Największy światowy miesięcznik społeczno-polityczny
NUMER BIEŻĄCY  ARCHIWUM   PRENUMERATA    BIBLIOTEKA   REDAKCJA    WYDAWNICTWO   KONTAKT
Spis treści numeru 08/150

sierpień 2018

  LMD na portalu Facebook

Wybrane artykuły
Tylko na stronie www

DOKUMENTY

Europejska Konferencja w Obronie
Publicznej Służby Zdrowia
Deklaracja

Damien Millet i Eric Toussaint
Dekada globalizacji i oporu
(1999-2009)

Raport ONZ
Wpływ blokady ekonomicznej
na sytuację humanitarną Gazy

ARTYKUŁY

Antoni Wiesztort
Największa grabież w powojennej historii stolicy

Agnès Sinaï
Zmiany klimatyczne podsycają konflikty

Gilbert Achcar
Religia między wyzwoleniem a fundamentalizmem

KOMENTARZE I POLEMIKI

Tomasz Nowicki
Jak nie pomagać uchodźcom

Tadeusz Klementewicz
Kompradorzy znad Wisły

Dariusz Zalega
Polityka horroru

Warto przeczytać

Jakub Sypiański
Nowa lewicowa postlewica?
Maj 2017

Stefan Zgliczyński
„Miasta śmierci”
pod butem Persaka

LMD - grudzień 2016

Martine Bulard
Pekin na zakręcie
LMD - kwiecień 2011

Janet Biel
Kobiety i natura, czyli
recydywa mistycyzmu

LMD - maj 2011

Loïc Wacquant
Anatomia nowej miejskiej biedy
LMD - czerwiec 2008

G. Renouard, C. Perragin
Strażacy-piromani transhumanizmu

„Rozwój sztucznej inteligencji może oznaczać koniec ludzkości". Przy okazji śmierci Stephena Hawkinga w marcu 2018 r. to słynne zdanie astrofizyka pojawiało się wiele razy w prasie i mediach społecznościowych. Lęk przed sztuczną inteligencją, długo uważaną za science-fiction, od kilku lat wyczuwalny jest w debacie publicznej. Pojawia się zarówno w kontekście masowej automatyzacji pracy i masowego bezrobocia, jak nie mniej przerażającej idei robotów-zabójców [1]. 

Od filozofa i naukowca Nicka Bostroma [2] po założyciela przedsiębiorstw Tesla i SpaceX, różne osoby przestrzegają przed egzystencjalnym zagrożeniem, jakie „superinteligentne" i potencjalnie nie dające się kontrolować maszyny stanowią dla człowieka. Zdaniem szefa Tesli są bardziej niebezpieczne od bomby jądrowej. Od tego dochodzi strach przed transhumanizmem, ideologią zrodzoną w 1980 r. w Dolinie Krzemowej, obiecującą fizyczne i intelektualne udoskonalenie człowieka dzięki nowym technologiom i sztucznej inteligencji, z perspektywą połączenia człowieka i maszyny [3]. Od 2002 r. ekonomista i filozof Francis Fukuyama widzi w tych tezach największe niebezpieczeństwo w dziejach ludzkości [4].

Hipoteza, zgodnie z którą maszyna niebawem przewyższy człowieka ma swoją nazwę. Chodzi o „technologiczną osobliwość", pojęcie użyte po raz pierwszy w 1993 r. przez amerykańskiego pisarza science-fiction Vernora Vinge w eseju The Coming Technological Singularity [5]. Oznacza ono nieznany punkt w przyszłości, kiedy sztuczna inteligencja przekroczy naszą, rozpoczynając nową, niepojmowalną dla ludzkiego rozumu erę. Do poprzedników Vinge’a, którzy go zainspirowali należą chociażby Stanisław Ulam, piszący o wykładniczym przyspieszeniu postępu, Isaac Asimov (Ostatnie pytanie, 1956), Philip K. Dick (Elektryczna mrówka, 1970) i statystyk Irving John Good, twórca hipotez na temat ultra inteligentnych maszyn.

