Holocaust białego człowieka

Do Polski dociera powoli jeden z najważniejszych nurtów historiografii światowej. Podejmuje on kwestię zbrodniczego bilansu okresu kolonialnego, który przez całe dziesięciolecia spychany był w zapomnienie. Odzyskiwanie pamięci w tej sprawie jest szczególnie ważne w sytuacji, gdy polityka zagraniczna wielu państw Europy i Ameryki Północnej coraz bardziej przypomina działania dawnych mocarstw kolonialnych.

O dystansie, jaki dzieli naszą współczesną historiografię od dyskusji toczących się w głównym nurcie nauki światowej, świadczą najlepiej bibliografie, zamieszczane na końcu najgłośniejszych prac ostatnich lat. I nie chodzi o to, że nie ma w nich dzieł polskich badaczy (do czego zresztą zdążyliśmy się już przyzwyczaić – po ’68 cytowani Polacy to najczęściej emigranci), ale o to, że ich zdecydowana większość nie ukazała się w ogóle po polsku.

Tym bardziej należy odnotować polskie wydania książek, które przybliżają nam jeden z najważniejszych nurtów rewizji historii białego człowieka – zbrodni kolonializmu. Ale cóż może nas obchodzić kolonializm, z którym na szczęście jako Polacy niewiele mieliśmy wspólnego, i który kojarzy nam się najczęściej z nostalgicznymi powieściami przygodowymi spod znaku browninga i korkowego kapelusza czy sentymentalnymi filmami miłosnymi, spowitymi mgłami mórz południowych?

Otóż nieprzypadkowo niektóre z przełomowych prac dotyczących ludobójstwa kolonialnego mają w tytule słowo „holocaust” – w niektórych krajach (w tym w Polsce) zarezerwowane wyłącznie dla nazistowskiego Żydobójstwa – a ich autorzy wprost dowodzą, że wymordowanie europejskich Żydów było kontynuacją kolonialnej polityki eksterminacji podbitych narodów Afryki, Azji, Australii i obu Ameryk. A Holocaust żydowski, opisany nieporównywalnie lepiej w polskiej literaturze, winien obchodzić nas jak najbardziej, nie tylko dlatego, że połowa wymordowanych Żydów miała polskie obywatelstwo, lecz również dlatego, iż przyłożyliśmy do niego rękę i to na skalę, którą do dziś większość z nas wypiera i neguje.

Holocaust kajzera

Tuż przed gwiazdką ukazała się nakładem wydawnictwa Wielka Litera książka Davida Olusoga i Caspera W. Erichsena Zbrodnia kajzera(oryginalny tytuł: Kaiser’s Holocaust), będąca poruszającym sprawozdaniem z wymordowania na początku XX w. przez Niemców ludów Herero i Nama na terenach dzisiejszej Namibii. Ludobójstwo to, podobnie jak Holocaust Żydów europejskich w latach 40. XX w., nie było odosobnionym epizodem, przeciwnie – wpisywało się w ciąg kolonialnych zbrodni, znaczących swój krwawy szlak przez całe stulecia. Ci sami żołnierze cesarza Niemiec, którzy tworzyli pierwsze w historii obozy zagłady (nie koncentracyjne – te znane były już wcześniej) dla przyjaznych, „cywilizowanych”, zniemczonych i zniderlandyzowanych, chrześcijańskich ludów zachodniej Afryki, mordowali wcześniej tysiącami niewinnych i bezbronnych chłopów chińskich podczas tłumienia antykolonialnego powstania bokserów.

Wreszcie ci sami generałowie, wykazujący się taką bezwzględnością w stosunku do Czarnych, tworzyli po zakończeniu I wojny światowej antykomunistyczne i antysemickie bojówki, z których powstała później NSDAP. Zaletą książki Olusoga i Erichsena jest przede wszystkim pokazanie europejskiego, białego kontinuum ludobójczego rasizmu, jaki panował w Europie od początku jej nowożytnej historii, i który dostał „naukowe” wsparcie w postaci wulgarnie rozumianego darwinizmu, eksterminację „ras niższych” tłumacząc bezwzględną koniecznością dziejową.

