Największy światowy miesięcznik społeczno-polityczny
NUMER BIEŻĄCY  ARCHIWUM   PRENUMERATA    BIBLIOTEKA   REDAKCJA    WYDAWNICTWO   KONTAKT
Spis treści numeru 3/61
Wybrane artykuły
Tylko na stronie www

DOKUMENTY

Damien Millet i Eric Toussaint
Dekada globalizacji i oporu
(1999-2009)

Raport ONZ
Wpływ blokady ekonomicznej
na sytuację humanitarną Gazy

Rozmowa z Sahar Francis
Zapomniani więźniowie Izraela

ARTYKUŁY

Andrzej Papuziński
Ekoestetyka

Wywiad z Hosseinem Bashiriyehem
Kontrrewolucja i rewolta w Iranie

Marcin Pazurek
Egipt – tu wszystko się zaczyna

KOMENTARZE I POLEMIKI

Jerzy Szygiel
Polska, Izrael i neonaziści

Nafeez Mosadek Ahmed
Tunezja, Egipt i przewlekły upadek
amerykańskiego imperium

Ryszard Rauba
Ostatni artykuł Jeana Jaurèsa

Warto przeczytać

Philip S. Golub
Bieda buduje miasta
LMD - kwiecień 2010

Martine Bulard
Systemy opieki zdrowotnej
na świecie

LMD - marzec 2010

Akram Belkaïd
Ratować euro – po co i dla kogo?
LMD - czerwiec 2010

François Ruffin
Jak działa lobbing w Brukseli?
LMD - czerwiec 2010

Anne-Cécile Robert
Afryka, demokracja i my
LMD - marzec 2010

Wywiad z Hosseinem Bashiriyehem
Kontrrewolucja i rewolta w Iranie

Hossein Bashiriyeh jest jednym z kluczowych, postrewolucyjnych irańskich myślicieli politycznych. Znany jako ojciec socjologii politycznej w Iranie, poprzez swą bogatą twórczość i 24 lata, podczas których wykładał politologię na Uniwersytecie w Teheranie (1983-2007), wywarł wpływ tak na teorię, jak i na praktykę polityki w Iranie.

W swojej wydanej niedawno książce, Irańska rewolucja intelektualna (ang.: Iran's Intellectual Revolution), Mehran Kamrava opisuje Bashiriyeha jako „jednego z najbardziej wpływowych i znaczących myślicieli i analityków w kraju”. Dwie i pół dekady, podczas których Bashiriyeh był uczonym i mentorem w Iranie, jak pisze Kamrava, pozostawiły niezatarty ślad na kolejnych pokoleniach absolwentów politologii, spośród których wielu kontynuowało karierę naukową, by w późniejszym okresie zostać akademikami lub objąć polityczne stanowiska w administracji państwowej.

Jak wskazuje Ali Mirsepassi, autor książki Dyskurs intelektualny i polityka modernizacji: negocjując nowoczesność w Iranie (ang.: Intellectual Discourse and the Politics of Modernization: Negotiating Modernity in Iran), Bashiriyeh funkcjonował krytycznie w irańskim życiu publicznym „rozpowszechniając teorie i idee demokratyczne wśród tej generacji irańskich intelektualistów i osobistości ze świata polityki, które później odegrać miały znaczące role w ruchu demokratycznym i reformatorskim”.

Ze stratą dla tych z nas, którzy nie czytają po persku, tylko jedna z jego licznych książek jest dostępna po angielsku: monumentalne dzieło Państwo i rewolucja w Iranie (ang.: State and Revolution in Iran), w znacznej mierze Gramsciańska analiza Rewolucji Irańskiej opublikowana w roku 1984 – niestety, jej nakład został wyczerpany dawno temu i niezmiernie trudno ją zdobyć (jedna jedyna zużyta kopia dostępna jest na serwisie Amazon, żadna zaś na Powell’s).

