Największy światowy miesięcznik społeczno-polityczny
NUMER BIEŻĄCY  ARCHIWUM   PRENUMERATA    BIBLIOTEKA   REDAKCJA    WYDAWNICTWO   KONTAKT
Spis treści numeru 08/150

sierpień 2018

  LMD na portalu Facebook

Wybrane artykuły
Tylko na stronie www

DOKUMENTY

Europejska Konferencja w Obronie
Publicznej Służby Zdrowia
Deklaracja

Damien Millet i Eric Toussaint
Dekada globalizacji i oporu
(1999-2009)

Raport ONZ
Wpływ blokady ekonomicznej
na sytuację humanitarną Gazy

ARTYKUŁY

Antoni Wiesztort
Największa grabież w powojennej historii stolicy

Agnès Sinaï
Zmiany klimatyczne podsycają konflikty

Gilbert Achcar
Religia między wyzwoleniem a fundamentalizmem

KOMENTARZE I POLEMIKI

Tomasz Nowicki
Jak nie pomagać uchodźcom

Tadeusz Klementewicz
Kompradorzy znad Wisły

Dariusz Zalega
Polityka horroru

Warto przeczytać

Jakub Sypiański
Nowa lewicowa postlewica?
Maj 2017

Stefan Zgliczyński
„Miasta śmierci”
pod butem Persaka

LMD - grudzień 2016

Martine Bulard
Pekin na zakręcie
LMD - kwiecień 2011

Janet Biel
Kobiety i natura, czyli
recydywa mistycyzmu

LMD - maj 2011

Loïc Wacquant
Anatomia nowej miejskiej biedy
LMD - czerwiec 2008

Hervé Do Alto
Zmagania Moralesa z sojusznikami

W Ameryce Południowej prawica konserwatywna jest w ofensywie, lecz jedno państwo pozostaje tam zakotwiczone po lewej stronie – Boliwia Evo Moralesa. Kontestacja rozwija się obecnie w samym prezydenckim obozie politycznym, zwłaszcza wśród górników z sektora zwanego spółdzielczym. Osobliwa historia partii prezydenckiej rzuca światło na tę zadziwiającą sytuację. 

Mandar obedeciendo, kierować będąc posłusznym – 21 stycznia 2006 r., w przeddzień swojej inauguracji na urzędzie prezydenta, Evo Morales obiecał, że tak będzie postępował, wypowiadając głośne słowa podkomendanta Marcosa [1] z meksykańskiej Armii Wyzwolenia Narodowego im. Emiliano Zapaty (EZLN). Oznaczało to, że boliwijski przywódca indiański i związkowy zobowiązuje się, iż będzie rządził wraz z ruchami społecznymi, które wyniosły go do władzy. Jego przytłaczające zwycięstwo wyborcze nad dwoma rywalami, odniesione 18 grudnia 2005 r. bezwzględną większością głosów (53,7%), było sukcesem wieloletnich antyneoliberalnych mobilizacji ludowych. Jego partia, Ruch na rzecz Socjalizmu (MAS), postrzegana była wówczas jako instrument polityczny w służbie ludowych organizacji społecznych i ucieleśniała wolę prowadzenia polityki „inaczej".

Po upływie z górą dziesięciolecia wydaje się jednak, że to narzędzie demokratyczne zamieniło się w machinę wojenną służącą głównie permanentnemu utrzymywaniu się Moralesa na czele władzy państwowej, jak o tym świadczy mobilizacja partii na rzecz jego reelekcji. Ewolucji tej nie byłoby jednak słusznie przypisywać jedynie ambicjom samego Moralesa, gdyż umknąłby nam z pola widzenia głębszy problem: strukturalna trudność, z jaką boryka się MAS, gdy przychodzi mu zapewnić więź rządu, usiłującego sprostać perypetiom wynikającym ze sprawowania władzy, z organizacjami społecznymi, które – mimo swojej narastającej instytucjonalizacji – nadal mają skłonność protestować na ulicach, aby bronić interesów swoich dołów.

