Gdy Rosja się podnosi

Niedługo dręczyła nas kwestia odpowiedzialności za wywołanie konfliktu na Kaukazie. Od ataku armii gruzińskiej na Osetię Południową nie minął tydzień, a już dwaj komentatorzy francuscy, specjaliści od wszystkiego, uznali, że jest ona „przestarzała” [1]. Ton nadał wpływowy neokonserwatysta amerykański. Nieistotne, kto zaczął, orzekł Robert Kagan, bo „gdyby tym razem Micheil Saakaszwili nie wpadł w pułapkę zastawioną przez Władimira Putina, konflikt i tak wybuchłby, tylko inaczej” [2]. Jedna hipoteza przywołuje inną: gdyby w dniu uroczystego otwarcia Igrzysk Olimpijskich inicjatywa operacji wojskowej nie była dziełem młodego poligloty Saakaszwiliego, absolwenta nowojorskiej Columbia Law School, lecz kogoś innego, czy stolice zachodnie i ich media pohamowałyby swoje oburzenie wobec tak bardzo symbolicznego czynu?

Gdy jednak z góry wiadomo, kto gra pozytywnych, a kto negatywnych bohaterów, łatwiej śledzi się bieg dziejów. Pozytywni, tacy, jak Gruzja, mają obowiązek bronić swojej integralności terytorialnej przed knowaniami separatystycznymi sąsiadów; negatywni, tacy, jak Serbia, mają zgodzić się na samostanowienie swoich mniejszości narodowych, a w przypadku odmowy narażą się na bombardowania lotnictwa NATO. Bajka z morałem jest jeszcze bardziej budująca, gdy do obrony integralności terytorialnej swojego państwa czarujący prezydent proamerykański sprowadza do kraju część spośród dwóch tysięcy żołnierzy gruzińskich, którzy brali udział w… napaści na Irak.

Właśnie 16 sierpnia br. prezydent George W. Bush z powagą powołał się na „rezolucje Rady Bezpieczeństwa Narodów Zjednoczonych” oraz na „niepodległość, suwerenność i integralność terytorialną” Gruzji, której „granice trzeba tak samo uszanować, jak granice innych państw”. W rezultacie tylko Stany Zjednoczone miałyby prawo działać jednostronnie, gdy uważają (czy twierdzą), że zagrożone jest ich bezpieczeństwo. W rzeczywistości cała ta seria wydarzeń wynika z prostszej logiki: Waszyngton gra Gruzją (i Gruzja Waszyngtonem), aby kontrować Rosję; Moskwa gra Osetią Południową, a także Abchazją, aby „ukarać” Gruzję.

Po 1992 r. Pentagon wyprodukował dwa raporty poświęcone temu jak zapobiec ewentualnemu zmartwychwstaniu Rosji, która właśnie się rozpadła, jako mocar- stwa. Jak wskazano w tych raportach, aby hegemonia amerykańska, która zrodziła się w tym samym roku ze zwycięstwa Stanów Zjednoczonych w wojnie w Zatoce i upadku bloku radzieckiego, stała się permanentna, należało „przekonać ewentualnych rywali, że nie mają potrzeby aspirować do odgrywania większej roli”. Jeśli nie dadzą się przekonać, Waszyngton będzie potrafił ich „odstraszyć”. Któż taki był głównym adresatem tego ostrzeżenia? Rosja, „jedyne mocarstwo na świecie, które mogłoby zniszczyć Stany Zjednoczone” [3].

Czyż więc można czynić wyrzuty przywódcom rosyjskim za to, że w pomocy zachodniej dla farbowanych rewolucji na Ukrainie i w Gruzji, w przystąpieniu daw- nych sojuszników z układu Warszawskiego do NATO i w rychłym zainstalowaniu rakiet amerykańskich na polskiej ziemi upatrują elementy starej strategii nastawionej na osłabienie ich państwa, niezależnie od jego ustroju i polityki, którą prowadzi? „Rosja stała się wielkim mocarstwem i to budzi niepokój”, przyznał nawet Bernard Kouchner, francuski minister spraw zagranicznych [4].

Zbigniew Brzeziński, który w 1980 r. był architektem bardzo niebezpiecznej strategii afgańskiej Waszyngtonu (wesprzeć wojskowo islamistów, aby pobić komunis- tów…), wyszczególnił inną stronę zamysłu amerykańskiego: „Gruzja umożliwia nam dostęp do ropy naftowej, a wkrótce również gazu ziemnego Azerbejdżanu, Morza Kaspijskiego i Azji Środkowej. Stanowi więc dla nas poważny atut strategiczny.” [5] Brzezińskiego nie można podejrzewać o zmienność poglądów: nawet wtedy, gdy – w czasach Borysa Jelcyna – Rosja dogorywała, chciał przepędzić ją z Kaukazu i Azji Środkowej, aby zapewnić zaopatrzenie Zachodu w energię [6].

Teraz Rosja ma się lepiej, Stany Zjednoczone mają się gorzej, a ropa naftowa jest droższa. Gruzją, padającą ofiarą prowokacji swojego prezydenta, wstrząsają te trzy dynamiki.

Serge Halimi
tłum. Zbigniew M. Kowalewski


[1] A. Glucksmann, B.-H. Lévy, „SOS Géorgie? SOS Europe!”, Libération z 14 sier- pnia 2008 r.
[2] R. Kagan, „Putin Makes His Move”, Washington Post z 11 sierpnia 2008 r.
[3] P.-M. de la Gorce, „Washington et la maîtrise du monde”, Le Monde diplomatiquez kwietnia 1992 r.
[4] Wywiad z B. Kouchnerem, „Le cessez-le-feu est fragile”, Le Journal du Diman- che z 17 sierpnia 2008 r.
[5] Bloomberg News z 12 sierpnia 2008 r.
[6] Z. Brzeziński, Wielka szachownica: Główne cele polityki amerykańskiej, War- szawa, Świat Książki 1998.

image_pdfPobierz artykuł w wersji PDFimage_printDrukuj artykuł
Udostępnij:

Polecane artykuły

Wpisz wyszukiwane hasło o naciśnij Enter, aby wyszukać. Naciśnij ESC, aby anulować.

Do góry