Teoria „technologicznej osobliwości", z której przemysł Krzemowej Doliny i jego obdarzeni naturalną inteligencją pracownicy uczynili kluczowy problem, w latach 2000. stała się wręcz szkołą filozoficzną. Niektórzy, jak Raymond Kurzweil, przekonany transhumanista i naukowiec pracujący dla Google’a, widzą w tym nie katastrofę, lecz wydarzenie pożądane. Nawet jeśli taki technologiczny optymizm nie jest dominujący, to panuje powszechna zgoda, że ze względu na nieustający wykładniczy postęp technologiczny nadejście momentu „osobliwości" jest nieuniknione. Tak więc jeśli chcemy ograniczyć jej negatywne konsekwencje, musimy nie tyle z nią walczyć, co przygotować ludzkość na jej nadejście.

Trudno jednak nie dostrzec pewnego paradoksu – scenariusze te, zarówno apokaliptyczne, jak szukające środków zaradczych, tworzone są przez naukowców i przemysłowców zaangażowanych w rozwój właśnie tego, przed czym przestrzegają. Mnożą się, zasilane pieniędzmi z Doliny Krzemowej, stowarzyszenia i komitety etyki, mające ustrzec nas przed buntem maszyn przez wprowadzenie odpowiednich norm i reguł. Promujące przyjazną sztuczną inteligencję stowarzyszenie OpenAI założyli w 2015 r. szefowie firm, Musk, Sam Altman – stojący na czele potężnego inkubatora przedsiębiorczości Y Combinator i Peter Thiel, współzałożyciel PayPala. Instytut Future of Life, mający za cel zmniejszanie „egzystencjalnego ryzyka" związanego z rozwojem technologii, to dzieło Jaana Tallinna, współzałożyciela Skype’a, który od Muska dostał hojne wsparcie w postaci 10 mln dolarów. Singularity University, mający edukować przedstawicieli przemysłu cyfrowego, uczyć ich odpowiedzialnego podejścia do „wielkich wyzwań stojących przed ludzkością", otwarto dzięki funduszom szefów-inżynierów-eseistów, jak Kurzweil czy Peter Diamandis, specjalizujący się w turystyce kosmicznej i eksploatacji asteroid. Z kolei Partnership on AI to Benefit People and Society, konsorcjum pragnące promować „dobre praktyki", którego narodziny z wielką pompą ogłoszono we wrześniu 2016 r., ma wśród ojców założycieli Google’a, Apple’a, Facebooka, Amazon, Microsoft i IBM. Lista jest dużo dłuższa, a wszystkie te firmy mogłyby podpisać się pod credo Diamandis Diamandisa: „Przywódcy polityczni obudzą się pewnego dnia, ale będzie już za późno. Trzeba ich uprzedzić. Dużo bardziej wierzę w moc przedsiębiorców niż polityków czy w ogóle polityki" [6].

Nagłośnić problem i sprzedać rozwiązanie

W książce Le Mythe de la singularis francuski informatyk i filozof Jean-Gabriel Ganascia tak streścił tę sytuację, w której trudno nie dostrzec ironii losu: „Mamy więc do czynienia ze strażakami piromanami, którzy specjalnie wywołując pożar, udają, że go gaszą, żeby ich chwalono" [7]. Samozwańcza filantropijność tych spółek słabo licuje z ich postępowaniem w kwestii podatków czy prawa pracy. Dlaczego więc finansują struktury, które, za pośrednictwem naukowców i filozofów, rozpowszechniają ponure prognozy odnośnie konsekwencji rozwijanych przez nie same technologii?

Nawet jeśli panowie Musk i Zuckerberg, założyciel Facebooka, szczerze wierzą w misję odnowienia i zaktualizowania oświeceniowego ideału postępu, to i tak pozostają biznesmenami. Ich sukces opiera się na modelu działającym od dwóch stuleci – „nagłośnić problem i sprzedać rozwiązanie". Przedłużanie życia, rozszerzanie zdolności umysłowych i cielesnych to bardzo obiecujący rynek, który w 2020 r. może przekroczyć miliard dolarów. To także dobra reklama, czyniąca z przemysłu cyfrowego najważniejszy obszar ludzkiej przyszłości – a także przyciągająca inwestorów. Francesco Panese, specjalista od socjologii medycyny i nauki z uniwersytetu w Lozannie, obserwuje, jak od kilku lat wyłania się, utopijna lub dystopijna, „ekonomia obietnicy". „Pojawianie się start-upów w dziedzinie technologii wiąże się z inwestycjami typu venture capital, odblokowującymi fundusze ze względu na zapowiedź wielkich przemian w świecie" – tłumaczy. Zmieniający świat eksperci od technologicznych innowacji próbują więc, za pomocą – jak to określa socjolog – „niepokojącej erotyzacji" postępu, „uwieść profana" czyli niewtajemniczonego kapitalistę.

