Europejskie zacietrzewienie

Doświadczenie jest bardzo kosztowną szkołą, niemniej istnieją głupcy, którzy w żadnej innej niczego nie umieją się nauczyć.” Zmarły w 1790 r. Benjamin Franklin, który wynalazł piorunochron, nie mógł przewidzieć istnienia Unii Europejskiej… Tej, której doświadczenia również nie potrafią niczego nauczyć pewnych głupców.

Bezpośrednio konsultowane społeczeństwa zachodnie odrzucają wolny handel, ale Parlament Europejski uchwalił właśnie kolejny traktat o wolnym handlu – tym razem z Kanadą. Z zastosowaniem jego głównych postanowień nie będzie się czekać na ewentualną ratyfikację przez parlamenty państw członkowskich. Inne doświadczenie, które powinno nauczyć czegoś nawet zatwardziałych głupców, to sprawa Grecji. Wykrwawiona końskimi dawkami leków aplikowanych przez Eurogrupę, Europejski Bank Centralny i Międzynarodowy Fundusz Walutowy, znów stoi ona u progu niewypłacalności. W jej kontuzjowane ciało nadal wbija się jednak źle wysterylizowane strzykawki oczekując, że prawica niemiecka postanowi wyrzucić ją z koszarowego szpitala zwanego strefą euro.

Jeśli komuś potrzeba jeszcze jednego przykładu, to może zań posłużyć sprawa budżetów socjalnych. W licznych państwach członkowskich Unii mnożą się wokół nich napięcia, ponieważ stają one na głowach, aby mniej płacić bezrobotnym czy nie leczyć cudzoziemców. W tym samym czasie wszystkie są zgodne co do tego, że należy zwiększyć kredyty na cele wojskowe, aby odpowiedzieć na… „zagrożenie rosyjskie”, choć budżet obronny Rosji to niespełna jedna dziesiąta budżetu wojskowego Stanów Zjednoczonych.

Czyżby przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker zdał sobie sprawę z tego, że takich priorytetów nie daje się obronić? Zainspirowany mądrością swojego przyjaciela François Hollande’a zapowiedział, że nie będzie ubiegał się o powtórny mandat. W swoim czasie, przygotowując się do objęcia tego stanowiska, ostrzegł, że komisja, którą sformuje, będzie „komisją ostatniej szansy”. Tymczasem w tej chwili poświęca on „kilka godzin dziennie planowaniu wyjścia pewnego państwa członkowskiego”. Nic zatem dziwnego, że wzdycha: „To nie jest zawód, który ma przyszłość.”

W 2014 r. Juncker, kandydat prawicy europejskiej, który dał się poznać jako obrońca luksemburskiego raju podatkowego, został przewodniczącym Komisji dzięki poparciu większości europosłów socjalistycznych. „Nie wiem, co nas różni”, wyznał wtedy jego konkurent socjaldemokratyczny Martin Schulz. Z kolei Juncker przyznawał: „Schulz w bardzo dużym stopniu podziela moje poglądy.” Ta sama bliskość ideowa wyjaśnia przebieg głosowania 15 lutego br. traktatu o wolnym handlu z Kanadą: większość europosłów socjaldemokratycznych głosowała w bloku z liberałami.

Jeśli chodzi o Grecję, to niemiecka odmowa dyskusji o – skądinąd nieznośnych – rozmiarach długu greckiego uzyskała poparcie rządu socjalistów francuskich. Z arogancją bliską fanatyzmowi sekundował temu przewodniczący Eurogrupy, holenderski laburzysta Jeroen Dijsselbloem [1].

W okresach wyborczych często mówi się o konieczności „przeorientowania” Unii Europejskiej. Zamiar taki jest godny uznania, ale pod warunkiem, że nauczono się czegoś w szkole… doświadczenia. Pozwala ono zidentyfikować tych, na których lepiej nie liczyć, jeśli chce się zaoszczędzić sobie rozczarowań na froncie, od którego zależy niemal wszystko inne.

tłum. Zbigniew M. Kowalewski


[1] Zob. Janis Warufakis, „Kapitulacja Grecji, klęska Europy”, Le Monde diplomatique – edycja polska, sierpień 2015 r.

image_pdfPobierz artykuł w wersji PDFimage_printDrukuj artykuł
Udostępnij:

Polecane artykuły

Wpisz wyszukiwane hasło o naciśnij Enter, aby wyszukać. Naciśnij ESC, aby anulować.

Do góry