Inna niepodległość

W stulecie uzyskania niepodległości najwyższe organa państwa polskiego wynegocjowały z faszystami wspólny przemarsz ulicami Warszawy. Poparcie dla Ruchu Narodowego, Młodzieży Wszechpolskiej i ONR oscyluje w granicach błędu statystycznego, ale to one de facto narzuciły prezydentowi Dudzie i premierowi Morawieckiemu formę i charakter obchodów najważniejszego święta państwowego w tym roku. Zaskoczenie takim obrotem spraw będzie mniejsze, jeśli zauważymy, że nacjonalistyczna hegemonia od dawna wyznacza standardy mówienia o historii i patriotyzmie w naszym kraju. Dzień przed państwowo-faszystowskim marszem Gazeta Wyborcza uraczyła czytelników długim wywiadem z twórcą marki Red is Bad, zasłużonej w promowaniu nacjonalistycznego militaryzmu i kultu przemocy. Jeszcze wcześniej Platforma Obywatelska oddała hołd antysemicie Romanowi Dmowskiemu, a jej lewicowa sojuszniczka Barbara Nowacka w imię wolności słowa odcięła się od próby zakazu marszu faszystów – tak jakby faszyzm, ksenofobia i antysemityzm były po prostu uprawnionymi poglądami, a nie postawami przestępczymi.

W takiej atmosferze jakakolwiek opowieść o wydarzeniach jesieni 1918 r. na ziemiach polskich, która odstaje od bogoojczyźnianych banałów, musiała zostać zmarginalizowana. Tych kilka konferencji, debat i książek przywracających mniejszościową historię narodzin niepodległości stanowi chwalebne wyjątki potwierdzające regułę. Mimo to warto tutaj do nich nawiązać.

Warto przypominać, że niepodległość miała konkretne barwy polityczne. Mianowicie była sprawą lewicy. Podczas gdy prawica (konserwatywna i narodowa) stawiała na współpracę z zaborcami w ramach instytucji w rodzaju Rady Regencyjnej, stojących na straży interesów ziemiaństwa i burżuazji, zarówno socjaliści, jak i ludowcy konsekwentnie zmierzali do politycznego upodmiotowienia klas ludowych, a jedną z ustrojowych ram dla urzeczywistnienia tego celu miała być nowa, demokratyczna republika. W istocie historia budowy tak rozumianej niepodległości zaczyna się wraz z rewolucją roku 1905 i plebejską mobilizacją, która stworzyła nowoczesną sferę publiczną w Polsce. Masowe upolitycznienie i samoorganizacja robotników, chłopów, biedoty nie mieściły się w ustrojowych ramach monarchicznych imperiów zaborczych, kwestionowały istniejące w nich ograniczone koncesje demokratyczne i panujący reżim klasowy. To wyjaśnia, dlaczego właśnie lewica dominowała w Polskiej Komisji Likwidacyjnej, przejmującej władzę z rąk okupantów austriackich, i dlaczego pierwszy polski rząd kierowany w Lublinie przez socjalistę Ignacego Daszyńskiego nazywał się Rządem Ludowym Republiki Polskiej. A także dlaczego przyjął on radykalnie postępowy program z równouprawnieniem kobiet i mniejszości etnicznych, nacjonalizacją wielkiego przemysłu, 8-godzinnym dniem pracy, reformą rolną. Nawet jeśli Daszyński należał do prawego skrzydła PPS, to okoliczności powstania rządu lubelskiego pchały go w lewo. Wystarczy wspomnieć, że wielka demonstracja poparcia dla jego ekipy w Warszawie 13 listopada zgromadziła ok. 50 tys. osób, a na Zamku Królewskim załopotały czerwone sztandary. Tych ostatnich zresztą nie brakowało i w innych miejscach.
Jesienią 1918 r. przez ziemie polskie przechodziła wielka fala rewolucyjna. Strajkowały fabryki i folwarki, trwały demonstracje i wiece. Lud nie tyle postulował zmiany, ile wprowadzał je w życie. Chłopi masowo zaorywali i parcelowali pańską ziemię, niszczono urządzenia i budynki folwarczne, formowały się rady robotnicze i gminne, powstawały ludowe milicje i czerwone gwardie, tu i ówdzie wyrastały wyspy innej niepodległości.
Niewątpliwie taką wyspą było Zagłębie Dąbrowskie, gdzie rady robotnicze (organizowane także w Łodzi, Lublinie, Warszawie i na Górnym Śląsku) powołały rady delegatów i siłę zbrojną, stawiając krok ku ustanowieniu suwerenności opartej na przynależności klasowej, a nie narodowej czy etnicznej. Ruch ten trwał kilka miesięcy. Trzeba było interwencji wojska rządu warszawskiego, żeby obalić dąbrowiecką władzę rad.
W pierwszych miesiącach 1919 r. wojsko pacyfikowało także chłopskie republiki, które powstały w listopadzie 1918 r. Trwająca 6 tygodni Republika Pińczowska stanowiła efekt buntu przeciw zbrojnemu tłumieniu strajku fornali we wsi Rosiejów. Chłopskim poruszeniem kierował należący do SDKPiL Jan Lisowski, a wśród innych jej liderów wyróżniał się niejaki Kalinka (ps. Kazuń), były austriacki oficer i anarchista, który stanął na czele kilkusetosobowego oddziału partyzanckiego, wyzwalającego pobliskie miasteczka i siejącego postrach wśród miejscowych właścicieli ziemskich. Największym oddolnie budowanym projektem chłopskiego samostanowienia była jednak Republika Tarnobrzeska. Powstała na wielotysięcznym wiecu pod pomnikiem Bartosza Głowackiego 6 listopada, ogarnęła obszar 4 powiatów, na którym ustanowiono władzę Komitetu Rewolucyjnego i rad gminnych, parcelując majątki lokalnych latyfundystów, uspołeczniając lasy, łąki i pastwiska, konfiskując dobra kościelne, a nawet ustanawiając system transferów socjalnych. Mimo krwawego stłumienia republiki ruch chłopski na tych obszarach trwał w dalszym ciągu, a jej liderzy – ksiądz Eugeniusz Okoń i oficer legionów Tomasz Dąbal zostali potem wybrani do pierwszego sejmu II RP.
Różne próby ludowego samostanowienia 1918 r. ostatecznie przegrały w konfrontacji z tworzącym się państwem, które z czasem stawało się coraz mniej demokratyczne. Niemniej w pewien sposób wpłynęły na kształt polskiej nowoczesności. Stały się czymś w rodzaju znikającego pośrednika, przenoszącego doświadczenie radykalnej demokracji i równości, ożywiającego ideę innej niepodległości, która jak się przez chwilę wydawało, była wówczas możliwa, a dziś, jak dowiodły tego brunatniejące obchody święta 11 listopada, wciąż pozostaje do odzyskania.

image_pdfPobierz artykuł w wersji PDFimage_printDrukuj artykuł

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top