rasę, seksualność, religię, itp. oraz kreować nowy kanon dzieł sztuki, w którym starano się pokazać wartościowe cechy kolejnych tożsamości. Zaczęto poddawać krytycznej analizie takie objawy kapitalizmu, jak konsumpcja czy triumf mediów masowych.” (s. 183-184)

Abstrahując od niezamierzonej chyba komiczności tego fragmentu, charakteryzuje on doskonale, moim zdaniem, pole zainteresowań środowiska Krytyki Politycznej.Przestańmy więc się go czepiać i nie wymagajmy żeby kot szczekał. Bo to, co robią – robią doskonale.

Stefan Zgliczyński


Krytyki Politycznej przewodnik lewicy. Idee, daty i fakty, pytania i odpowiedzi, War­sza­wa 2007, s. 325.

image_pdfPobierz artykuł w wersji PDFimage_printDrukuj artykuł
Udostępnij:

Polecane artykuły

Wpisz wyszukiwane hasło o naciśnij Enter, aby wyszukać. Naciśnij ESC, aby anulować.

Do góry