Największy światowy miesięcznik społeczno-polityczny
NUMER BIEŻĄCY  ARCHIWUM   PRENUMERATA    BIBLIOTEKA   REDAKCJA    WYDAWNICTWO   KONTAKT
Spis treści numeru 3/61
Wybrane artykuły
Tylko na stronie www

DOKUMENTY

Damien Millet i Eric Toussaint
Dekada globalizacji i oporu
(1999-2009)

Raport ONZ
Wpływ blokady ekonomicznej
na sytuację humanitarną Gazy

Rozmowa z Sahar Francis
Zapomniani więźniowie Izraela

ARTYKUŁY

Andrzej Papuziński
Ekoestetyka

Wywiad z Hosseinem Bashiriyehem
Kontrrewolucja i rewolta w Iranie

Marcin Pazurek
Egipt – tu wszystko się zaczyna

KOMENTARZE I POLEMIKI

Jerzy Szygiel
Polska, Izrael i neonaziści

Nafeez Mosadek Ahmed
Tunezja, Egipt i przewlekły upadek
amerykańskiego imperium

Ryszard Rauba
Ostatni artykuł Jeana Jaurèsa

Warto przeczytać

Philip S. Golub
Bieda buduje miasta
LMD - kwiecień 2010

Martine Bulard
Systemy opieki zdrowotnej
na świecie

LMD - marzec 2010

Akram Belkaïd
Ratować euro – po co i dla kogo?
LMD - czerwiec 2010

François Ruffin
Jak działa lobbing w Brukseli?
LMD - czerwiec 2010

Anne-Cécile Robert
Afryka, demokracja i my
LMD - marzec 2010

Philip S. Golub  (LMD - kwiecień 2010)
Bieda buduje miasta

Po raz pierwszy w historii ludzkości odsetek osób zamieszkałych w aglomeracjach miejskich przekroczył w latach 2007-08 liczbę osób żyjących w środowisku wiejskim. Obecnie ponad 3,3 mld osób mieszka w miastach, z czego ponad 500 mln w metropoliach liczących ponad 10 mln mieszkańców lub w bardzo dużych miastach, skupiających ponad 5 mln mieszkańców. Według prognoz ONZ, światowa stopa urbanizacji wzrośnie znacząco w ciągu najbliższych kilku dziesięcioleci, osiągając 59,7% w 2030 r. i 69,6% w 2050 r.; stare i nowo powstające ośrodki miejskie wchłoną większą część przyszłego wzrostu demograficznego [1].

Ta transformacja dotknie w dużym stopniu przede wszystkim najgęściej zaludnione, biedne i rozwijające się regiony świata. Państwa wysoko rozwinięte, już teraz mocno zurbanizowane, cechować będzie stosunkowo słaby wzrost populacji miejskiej, z obecnych 74% do ok. 85% w połowie stulecia, kiedy to miasta osiągną granice możliwości ekspansji. To samo stwierdzenie odnosi się do Ameryki Łacińskiej. Choć tamtejsze kraje zalicza się do rozwijających się, procesy urbanizacyjne rozpoczęły się tam wcześnie, bo już na początku XX w. Jest to jednak urbanizacja innego typu niż ta dokonująca się w bogatych państwach.

Z kolei udziałem Afryki i Azji stanie się – o ile już się nie stało – zachwianie równowagi. Liczba mieszkańców miast na kontynencie afrykańskim, która od 1950 r. zwiększyła się dziesięciokrotnie (z 33 do 373 mln), osiągnie w 2050 r. 1,2 mld, obejmując ok. 63% całej populacji. W przypadku Azji populacja 237 mln z połowy ub. stulecia wzrosła obecnie do blisko 1,65 mld, by za kolejne 50 lat osiągnąć 3,5 mld. Więcej niż połowa Hindusów będzie mieszkać w miastach, podobnie jak 3/4 Chińczyków i 4/5 Indonezyjczyków.

Cały świat stał się miastem

Krótko mówiąc, zgodnie z proroczą formułą historyka Lewisa Mumforda [2], „cały świat stał się miastem”, lub raczej konstelacją skupisk miejskich o nierzadko gigantycznych rozmiarach, układających się w kolejne węzły w umiędzynarodowionej przestrzeni gospodarczej. Ekstensywna urbanizacja regionów biednych i rozwijających się już dziś rewolucjonizuje sposób życia ogromnej części ludzkości i będzie to robić w coraz szybszym tempie. Będąc zarazem przyczyną i skutkiem migracji, rodzi nowe rozwarstwienia społeczne i nasila proces przekształcania ziemskiego ekosystemu przez czynnik ludzki.