Profana, lecz nie idiotę. Za „technoobietnicami" stoi język mniej medialny, a bardziej pragmatyczny. Inwestorzy w głębi duszy wcale nie mają nadziei, że mogą dać się zamrozić, żeby podróżować w kosmos albo wrócić po śmierci, wiedzą za to, że związane z tym badania zwiększą możliwości konserwacji produktów, co interesuje np. wielkich dystrybutorów. Obiecywać życie wieczne by lepiej mrozić filety z dorsza? „Wielu naukowców i przedsiębiorców, wykazujących dużą ostrożność na polu akademickim, ma tendencje do sensacyjnych wypowiedzi dla mediów. To przekaz skierowany bezpośrednio do inwestorów, których wiedza o technologii jest na ogół bardzo ograniczona, a jej źródłem są artykuły z New York Timesa czy Wall Street Journal" – uważa Zachary Chase Lipton, specjalista od samouczenia się maszyn na uniwersytecie Carnegie Mellon, który na swoim blogu Approximately Correct próbuje walczyć z mitami, jakimi obrosło pojęcie sztucznej inteligencji.

Broń matematycznego rażenia

Zdaniem Gabriela Dorthe’a, związanego z Association Française Transhumaniste, „cały ten potworny szum medialny tylko zaciemnia i banalizuje konkretne możliwości użycia sztucznej inteligencji". Chodzi zwłaszcza o algorytmy pomagające podejmować decyzje, wymyślone w celu racjonalizacji ludzkich wyborów i już stosowane przez policję, sądownictwo, firmy ubezpieczeniowe i wydziały zasobów ludzkich w Stanach Zjednoczonych. Pracująca poza zasięgiem medialnych radarów matematyczka Cathy O’Neil w książce Weapons of Math Destruction (Broń matematycznego rażenia) [8] pokazuje konsekwencje, jakie może mieć stosowanie tych algorytmów dla najsłabszej części społeczeństwa [9]. Na przykład mogą one wskazywać jako potencjalnie niebezpieczne jednostki, które nie popełniły żadnego przestępstwa prócz tego, że mieszkają w biednej dzielnicy. Sprawa bardzo poważna, ale dużo mniej atrakcyjna niż koniec ludzkości.

„Wszyscy jesteśmy w to uwikłani, włączywszy naukowców. Transhumanizm pozwala tym, którzy prowadzą badania publikować książki i artykuły o ludzkości w niebezpieczeństwie, dostawać posady itd." – uważa Dorthe. W 2014 r. ponad 800 osób, z czego dużą część stanowili naukowcy (w tym co najmniej 300 neurobiologów) podpisało list otwarty przeciw Human Brain Project, projektowi badawczemu, na który przeznaczono 1,2 mld euro (z czego 500 mln z funduszy unijnych), którego celem jest odtworzenie do 2024 r., dzięki superkomputerowi, mózgu ludzkiego. Między innymi Richard Hahnloser, profesor neuronauki z uniwersytetu w Zurichu, piętnował wówczas „obietnice bez pokrycia" [10], oraz to, że w instancjach nadzorczych brak naukowców, za to ważne miejsce zajmują przemysłowcy, zainteresowani raczej perspektywą udoskonalenia komputerów dzięki informatyce neuromorficznej niż odkryciem, jak działają szare komórki.

Konsekwencją krzewienia idei technologicznej postludzkości jest też omijanie polityki. Wszystko wygląda tak, jakby sztuczna inteligencja była kwestią zbyt poważną, by zostawić ją rządom i publicznym debatom, jakby zajmować się nią mogły tylko kręgi wtajemniczonych, tworzące specjalistyczne instytuty. Paradoksalnie – zwraca uwagę Panese – „etyczny namysł prowadzi do toksycznego efektu depolityzacji. Google, Amazon, Facebook, Apple, Microsoft mają interes w tym, żeby dyskusja toczyła się na poziomie wartości, z pominięciem refleksji nad bezpośrednimi konsekwencjami rozwoju technologii, nad nierównościami społecznymi czy wyłanianiem się nowych ośrodków władzy".