Jego książki w języku perskim obejmują: Rewolucja i mobilizacja polityczna (ang.: Revolution and Political Mobilization) (1991), Socjologia polityczna (ang.: Political Sociology) (1993), Historia myśli politycznej w 20-tym wieku (ang.: History of Political Thought in the 20th Century) [tom I, Myśl Marksistowska (ang.: Marxist Thought), tom II, Myśl liberalna i konserwatywna (ang.: Liberal and Conservative Thought)] (1994-96), Królestwo rozumu (ang.: The Kingdom of Reason) (1993), Społeczeństwo obywatelskie i rozwój polityczny w Iranie (ang.: Civil Society and Political Development in Iran) (1998), Nowe teorie w naukach politycznych (ang.: New Theories in Political Science) (1999), Socjologia nowoczesności (ang.: Sociology of Modernity) (1999), Państwo i społeczeństwo obywatelskie (ang.: The State and Civil Society) (2000), Dwudziestowieczne teorie kultury (ang.: 20th Century Theories of Culture) (2000), Trudności w rozwoju politycznym Iranu (ang.: Obstacles to Political Development in Iran) (2001), Lekcje o demokracji dla każdego (ang.: Lessons on Democracy for Everyone) (2001), Politologia dla każdego (ang.: Political Science for Everyone) (2001), Wprowadzenie do socjologii politycznej Iranu: era Republiki Islamskiej (ang.: An Introduction to the Political Sociology of Iran: The Era of the Islamic Republic) (2002) oraz Przejście do demokracji: kwestie teoretyczne (ang.: Transition to Democracy: Theoretical Issues) (2006). Jego tłumaczenia z angielskiego na perski obejmują Lewiatana Hobbesa, Społeczne źródła dyktatury i demokracji (ang.: Social Origins of Dictatorship and Democracy)Barringtona Moore’a, Michel Foucault: poza strukturalizm i hermeneutykę (ang.: Michel Foucault: Beyond Structuralism and Hermeneutics) Huberta Dreyfusa i Paula Rabinowa oraz Jürgen Habermas: krytyk w sferze publicznej (ang.: Jürgen Habermas: Critic in the Public Sphere)Roberta Holuba.

Wśród tematów, które Bashiriyeh rozwija w swojej pochodzącej z roku 2003 kolekcji esejów Rozum w polityce, znalazła się szkoła frankfurcka, liberalizm i anarchizm, Weber i Islam, zmagania klasowe, ideologia polityczna oraz kwestia budowania tożsamości po Rewolucji Irańskiej.

Latem roku 2007 Bashiriyeh został zwolniony z Uniwersytetu Teherańskiego (własnoręczne dzieło Komitetu Rewolucji Kulturalnej i Oczyszczania Uniwersytetów (ang.: Committee of Cultural Revolution and Purges of Universities)). Rok wcześniej prezydent Ahmadineżad wezwał studentów irańskich uniwersytetów, by „zakrzyknęli” i zapytali „Jak to się dzieje, że na uniwersytetach zatrudnieni są liberalni i świeccy profesorowie?”.

Od tamtego czasu Bashiriyeh piastuje stanowisko profesora w Departamencie Politologii Uniwersytetu w Syrakuzach, gdzie prowadzi zajęcia z Ustrojów Politycznych Bliskiego Wschodu, Islamskiej Myśli Politycznej, Teorii Społecznej Bliskiego Wschodu, Polityki Nowożytnego Iranu oraz Komparatystyki Rewolucyjnej.

 

Poniższy wywiad przeprowadzony został drogą mailową w czerwcu i lipcu 2009 roku.
 

*   *   * 


Danny Postel:Jako autor klasycznego studium Rewolucji Irańskiej (Państwo i rewolucja w Iranie), biorąc pod uwagę twoją niedawną pracę porównawczą dotyczącą „sytuacji przejściowych”, jak odbierasz to, co wydarzyło się w Iranie w następstwie wyborów prezydenckich z 12 czerwca? Niektórzy twierdzą, że jesteśmy świadkami „wielkiego wydarzenia emancypacyjnego” [1] (Slavoj Žižek), „czegoś całkiem niezwykłego, być może nawet rewolucji społecznej” [2] (Hamid Dabashi), „jedwabnej rewolucji” [3] (Anoush Ehteshami), „ostatnich scen przeciągającej się wojny o kontrolę nad irańską gospodarką” [4] (Behzad Yaghmaian), a nawet „próby abolicji społeczeństwa” [5] (Pepe Escobar). Jak scharakteryzowałbyś tę sytuację?