Partia ruchów społecznych

MAS zrodził się w 1999 r. z inicjatywy związku zawodowego cocaleros – rolników uprawiających kokę w departamencie Cochabamba. Sam Morales wywodzi się z tego ruchu związkowego. Bardzo wielu cocaleros to byli górnicy, którzy po zamknięciu kopalń na skutek reform neoliberalnych przesiedlili się w poszukiwaniu nowych środków utrzymania do rejonów uprawy koki, przynosząc ze sobą i przystosowując do nowych warunków silne tradycje górniczej organizacji związkowej. MAS postanowił, że na ławy poselskie pośle działaczy związkowych i indiańskich, pozwalając, aby organizacje społeczne same, oddolnie, wybrały swoich kandydatów.

Bardziej niż klasyczną partię MAS przypominał na początku federację organizacji społecznych, w której obcowały ze sobą związki zawodowe robotników i związki chłopskie, miejskie komitety sąsiedzkie i społeczności indiańskie. Zapewniało to tej partii reprezentację klas ludowych w kraju, w którym rozmaite sfery życia społecznego są pokryte bardzo gęstą siecią organizacyjną. Ten szczególny charakter partii przekładał się na coś, co nazwano „demokracją korporacyjną" [2]: MAS, obejmując różnorodny konglomerat organizacji, musi nie tylko brać na siebie – podobnie jak czyni to każda partia – obowiązek mobilizacji wyborczej swoich członków, ale również odgrywać rolę mediatora między składającymi się na nią coraz liczniejszymi ruchami.

Po zwycięstwie 2005 r. partia scedowała wszelką inicjatywę polityczna na rząd i sama sprowadziła się do tej roli mediatora między popierającymi rząd organizacjami, które zaczęły rywalizować między sobą zarówno o mandaty poselskie, jak i o stanowiska w rządzie, w państwie i w samej partii. W tym kontekście lojalność części składowych partii wobec partii jako takiej zasadniczo zależy od ich stopnia integracji w partyjnej strukturze organizacyjnej. W MAS należy się przede wszystkim do własnej organizacji – związkowej, społecznościowej czy sąsiedzkiej – a dopiero w drugiej kolejności do partii. Nie jest zatem rzadkością afiszowanie przez daną organizację poparcia dla rządu, a jednocześnie mobilizowanie do wymierzonych weń działań, które służą obronie interesów takich czy innych środowisk w skali czy to lokalnej, czy ogólnokrajowej.

Kryzysogenna spółdzielczość

Prezydent Morales, stojąc oko w oko z wysoką konfliktowością społeczną, miał zatem okazję przekonać się, że w licznych przypadkach zasilają ją przynajmniej częściowo organizacje grawitujące na jego orbicie. Krajowa Federacja Spółdzielni Górniczych Boliwii (FENCOMIN), sprzymierzona z MAS od 2005 r., bardzo dobrze ilustruje tę sytuację. Choć posiada mocne pozycje w partii, w Kongresie i we władzy wykonawczej – w 2006 r. kontrolowała nawet strategiczne Ministerstwo Górnictwa – sami górnicy-spółdzielcy doprowadzili do dwóch spośród najgroźniejszych kryzysów politycznych, do jakich doszło za kolejnych prezydentur Moralesa.

Pierwszy kryzys spowodowały starcia między nimi a górnikami-pracownikami najemnymi państwowej COMIBOL w Huanuni 5 i 6 października 2006 r., podczas których śmierć poniosło 16 osób, a następnie, w sierpniu 2016 r., zabójstwo wiceministra Rodolfo Illanesa podczas blokady autostrady w miejscowości Panduro, kiedy to spółdzielnie sprzeciwiały się projektowi ustawy ściślej niż poprzednio regulującej ich działalność. W takiej paradoksalnej sytuacji znajdują się również inne afiliowane do MAS organizacje, które nie zrezygnowały z protestów ulicznych jako uprawnionego sposobu działania, choć „ich" partia jest u władzy. Układ ten ujawnia swoje wady wtedy, gdy chodzi o rozładowanie dynamik konfliktowych, a tymczasem okazuje się, że brak jest ram deliberacji wewnętrznej.

