Iracka hańba III RP

W połowie grudnia minionego roku nowy rząd zadeklarował chęć wycofania polskich oddziałów z Iraku do końca października 2008 r. Wydaje się, że mimo po- czątkowych oporów prezydent Kaczyński pogodził się z tym terminem.

To jedna z tych spraw w polskiej polityce, wokół których panuje niemal powszech- na zgoda. Pomysł ewakuacji z Iraku łączy prawicę i lewicę niemal w takim samym stopniu w jakim w roku 2003 r. jednoczyło ją poparcie dla udziału w amerykańskiej agresji na ten kraj.

Mimo wszystko trudno nie cieszyć się z obietnic rządu. Nie sposób nawet skryty- kować ich za to, że padły za późno.

Rzecz przecież nie w tym, że należało wycofać się wcześniej. Powiedzieć coś takiego, to przyznać rację tym, którzy wepchnęli nas w tę wojnę wbrew woli większości polskiego społeczeństwa, wbrew rezolucjom Rady Bezpieczeństwa ONZ i wbrew większości krajów Unii Europejskiej. To przyznać, że był taki czas, gdy za decyzją inwazji na Irak stały jakieś racje. Tymczasem od samego początku było jasne jak bardzo naciągane są rewelacje głoszone w ramach propagandowej nagonki, mającej wykreować zdruzgotany wojnami, sankcjami i de facto poddany powietrznej okupacji kraj na zagrożenie dla całego świata, a jego dyktatora na inkarnację Adolfa Hitlera. Po słynnej kompromitacji Colina Powella podczas prezentacji rzekomych dowodów istnienia irackiego programu budowy broni masowego rażenia w RB ONZ w lutym 2003 r. trudno było mieć jakiekolwiek wątpliwości co do intencji Waszyngtonu. Byli oczywiście i tacy, którzy mu ślepo wierzyli – prezydent Aleksander Kwaśniewski zajmował wśród nich poczesne miejsce. Wtórowały mu wielkie polskie media. Ich entuzjastyczny udział w odrażającej prowojennej kampanii stanowi mocny argument przeciw rodzimej wersji mitu o demokratycznych mediach sprawujących funkcje kontrolne wobec władzy.

Tymczasem tragedia iracka trwa. Co prawda drugiej połowie minionego roku liczba ofiar starć i czystek na tle etno-religijnym spadła o połowę. Nie oznacza to niestety, że wojna ma się ku końcowi. W minionym roku przybrały na sile ataki na obce wojska, a ich skuteczność była największa od rozpoczęcia okupacji Iraku w maju 2003 r. Na koniec roku oficjalna liczba żołnierzy armii USA zabitych w akcjach ruchu oporu wyniosła 901. Dotychczas, w najgorszym dla Amerykanów roku 2004 zginęło 850 żołnierzy. [1]

Te dramatyczne dane są niczym w porównaniu z liczbą irackich ofiar wojny. Szacunki podawane przez niezależne ośrodki mówią o więcej niż pół milionie ofiar. Ponad 3 miliony Irakijczyków wegetuje w zapomnianych przez świat Zachodni obozach dla uchodźców w Syrii, Jordanii i Egipcie. Miliony straciły dach nad głową i dorobek całego życia w wyniku bombardowań i czystek etnicznych. Całe społeczeństwo cierpi wskutek drastycznego pogorszenia warunków życia, które są dziś gorsze niż w ostatnich latach rządów Saddama, kiedy przecież były wyjątkowo ciężkie. Współodpowiedzialność za ten ocean cierpienia spada także na nas. Nie tylko dlatego, że posłaliśmy tam wojsko, ale też dlatego, że udzielaliśmy bezwzględnego poparcia amerykańskiej polityce w tym kraju. To zaś oznacza, że przyklaskiwaliśmy gigantycznej grabieży jego zasobów finansowych dokonanej przez wielkie korporacje pod perwersyjnym szyldem „odbudowy Iraku” [2], a także sprzecznej z prawem międzynarodowym prywatyzacji gospodarki, która miała być wstępem do skoku na iracką naftę. Niestety wszystko wskazuje na to, że świadomość tych faktów nawet przez chwilę nie zagościła w umysłach polskich polityków i przygniatającej większości uczestników debaty publicznej. Wygląda to tak, jakby zakres odpowiedzialności naszych władz ograniczał się do dbania o bezpieczeństwo polskiego personelu wojskowego i dyplomatycznego podczas czegoś w rodzaju niekonwencjonalnej wyprawy turystycznej dla amatorów mocnych wrażeń.

Polska wychodzi z Iraku tak jak do niego weszła – jak gdyby nigdy nic. Zupełnie jakby nie złamano prawa międzynarodowego, jakby nie było poważnych argumentów za tym, że złamano polską Konstytucję, jakby nie było hańby brudnej wojny, tortur, grabieży, jakby wreszcie nie wepchnięto kraju w otchłań czystek etnicznych.

Oczywiście nikt nie jest na tyle naiwny aby oczekiwać, że politycy odpowiedzialni za decyzję posłania polskich wojsk na wojnę z krajem oddalonym o tysiące kilometrów od granic III RP zechcą uderzyć się w piersi. Twarda rzeczywistość podpowiada, że kwestia odpowiedzialności przed międzynarodową sprawie- dliwością w dzisiejszym świecie pojawia się tylko w kontekście win polityków, którzy nieostrożnie przeciwstawili się dyktatowi USA.

Co innego tzw. autorytety. Niestety także z tej strony nie widać ochoty do krytyki błędów niedawnej przeszłości. Nie słychać aby Władysław Bartoszewski, Adam Michnik czy choćby Leszek Kołakowski mieli coś do powiedzenia na temat kłamstw amerykańskiej propagandy wojennej, którym udzielali wsparcia mocą swoich autorytetów. Gorzej, bo wojna iracka w ogóle nie stała się powodem do pogłębionej refleksji na temat miejsca i roli Polski w świecie a także o naszej za ów świat odpowiedzialności. Bardzo źle to świadczy o standardach etycznych i w ogóle intelektualnych panujących w polskiej debacie publicznej. Dopóki nie dokona się w niej taka refleksja, możemy spodziewać się kolejnych Iraków z naszym udziałem, albo pomysłów utworzenia polskiej strefy w Afganistanie.

Przemysław Wielgosz


[1] Łączne oficjalne straty amerykańskie w Iraku w dniu 31 grudnia 2007 r. to 3902 zabitych (cała koalicja straciła 4209, dane za www.icasualties.org ). Jeżeli dodamy do tego ok. 1000 zabitych pracowników prywatnych firm ochroniarskich w rodzaju Blackwaters, które wydatnie wspierają amerykańskie wojska, liczba sięga 5 tysięcy. W oficjalnych statystykach nie uwzględnia się żołnierzy zmarłych z ran poza polem bitwy, oraz zabitych i zmarłych żołnierzy-imigrantów służących w zamian za obietnicę przyznania „zielonej karty”. Liczba amerykańskich ofiar tej brudnej wojny jest wyższa niż dane oficjalne.
[2] Patrz. Joy Gordon „Niszczycielska odbudowa Iraku” Le Monde diplomatique edycja polska, kwiecień 2007.

image_pdfPobierz artykuł w wersji PDFimage_printDrukuj artykuł
Udostępnij:

Polecane artykuły

Wpisz wyszukiwane hasło o naciśnij Enter, aby wyszukać. Naciśnij ESC, aby anulować.

Do góry