Hossein Bashiriyeh:Myślę, że następstwa wyborów stały się katalizatorem sytuacji potencjalnie rewolucyjnej, w obliczu której stanął borykający się z szeregiem kryzysów rząd. Dokładniej, były one oznaką nieuchronnego kryzysu spójności i jedności. Oczywiście, zasadniczo autorytarna teokracja elekcyjna już wcześniej doświadczyła w mniejszym, czy większym stopniu kilku kryzysów, które nadwątliły fundamenty jej władzy. Ogólnie rzecz biorąc, reżymy ideologiczno-autorytarne mogą doświadczać kryzysu w sferze swej ideologicznej legitymacji, wydajności administracyjnej, wewnętrznej spójności elit oraz potencjału autorytarnego [6]. Jeśli kryzys wystąpi we wszystkich tych sferach jednocześnie, sytuację można opisać jako rewolucyjną. Z kryzysów tych wyłaniają się także składniki niezbędne dla politycznego oporu, to jest: masowe niezadowolenie, ideologia, przywództwo oraz organizacja.

Tak więc do rozwoju sytuacji rewolucyjnej potrzebnych jest co najmniej osiem składników: cztery składniki związane z reżymem (kryzysy) oraz owe cztery składniki związane z ruchem rewolucyjnym. Oczywiście wszystkie te składniki są dialektycznie powiązane i wzajemnie się potęgują. Powiedziałbym, że w przypadku reżymu irańskiego w okresie poprzedzającym wybory dwa pierwsze z wymienionych kryzysów w znacznym stopniu były już obecne, jednak od roku 2004 kryzys jedności i spójności był pod kontrolą, zaś o kryzysie przymusu i dominacji w ogóle nie mogło być mowy. Sądzę, że konsekwencje minionych wyborów były oznaką zupełnie bezprecedensowego kryzysu spójności i jedności elit, który przyczynił się do dalszej intensyfikacji kryzysu legitymacji i wydajności. Nigdy wcześniej wewnętrzne pęknięcie nie spowodowało mobilizacji opozycji na tak wielką skalę.

W konkretnym przypadku reżymu w Iranie, mniej lub bardziej chroniczny kryzys legitymacji został wywołany poprzez szereg czynników i wydarzeń. Cztery jego główne przyczyny można wskazać: (1) powstanie bardziej republikańskich interpretacji dominującej ideologii islamskiej; (2) sprzeczna natura Konstytucji, gdy idzie o poszukiwanie wspólnego języka dla teokratycznych i demokratycznych zasad legitymacji; (3) coraz bardziej zauważalny rozdźwięk pomiędzy praktykami klasy rządzącej a legitymującymi je ideałami; oraz (4) poszerzająca się przepaść pomiędzy opinią publiczną a oficjalną ideologią, wynikająca ze wzrastającej sekularyzacji społecznych wartości i postaw. W każdym bądź razie, nawet jeśli o urzędach elekcyjnych powiedzieć można, że są okresowo legitemizowane w drodze wyborów powszechnych (chociaż wybory podlegają kontroli), to już urzędy nieelekcyjne są bez wątpienia podmiotem erozji legitymacji wynikającej z obecności czterech czynników, które nakreśliłem. Z powodów, które wyjaśnię później, uważam, że głęboki kryzys spójności i jedności będący następstwem czerwcowych wyborów przyczynił się również do urzeczywistnienia kryjącego się u podłoża kryzysu legitymacji.

