Największy światowy miesięcznik społeczno-polityczny
NUMER BIEŻĄCY  ARCHIWUM   PRENUMERATA    BIBLIOTEKA   REDAKCJA    WYDAWNICTWO   KONTAKT
Spis treści numeru 07/149

lipiec 2018

  LMD na portalu Facebook

Wybrane artykuły

Serge Halimi
Kaprys księcia

Przemysław Wielgosz
Beton

Andrzej W. Nowak
Poza uniwersytet potiomkinowski

Frank Pasquale
Jak wygrać z cyfrową oligarchią

Catherine Dufour
Koniec „science fiction”

Tylko na stronie www

DOKUMENTY

Europejska Konferencja w Obronie
Publicznej Służby Zdrowia
Deklaracja

Damien Millet i Eric Toussaint
Dekada globalizacji i oporu
(1999-2009)

Raport ONZ
Wpływ blokady ekonomicznej
na sytuację humanitarną Gazy

ARTYKUŁY

Antoni Wiesztort
Największa grabież w powojennej historii stolicy

Agnès Sinaï
Zmiany klimatyczne podsycają konflikty

Gilbert Achcar
Religia między wyzwoleniem a fundamentalizmem

KOMENTARZE I POLEMIKI

Tomasz Nowicki
Jak nie pomagać uchodźcom

Tadeusz Klementewicz
Kompradorzy znad Wisły

Dariusz Zalega
Polityka horroru

Warto przeczytać

Jakub Sypiański
Nowa lewicowa postlewica?
Maj 2017

Stefan Zgliczyński
„Miasta śmierci”
pod butem Persaka

LMD - grudzień 2016

Martine Bulard
Pekin na zakręcie
LMD - kwiecień 2011

Janet Biel
Kobiety i natura, czyli
recydywa mistycyzmu

LMD - maj 2011

Loïc Wacquant
Anatomia nowej miejskiej biedy
LMD - czerwiec 2008

Andrzej W. Nowak
Poza uniwersytet potiomkinowski

Protesty wywołane forsowaniem przez ministra Jarosława Gowina projektu nowej ustawy o szkolnictwie wyższym zainicjowały ważną debatę o społecznych funkcjach uniwersytetu. Ustawa Gowina zagraża bowiem właściwie wszystkim formom społecznej użyteczności wiedzy, wprowadzając na ich miejsce sprywatyzowaną instrumentalizację w służbie zysków kapitału.

Strajk przeciw reformie edukacji wyższej okazał się czymś, co można nazwać rozpoznaniem bojem. W terminologii wojskowej oznacza to, że zamiast rozpoznania przy pomocy ukrytych zwiadowców, wysyła się oddział, który atakując powoduje, że w wyniku kontrataku ujawniają się pozycje przeciwnika. Metafora wojskowa jest myląca o tyle, że strajkujący takich „planów zwiadowczych" nie mieli, ale efekt jest podobny. Minister Gowin twierdził, że reforma była negocjowana szeroko, fakty są takie, że raczej negocjowano ją jedynie z tymi, którzy ogólną wizję ministra raczej podzielali, kontestatorzy czy nawet jedynie ewentualni korektorzy wizji ministerialnej przy stole negocjacyjnym widoczni już nie byli. Co więcej podczas końcowych prac nad ustawą pojawiło się w niej wiele zmian, „wrzut" [1] nie negocjowanych z nikim, chociażby jak niesprawiedliwy dla naukowczyń postulat obniżenia ich wieku emerytalnego do lat 60. To wyrzuca je poza akademię w wieku, w którym mogłyby ukoronować swe kariery i szczególnie w naukach humanistycznych wykorzystać akumulowaną przez całe życie wiedzę.