Transhumanizm jako system wierzeń

Poza przesunięciem się z polityki do etyki, problem „osobliwości" wiąże się z jeszcze jednym przejściem – od naukowej racjonalności do rejestru mitycznego. Technika nie jest tutaj wsparciem opartej na obserwacji teorii prognostycznej (jak w klimatologii), lecz wielkiej tragicznej opowieści o losie człowieka. „Transhumanizm jest systemem wierzeń, więcej ma do czynienia bardziej z religią niż nauką" – podkreśla Richard Jones, profesor fizyki na uniwersytecie w Sheffield, autor tekstu Against Transhumanism [11]. „Odwołuje się do mitów założycielskich ludzkości, manipuluje ich kluczowymi elementami – ideą, że możemy uzyskać bogactwo, a nawet nieśmiertelność, dzięki interwencji wyższej inteligencji, zdolnej decydować o naszym szczęściu lub nieszczęściu… W sposób jeszcze bardziej zaskakujący transhumanizm odwołuje się do rosyjskiego kosmizmu, ruchu filozoficznego z początku XX w., w szczególności do prawosławnego myśliciela Nikołaja Fiodorowa. Fiodorow wierzył, że dzięki nauce biblijne obietnice spełnią się tu, na ziemi. Był przekonany, że technologia w końcu uczyni nas nieśmiertelnymi."

Mitologiczne odwołania tylko wzmacniają siłę opowieści o „osobliwości". „To bardzo stary apokaliptyczny dyskurs, na Zachodzie sięgający XII-wiecznego joachimizmu" – wyjaśnia Franck Damour, historyk z katolickiego uniwersytetu w Lille. Rozwój nowych technologii daje obietnicę zbawienia, w kształcie zmieniającym się w zależności od kulturowych determinacji. W charakterystycznej dla hinduizmu cyklicznej koncepcji dziejów pojawienie się sztucznej inteligencji nie stanowi wydarzenia jedynego w swoim rodzaju, nieodwracalnego przejścia do zupełnie innej epoki, jak w myśli zachodniej, z ducha apokaliptycznej. Chodzi raczej o odnowienie dawnego, kosmogonicznego czasu. Hindusi widzieliby więc w tym raczej powrót do pełnej chwały satjajugi, złotego wieku ludzkości [12].

W USA ideologia transhumanizmu współbrzmi z niektórymi ruchami religijnymi amerykańskiego protestantyzmu, „zwłaszcza tymi, które nazywamy czwartym wielkim przebudzeniem, które, w latach 60. XX w. z dobrej formy fizycznej – zdrowe, silne ciało i długie życie – robiły wyznacznik boskiej łaski" – komentuje Damour. Poza tym w transhumanizmie, w przeciwieństwie do waloryzujących kolektyw XIX-wiecznych ruchów scjentystycznych (takich jak saint-simonizm), chodzi o zbawienie jednostki, nie społeczeństwa. „Przeskakujemy od jednostki do gatunku ludzkiego jako takiego, bez pośrednictwa społeczeństwa – analizuje historyk – Zbawienie przychodzi przez ciało. Już nie państwa odgrywają decydującą rolę w organizacji świata, tylko jednostki, poprzez struktury przedsiębiorczości. Liberalizm być może nigdy nie mierzył tak wysoko." A jego przeciwnikom odebrano na dodatek tę potężną siłę napędową, jaką jest idea postępu.

tłum. Anastazja Dwulit


[1] Por. Édouard Pflimlin, „Les Nation unies contre Terminator", Le Monde diplomatique, marzec 2017.

[2] Nick Bostrom, Superintelligence: Paths, Dangers, Strategies, Oxford University Press, 2014.

[3] Por. Philippe Rivière, „Nous serons tous immortels… en 2100", Le Monde diplomatique, grudzień 2009.

[4] Francis Fukyyama, Our Posthuman Future: Consequences of the Biotechnology Revolution, Picador – Farrar, Straus and Giroux, Nowy Jork 2002.

[5] Vernor Vinge, The coming technological singularity: How to survive in the post-human era, San Diego 1993.

[6] Por. Fabien Benoit, „À Palo Alto, au royaume des radieux", Libération, Paryż, 9 stycznia 2017.