Początkowo MAS potrafił panować nad napięciami między organizacjami społecznymi. Pierwsze lata rządów Moralesa to okres podboju aparatu państwowego przez związki zawodowe, które uzyskują nowe pozycje instytucjonalne, przekładające się na zajmowanie przez związkowców licznych stanowisk parlamentarnych i urzędniczych. Kontekst polityczny przeciwstawiał wtedy obóz rządowy prawicy neoliberalnej, zdecydowanej uniemożliwić funkcjonowanie Konstytuanty, której zwołanie obiecał Morales.

Konflikt wokół budowy autostrady

Do 2009 r. partii rządzącej udawało się wykuć pod swoim sztandarem jedność ludową, która nie miała precedensu od czasu walk masowych w latach 70. i 80. z dyktaturami wojskowymi. Równowaga zaczęła jednak załamywać się po uchwaleniu w wyniku referendum nowej konstytucji, co nastąpiło 7 grudnia 2009 r. Prawica poniosła wtedy dotkliwą porażkę, natomiast na powierzchnię wypłynęły podziały występujące wśród samego ludu.

Wśród konfliktów, które zrodziły się w wyniku takiej rekonfiguracji, jednym z najważniejszych jest konflikt przeciwstawiający sobie od 2011 r. rolników uprawiających kokę w Cochabambie Indianom z Terytorium Tubylczego i Parku Narodowego Isiboro-Sécure (w skrócie zwanego Tipnis) w departamencie Beni. W 2008 r. rząd powrócił do dawniejszego projektu budowy autostrady, która miała odryglować to terytorium amazońskie sąsiadujące ze strefą nazywaną „tropikiem Cochabamby", w której uprawia się kokę. Prace miały rozpocząć się w 2010 r., lecz sprzeciwiły się temu lokalne społeczności indiańskie, wspierane przez Konfederację Narodów Tubylczych Boliwii (CIDOB).

Poza szkodami, jakie realizacja tego projektu może wyrządzić środowisku, społeczności te obawiają się wzmożenia działalności gospodarczej cocaleros, która potencjalnie grozi ekspansją na ich terytorium. Producenci koki popierają natomiast projekt. Oba obozy należą do MAS. W obliczu konfrontacji z przywódcami cocaleros, jednej z grup historycznych należących do partii, społeczności lokalne i CIDOB, której kierownictwo wstąpiło do MAS w 2006 r., zorganizowały marsz indiański, aby wywrzeć presję na władzę wykonawczą.

Liczy się siła wyborcza

Marsz wyruszył w sierpniu 2011 r. z Trinidad, stolicy departamentu Beni, miał trwać dwa miesiące i dotrzeć do La Paz. 24 września, w połowie drogi, zablokowano go w miejscowości Yucumo, gdzie jego uczestników brutalnie zaatakowała policja. Był to wstrząs dla boliwijskiej i międzynarodowej opinii publicznej i była to porażka Moralesa, „indiańskiego prezydenta", który w wyniku tego wydarzenia zawiesił budowę autostrady.

Mimo aktów przemocy, których dopuszcza się jedna strona, i aktów represji, których doznaje druga, konflikty przeciwstawiające rząd jego historycznym sojusznikom – górnikom-spółdzielcom i Indianom – miały diametralnie przeciwstawne skutki w łonie MAS. Z jednej strony, mimo żywych napięć między władzą wykonawczą a FENCOMIN, stosunki uległy w końcu normalizacji za cenę pomniejszych ustępstw strony spółdzielczej. Z drugiej strony konflikty w Tipnis doprowadziły do faktycznego zerwania stosunków między rządem a CIDOB.

