Największy światowy miesięcznik społeczno-polityczny
NUMER BIEŻĄCY  ARCHIWUM   PRENUMERATA    BIBLIOTEKA   REDAKCJA    WYDAWNICTWO   KONTAKT
Spis treści numeru 07/149

lipiec 2018

  LMD na portalu Facebook

Wybrane artykuły

Serge Halimi
Kaprys księcia

Przemysław Wielgosz
Beton

Andrzej W. Nowak
Poza uniwersytet potiomkinowski

Frank Pasquale
Jak wygrać z cyfrową oligarchią

Catherine Dufour
Koniec „science fiction”

Tylko na stronie www

DOKUMENTY

Europejska Konferencja w Obronie
Publicznej Służby Zdrowia
Deklaracja

Damien Millet i Eric Toussaint
Dekada globalizacji i oporu
(1999-2009)

Raport ONZ
Wpływ blokady ekonomicznej
na sytuację humanitarną Gazy

ARTYKUŁY

Antoni Wiesztort
Największa grabież w powojennej historii stolicy

Agnès Sinaï
Zmiany klimatyczne podsycają konflikty

Gilbert Achcar
Religia między wyzwoleniem a fundamentalizmem

KOMENTARZE I POLEMIKI

Tomasz Nowicki
Jak nie pomagać uchodźcom

Tadeusz Klementewicz
Kompradorzy znad Wisły

Dariusz Zalega
Polityka horroru

Warto przeczytać

Jakub Sypiański
Nowa lewicowa postlewica?
Maj 2017

Stefan Zgliczyński
„Miasta śmierci”
pod butem Persaka

LMD - grudzień 2016

Martine Bulard
Pekin na zakręcie
LMD - kwiecień 2011

Janet Biel
Kobiety i natura, czyli
recydywa mistycyzmu

LMD - maj 2011

Loïc Wacquant
Anatomia nowej miejskiej biedy
LMD - czerwiec 2008

Catherine Dufour
Koniec „science fiction”

Badać możliwości, które zawiera w sobie teraźniejszość, wyobrażać sobie przyszłość, która je po swojemu opracowuje – oto zadania, które stawia przed sobą science fiction. Długo uważana za pisaninę dla nastolatków, później ceniona za perspektywy, które ukazuje. Jakie perspektywy może ona jednak ukazywać dzisiaj, kiedy nauka i technologia zdołały ją – jak się wydaje – dogonić?

Trudno podać definicję science fiction (SF). Jeden z jej mistrzów, Isaak Asimov, spróbował tak: „gałąź literatury, w której człowiek szuka odpowiedzi na pytania stawiane przez rozwój nauki i technologii" [1]. Powstała tak naprawdę bardzo dawno, jej pierwsze zalążki można dostrzec już w Eposie o Gilgameszu (czyli w XVII w. p.n.e., bądź co bądź), a gwałtownie zaczęła się rozwijać na początku XIX w., wraz z przyśpieszeniem rozwoju technicznego.

Można rozróżnić dwa podejścia do tego gatunku: epicko-powieściowe i bliskie rzeczywistości. Najnowszym wcieleniem tego drugiego podejścia jest „cyberpunk". Pierwsze – od swego rodzaju kosmicznej opery, najlepszym przykładem jest Diuna Franka Herberta (1965), do „post-apokalips" w rodzaju La Horde du Contrevent Alaina Damasio (2004) czy też La Route Cormaca McCarthy’ego (2006) – „zazwyczaj można streścić słowami: ‘gdzie indziej, w przyszłości’ (kosmiczne podróże, odległa przyszłość). Natomiast cyberpunk stara się mówić coś o naszej rzeczywistości, istniejącej w niej przemocy i o nowych technologiach" [2]. Science fiction epicko-powieściowa, zabierająca nas daleko od nas samych i od świata, w którym żyjemy, może oczywiście wciąż mieć przed sobą piękną przyszłość. Co jednak z jej alter ego, ukazującym nam najbliższą przyszłość, tę, którą właśnie teraz dla siebie szykujemy?

To drugie podejście w SF można uznać za literaturę „oswajającą": dąży ona do oswojenia postępu zanim jeszcze on nastąpi, do wyprzedzenia w umyśle tego, co później wydarzy się w rzeczywistości. Autor przejmuje odkrycia naukowe pozostające jeszcze w sferze badań laboratoryjnych i rzuca je, jak światło latarni magicznej, na tkankę społeczną. A to zmusza czytelniczą społeczność do wspólnego namysłu nad przyszłością. Mieliśmy wielkie dzieła ostrzegawcze. Chociażby Rok 1984 George’a Orwella (1949) i wszechobecne w tej powieści ekrany (we Francji było wówczas – w 1949 r. – mniej niż cztery tysiące odbiorników telewizyjnych). Nowy wspaniały świat Aldousa Huxleya (1932) i jego biotechnologia, pomyślana w epoce, w której nie było jeszcze antybiotyków. Czy wreszcie Neuromancer Williama Gibsona, gdzie „cyberprzestrzeń i walka hakerów z międzynarodowymi korporacjami", wykreowana została w czasie, gdy „Internet był siecią łączącą około tysiąca komputerów" [3].