[7] Jean-Gabriel Ganascia, Le Mythe de la singularité. Faut-il craindre l’intelligence artificielle?, Seuil, Paryż 2017. Por. „Jérôme Lamy, Intelligence artificielle ou collective?", Le Monde diplomatique, czerwiec 2018.

[8] Cathy O’Neil, Weapons of Math Destruction: How Big Data Increases Inequality and Threatens Democracy, Crown, Nowy Jork, 2016.

[9] Por. Frank Pasquale, „Mettre fin au trafic des données personnelles", Le Monde diplomatique, 05. 2018.

[10] Lise Loumé, „Human Brain Project: faut-il continuer ce projet à 1,2 milliard d’euros?", Sciences et Avenir, Paryż, 9. 07. 2014.

[11] Richard Jones, Against Transhumanism – the e-book, 15.01. 2016, www.softmachines.org.

[12] Por. Robert Geraci, A tale of two futures: Techno-eschatology in the US and India, Social Compass, tom 63, nr 3, Nowy Jork, wrzesień 2016.

Współpraca wydawnicza
Biblioteka alternatyw
Grzegorz Konat, Przemysław Wielgosz

Rozwijana od lat 40. XX wieku teoria kapitału monopolistycznego oferuje analizę kapitalizmu realnego – fundamentalnie odbiegającą od wolnorynkowych wizji kreślonych w tekstach ekonomistów głównego nurtu. Koncepcje Paula M. Sweezy’ego, Paula M. Barana, Leo Hubermana, Harry’ego Magdoffa, Samira Amina czy Johna Bellamy’ego Fostera nigdy nie straciły na znaczeniu, ale dziś są aktualne jak nigdy dotąd. Na książkę składają się artykuły omawiające różne aspekty teorii kapitału monopolistycznego, jej historię, wpływ, a także prezentujące jej współczesne nurty. Redaktorzy tomu wybrali teksty Paula M. Sweezy’ego, Johna Bellamy’ego Fostera, Samira Amina, Jana Toporowskiego, Jerzego Osiatyńskiego i Mary V. Wrenn, a jeden z nich przeprowadził obszerne wywiady z J. B. Fosterem i Henrykiem Szlajferem.

Galeria książek

Biblioteka  LMD
Ewa Majewska

Teza autorki Kontrpubliczności ludowych i feministycznych jest w zasadzie prosta: w obliczu coraz wyraźniej obserwowanego kryzysu klasycznych strategii emancypacyjnych walk społecznych, warto zwrócić uwagę na pewną specyficzną formę tzw. słabego oporu, jakim jest tworzenie „kontrpubliczności” przez, jak to Majewska określa, podporządkowanych innych. Propozycja wydawnicza Ewy Majewskiej należy do bardzo wąskiej grupy książek, które po prostu ukazać się powinny. (z recenzji dr hab. Tomasza R. Wiśniewskiego)

Galeria książek

Bestseller  LMD
O rewolucji: 1905, 1917

O rewolucji: 1905, 1917 to zbiór tekstów Róży Luksemburg zainspirowanych i poświęconych wybuchom społecznym w Imperium rosyjskim na początku XX w. – rewolucjami 1905 i 1917 r. W pisanych na gorąco tekstach Luksemburg wykracza daleko poza doraźną publicystykę, umieszczając wydarzenia rewolucyjne w szerokim kontekście teoretycznym jaki tworzą jej oryginalne analizy historycznych tendencji kapitalizmu, wojny imperialistycznej, specyfiki Rosji oraz kryzysu i wyzwań stojących przed lewicą. Dzięki temu O rewolucji: 1905, 1917 jest nie tylko świadectwem wydarzeń kluczowych dla historii XX w., ale zachowuje aktualność także dziś.

Galeria książek

Broszura o TTIP 

Pobierz broszurę autorstwa Johna Hilary'ego pt. "Transatlantyckie Partnerstwo w Dziedzinie Handlu i Inwestycji. Fundament deregulacji, atak na miejsca pracy, kres demokracji".

Archiwum na płycie DVD 

Płytę DVD ze stu numerami
Le Monde-diplomatique
(pliki PDF o wysokiej rozdzielczości)
można zamawiać pod adresem:
redakcja@monde-diplomatique.pl
w cenie 39 zł. Wysyłka gratis.

Książki i czasopisma naszego wy- dawnictwa są do nabycia w księgar- niach i Empikach lub do zamówienia bezpośrednio w redakcji.