Patrząc w kategoriach kryzysu efektywnego zarządzania, sądzę, że islamistyczny [7] rząd cierpiał na przewlekły kryzys wydajności przez cały okres sprawowania władzy. Niedawna intensyfikacja tego kryzysu, począwszy od roku 2005, jest rezultatem chwiejnej, niekonsekwentnej praktyki i polityki gospodarczej, politycznego nepotyzmu i ogólnie błędnego zarządzania. Zaadoptowanie przez pozostającą u władzy frakcję fundamentalistyczną politycznie użytecznego dyskursu islamskiej polityki dobrobytu opartej na datkach doprowadziło, w opinii ekspertów, do gospodarczego zamętu, inflacji, recesji i większego bezrobocia. Chwiejna polityka redystrybucji, interwencje cenowe oraz redukcja stóp procentowych złożyły się na tę krytyczną sytuację. Pod nieobecność kryzysu spójności i jedności elit, problemy gospodarcze mogą oczywiście nie mieć politycznych następstw, wraz jednak z pogłębianiem się pęknięcia wewnątrz reżymu, mogą one poszerzyć możliwości politycznej mobilizacji sił opozycji. Jednak w przypadku obecnej masowej mobilizacji politycznej, która zaistniała w konsekwencji wyborów, siłą motywującą nie były warunki ekonomiczne, ale raczej coś, co nazwałbym poczuciem politycznej frustracji i nieskuteczności, które pojawiło się zwłaszcza wśród miejskiej klasy średniej, kiedy zorientowała się, że jej głos i partycypacja polityczna nie przełożyły się na jakąkolwiek zmianę sytuacji politycznej. Masowa mobilizacja była rezultatem rozdźwięku pomiędzy wzrastającymi oczekiwaniami politycznymi a wynikami wyborów – rozdźwięku, który stał się naprawdę bardzo trudny do zniesienia.

Wydaje mi się jednak, że prawdziwe znaczenie następstw czerwcowych wyborów polega na bezprecedensowej intensyfikacji kryzysu spójności i jedności. Kryzys taki pojawił się już i utrzymywał w latach osiemdziesiątych pod rządami samego ajatollaha Chomeiniego. Jak jednak wspomniałem, nigdy przed rokiem 2009 podziały wewnętrzne nie doprowadziły do tak masowej mobilizacji politycznej i tak masowych represji. Państwo islamskie od początku było świadkiem wewnętrznych podziałów w sferze polityki gospodarczej, interpretacji prawa islamskiego, nacisku na kwestię islamskiej vs republikańskiej natury Konstytucji i tak dalej. W latach osiemdziesiątych wyłoniły się dwie partie: Partia Tradycji (ang.: Party of Tradition) i Partia Chomeinistów (ang.: Party of Khomeinists). Pierwsza z nich przeciwstawiała się gospodarczemu interwencjonizmowi, wspierała zaś prawoznawstwo tradycjonalistyczne, z kolei druga broniła gospodarczego interwencjonizmu i redystrybucji, jak również postępowego prawoznawstwa. W wyniku przeprowadzonego przez Chomeiniego arbitrażu podział ten został jednak opanowany.

Później, we wczesnych latach 90, nowy podział powstał w samym łonie Partii Tradycji Islamskiej (ang.: Party of Islamic Tradition), kiedy to rządząca elita pod przewodnictwem Rafsandżaniego usiłowała zmodernizować państwo islamskie i przystosowywać je do wyzwań globalizacji. Ów wewnętrzny podział nie doprowadził jednak do powszechnej mobilizacji, albowiem rządzącej elicie udało się utrzymać to pęknięcie jako sprawę wewnętrzną. Podział wewnątrz rządzących partii i elit zintensyfikował się wraz z nadejściem roku 1997, kiedy to starzy Chomeiniści doszli do władzy i usiłowali demokratyzować państwo islamskie poprzez poszerzanie jego sfer republikańskich. Podział ten doprowadził do politycznej aktywizacji i mobilizacji nowej klasy średniej, powstania nowych partii i gwałtownej konfrontacji. Jednak począwszy od roku 2004 rdzeń elity duchowieństwa, wiedziony przez Urząd Przywództwa, usiłował zminimalizować te wewnętrzne podziały poprzez odsunięcie od władzy zwolenników modernizacji i demokratyzacji oraz powołanie nowych politycznych formacji i sojuszów, w tym przede wszystkim Partii Fundamentalizmu (ang.: Party of Fundamentalism) (Partii Zasad (ang.: Party of Principles)). Począwszy od roku 2004 blok rządzący obsadzony jest przez sojusz partii fundamentalistycznych i tradycjonalistyczno-konserwatywnych, co dzieje się kosztem Reformistów. Biorąc pod uwagę kontrolowany charakter wyborów powszechnych w kraju, pozostające u władzy frakcje usiłują obecnie utrzymać swoje pozycje przy pomocy środków, które reformiści uznają za wyborczy zamach stanu prowadzący do ucisku i represji. Tym, co ma się na myśli mówiąc o wyborczym zamachu stanu, jest faktycznie niedawna „aborcja polityczna” lub „aborcyjny zamach stanu”, który zapobiegł przyjściu na świat dziecka reformacji.