Czekając na nowego Orwella

Mimo tej swojej profetycznej mocy science fiction zasadniczo nie cieszy się zbyt dobrą reputacją. „To jest czyste science fiction" – mówi się, by sprowadzić coś do absurdu. Ta gałąź literatury wygnana została na margines, na peryferia, na których kryją się wszyscy marzyciele, grafomani i awangarda. Jest „dziwnym gatunkiem" „odesłanym na półki niezrozumianych przez świat nastolatków" [4]. Michel Houellebecq, który coś przecież o tym wie, oznajmił w 2001 r.: „obowiązkiem pisarzy tworzących «literaturę ogólną» jest przypominanie populacji o istnieniu tych innych, równie utalentowanych, lecz na tyle niefortunnych, że pozwolili sobie na zamknięcie się w ramach «gatunku» i przez to na zawsze pogrążyli się w krytyczno-literackim mroku" [5].

Dzisiaj jednak dawni nastoletni wielbiciele science fiction stali się dorośli i – jeśli nazywają się oni Bill Gates, Steve Jobs czy Mark Zuckerberg – trudno dalej mówić o marginesie. Teraz czytelnicy science fiction, obwieszeni dyplomami, śmiało wychodzą na światło dzienne ze swoimi marzeniami. Organizują targi, festiwale, naukowe think tanki, na których coraz silniejsza jest reprezentacja pisarzy. Przykłady są liczne: od Agence de l’environnement et de la maîtrise de l’énergie (Ademe), która w 2015 r. zaprosiła Thomasa Daya i Gérarda Kleina, by mówili o materiałach przyszłości, przez Forum Bioetyczne, na którym w 2017 r. występowała redaktorka Stéphanie Nicot, po European Lab, na którym w ciągu ostatnich dwóch lat gościli pisarze Alain Damasio i Norbert Merjagnan.

Z kolei z drugiej strony organizowany w Nantes festiwal Utopiales, któremu przewodniczy dziś astrofizyk Roland Lehoucq, a kierownictwo artystyczne sprawuje Jeanne-A. Debats, przyciąga nie tylko artystów, ale też coraz więcej naukowców. Pisarze Pierre Bordage i Sylvie Denis dyskutują z fizykiem (i autorem opowiadań SF) Éric Picholle i specjalistką od inżynierii kosmicznej, Élisą Cliquet-Moreno. Epidemia nie ominęła też świata akademickiego: kilka uniwersytetów, np. Lyoński, proponuje studia naukowe i społeczne w połączeniu z badaniami nad literaturą science fiction. Łamie się powoli nawet „literatura ogólna": wraz z klonami w Możliwości wyspy (Michel Houellebecq, 2005) SF właściwie weszła do klasyki, opuściła margines i uznana została za „prawdziwe narzędzie postępu społecznego", którego użyć można również do ostrzegania przed „zagrożeniami technologicznymi" [6]. Wreszcie uznano jej wartość perspektywiczną, jej zdolności do uchwycenia rzeczywistości. Ale czy to przejście z pozycji marginesu, czy awangardy, do establishmentu nie oznacza jednocześnie ograniczenia jej możliwości przewidywania?

W Cieniu GAFAM

Dzisiaj ekrany z Roku 1984 są w każdym domu. Międzynarodowe koncerny masowo inwestują w manipulacje genetyczne rodem z Nowego wspaniałego świata. Google np. założył stowarzyszenie biotechnologiczne do walki ze starzeniem się nazwane Calico. Ariel Kyrou w artykule „Réinventer le travail sans l’emploi" [7] przeprowadza porównanie między opowiadaniem Philipa K. Dicka If there where no Benny Cemoli opublikowanym w 1963 r. a naszą teraźniejszością, w której „rozpowszechniają się w redakcjach, zwłaszcza anglojęzycznych, «algoredaktorzy»". Autor przewiduje, że „w ciągu najbliższych 10, 20 lat" dziennikarze i, ogólniej rzecz ujmując, ponad połowa „białych kołnierzyków" zastąpiona zostanie przez sztuczne inteligencje. Krótko mówiąc wszystko to, co przepowiadali autorzy science fiction w XX w., właśnie zaczyna ujawniać się w naszej rzeczywistości.