„Najszlachetniejszą ze wszystkich wojen jest wojna z dzikimi, choć zarazem jest też wojną najstraszniejszą i nieludzką. Cała cywilizowana ludzkość ma dług wdzięczności wobec nieokrzesanego, nieustraszonego osadnika, który wypiera z ziemi dzikich. Amerykanin i Indianin, Bur i Zulus, Kozak i Tatar, Nowozelandczyk i Maorys, w każdym z tych przypadków zwycięzca – którego czyny mogą być straszliwe – kładzie głębokie fundamenty dla przyszłych pokoleń silnych ludzi. Konsekwencje walk o ziemię między cywilizowanymi narodami zdają się przy tym nieistotne. Patrząc z perspektywy wieków, to tylko kwestia chwili, czy Lotaryngia należy do Francji, czy do Niemiec, czy miasta północnego Adriatyku składają hołd austriackiemu cesarzowi, czy królowi Włoch, ale nie sposób oszacować, jak wielkie znaczenie ma to, że Ameryka, Australia i Syberia wyślizgnęły się z rąk ich rdzennych czerwonych, czarnych i żółtych właścicieli i stały się dziedzictwem dominujących ras świata”.

Autorem tych słów był jeden z przywódców „cywilizowanego” świata, prezydent USA Theodore Roosevelt, który pod koniec XIX w., zanim zasiadł w Białym Domu, zawarł je w monumentalnej, wysoko cenionej 4-tomowej historii amerykańskiego pogranicza, zatytułowanej Zdobycie Zachodu [1].

Zgodnie z powszechnie panującym przekonaniem białych klas panujących rasy niższe były skazane na wymarcie. Dlatego też niemieccy kolonizatorzy nie mieli skrupułów mordując kilkadziesiąt tysięcy Czarnych, którzy mieli czelność upomnieć się o godność, sprawiedliwość i respektowanie umów dotyczących przede wszystkim własności ziemi, które Niemcy traktowali podobnie jak Amerykanie w swoich stosunkach z Indianami północnoamerykańskimi.

„Niemcy nie brali jeńców. Zabijali całymi tysiącami kobiety i dzieci leżące wzdłuż poboczy. Przebijali je bagnetami i dobijali kolbami karabinów. Nie sposób znaleźć słów, by oddać to, co się działo; to było zbyt straszne. Ludzie leżeli wyczerpani wzdłuż dróg, a przechodzący [obok nich] żołnierze po prostu z zimną krwią ich mordowali. Matki z dziećmi u piersi, chłopcy i dziewczynki; ludzie starsi, zbyt starzy, by walczyć, i stare babcie – nikomu nie okazywano litości; zabijano ich wszystkich i zostawiano leżących, by gnili na trawie, a sępy i dzikie zwierzęta jadły ich ciała, Mordowali, aż nie zostało już więcej Herero do zabicia. Widziałem to codziennie; byłem z nimi” [2].

Holocaust króla Belgii

Mniej więcej w tym samym czasie, na progu XX stulecia, na północ od Namibii rozgrywał się dramat o dużo większej, wręcz niewyobrażalnej skali. Oto w Wolnym Państwie Kongo, będącym własnością króla Belgii Leopolda II, wymordowano w ciągu niespełna dwóch dekad najprawdopodobniej blisko 8 milionów Kongijczyków! Chodziło o kauczuk i niewolniczą pracę całych plemion, które w przypadku niewykonania nadludzkich norm zbiorów karane były obcinaniem rąk (w tym u małych dzieci) i eksterminacją całych rodzin. O tej historii opowiada wydana również w 2012 r. książka Adama Hochschilda Duch króla Leopolda. Opowieść o chciwości, terrorze i bohaterstwie w kolonialnej Afryce. Książkę wydał Świat Książki, ale ekipą odpowiedzialną za jej ukazanie byli właśnie ludzie pracujący dziś w Wielkiej Literze – chwała im za to.

Obie książki – o holocauście w Namibii i w Kongo – są zupełnie wyjątkowe na naszym rynku księgarskim. Wyróżnia je nie tylko temat (jak wspomniałem wyżej prac o zbrodniach kolonializmu i powiązaniu ich z Holocaustem ukazało się w Polsce tyle, co kot napłakał; mnie przychodzą do głowy, poza wyżej wspomnianymi, jedynie książki Svena Lindkvista wydane przez W.A.B, czy Enzo Traverso i Jeana Zieglera opublikowane w serii Biblioteki Le Monde diplomatique – edycja polska), ale i rozmach ich autorów, ukazujących przy okazji całą kulturę materialną i duchową epoki. No i trzeba również wspomnieć o tym, iż obie zostały bardzo pięknie i starannie wydane, co bardzo pomaga w ich recepcji.