Strajk to ujawnił, dzięki niemu w kilka dni uwidoczniło się jak wiele napięć, stanowisk i dyskusji o uniwersytecie zostało niewyartykułowanych, zepchniętych w cień. Osobiście podpisuję się pod stwierdzeniem Marcina Zaroda z jego tekstu „Ustawy bez poprawy" [2]: „Jestem krytyczny wobec postulatów osób okupujących Uniwersytet Warszawski, ale protestuję wraz z nimi". Strajk i wyrazy solidarności jakie strajkujący dostali w całym kraju pokazują, że reforma ministra Gowina, nie jest ani nieproblematyczna, ani nie jest witana entuzjastycznie przez jakże niejednorodne środowisko akademickie [3]. Nie będę poniżej prezentować pełnej palety stanowisk sporu, osi dyskusji, chcę za to pokazać wizję nauki i uniwersytetu, która zdaje się umykać tak strajkującym jak i reformatorom.

Czemu służy uniwersytet?

Jestem filozofem, który był chemikiem, teraz zajmuję się dziedziną zwaną studia nad nauką i techniką (science technology studies). Moim polem badawczym są miejsca styku pomiędzy nauką, techniką a społeczeństwem oraz generowanymi przez to kontrowersjami, potrzebami, lękami. Ważną częścią badań na tym polu jest także rozpoznawanie społecznych funkcji nauki. W sporze wokół reformy widać rodzący się klincz pomiędzy jej zwolennikami i ich wizją użytecznego biznesowi uniwersytetu, oraz strajkujących broniących wizji uniwersytetu, który wpisuje się bezinteresowny ideał czystego poznawania. Nie jest mi po drodze z żadnym ze stanowisk. Jestem modernistą, zwolennikiem wizji  homo faber – człowieka wytwarzającego, uniwersytet w epoce nowoczesności był użyteczny, akademia pełniła różnorakie funkcje praktyczne, społeczne, kulturowe czy wreszcie te czysto technokratyczne: dostarczała innowacji technicznych. Dziś neoliberalny kapitalizm wmówił nam, że praktyczny to tyle, co przydatny dla świata biznesu. O przydatność samego „świata biznesu" nikt już nie pyta. Stąd pomysł rad, które mają kontrolować naukę. Dobrze, zgodzę się na nie, ale tylko wtedy, gdy w radach nadzorczych spółek będzie miejsce na etaty dla naukowców i społeczników, którzy będą je kontrolować. Dlaczego ma to przebiegać tylko w jedną stronę? Przykład niedoszłego doktoratu mgr. Marka Goliszewskiego [4] pokazuje jak problematyczny jest styk nauki i biznesu.

Nasze dyskusje są utrudnione, gdy pewne sprawy traktowane są jako konieczne, niepodlegające dyskusji. Takim jest połączenie idei wolnorynkowości z innowacją. Nie jest to oczywiste. Wie o tym premier Mateusz Morawiecki, autor wstępu do książki Mariany Mazzucato Przedsiębiorcze państwo [5]. W książce tej włosko-amerykańska ekonomistka pokazała, że większość innowacji powstawała w publicznych, opłacanych przez podatników laboratoriach i ośrodkach tworzenia wiedzy.  Jej studium przypadku dotyczyło firmy-symbolu czyli Apple´a, drobiazgowa praca dowiodła, że właściwie wszystkie kluczowe innowacje powstały nie w ramach działalności tej korporacji, ale wcześniej w sektorze publicznym. To państwo bierze na siebie ryzykowne badania, otwiera fronty badawcze, dba o podtrzymanie infrastruktury nauki [6]. Owszem świat biznesu odegrał swoją rolę, ale jako pas transmisyjny pomiędzy tymi, którzy tworzą (naukowcy) i tymi, którzy potrzebują (konsumenci, ale i obywatele). Nie chcę być źle zrozumiany, doceniam i zauważam rolę świata biznesu w rozpoznawaniu, ale także kreowaniu ludzkich potrzeb. Oprócz tych, którzy produkują potrzeba tych, którzy upowszechniają. Neoliberalny kapitalizm spekulacyjny jednak nie tylko nie produkuje, ale stanowi zaprzeczenie wytwarzania. Rankingi, wydawnictwa komercyjne, uniwersytety w szponach „punktozy" nic nie wytwarzają, nie rodzą innowacji, one jedynie zarabiają na spekulacji i jak zauważa prof. Monika Kostera skupiają się na wytwarzaniu marki. W tym są podobne do prezydenta Trumpa, którego cała działalność polegała na spekulacji i budowaniu marki – swego nazwiska. Przywróćmy proporcje w docenianiu tych, którzy wytwarzają oraz tych, którzy opakowują to i upowszechniają. Zastanówmy się, też czy na pewno chcemy się zgodzić aby dominującym pasem transmisyjnym upowszechniającym innowacje był świat biznesu.