By ogarnąć rzeczywisty zasięg tego zjawiska, należy umieścić je w dłuższej perspektywie historycznej. Masowa ekstensywna urbanizacja jest nierozłącznie powiązana z pojawieniem się antropocenu – takim terminem niektórzy określają nową erę geofizyczną, której początek wyznacza rewolucja przemysłowa. Wskutek intensywnego wykorzystywania kopalnianych źródeł energii, doprowadza ona do całkowitego przekształcenia środowiska życia człowieka.

Przez całe tysiąclecia życie gospodarcze i społeczne poddane było wolnemu rytmowi tradycyjnych gospodarek, a wsie i pierwsze miasta pozostawały w „symbiozie ze środowiskiem naturalnym [3]”. Społeczeństwo miało z pewnością lokalny wpływ na przyrodę, nie był on jednak tak duży, by móc zachwiać równowagą ekosystemu. Od neolitycznej rewolucji rolnej (która przyniosła ze sobą osiadły tryb życia i doprowadziła do powstania skupisk ludzkich) do XIX w., liczba ludności miejskiej w świecie pozostawała ograniczona. Według wyliczeń historyka Paula Bairocha, który i tak podwyższył dane w stosunku do wcześniejszych szacunków, wahała się ona między 9% a 14%, zależnie od regionów i epok [4].

Oczywiście, w trakcie owej długiej epoki przedindustrialnej powstawały wielkie aglomeracje, takie jak Babilon, Rzym, Konstantynopol, Bagdad, Xi’an, Pekin, Hangzhou czy Nankin. Niektóre z tych miast były sercami imperium i skupiały dziesiątki, a nawet setki milionów mieszkańców. Ok. 1300 r. naszej ery, Pekin liczył około 500 tys. do 600 tys. mieszkańców [5]. W Europie zjawisko, które Bairoch określa jako „wyż urbanistyczny”, stało się wyraźnie odczuwalne w średniowieczu, wraz z ukształtowaniem się sieci miast kupieckich i państw-miast liczących 20 tys. mieszkańców lub więcej. Nie wpłynęło to jednak zasadniczo na równowagę między miastem a wsią, ani też nie zrewolucjonizowało stosunków społecznych.

W 1780 r. na całym świecie nie istniało nawet sto miast liczących ponad 100 tys. mieszkańców, trudno zatem mówić o dominacji miast w Europie czy na innym kontynencie. Reprodukcja społeczna w epoce prekapitalistycznej opierała się wszędzie na rolnictwie i na środowisku wiejskim, służącym za ogólne tło dla działalności ówczesnych społeczeństw.

Industrializacja i nierówny rozwój miast

Wraz z rewolucją przemysłową pojawiła się natomiast „nowa symbiotyczna zależność między urbanizacją a industrializacją” [6]. Wymagając koncentracji pracy i kapitału, wymusiła ona zmianę struktury podziału pracy i zwiększyła gwałtownie dynamikę urbanizacji. W ciągu 150 lat populacja miejska Wielkiej Brytanii wzrosła z niecałych 20% w 1750 r. – co stanowiło i tak imponujący wynik – do 80%. W regionach niedawno uprzemysłowionych (poza Japonią), między 1800 a 1914 r. odnotowujemy wzrost średnio 10-krotny. Przekracza on 3-krotnie przyrost demograficzny i odpowiada średniej stopie urbanizacji, która wzrosła z 10% do 35%. Jako że przemysł pochłaniał prawie połowę zatrudnienia miast, ewolucja ta musiała iść w parze z regularną zwyżką produktywności rolnictwa. Nie należy oczywiście pomniejszać innych, mniej chlubnych aspektów tej przemiany: dość przypomnieć, jak ciężkie warunki życia i pracy stały się udziałem dzieci oraz dorosłych z klasy robotniczej w drugiej połowie stulecia. Zmiana ta miała jednak charakter powolnej ewolucji prowadzącej do ogólnej poprawy poziomu życia, odnotowanej w XX w.

Inne było doświadczenie urbanizacji w skolonizowanych regionach świata. Połączona z ekspansją terytorialną Zachodu, rewolucja przemysłowa doprowadziła w skali świata do wykształcenia się nowego podziału pracy – podziału, w którym handel na odległość odgrywał coraz ważniejszą rolę. Opisując w 1848 r. tę pierwszą globalizację, Karol Marks napisał: „[Odwieczne narodowe gałęzie przemysłu] zostają wyparte przez nowe gałęzie przemysłu, [które przerabiają] sprowadzane z najodleglejszych stref surowce i których fabrykaty spożywane są nie tylko w danym kraju, lecz także we wszystkich częściach świata. Miejsce dawnych potrzeb, zaspokajanych przez wyroby krajowe, zajmują nowe, wymagające dla swego zaspokojenia produktów najodleglejszych krajów i klimatów. Dawna miejscowa i narodowa samowystarczalność i zasklepienie ustępują miejsca wszechstronnym stosunkom wzajemnym i wszechstronnej współzależności narodów [7]”.