Holocausty królowej Wiktorii

Jeśli mógłbym mieć jakieś życzenie w nowym roku, to chciałbym, aby Wielka Litera poszła za ciosem i wydała słynną książkę Mike’a Davisa Late Victorian Holocausts. El Niňo Famines and the Making of the Third World (Verso, Londyn–Nowy Jork 2001), która pokazuje, że tzw. Trzeci Świat, czyli podział na posiadaczy i nędzarzy został ukształtowany pod koniec XIX w. w wyniku tragicznego współdziałania klimatu (El Niňo – Southern Oscillation to wahania ciśnienia atmosferycznego i temperatury Pacyfiku, wpływające w decydującym stopniu na klimat całych kontynentów) oraz gospodarki światowej (chodzi tu przede wszystkim o rabunkową politykę kolonialną Wielkiej Brytanii).

Zniszczenie przez kolonistów brytyjskich tradycyjnych form zapobiegania klęskom głodu, w tym m.in. całych systemów irygacyjnych i niezaprzestanie importu żywności z kolonii podczas katastrofalnych susz, sprawiło, że w latach 80. XIX w. podczas trzech kolejnych fal susz spowodowanych brakiem deszczy monsunowych, które dotknęły przede wszystkim Indie, Chiny, Jawę, Koreę, Brazylię, południowe części Afryki, Algierię oraz Maroko, zmarło z głodu od 30 do 50 mln ludzi. Z czego większość w brytyjskich Indiach i zniszczonych brytyjskimi interwencjami Chinach. Książka Davisa jest o tyle aktualna, że pokazuje mechanizm, który do dziś odpowiada za rosnącą liczbę głodujących na świecie – to zniszczenie tradycyjnego rolnictwa państw azjatyckich i afrykańskich, i zastąpienie go światowym „rynkiem” rolnym, sterowanym na giełdach londyńskiego City i nowojorskiej Wall Street.

Holocaust po Holocauście

Pół wieku po eksterminacji ludów Herero i Nama, w latach 50. XX stulecia brytyjscy kolonialiści w Kenii zastosowali tę samą metodę co kajzerowscy protoplaści oddziałów Heinricha Himmlera. Podczas powstania Mau-Mau Brytyjczycy wygnali plemię Kikujów ze swoich wiosek do obozów koncentracyjnych otoczonych jedynie drutem kolczastym. Tam za pomocą głodu i niewolniczej pracy, a także egzekucji i zwykłych mordów wyniszczyli niemal całą populację tego afrykańskiego ludu. Szacunki ofiar wahają się pomiędzy 50 a 300 tysiącami. Brytyjczycy uwięzili w obozach koncentracyjnych prawdopodobnie półtora miliona Kikujów – odmawiając im wody i żywności. Angielscy oficerowie, tak dumni z pokonania Hitlera, gwałcili na potęgę kobiety ludu skazanego na zagładę. Jak wspominają ocalałe ofiary:

„Biali oficerowie nie znali wstydu. Mogli gwałcić kobiety na oczach wszystkich. Brali, którą chcieli, w kąt i po prostu tam to robili. […] Tej nocy wszystkie kobiety, w tym ja, podzielono między żołnierzy z Home Guards i byłyśmy gwałcone. Nie oszczędzono nawet tej, która była w ósmym miesiącu ciąży. Byłyśmy gwałcone przez całą noc” [3].

Ten zapomniany holocaust opisuje kolejna książka warta uwagi polskiego wydawcy – Caroline Elkins, Imperial Reckoning: The Untold Story of Britain’s Gulag in Kenya, Henry Holt, Nowy Jork 2005. Obyśmy w przyszłym roku mogli recenzować na łamach LMD polskie wydania tych dwóch książek, podobnie jak dziś czynimy to pisząc o wspaniałych dziełach Olusoga, Erichsena i Hochschilda.


[1] Cyt. za: David Olusoga, Casper W. Erichsen, Zbrodnia kajzera, Wielka Litera, Warszawa 2012, s. 145.

[2] Cyt. za: Daniel Jonah Goldhagen, Wiek ludobójstwa, Znak, Kraków 2012, s. 59.

[3] Cyt. za: Daniel Jonah Goldhagen, Wiek ludobójstwa, op. cit., s. 608.

image_pdfPobierz artykuł w wersji PDFimage_printDrukuj artykuł
Udostępnij:

Polecane artykuły

Wpisz wyszukiwane hasło o naciśnij Enter, aby wyszukać. Naciśnij ESC, aby anulować.

Do góry