Tak więc ogólnie rzecz biorąc uważam, że rozwój wypadków po 12 czerwca można rozumieć i wyjaśniać w kategoriach głębokiego kryzysu spójności i jedności elit, który, inaczej niż w poprzednich przypadkach, nie został rozwiązany na drodze arbitrażu, lecz doprowadził do fali przemocy i represji. Powszechnie nie ma raczej wątpliwości co do żywotnej roli, jaką wewnętrzne podziały i opozycja odgrywają gdy idzie o zmiany pod panowaniem ideologicznych reżymów takich jak Republika Islamska, zwłaszcza pod nieobecność jakiejkolwiek zorganizowanej opozycji zewnętrznej. Problem braku jedności nie doprowadził jednak do kryzysu w obszarze stosowania przymusu i panowania. W łonie sił zbrojnych nie powstały żadne widoczne pęknięcia, brak także jakichkolwiek wrogich sił wojskowych, wola zaś rządzących elit by władać i represjonować wydaje się pozostawać w nienaruszonym stanie. Jednak kryzys spójności przysparza reżymom ideologicznym innych problemów, coraz bardziej podważając legitymację reżymu, torując drogę dla organizacji powszechnego niezadowolenia oraz dostarczając przywództwo i ideologię, stanowiące dalsze, konieczne składniki sytuacji rewolucyjnej.

W każdym bądź razie, następstwa czerwcowych wyborów można rozumieć w kategoriach tej intensyfikacji wewnętrznych podziałów i polaryzacji pomiędzy rządzącymi ugrupowaniami. Inaczej jednak niż wcześniej, tym razem doprowadziło to do mobilizacji powszechnego oporu na bardzo szeroką skalę. Osiągnięty obecnie najwyższy poziom wewnętrznego podziału w historii reżymu, przyniósł polaryzację, konfrontację i rozszerzający się krąg „kontrrewolucji”.

DP:Jak zauważyłeś, nigdy wcześniej w swojej trzydziestoletniej historii Republika Islamska nie widziała powszechnej mobilizacji politycznej na tak wielką skalę. Dlaczego więc twoim zdaniem stało się to teraz?

HB:Oczywiście, powszechna mobilizacja, czy też mobilizacja wielkiej ilości ludzi ze względów politycznych – zwłaszcza w formie spolaryzowanej i pod panowaniem autorytarnego reżymu – nie przydarza się ani łatwo ani często. Jedynie sporadycznie i w wyjątkowych okolicznościach partie lub liderzy polityczni odnoszą sukces wzywając ludzi do wyjścia na ulice w wielkich ilościach, jak miało to miejsce w ciągu paru dni po wyborach 12 czerwca w Iranie. Biorąc to pod uwagę, musimy ustalić jakie to wyjątkowe okoliczności i warunki czynią masową mobilizację możliwą.

Ponieważ w politycznej rzeczywistości autorytarnych reżymów masowa mobilizacja jest zjawiskiem rzadkim, wiemy że jej wybuchu nie można wyjaśniać poprzez odwołanie do „zwyczajnych” sytuacji zachodzących w przypadku tego typu reżymów, takich jak problemy gospodarcze i kryzysy, nieudolność rządu, ogólne masowe niezadowolenie, czy represje polityczne. Chociaż zjawiska te mogą konstytuować ostateczne składniki mobilizacji, sama mobilizacja, aby zaistnieć, wymaga specyficznych mechanizmów i to właśnie poprzez te mechanizmy, elementy bazowe mogą dopiero zostać wyartykułowane. Zgodnie z tym, na co wszędzie wskazuje historia masowych mobilizacji, fenomen ten nie jest samoczynny, nie wynika z jakichś „obiektywnie” niepożądanych socjo-ekonomicznych i politycznych warunków per se; to raczej „subiektywne” torowanie tych obiektywnych warunków jest tutaj elementem kluczowym.