Tymczasem science fiction XXI w. rozpaczliwie krąży wokół „trzech filarów" [8] transhumanizmu: nieśmiertelności, biotechnologii i sztucznej inteligencji. Działając zawsze w cieniu potężnego Gafam (Google, Apple, Facebook, Amazon, Microsoft), stara się ukazać jego możliwy wpływ na społeczeństwo, gospodarkę i człowieka, kreując „wyolbrzymione ekstrapolacje" rzeczywistości, jak to określa Ariel Kyrou. Nakręcana dziewczyna Paola Bacigalupiego (2009) czy agresywne korporacje międzynarodowe w powieściach Snaera Magnasona (LoveStar, Zulma, 2002) nie wychodzą i nie są w stanie wyjść z tego modelu, wyobrazić sobie innego… Oczywiście wyobrażenie sobie możliwości wynikających ze sztucznej inteligencji lub z biotechnologii otwiera inspirujące drogi dla literatury. Ale nasza epoka wciąż czeka na nowego Orwella, na nowego Huxleya, na kogoś, kto byłby w stanie spojrzeć dalej. Cierpimy być może na chorobę manieryzmu, który jest zabójczy dla wyobraźni artystycznej, w którym dusi się ona jak przy astmie. Manieryzm przesadza przyduszając, przesadza dlatego właśnie, że się dusi.

Przyszłość przyszłości

Być może jednak to nie tylko science fiction jest odpowiedzialna za tę duszność. Być może winna jest rzeczywistość wokół niej, która nabrała ostatnio nadmiernego przyśpieszenia. „Czy rzeczywistość nie przypomina coraz bardziej świata z powieści Philippe’a K. Dicka?" [9] Wystarczy przejrzeć jakąkolwiek publikację, np. raport Światowej Organizacji Zdrowia, który stwierdza, że Europa w sumie traci 800 tys. lat życia z powodu hałasu. Wyobraźcie sobie awangardową technologię, która miałaby temu zaradzić. A potem poszukajcie w Internecie i przekonacie się, że taka technologia już istnieje. Małe szare pudełko nazwane Muzo „wytwarza wokół ciebie strefę ciszy i pozwala ci oddzielić się od zewnętrznych hałasów" [10].

Zadziwiające idee powstają dzisiaj nie tylko w wyobraźni artystów. Weźmy proces biorekonstrukcji w Piątym elemencie (Luc Besson, 1997) lub nieśmiertelność przez transmitowanie duszy w komiksie Rogera Leloupa Les 3 Soleils de Vinéa (seria Yoko Tsuno, 1976). Teraz nagle te propozycje mogą się zrealizować dzięki staraniom Billa Gatesa, Raymonda Kurzweila, dyrektora technicznego Googla, czy Elona Muska, prezesa Tesla Motors i założyciela Neuralink, gdzie pracuje się nad podłączeniem mózgu do komputera. Czy więc doszło już do pojawienia się „osobliwości" zapowiadanej przez Vernora Vinge, amerykańskiego naukowca i pisarza science fiction, który w 1993 r. przepowiadał, że do roku 2050 ludzie stworzą sztuczną inteligencję, która okaże się potężniejsza od nich i położy kres dominacji człowieka? Czyżbyśmy utracili zdolność myślenia i zdolność wyobrażania sobie szybciej niż postępuje nauka? Trochę trudniej pogodzić się z tym niż z upadkiem literatury science fiction. Odpowiadając słowami Léo Henry’ego, autora Casse du continuum (2014) „science fiction pada przytłoczona ciężarem rzeczywistości".

Niewykluczone jednak, że ma ona jeszcze przed sobą jakąś przyszłość. Istnieją całe dziedziny nieopanowane jeszcze przez naukę i domagające się ludzkiej inwencji: np. myśl. Neurokognitywistyka wciąż nie potrafi uchwycić mechanizmu powstawania sensu. Dziedziną, w które warto zainwestować wysiłek, jest też polityka. W 1954 r. Jean Rostand (w Pensées d’un biologiste) tak określił to, co wydawało mu się ograniczeniem postępu: „wyzwolimy energię atomu, wyleczymy gruźlicę i raka, polecimy w kosmos, przedłużymy czas ludzkiego życia, ale nie znajdziemy sposobu na to, by ci którzy nami rządzą, byli mniej niegodziwi". To prawda, że w tej dziedzinie pozostaje wiele pola do popisu inwencji. Ogólnie rzecz biorąc, być może science fiction, zastanawiając się na tym, co jest specyficznie ludzkie, może pozostać „intelektualnym spoiwem, łączącym pragnienie i rzeczywistość" [11].

tłum. Magdalena Kowalska


[1] Isaac Asimov, David Starr, Space Ranger, Doubleday, Nowy Jork 1952.