Ta asymetryczna współzależność, oparta na nierównych stosunkach „centrum – peryferie” doprowadziła do przekształcenia gospodarki i przestrzeni życiowej regionów skolonizowanych i terytoriów zależnych. Włączenie ich do struktur rynku światowego przełożyło się na zniszczenie tradycyjnych więzi między miastem a wsią. Nie sprzyjało również rozwojowi wewnętrznego obiegu gospodarczego. Nacisk został położony na produkcję towarów na eksport (bawełna, cukier, opium, zboża, metale itd.). Ograniczenia nałożone przez kolonialne umowy handlowe spowodowały regres w zakresie działalności rzemieślniczej w Indiach, Chinach i innych krajach, przejawiający się z mniejszą lub większą siłą zależnie od regionu. W Indiach, które w 1750 r. były pierwszym światowym producentem tekstyliów, doszło do silnej dezindustrializacji.

Ogólnie rzecz biorąc, w państwach tych procesy urbanizacyjne pozostały stosunkowo słabe, ale nowa struktura międzynarodowego handlu doprowadziła do eksplozji demograficznej w miastach nabrzeżnych, które stały się magazynami dla surowców przeznaczonych na rynek światowy. Widać to w gospodarczej „dekontynentalizacji” Afryki Subsaharyjskiej na korzyść wybrzeża, we wzroście liczby ludności w Bombaju, Kalkucie czy Madrasie przy równoczesnym zaniku miast położonych w głębi terytorium Indii w połowie XIX w., podobnie jak i w przekształceniach miast nabrzeżnych w Afryce Północnej w czasach francuskiej kolonizacji.

Urbanizacja bez rozwoju

Szybka urbanizacja tych regionów w XX w., zwłaszcza po 1950 r., dokonała się w zasadzie bez prawdziwego rozwoju. Wyjątek stanowią wielkie aglomeracje miejskie w nowo rozwijających się ośrodkach Azji Wschodniej (Seul, Tajpej, Singapur, Hongkong, a dzisiaj również Szanghaj i Pekin). Wszędzie indziej chaotyczna urbanizacja jest skutkiem wewnętrznych nierówności gospodarczych i społecznych, zwykle odziedziczonych po strukturach okresów kolonialnych. Nierówności te zostały dodatkowo wzmocnione przez siły rynku światowego.

Migracja ludności z obszarów wiejskich do miast, spowodowana biedą na wsi, doprowadziła w Afryce Subsaharyjskiej, Ameryce Łacińskiej i w Azji Południowej do powstania olbrzymich konurbacji. Aglomeracje te, odznaczające się stałym wzrostem demograficznym i przestrzennym, zmagają się z masowym bezrobociem, powstawaniem ubogich dzielnic, słabą infrastrukturą i poważnymi problemami ekologicznymi (Lagos, Dakar, Meksyk, Caracas, Kalkuta, Dhaka, Dżakarta, Manila…). W miastach tych stykają się bogactwo i ogromna bieda, co prowadzi do powstania – w skali światowej – „planety slumsów”  [8].

Oczywiście, jak ukazuje socjolog Manuel Castells, także w bogatych krajach wielkie aglomeracje są miastami „dualnymi”, gdzie „północ” wchłania „południe”. Mocno rozwarstwione pod względem społecznym, przyciągają one wielu niewykwalifikowanych pracowników oraz ludzi wykluczonych ze społeczeństwa, często pochodzących z dawnych kolonii [9]. Nierówność społeczna widoczna w miastach zwanych globalnymi, gdzie kumulują się bogactwo, kultura, wiedza oraz kompetencje (Nowy Jork, Los Angeles, Tokio, itp.) jest jednak nieporównywalna z nierównością, jaka panuje w „zglobalizowanych” obszarach miejskich Trzeciego Świata.

