Kaczyńscy trzymają sie mocno

Od kilku tygodni Polska pogrąża się w politycznym kryzysie. Afera gruntowa, rozpad koalicji, przedterminowe wybory, ujawnienie nielegalnych operacji podsłuchiwania opozycji i koalicjantów z rozkazu ministrów PiS, aresztowanie kilku prominentnych urzędników resortów siłowych. Wszystko to wygląda na samospełniającą się przepowiednię. Dla braci Kaczyńskich polityka była zawsze sferą zakulisowych spisków i rozgrywek służb bezpieczeństwa. Gdy objęli już upragnioną władzę po prostu nie potrafili inaczej rządzić. Ostatnie afery pokazały, że PiS może paść ofiarą własnej bezpieczniackiej fiksacji.

Obecny kryzys polityczny w Polsce sprawia wrażenie prawdziwego trzęsienia ziemi. Niestety wiele wskazuje na to, że nie doprowadzi on do zasadniczej zmiany sytuacji i odebrania władzy konserwatywnej prawicy. Informacją znacznie ważniejszą niż kolejne, mnożące się w ogromnym tempie rewelacje ogłaszane przez polityków, są wyniki sondaży opinii publicznej, które niedwuznacznie wskazują, że pozycja PiS pozostaje niemal nienaruszona. Jak to możliwe, że partia skompromitowana tyle razy zachowuje wyraźne poparcie, które w najgorszym razie da jej, po ewentualnych nowych wyborach, drugie miejsce w parlamencie?

PiS jest silny przynajmniej z trzech powodów. Po pierwsze ze wzglądu na miraż Polski solidarnej, którym bardzo zręcznie manipuluje. Po drugie ze względu na nędzę opozycji, która nie jest zdolna do przeciwstawienia prawicowemu populizmowi wizji politycznej, która zainteresowałaby kogokolwiek innego poza członkami własnych partyjnych aparatów. Na dzisiejszy sukces PiS składa się jednak przede wszystkim choroba, na którą cierpiały elity III RP. Jej symptomy pokrywają się z tym, co francuski myśliciel Jacques Rancire nazwał elitarną „nienawiścią do demokracji”.

Nie możemy dziś zapominać, że to III RP przygotowała i stworzyła IV RP. Nie tylko dlatego, że wizja polityczna PiS stanowi odwrócenie istotnych elementów określających ramy polskiej sceny politycznej po 1989 r. Związek jest bardziej bezpośredni. Restauracja kapitalizmu w Polsce odbywała się przy bierności większości społeczeństwa. Co gorsza, konsens zawarty przez elity wokół skrajnie neoliberalnej polityki gospodarczej skutecznie uniemożliwił rozwój oddolnej demokracji. Rosnące nierówności, bieda i destabilizacja stosunków pracy sprzyjały depolityzacji klas podporządkowanych. W ciągu minionych 17 lat niemal wszystkie przejawy ich aktywności były wykluczane poza sferę polityczną, a nawet kryminalizowane. Głosy krytyczne wobec neoliberalizmu kwalifikowano jako komunistyczne sentymenty lub zagrożenie dla młodej polskiej demokracji. Pracownicy utracili reprezentację polityczną, a związki zawodowe ustępowały pod naporem sprzymierzonego z państwem kapitału. Doprowadziło to do zepchnięcia społecznej kontestacji w sferę teorii spiskowych i ksenofobii. Rewersem konsensu neoliberalnego w sferze publicznej stał się rozwój autorytarnego prawicowego populizmu, który bazuje na biernym niezadowoleniu mas, a w miejsce zabronionej politycznej artykulacji gniewu w postaci walki klas powołuje substytut w figurze lidera-zbawcy. To właśnie umiejętne odgrywanie owej roli pozwala braciom Kaczyńskim zachowywać duże poparcie, a ministrowi Ziobrze brylować na pierwszym miejscu listy polityków darzonych największym zaufaniem.

Trzeba pamiętać, że afera podsłuchowa wybuchła na tle walki władzy PiS z „układem”. Prawica umiejętnie skanalizowała konflikty klasowe i zagrożenie niesione przez neoliberalizm. Przekierowała je na inne, wygodne dla siebie, tory. To już nie kapitalizm jest problemem, ale spisek elit. Nie podporządkowanie polityki społecznej i gospodarczej wymogom rentowności dominujących sektorów kapitału finansowego, ale tajne porozumienie dawnej komunistycznej bezpieki, nowej mafii i sprzedajnych proeuropejskich (czyli w języku prawicy niepatriotycznych) polityków. Wizja ta ma pewne podstawy w rzeczywistości, bo w konsekwencji terapii szokowej lat 90. pojawiły się w Polsce zjawiska typowe dla pierwotnej akumulacji, a więc mafia, korupcja polityczna i polityczny kapitalizm. W tej sytuacji obecny atak opozycji na rząd wielu „zwykłym ludziom” wydaje się próbą obrony interesów elit.

Tymczasem, w cieniu politycznego spektaklu zaostrzają się społeczne konflikty. W Kielcach, 28 sierpnia lokalne władze skierowały przeciwko strajkującym pracownikom publicznego transportu prywatną agencję ochrony. Terrorowi ochroniarzy towarzyszyły oskarżenia strajkujących… o terroryzm. Czy któryś z lewicowych obrońców demokracji przed „kaczyzmem” pisnął słówko w tej sprawie? Czy choćby jeden z liderów lewicy, którzy niedawno tak ochoczo pozowali do zdjęć w białym miasteczku protestujących pielęgniarek pod siedzibą premiera pofatygował się do Kielc? To oczywiście pytania retoryczne. Wszak w czołówce LiD-u widzimy skompromitowanych liderów, którzy rządzili, gdy w 2002 r. prywatni ochroniarze łamali strajk w Ożarowie.

Nasi obrońcy demokracji nie śpią natomiast za granicą. Grupa polskich eurodeputowanych, z Bronisławem Geremkiem na czele zaprotestowała przeciw konferencji poświęconej prawom Palestyńczyków, która odbyła się w Parlamencie Europejskim 30-31 sierpnia. Impreza rzekomo „nie służy dialogowi” na Bliskim Wschodzie. Zapewne chodziło o dialog, którego przejawami są kolonizacja, państwowy terroryzm i mur apartheidu. Doprawdy, nie ma się co dziwić, że alternatywa między PiS-em a jego przeciwnikami jawi się znacznej części obywateli Polski jako wybór między dżumą a cholerą, a Kaczyńscy… cóż, Kaczyńscy trzymają się mocno.

image_pdfPobierz artykuł w wersji PDFimage_printDrukuj artykuł
Udostępnij:

Polecane artykuły

Wpisz wyszukiwane hasło o naciśnij Enter, aby wyszukać. Naciśnij ESC, aby anulować.

Do góry