Barwy ochronne Donalda Tuska

Polityka poprzedniego rządu była pod wieloma względami odstręczająca. Także w polityce gospodarczej dominowały elementy liberalne nad bardzo specyficznie i wybiórczo traktowaną solidarnością. Pośród zmian w dziedzinie socjalnej najważniejsza była likwidacja podatku spadkowego i darowizn dla szerokiego kręgu najbliższych. To manifestacyjna akcep- tacja istniejących i rosnących nierówności majątkowych. Dzieci nowych książąt zagarną całą pulę majątku nie uszczuplonego nawet przez poprzedni, i tak już bardzo niski, podatek spadkowy. Zresztą, przypom- nijmy, że po wyborach w roku 2005 PiS chciał Platformie, potem oskar- żanej o sprzyjanie bogatym, przekazać kierownictwo nad całą gospodarką.

Co przynosi nowa koalicja? W polityce, zwłaszcza zagranicznej, na pewno uspokojenie. Ogromna część społeczeństwa, przede wszystkim inteligencja, odetchnęła. W gospodarce jednak obiecuje niewiele – zapowiedź połączenia liberalizmu gospodarczego z solidarną polityką społeczną. Spodobało się to Tadeuszowi Mazowieckiemu, gdyż przypominało jego exposé z odwołaniem się do społecznej gospodarki rynkowej. Szkoda, że nie dodał, iż zwrot ten został natychmiast zdezawuowany (jako ustępstwo słowne) przez szefa jego doradców. A szef gospodarki Leszek Balcerowicz wielokrotnie drwił z przymiotnika „społeczna”. Podobieństwo jest jednak raczej formalne, bo Tadeusz Mazowiecki może z czystym sumieniem powiedzieć: „nie wiedziałem co czynię”. Tusk zaś, jeden z założycieli Kongresu Liberalno-Demokratycznego, nie mógł choć ten jeden raz nie użyć słowa liberalizm, ale też nie mógł go nie obudować jakimś gestem socjalnym. Dobrze to wyjaśnia Jacek Żakowski: „Sęk w tym, że premier nie bardzo może wprost o odziedziczonych wyzwaniach mówić wyborcom czy mediom” (Gazeta Wyborcza 26/11/07). Stąd potrzeba barwy ochronnej.

Ekipa chcąca dokonać solidarnościowej korekty wobec praktykowanej wiele lat, bieżącej i systemowej polityki wolnorynkowej, nie powołałaby na kluczowego ministra finansów osoby tak zdeklarowanie neoliberalnej. Jackowi Rostowskiemu należy się tu szczególna uwaga. Był jednym z doradców w czasie przygotowywania polskiego Big Bangu i już wtedy ujawnił szczególną skłonność do brawury. To on publicznie odpowiadał w 1989 r. (sam to słyszałem) na pytanie dziennikarza o spodziewane bezrobocie: „Nie wiemy, jak duże będzie. Może milion, może dwa, może trzy, a może wcale”. Na początku 1990 r. prof. Kazimierz Łaski opublikował część swej ekspertyzy dla CUP-u o skutkach owego Big Bangu, przewidując gwałtowny spadek dochodu narodowego, realnych płac, zatrudnienia. Nie muszę przypominać, że szybko się miało okazać, iż ta właśnie prognoza okazała się najbliższa rzeczywistym, a nie zapowiadanym, skutkom Planu Balcerowicza. Bezrobotnych mieliśmy najpierw milion, potem dwa, a potem trzy. Samych zarejestrowanych, bez ukrytych we wcześniejszych emeryturach i lekką ręką tworzonych rencistów. Rostowski dał Łaskiemu, na łamach Życia Gospodarczego odpór, zachęcając, by z powrotem zasiadł na ławie studenckiej, odświeżając sobie elementarne wiadomości z ekonomii. Nie skorzystał z okazji, gdy ostatnio dziennikarka zapytała go o tę polemikę, by powiedzieć, że wówczas nie miał racji, a jeśli jest brytyjskim dżentelmenem – przeprosić.

