Bajki robotów 2.0

A zatem nie wszystko stracone! Wbrew doświadczanej przez większość z nas na co dzień rzeczywistości, coraz bardziej niepewnej, niskopłatnej, rozproszonej, wszędobylskiej, nigdy się nie kończącej pracy można już zarysować kontury emancypacji. Wśród teoretyków społecznych i wybitnych pisarzy, a nawet osobistości biznesu od jakiegoś czasu coraz częściej pojawiają się głosy wskazujące, że dokona się ona dzięki robotom. Piszą o tym i Paul Mason, i Bill Gates. Skok w technologii ich projektowania i produkcji lada chwila zapewni możliwość przekazania im większości zadań w sektorach produkcyjnych, usługowych, transportowych i handlowych, które dziś jeszcze muszą być realizowane przez ludzi. Ale to nie wszystko. Firmy na masową skalę robotyzujące swoje linie produkcyjne i sieci usługowe winny zostać obarczone koniecznością uiszczania podatku od każdego zatrudnianego robota. Dzięki pozyskanym tak środkom państwa będą mogły sfinansować powszechny dochód dla ludzi uwolnionych od konieczności tracenia życia na znojną pracę. W ten sposób zniknie widmo bezrobocia. Czyżbyśmy stali u progu transformacji, która pierwszy raz w historii otworzy przed nami bramy królestwa wolności?

Sytuacja niestety nie wygląda tak różowo. Nie chodzi tylko o to, że wizje te trącą nieco odgrzewanymi kotletami. Amatorzy filmów i książek S-F z lat 50. czy 60., a także aspirującej do poważniejszego statusu intelektualnego futurologii tamtych czasów raczej nie będą nimi zaskoczeni. Złote trzydziestolecie kapitalizmu pełne było optymistycznych wizji przyszłości, którą miał zapewnić postęp techniczny. Wydaje się jednak, że cztery dekady temu miały one znacznie większe podstawy niż obecnie. Dziś znacznie trudniej sobie wyobrazić powstanie warunków, które sprzyjałyby jej realizacji. Jeszcze w latach 70. było do nich znacznie bliżej.

Teza, że robotyzacja wymusza zmiany w strukturze zatrudnienia i uwalnia ludzi od pracy jest postawiona na głowie i nie wytrzymuje krytyki historycznej. Zakłada ona, że zmiana technologiczna pociąga za sobą zmianę natury społeczeństwa, podczas gdy jest dokładnie odwrotnie. To zmiany układów sił społecznych mogą uwolnić potencjał emancypacji (od przymusu pracy), tkwiący w innowacji technologicznej (robotyzacji). Odwrotnie to nie działa. Zupełnie jak w przypadku Keynesowskiej prognozy wywodzącej pespektywę radykalnego skrócenia czasu pracy z dynamiki wydajności i produktywności. Przepowiednia Johna Maynarda Keynesa, sformułowana w połowie lat 30. minionego stulecia, nie spełniła się. Dlaczego? Bo brytyjski ekonomista zapomniał o podstawowym warunku urzeczywistnienia jego wizji jakim był, i nadal jest korzystny dla pracowników układ sił społecznych.

Po latach polityk neoliberalnych nie jest wielką tajemnicą, że wzrost wydajności może zostać obrócony przeciw pracownikom, gdy korzyści z niego płynące przechwytywane są przez kapitał. Tak też innowacje technologiczne mogą służyć wzmocnieniu kontroli nad pracownikami i wzrostowi stopy ich wyzysku. Inaczej mówiąc logika zysku i wymogi akumulacji są w warunkach kapitalizmu ważniejsze niż logika emancypacji i odzyskiwania czasu wolnego kryjąca się w robotyzacji. Dopóki panowanie klasowe kapitalistów tworzyć będzie ramy dla poświęcenia skuteczności społecznej na rzecz skuteczności ekonomicznej (dziś notorycznie utożsamianej ze skutecznością finansową) obietnica technologicznego postępu ustępować będzie przed korzyściami płynącymi z wyzysku taniej siły roboczej. Z punktu widzenia kapitału praca dzieci w Bangladeszu czy Wietnamie jest stokroć bardziej racjonalnym wyborem niż uruchomienie fabryki obsługiwanej przez roboty. Nie jest to przy tym żadne rozważanie teoretyczne czy scenariusz przyszłości, ale opis rzeczywistości, którą znamy pod nazwą globalnego kapitalizmu neoliberalnego z jego specjalnymi strefami ekonomicznymi, offshoringiem (podwykonawstwem) i delokalizacjami, czyli globalnym arbitrażem pracy. Dzisiejszy kapitalizm znakomicie pokazuje, że żadne obietnice technologicznych rajów nie zwiodą rad nadzorczych korporacji jeśli mogą one zarabiać na półniewolnictwie, wrogich przejęciach, czy prywatyzacji dóbr wspólnych.

Nie wyzwolą nas roboty, podobnie jak nie uczyniły tego drukarki 3d, ani Internet. Jak na razie wszystkie te zdobycze technologii służą kapitalizmowi w zwiększaniu eksploatacji siły roboczej, zacieśnianiu kontroli nad klasami podporządkowanymi, a także imperialistycznym agresjom i okupacjom. Rzecz jasna tak być nie musi. Kluczem do zmiany smutnego stanu rzeczy nie jest jednak powstanie nowej, prawdziwie emancypacyjnej i odpornej na wrogie przejęcie przez system technologii, ale zmiana układu sił klasowych. Roboty nie uwolnią nas od pracy. Sami musimy sobie wywalczyć jej radykalne skrócenie, bez zmniejszania płac. Dopiero taka sytuacja zmusi kapitał do odwrotu. Jego częścią, tak jak w dotychczasowej historii, będzie przesunięcie technologiczne, czyli poszukiwanie rozwiązań mogących skompensować utratę zysków osiąganych dotąd z eksploatacji pracowników. To może sprawić, że ekspansja ekonomiczna zmieni się w rozwój społeczny, który nie będzie się dalej opierał na nieustannym zwiększaniu stopy wyzysku i wymyślaniu nowych jego sposobów. Mówiąc inaczej, jeżeli skrócimy czas pracy ludzi, na scenę będą musiały wkroczyć roboty.

image_pdfPobierz artykuł w wersji PDFimage_printDrukuj artykuł
Udostępnij:

Polecane artykuły

Wpisz wyszukiwane hasło o naciśnij Enter, aby wyszukać. Naciśnij ESC, aby anulować.

Do góry