Wynajdywać, rozumieć, wyzwalać

Wróćmy jednak do praktyczności i uniwersytetu, Jurgen Habermas w klasycznym już tekście wyróżnił trzy funkcje nauki oraz typy interesów charakterystyczne dla każdej nich. Wyróżnił interes techniczny, praktyczny oraz emancypacyjny. I odpowiednio nauki uprawiać możemy jako empiryczne, historyczno-hermeneutyczne oraz krytyczne – emancypacyjne. Akademia ma zatem dostarczać wynalazków, innowacji (badania techniczne, stosowane nauki społeczne), wnosić swój wkład w poznanie świata w którym żyjemy i pomagać go nam zrozumieć (nauki społeczne i humanistyczne, ale i część popularyzacyjnych działań w obrębie nauk przyrodniczych), wreszcie ostatni aspekt to echo dziedzictwa Oświecenia, czyli traktowanie wiedzy jako elementu, który wyzwala człowieka.

Widzimy więc, że praktycznym można być na wiele sposobów. Wiedział to dobrze też fizyk, krystalograf, działacz pokojowy John Desmond Bernal [7], który bywa uważany za praojca systemu „punktozy" czyli parametryzacji osiągnieć naukowych. Tak, to prawda, zaproponował on, rozwinięty później przez jego ucznia Dereka Solla Price’a system mierzenia osiągnięć naukowych i ewaluacji czasopism naukowych [8]. Tyle tylko, że Bernal w swej książce o społecznych funkcjach nauki z 1939 r. więcej miejsca poświęcił temu, że nauka ma się przyczyniać do postępu, szerzenia pokoju na świecie, walki z nierównościami (proste pytanie – czy moje punktowane artykuły uratują choć jedno życie ludzkie od śmierci z głodu?). Owszem, Bernal chciał mierzyć naukę, punktować osiągnięcia, ale równocześnie więcej w książce poświęcił demokratyzacji stosunków w laboratoriach i walce o polepszenie bytu materialnego pracowników nauki (w tym tych na najsłabszych pozycjach jak pracownicy techniczni). Co więcej, jego wizja mierzenia – była ściśle związana z tradycją marksowską, chciał mierzyć impact factor, ale jako usprawnienie obiegu informacji pomiędzy naukowcami, dzięki czemu damy wyraz doniosłości odkrycia, włożonej pracy i wysiłku badawczego. Nie ma też nic złego w ewaluacji i mierzeniu wyników naszej pracy, ale najpierw trzeba wytworzyć to, co ma być mierzone. Neoliberalna punktomania i rankingomania to budowanie domu od dymu z komina. Liczy się ranking i miejsce na nim, a nie wytwarzanie produktów i ich ewaluacji. Jak wskazałem produkty mogą być różne. Kto zmierzy co jest bardziej użyteczne i ma większy impact factor – artykuł naukowy w amerykańskim czasopiśmie czy popularyzująca książka dotyczącą antyszczepionkowców i sposób walki z nimi? To akurat przykład z moich własnych badań. Cóż z tego, że dostanę 50 punktów i przeczyta mnie kilkanaście osób, gdy w tym czasie polskie księgarnie zalewają dziesiątki pięknie wydanych na kredowym papierze książek promujących antynaukę, na przykład antyszczepionkowców. Podatnik płaci nam naukowcom i powinien mieć możliwość otrzymywania owoców naszej wiedzy. Reforma nauki powinna uwzględniać i promować krążenie wiedzy naukowej w całym społeczeństwie. Tak, zgadzam się z reformatorami, że powinniśmy się umiędzynaradawiać, pisać w języku angielskim, ale równocześnie nie możemy odciąć się od potrzeb podatnika, który za to płaci. Mamy obowiązek odpowiadać na lęki społeczne, pokazywać skąd się biorą, poprzez upowszechnianie wiedzy łagodzić wstrząsy wywoływane pojawianiem się różnorakich innowacji. Nauka musi być obecna zarówno jako artykuł w Nature, jak i centra jej popularyzacji w nawet średniej wielkości miastach.  Pytanie brzmi, czy przy nadmiernym obciążeniu dydaktycznym, chronicznym niedofinansowaniu i zmienianiu reguł gry jest to możliwe.