Tak różne konsekwencje konfliktów wynikają w dużej mierze z tego, jakie pozycje jedna i druga organizacja zajmują w łonie MAS. Spółdzielcy nie mają w partii bezpośrednich rywali, a ich znaczenie liczebne (prawie 120 tys. członków) zapewnia partii łatwe uzyskanie głosów w okręgach górniczych. Obie strony są zatem zainteresowane tym, aby ten burzliwy sojusz przetrwał, choć stanowi on wyzwanie dla wszelkiego wyobrażenia o spójności ideologicznej: daleka od antyneoliberalnej orientacji rządu spółdzielczość górnicza, wbrew swojej nazwie, lansuje wolną przedsiębiorczość kosztem wszelkich osłon socjalnych dla swoich własnych członków [3].

CIDOB nie dysponuje takimi atutami: stosunek tubylców do terytorium, pojmowanego przez nich jako przestrzeń życia obca wszelkiemu pojęciu produktywności, plasuje ich w potencjalnie antagonistycznym położeniu wobec chłopów, a zwłaszcza cocaleros, dla których ziemia nie jest nic warta jeśli jej się nie uprawia. Waga i status cocaleros w MAS skłoniły przywódców indiańskich do opuszczenia partii. O ile zerwanie to było przykre dla prezydenta, który obejmując władzę chętnie eksponował swoje pochodzenie z indiańskiego ludu Ajmara, o tyle jego koszt pozostaje umiarkowany: ci Indianie, z którymi zadarł, stanowią ograniczony rezerwuar głosów.

Związkowy prezydent

W swoim codziennym działaniu rząd często odgrywa zatem rolę arbitra między ruchami społecznymi, lecz stanowisko, jakie zajmuje, jest mocno uwarunkowane przez hierarchie symboliczne panujące w MAS i ukształtowane przez podziały występujące wśród boliwijskich klas ludowych, ale również przez historię partii i jej przywódcy. Tak więc projekt budowy autostrady prowadzącej przez Tipnis, którego broni rząd, nie tylko stanowi ilustrację orientacji produktywistycznych, właściwych jego polityce gospodarczej: fakt, że do dziś Morales jest przywódcą związkowym, co prawda symbolicznym, cocaleros z Cochabamby, pokazuje, że nawet stojąc na czele państwa postrzega się on jako pierwszy obrońca interesów organizacji, z której się wywodzi. Na prośbę członków, mimo sprawowania urzędu prezydenta, nadal jest formalnie przewodniczącym Komitetu Koordynacyjnego Sześciu Federacji Tropiku Cochabamby (COCAMTROP).

Sam prezydent jest nie dającym się obejść elementem tej demokracji wewnątrzpartyjnej. MAS zrodził się z rozłamu wśród chłopstwa Cochabamby i częściowo jest „jego" formacją – przedsięwzięciem politycznym, na którego czele Morales stanął w czasach, gdy cocaleros byli regularnie oskarżani o to, że zasilają w Boliwii narkoprzemyt. Za pośrednictwem wielorakich prawowitości – związkowej, partyjnej i instytucjonalnej – na które może się powoływać, występuje jako jedyna osoba zdolna utrzymać w garści ten pstry zaprzęg, gdzie działacze społeczni współistnieją z intelektualistami i przywódcami politycznymi, których często on sam zaprosił, aby wstąpili do partii.

Morales, zwornik kompleksowej architektury partyjnej, pozostaje również najlepszym kandydatem MAS. Od 2005 r. partia ma trudności ze szkoleniem swoich kadr, jak o tym świadczą wyniki uzyskiwane w wyborach przez kandydatów lokalnych – są one systematycznie niższe niż wyniki uzyskiwane przez prezydenta. Ostatnie wybory powszechne, przeprowadzone w 2014 r., ponownie zilustrowały tę tendencję: ogół kandydatów na posłów MAS uzyskał w 63 okręgach wyborczych – tyle liczy ich Boliwia – nieco ponad 2 mln głosów, a sam Morales uzyskał prawie milion więcej.