Oczywiście, ludzie się mylą. Jacek Kuroń całą mocą swego autorytetu wsparł szokową terapię. Ale później (jedyny spośród członków gabinetu Mazowieckiego) uznał poparcie dla Planu Balcerowicza za swój największy błąd, wielokrotnie pisząc, iż uczestniczył we współtworzeniu dzikiego (wilczego) kapitalizmu, co nie daje mu po nocach spać. Nie znana jest natomiast zmiana poglądów prof. Rostowskiego. Bo też jednym z najbardziej brawurowych ekonomistów pozostał. Niedawno zaproponował (wspólnie z innym akolitą Balcerowicza), jednostronne przyłączenie się do strefy euro – propozycja tyleż nieodpowiedzialna, co dziecinnie naiwna.

Ale prawdopodobnie właśnie z uwagi na jego i nowej ekipy dążenie do jak najszybszego wejścia do strefy euro, na niego padł wybór jako ministra finansów. Potrzebny był ktoś obyty w świecie zachodnim, płynnie mówiący językami Unii. Rysuje się wyraźny podział ról. Tusk będzie głosił miłość i solidarność, a Rostowski – parł na jak najszybsze wejście do Eurolandu.

Ta nominacja zastanawia z wielu względów. W ciągu ostatnich kilkunastu lat powstała już nowa kadra polskich ekonomistów głównego nurtu. Krótkotrwały minister finansów, Stanisław Kluza jest jednym z nich. Objawił się jako kompetentny, rzeczowy, odpowiedzialny. Takich ludzi jest już parę tuzinów. A tu sięga się po brytyjskiego obywatela, syna wysokiego urzędnika kolonialnego (Mauretania), ekonomistę o raczej skromnym dorobku. I chyba większym niż do Polski, przywiązaniu do Korony. Człowieka, który wcale nie zapowiada osiedlenia się w Polsce, sprowadzenia rodziny (już sam wykaz jego majątku wskazuje na skalę trudności takiej operacji). Więc możliwe, że „dziś tu, jutro tam”. Wprawdzie, i Radek Sikorski, po wyjściu z rządu, na szereg lat osiedlił się w Waszyngtonie, wiążąc się z jednym z najbardziej konserwatywnych ośrodków naukowych. Pisząc memoriały, jak na prawdziwego politologa amerykańskiego przystało. Po powrocie jednak, osiedlił się z rodziną w Polsce, a w stosunku do ekipy George’a W. Busha objawiał pewną samodzielność.

Drugi powód, dla którego dokonano tej dziwnej nominacji wydaje się być następujący. Wprawdzie to nie Kaczyńscy zapoczątkowali, ale radykalnie wzmocnili politykę manifestacyjnego proamerykanizmu, popierając działania USA także w niechlubnym wydaniu G.W. Busha, i dodając do tego skrajny sceptycyzm wobec Unii Europejskiej. Podobnie jak Brytyjczycy negatywnie odnieśli się do Karty Praw Podstawowych. Co robi Tusk? Już w swoim exposé zapowiada, że jesteśmy z Brytyjczykami. Choć miał jeszcze wybór. Mógł mobilizować opinię publiczną przeciw zobowiązaniom podjętym przez prezydenta, apelować do niego o zmianę stanowiska, straszyć odwołaniem się do referendum. Nic z tych rzeczy. Od razu zadeklarował poparcie dla stanowiska brytyjskiego. I zdaje się, że będzie podążał śladami SLD, które usilnie starało się zdobyć uznanie na salonach konserwatywnych liberałów. Już wcześniej konserwatywni politycy brytyjscy i amerykańscy wielokrotnie wychwalali Polskę za jej miłość do wolnego rynku. Rostowski ma być pomostem i symbolem.

Można zadać pytanie, z którymi Brytyjczykami chce nowa władza współpracować. Z Labour Party? Niekoniecznie. Jej rząd stroni wprawdzie od Eurolandu, w dużym stopniu także od Unii jako całości, z dwóch powodów. Nie chce akcesji do społecznej Europy w jej strukturze instytucjonalno-organizacyjnej. Ale także dlatego, że chce mieć swobodę własnej polityki gospodarczej. Rząd Blaira-Browna dał wprawdzie bankowi centralnemu niezależność, ale nie przejął wolnorynkowej doktryny Europejskiego Banku Centralnego, który prowadził politykę prorecesyjną.