Demokratyczna fabryka wiedzy

Tak, uniwersytet może być praktyczny, tak, możemy i powinniśmy mierzyć wyniki naszej pracy, ale najpierw powinniśmy mieć szansę cokolwiek wytworzyć, tak aby było co mierzyć i ewaluować. Badania naukowe nie powinny przypominać sieci społecznościowych gdzie wygrywa liczba „lajków". Nie powinny podlegać niedemokratycznej regule preferencyjnego przyłączania zwanej „efektem św. Mateusza". Opisany przez Thomasa Mertona na podstawie badań zrobionych przez jego małżonkę Harriet Zuckerman „efekt św. Mateusza" [9], to diagnoza pewnego stanu, opis wzrostu cytowania „już cytowanych". Artykuł Mertona nie mówi wiele o „fundamentalnej roli konkurencyjności w nauce", jak chce to interpretować jeden z prominentnych ekspertów promujących reformę. To w ogóle nie jest tekst, który bezpośrednio wskazuje jakie polityki naukowe należy prowadzić. Zważywszy jednak, że z tekstu Mertona wynika, że „widzialność widzialnych" się zwiększa, podobnie jak „niewidzialność niewidzialnych", to wyciąganie wniosków dotyczących polityki naukowej ściśle jest powiązane z aksjologią, wizją tego jak pojmujemy politykę w ogóle. Gdyby Harriet Zuckerman wpisano jako współautorkę badań i jej nazwisko umieszczono obok Mertona byłaby prawdopodobnie tak, jak on w podręcznikach socjologii. Dziś jest znana raczej specjalistom w polu badawczym, jej nazwisko nie przebiło się do obiegu popularnego. Jeżeli jesteśmy zwolennikami spencerowskiego czy nietzscheańskiego modelu: „wygrywają wygrani i tylko to się liczy", to faktycznie „Efekt św. Mateusza" jest dobrym przepisem. Jeżeli jednak na podstawie wiedzy z historii nauki oraz demokratycznych przekonań politycznych, zakładamy, że nauka jest w dużej mierze oparta o kooperację i przyświecać jej powinna bezinteresowność, wtedy mechanizm opisany przez Mertona-Zuckerman jest przestrogą. W tym ujęciu musimy umieć „wszyć" zabezpieczenia w obieg publikacji naukowych, mechanizmy komunikacji naukowej, aby przeciwdziałać patologiom, które mogą towarzyszyć temu efektowi.

Co więcej uważam, że uniwersytet powinien być fabryką wiedzy, w tym nie ma nic złego, wszystko tylko zależy jaką fabryką. Demokracja w świecie kapitalistycznym nie przekracza bramy fabryki, stąd często fabrykę przeciwstawiamy wizji twórczej, wyzwolonej jednostki. To niej jest konieczna wizja. Fabryka, w tym fabryka wiedzy, to może być także wspólnotowe wytwarzanie, podział pracy, dzielenie się wiedzą i wysiłkiem to radość z odkrywania, to także radość z przekształcania świata. Warunkiem jest demokratyzacja tej fabryki – współpanowanie nad środkami produkcji. W takiej fabryce jest miejsce na wzajemną ocenę, czy jak to się dziś modnie mówi ewaluację. Przypominam – oceniajmy i mierzmy wszystkie funkcje nauki: techniczno-instrumentalną, społecznie użyteczną i emancypacyjno-krytyczną.

Bez tego tworzymy „uniwersytet potiomkinowski", czyli pozór, który podobnie jak atrapy wiosek budowanych przez gubernatora Potiomkina ma ładnie wyglądać w oczach władców, ale jest pustą makietą z klakierami wznoszącymi radosne okrzyki. 


[1] http://wiadomosci.gazeta.pl.

[2] http://wiez.com.pl.

[3] https://oko.press.