O prawo do czwartej prezydentury

Sytuacja ta wynika częściowo ze słabości personelu politycznego MAS, zwłaszcza w wielkich miastach, gdzie często niekonsekwentne zarządzanie sprawami lokalnymi uniemożliwiło partii skonsolidowanie swoich pozycji. Wynika ona również z silnego promieniowania samego Moralesa zarówno w skali międzynarodowej, gdzie pozostaje on ikoną ruchu alterglobalistycznego, jak i w skali krajowej, gdzie wszelki sukces rządowy jemu się przypisuje. W obecnej konfiguracji zajmuje on zatem centralną pozycję: częściowo kanalizuje dynamiki odśrodkowe występujące w boliwijskich ruchach społecznych; pozostaje również głównym atutem MAS, jeśli partia ta ma wygrać wybory, a ruchy te mają zachować uprzywilejowany dostęp do zasobów państwowych.

Ten wgląd w wewnętrzne funkcjonowanie MAS pozwala zrozumieć to, że wolą organizacji wchodzących w skład partii jest kandydowanie Moralesa na urząd prezydenta po raz czwarty, choć konstytucja tego zabrania. MAS starał się znieść zakaz najpierw na drodze referendum, które odbyło się 21 lutego 2016 r. Za reformą konstytucji w tej sprawie zagłosowało tylko 48,7% wyborców, toteż była to pierwsza porażka wyborcza Moralesa, przy czym poniósł ją po niezwykle agresywnej kampanii.

Uparty MAS postawił jednak na swoim obierając drogę sądową. 28 listopada 2017 r. Wielonarodowy Sąd Najwyższy Boliwii orzekł, że wszelkie ograniczenie mandatu jest sprzeczne z Amerykańską Konwencją Praw Człowieka (zwaną również Paktem z San José de Costa Rica) z 1978 r., zgodnie z którą obywatele obu Ameryk mają prawo „głosować i być wybierani" (art. 23) i nie jest przewidziane żadne ograniczenie tego prawa. Po stronie opozycji ta co najmniej szczodra interpretacja konwencji międzynarodowej, przywołanej przeciwko konstytucji, zasiliła oskarżenia rządu o autorytaryzm i podejrzenia o to, że podporządkował sobie władzę sądowniczą.

Niezdolność do „bycia partią"

Większość Boliwijczyków z klas ludowych, przekonanych, że ich los jest nierozłącznie związany z losem Moralesa, świętowała to orzeczenie jednak jako swoje zwycięstwo. W kontekście regionalnym, który cechuje powrót do władzy prawicy neoliberalnej o skłonnościach autorytarnych oraz kryzys rządów ideologicznie bliskich Moralesowi w Wenezueli i Ekwadorze [4], nikt nie wątpi, że sam prezydent postrzega się jako najlepszy szaniec w obliczu kontrrewolucji zachodzącej w Ameryce Łacińskiej.

Pozostaje jednak faktem to, że właściwa dla tej partii „demokracja korporacyjna", którą początkowo cechowały jej wymiary partycypacyjne i emancypacyjne, dziś ujawnia swoje ograniczenia. Nieustanne nawroty skłonności do kontestacji w organizacjach członkowskich MAS świadczą o tym, do jakiego stopnia dbające o swoje interesy doły mogą nadal przywoływać swoich przywódców do porządku. Wrzenie to, utrzymujące się jednak w ramach związkowych, daje również wyraz chronicznej niezdolności MAS do „bycia partią", tzn. do wyjścia poza korporacyjne ramy i wypracowania projektu politycznego wspólnego dla całej ludowej Boliwii.

W kontekście tym batalia o reelekcję Moralesa uświęca oczywiście jego centralne miejsce, gdyż bez niego przestrzeni partyjnej groziłoby, że się zawali. Przyczynia się to jednak również do wyznaczenia partii jednej tylko funkcji, która polega na wymaganiu od wchodzących w jej skład organizacji, aby zwierały szeregi niezależnie od rozbieżności występujących między nimi czy w ich stosunkach z rządem. Ogranicza to również horyzont polityczny MAS do zachowania kontroli nad aparatem państwowym, która, jak się wydaje, jest w oczach tej partii jedynym gwarantem nowej, wielorakiej, bardziej egalitarnej Boliwii, którą stara się ona budować.

tłum. Zbigniew M. Kowalewski


[1] Zob. I. Ramonet, „Marcos marche sur Mexico", Le Monde diplomatique, marzec 2001 r.