Ostatnio dużo mówi się o nadchodzącej recesji. Odpowiedzialny rząd mógłby zapowiadać dwa scenariusze, ten związany z trwaniem wysokiej koniunktury oraz ewentualnie zapobiegający recesji. Brytyjczycy nas czegoś ostatnio nauczyli. Po pęknięciu nowojorskiej bańki giełdowej, gdy wiele krajów przeżywało importowaną zza oceanu recesję, na Wyspach bezrobocie spadało. Dlaczego? Na pewno (co najmniej – także) dlatego, że rząd właśnie wtedy radykalnie zwiększył wydatki na oświatę i zdrowie, zapowiadając jeszcze większe na przyszłość.

A i od Amerykanów można było się czegoś ważnego nauczyć: jak łagodzić skutki recesji, jak z niej wychodzić. Nadal zalecając światu zewnętrznemu receptę wolnorynkową, sami po raz kolejny (jak za czasów Ronalda Reagana) sięgnęli po stare keynesowskie metody bardzo wysokiego deficytu budżetowego połączonego z obniżaniem podatków, co w połączeniu ze wzrostem wydatków na zbrojenia, ożywiło gospodarkę. To wprawdzie „keynesizm dla bogatych” (głównie im obniżano podatki), ale jednak keynesizm. Były szef Rady Doradców Ekonomicznych obecnego prezydenta G.W. Busha, G. Mankiw był początkowo zdumiony, że podstawą jej ekspertyz doradczych jest nadal stary, przygotowany jeszcze przez pierwszą generację keynesistów (L. Kleina, F. Modiglianiego), model makroekonomicznej polityki. I doszedł do wniosku, że współczesna ekonomia, z jej teorią racjonalnych oczekiwań i neutralnego pieniądza, samozwańczo zwana klasyczną, jest dla praktyki całkowicie bezużyteczna.

Co tymczasem zapowiada Rostowski? Priorytetami uczynił zmniejszanie deficytu budżetowego i zmniejszanie podatków połączone z redukowaniem udziału państwa w PKB. W każdych warunkach? Także w czasie recesji? Polityka antyrecesyjna? Ależ to Pan Bóg (zwany niekiedy Wolnym Rynkiem) ją daje i odbiera. Zresztą sam Tusk zapowiada wycofywanie się państwa na rzecz dalszej komercjalizacji usług publicznych. Przekształcanie szpitali w spółki handlowe, bony oświatowe. Nie lekceważę bardziej socjalnie nastawionego wicepremiera i ministra gospodarki, Waldemara Pawlaka. Ale przy słabym ministrze pracy, będzie on w tej ekipie z konieczności izolowany.

Wbrew pięknej retoryce agitującej młodych emigrantów do powrotu, Tusk pozostał głuchy na to, co się ostatnio stało w związku ze spekulacyjnym skokiem cen mieszkań. Stały się one absolutnie niedostępne za pensje wchodzącej na rynek młodzieży. To śmieszne zachęcać w tych warunkach Polaków, by sami wzięli się za budowę mieszkań. Państwo ma być tylko „odbiurokratyzowanie”. A przecież, bez zaangażowania się państwa, przynajmniej w zakresie współfinansowania i współdziałania w udostępnianiu terenów i ich uzbrajaniu, mowy nie ma o budowie tanich mieszkań. Akurat tutaj, w mieszkalnictwie, najjaśniej widać, że polityka gospodarcza i polityka społeczna mocno się zazębiają. W drugiej połowie lat 90. i na początku bieżącej dekady, Finlandia zwycięsko wyszła z głębokiego kryzysu i masowego bezrobocia i zarazem wysunęła się na pierwsze miejsce w światowym rankingu gospodarek opartych na wiedzy. A stało się tak dlatego, że umiejętnie połączyła obie sprawy – bezrobocie i modernizację. Uczyniła je łącznym zadaniem wszystkich struktur władzy, właściwie sprawą narodową.

Czasem myślę, że obecnym władzom pasywną politykę gospodarczą podpowiada makiaweliczny strateg, Jarosław K. Zastanawiam się także, czy ci, którzy nową ekipę i jej gospodarcze zapowiedzi wychwalają, zdają sobie sprawę, że przygotowują grunt do powrotu powstałego w ciągu dwóch ostatnich lat potężnego układu.

image_pdfPobierz artykuł w wersji PDFimage_printDrukuj artykuł

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top