Sprzeczności społeczeństw miejskich

Urbanizacja skupia w sobie i wyraża napięcia oraz sprzeczności, jakie rodzą się w procesach industrializacji i globalizacji. Zauważył to już Henri Lefebvre, kiedy pisał: „sensem i kresem industrializacji jest społeczeństwo miejskie kształtujące się w poszukiwaniu właściwej sobie formuły [10]”. Jako nieodwracalny proces, urbanizacja stanowi wyzwanie dla zdolności człowieka do wytwarzania dóbr publicznych, zwłaszcza w zakresie edukacji, kultury, zdrowia oraz czystego środowiska, z myślą o całej ludzkości, co byłoby warunkiem sine qua non trwałego rozwoju, zdolnego zapewnić ogólny dobrobyt, a co za tym idzie – wolność indywidualną.

Powstanie wielkich ośrodków miejskich w krajach uprzemysłowionych na przełomie XIX i XX w., dało początek wielu rozważaniom teoretycznym. Chcąc rozwiązać problemy społeczne dzielnic dla ubogich w epoce wiktoriańskiej, ówcześni urbaniści zaproponowali przeprowadzenie decentralizacji drogą utworzenia nowych, mniejszych jednostek, w których żyłoby się łatwiej i które byłyby łatwiejsze w zarządzaniu. W tym właśnie kierunku podążają obecnie chińskie oraz indyjskie władze krajowe i regionalne. W późniejszym okresie, Mumford, a także inni mu współcześni, szukając sposobu uzdrowienia miast, przedstawili schemat planowania regionalnego i podregionalnego, opartego na wykorzystaniu lokalnych zasobów oraz sieci zaopatrzenia. Celem tej koncepcji „trwałego rozwoju” miejskiego miała być równowaga ekologiczna, jednak ówczesne wysiłki intelektualne nie przyniosły żadnego efektu.

W latach 70. i 80. XX w. powstał z kolei pomysł „wspólnotowego” rozwoju miejskiego, opierającego się na kształtowaniu przez samych obywateli ich przestrzeni życiowej (community design) [11]. Odpowiedzialność obywateli za przestrzeń miejską oraz kwestia warunków kształtowania przestrzeni stanowią niezmiennie wielkie wyzwania naszego stulecia.

tłum. Lucyna Mazur


Philip S. Golub – Profesor na uniwersytecie Paris VIII. Autor m.in. Power, Profit and Prestige: a History of American Imperial Expansion, Pluto Press, Londyn (ukaże się w maju).

[1] „World Urbanisation Prospects, the 2007 Revision Population Database”, United Nations Population Division (UNPD), Department of Economic and Social Affairs; http://esa.un.or/unup

[2] Lewis Mumford, The City in History: Its Origins, Its Transformations, and Its Prospects, Harcourt Brace International, Nowy Jork [1961] 1986.

[3] Mumford, op. cit.

[4] Paul Bairoch, De Jéricho à Mexico: villes et économie dans l’histoire, Gallimard, Paryż 1985.

[5] Tertius Chandler, Four Thousand Years of Urban Growth, Edwin Mellen, Lewiston 1987.

[6] Edward W. Soja, Postmetropolis: Critical Studies of Cities and Regions, Blackwell, Oksford 2000.

[7] Karol Marks, Fryderyk Engels, Manifest komunistyczny, Warszawa 1956.

[8] Mike Davis, Planeta slumsów, tłum. K. Bielińska, Książka i Prasa, Warszawa 2009.

[9] Manuel Castells, The Informational City: Information, Technology, Economic Restructuring and the Urban-Regional Process, Blackwell, Cambridge 1989, i Dual City: Restructuring New York, Russell Sage Foundation, Nowy Jork 1991.

[10] Za: Rémi Hess, Henri Lefebvre et l’aventure du siècle, Métailié, Paryż 1988, str. 276.

[11] Peter Hall, Cities of Tomorrow Blackwell, Oxford 1996.

 
Biblioteka  LMD
Walden Bello

Fundamentalne wady współczesnego systemu handlu światowego znalazły swój wyraz w gwałtownych protestach na Globalnym Południu w reakcji na nagły wzrost cen żywności w latach 2006-2008. Kolejne uderzenie kryzysu żywnościowego nastąpiło w drugiej połowie 2010 r., a jedną z jego konsekwencji jest arabska Zima Ludów 2011 r. Książka ta, pełna śmiałych wizji i napisana z wielką pasją, stanowi protest przeciwko haniebnym nierównościom w dostępie do podstawowych dóbr między półkulą północną i południową.


Galeria książek

LMD  poleca

Kogo nie zadowala obraz i wizja rzeczywistości i środowiska naturalnego tylko na miarę folderu reklamującego np. urlop w Maroku czy wczasy pod gruszą, niech to czyta.


Galeria książek

Książki i czasopisma naszego wy- dawnictwa są do nabycia w księgar- niach i Empikach lub do zamówienia bezpośrednio w redakcji za zalicze- niem pocztowym.