[2] H. do Alto, P. Stefanoni, „El MAS: las ambivalencias de la democracia corporativa", w: Mutaciones del campo político en Bolivia, La Paz, PNUD Bolivia – IDEA Internacional 2010.

[3] Zob. Á. García Linera, „Sprzeczności boliwijskiej rewolucji", Le Monde diplomatique – edycja polska, wrzesień 2011 r.

[4] Zob. R. Lambert, „Rządy postępowe Ameryki Łacińskiej w opałach", Le Monde diplomatique – edycja polska, styczeń 2016 r.

Współpraca wydawnicza
Biblioteka alternatyw
Grzegorz Konat, Przemysław Wielgosz

Rozwijana od lat 40. XX wieku teoria kapitału monopolistycznego oferuje analizę kapitalizmu realnego – fundamentalnie odbiegającą od wolnorynkowych wizji kreślonych w tekstach ekonomistów głównego nurtu. Koncepcje Paula M. Sweezy’ego, Paula M. Barana, Leo Hubermana, Harry’ego Magdoffa, Samira Amina czy Johna Bellamy’ego Fostera nigdy nie straciły na znaczeniu, ale dziś są aktualne jak nigdy dotąd. Na książkę składają się artykuły omawiające różne aspekty teorii kapitału monopolistycznego, jej historię, wpływ, a także prezentujące jej współczesne nurty. Redaktorzy tomu wybrali teksty Paula M. Sweezy’ego, Johna Bellamy’ego Fostera, Samira Amina, Jana Toporowskiego, Jerzego Osiatyńskiego i Mary V. Wrenn, a jeden z nich przeprowadził obszerne wywiady z J. B. Fosterem i Henrykiem Szlajferem.

Galeria książek

Biblioteka  LMD
Ewa Majewska

Teza autorki Kontrpubliczności ludowych i feministycznych jest w zasadzie prosta: w obliczu coraz wyraźniej obserwowanego kryzysu klasycznych strategii emancypacyjnych walk społecznych, warto zwrócić uwagę na pewną specyficzną formę tzw. słabego oporu, jakim jest tworzenie „kontrpubliczności” przez, jak to Majewska określa, podporządkowanych innych. Propozycja wydawnicza Ewy Majewskiej należy do bardzo wąskiej grupy książek, które po prostu ukazać się powinny. (z recenzji dr hab. Tomasza R. Wiśniewskiego)

Galeria książek

Bestseller  LMD
O rewolucji: 1905, 1917

O rewolucji: 1905, 1917 to zbiór tekstów Róży Luksemburg zainspirowanych i poświęconych wybuchom społecznym w Imperium rosyjskim na początku XX w. – rewolucjami 1905 i 1917 r. W pisanych na gorąco tekstach Luksemburg wykracza daleko poza doraźną publicystykę, umieszczając wydarzenia rewolucyjne w szerokim kontekście teoretycznym jaki tworzą jej oryginalne analizy historycznych tendencji kapitalizmu, wojny imperialistycznej, specyfiki Rosji oraz kryzysu i wyzwań stojących przed lewicą. Dzięki temu O rewolucji: 1905, 1917 jest nie tylko świadectwem wydarzeń kluczowych dla historii XX w., ale zachowuje aktualność także dziś.

Galeria książek

Broszura o TTIP 

Pobierz broszurę autorstwa Johna Hilary'ego pt. "Transatlantyckie Partnerstwo w Dziedzinie Handlu i Inwestycji. Fundament deregulacji, atak na miejsca pracy, kres demokracji".

Archiwum na płycie DVD 

Płytę DVD ze stu numerami
Le Monde-diplomatique
(pliki PDF o wysokiej rozdzielczości)
można zamawiać pod adresem:
redakcja@monde-diplomatique.pl
w cenie 39 zł. Wysyłka gratis.

Książki i czasopisma naszego wy- dawnictwa są do nabycia w księgar- niach i Empikach lub do zamówienia bezpośrednio w redakcji.