[4] https://strajk.eu.

[5] Wydawnictwo Ekonomiczne Heterodox, Poznań 2016.

[6] AW, Nowak, K. Abriszewski, M. Wróblewski, Czyje lęki? Czyja nauka? Struktury wiedzy wobec kontrowersji naukowo-społecznych, Poznań 2016.

[7] J. D. Bernal, The Social Function of Science. Stephen Austin and Sons, Hertford 1939; J. D. Bernal, Świat bez wojny. Książka i Wiedza, Warszawa 1960.

[8] D. J. de Sola Price, Mała nauka-wielka Nauka, PWN, Warszawa 1967.

[9] R. K. Merton „The Matthew Effect in Science", Science 159 (3810), 1968, s. 56–63.

Współpraca wydawnicza
Biblioteka alternatyw
Grzegorz Konat, Przemysław Wielgosz

Rozwijana od lat 40. XX wieku teoria kapitału monopolistycznego oferuje analizę kapitalizmu realnego – fundamentalnie odbiegającą od wolnorynkowych wizji kreślonych w tekstach ekonomistów głównego nurtu. Koncepcje Paula M. Sweezy’ego, Paula M. Barana, Leo Hubermana, Harry’ego Magdoffa, Samira Amina czy Johna Bellamy’ego Fostera nigdy nie straciły na znaczeniu, ale dziś są aktualne jak nigdy dotąd. Na książkę składają się artykuły omawiające różne aspekty teorii kapitału monopolistycznego, jej historię, wpływ, a także prezentujące jej współczesne nurty. Redaktorzy tomu wybrali teksty Paula M. Sweezy’ego, Johna Bellamy’ego Fostera, Samira Amina, Jana Toporowskiego, Jerzego Osiatyńskiego i Mary V. Wrenn, a jeden z nich przeprowadził obszerne wywiady z J. B. Fosterem i Henrykiem Szlajferem.

Galeria książek

Biblioteka  LMD
Ewa Majewska

Teza autorki Kontrpubliczności ludowych i feministycznych jest w zasadzie prosta: w obliczu coraz wyraźniej obserwowanego kryzysu klasycznych strategii emancypacyjnych walk społecznych, warto zwrócić uwagę na pewną specyficzną formę tzw. słabego oporu, jakim jest tworzenie „kontrpubliczności” przez, jak to Majewska określa, podporządkowanych innych. Propozycja wydawnicza Ewy Majewskiej należy do bardzo wąskiej grupy książek, które po prostu ukazać się powinny. (z recenzji dr hab. Tomasza R. Wiśniewskiego)

Galeria książek

Bestseller  LMD
O rewolucji: 1905, 1917

O rewolucji: 1905, 1917 to zbiór tekstów Róży Luksemburg zainspirowanych i poświęconych wybuchom społecznym w Imperium rosyjskim na początku XX w. – rewolucjami 1905 i 1917 r. W pisanych na gorąco tekstach Luksemburg wykracza daleko poza doraźną publicystykę, umieszczając wydarzenia rewolucyjne w szerokim kontekście teoretycznym jaki tworzą jej oryginalne analizy historycznych tendencji kapitalizmu, wojny imperialistycznej, specyfiki Rosji oraz kryzysu i wyzwań stojących przed lewicą. Dzięki temu O rewolucji: 1905, 1917 jest nie tylko świadectwem wydarzeń kluczowych dla historii XX w., ale zachowuje aktualność także dziś.

Galeria książek

Broszura o TTIP 

Pobierz broszurę autorstwa Johna Hilary'ego pt. "Transatlantyckie Partnerstwo w Dziedzinie Handlu i Inwestycji. Fundament deregulacji, atak na miejsca pracy, kres demokracji".

Archiwum na płycie DVD 

Płytę DVD ze stu numerami
Le Monde-diplomatique
(pliki PDF o wysokiej rozdzielczości)
można zamawiać pod adresem:
redakcja@monde-diplomatique.pl
w cenie 39 zł. Wysyłka gratis.

Książki i czasopisma naszego wy- dawnictwa są do nabycia w księgar- niach i Empikach lub do zamówienia bezpośrednio w redakcji.