[2] Rozmowa z René-Marc Dolhenem, „SF & santé: de l’immortalité à l’alerte technologique", Mutuelle nationale des hospitaliers (Mnh), 9 stycznia 2017, https://mnhgroup.blog.

[3] Tamże.

[4] Clémentine Spiler, „Comment la science-fiction a pris sa revanche sur le monde", Novaplanet.com, 26 stycznia 2017.

[5] Michel Houellebecq, Interventions 2, Flammarion, Paryż 2009.

[6] Clémentine Spiler, op. cit.

[7] Ariel Kyrou, „Réinventer le travail sans l’emploi", Les Notes de l’Institut Diderot, Paryż, marzec 2017.

[8] Mathieu Terence, Le transhumanisme est un intégrisme, Les Editions du Cerf, Paryż 2016.

[9] Rozmowa z Philipem K. Dickiem przeprowadzona przez Nita J. Petrunio, 1974, cytowana w: Anthony Peake, Philip K. Dick. L’homme qui changea le futur, Hugo & cie, seria Hugo Doc, Paryż 2016.

[10] Christelle B., „Muzo, le créateur de zone de silence", commentcamarche.net, 9 września 2016.

[11] Bertalan Meskó, cytowane w: „Comment la science-fiction a pris sa revanche sur le monde", op. cit.

Współpraca wydawnicza
Biblioteka alternatyw
Grzegorz Konat, Przemysław Wielgosz

Rozwijana od lat 40. XX wieku teoria kapitału monopolistycznego oferuje analizę kapitalizmu realnego – fundamentalnie odbiegającą od wolnorynkowych wizji kreślonych w tekstach ekonomistów głównego nurtu. Koncepcje Paula M. Sweezy’ego, Paula M. Barana, Leo Hubermana, Harry’ego Magdoffa, Samira Amina czy Johna Bellamy’ego Fostera nigdy nie straciły na znaczeniu, ale dziś są aktualne jak nigdy dotąd. Na książkę składają się artykuły omawiające różne aspekty teorii kapitału monopolistycznego, jej historię, wpływ, a także prezentujące jej współczesne nurty. Redaktorzy tomu wybrali teksty Paula M. Sweezy’ego, Johna Bellamy’ego Fostera, Samira Amina, Jana Toporowskiego, Jerzego Osiatyńskiego i Mary V. Wrenn, a jeden z nich przeprowadził obszerne wywiady z J. B. Fosterem i Henrykiem Szlajferem.

Galeria książek

Biblioteka  LMD
Ewa Majewska

Teza autorki Kontrpubliczności ludowych i feministycznych jest w zasadzie prosta: w obliczu coraz wyraźniej obserwowanego kryzysu klasycznych strategii emancypacyjnych walk społecznych, warto zwrócić uwagę na pewną specyficzną formę tzw. słabego oporu, jakim jest tworzenie „kontrpubliczności” przez, jak to Majewska określa, podporządkowanych innych. Propozycja wydawnicza Ewy Majewskiej należy do bardzo wąskiej grupy książek, które po prostu ukazać się powinny. (z recenzji dr hab. Tomasza R. Wiśniewskiego)

Galeria książek

Bestseller  LMD
O rewolucji: 1905, 1917

O rewolucji: 1905, 1917 to zbiór tekstów Róży Luksemburg zainspirowanych i poświęconych wybuchom społecznym w Imperium rosyjskim na początku XX w. – rewolucjami 1905 i 1917 r. W pisanych na gorąco tekstach Luksemburg wykracza daleko poza doraźną publicystykę, umieszczając wydarzenia rewolucyjne w szerokim kontekście teoretycznym jaki tworzą jej oryginalne analizy historycznych tendencji kapitalizmu, wojny imperialistycznej, specyfiki Rosji oraz kryzysu i wyzwań stojących przed lewicą. Dzięki temu O rewolucji: 1905, 1917 jest nie tylko świadectwem wydarzeń kluczowych dla historii XX w., ale zachowuje aktualność także dziś.

Galeria książek

Broszura o TTIP 

Pobierz broszurę autorstwa Johna Hilary'ego pt. "Transatlantyckie Partnerstwo w Dziedzinie Handlu i Inwestycji. Fundament deregulacji, atak na miejsca pracy, kres demokracji".

Archiwum na płycie DVD 

Płytę DVD ze stu numerami
Le Monde-diplomatique
(pliki PDF o wysokiej rozdzielczości)
można zamawiać pod adresem:
redakcja@monde-diplomatique.pl
w cenie 39 zł. Wysyłka gratis.

Książki i czasopisma naszego wy- dawnictwa są do nabycia w księgar- niach i Empikach lub do zamówienia bezpośrednio w redakcji.