Ogólnie rzecz biorąc wysunięto trzy, w pewnej mierze uzupełniające się, teorie wyjaśniające dlaczego i jak masowa mobilizacja staje się możliwa: po pierwsze, teoria, która ujmuje masową mobilizację jako rzadki i wyjątkowy psychosocjalny lub egzystencjalny stan, będący rezultatem poszerzania się trudnego do zaakceptowania rozdźwięku między powszechnymi oczekiwaniami a możliwością ich zaspokojenia. Z tej psychosocjalnej perspektywy, na przykład długotrwałe ubóstwo lub długotrwały dobrobyt nie prowadzą do masowego działania. To raczej przejście od stanu dobrobytu do ubóstwa lub od ubóstwa do dobrobytu tworzy ów rozdźwięk między oczekiwaniami i możliwością ich zaspokojenia. Według słynnej teorii krzywej J Daviesa [8], działanie kolektywne może stać się faktem w punkcie, w którym rozdźwięk jest w najwyższym stopniu nie do zaakceptowania. Zatem teoretyczną dysputę i debatę dotycząca tego, czy to skrajne ubóstwo czy dostatek prowadzi do przewrotu, możemy tym samym uznać za rozwiązaną. Inna z kolei ważna debata teoretyczna toczy się wokół pytania, czy masowe działanie kolektywne staje się możliwe w społeczeństwie masowym, czy w społeczeństwie doświadczającym rozwoju społeczeństwa obywatelskiego. Także ta dysputa znajduje podobne rozwiązanie w teorii warstwowego społeczeństwa obywatelskiego (ang.: segmented civil society), według której z jednej strony w represjonowanym społeczeństwie masowym nie jest możliwa masowa mobilizacja polityczna, z drugiej zaś potrzeba takiej mobilizacji nie pojawia się we w pełni dojrzałym i rozwiniętym społeczeństwie obywatelskim. Tym samym masowa mobilizacja w rodzaju tej, której byliśmy świadkami w Iranie, zaistnieć może tylko w warunkach rozwarstwienia społeczeństwa obywatelskiego. Trzecia, polityczna teoria wiąże możliwość masowego działania i mobilizacji z rozpadem jedności wewnątrz rządzących elit. W konkretnym przypadku Iranu w czerwcu 2009 roku, kombinacja tych trzech czynników uczyniła możliwą mobilizację narodu na wielką skalę.

Po pierwsze, niemożliwy do zaakceptowania rozdźwięk powstały na skutek rozbudzenia oczekiwań przed wyborami i gwałtownych represji po wyborach. Wynikiem tego było publiczne oburzenie i gniew na bezprecedensową skalę. Oczywiście rozbudzone oczekiwania były z natury polityczne, nie zaś ekonomiczne (jak we wspomnianej powyżej teorii). W ciągu paru tygodni, potężny, składający się przeważnie z przedstawicieli miejskiej klasy średniej, socjo-polityczny ruch powstał wokół dwóch reformistycznych kandydatów (Mousaviego i Karroubiego), mobilizując znaczny segment społeczeństwa w imię Zielonego Ruchu [9] na rzecz reform i zmiany. Ten okres kampanii elekcyjnej znaczony był uroczystymi, publicznymi dyskusjami i zgromadzeniami, gorącymi debatami, pełnymi optymizmu prognozami zmian, intrygującymi debatami telewizyjnymi pomiędzy kandydatami na prezydenta, powszechną ekscytacją, relatywną wolnością prasy, krytyką dokonań rządu, polityczną publicystyką i propagandą, oraz reaktywacją politycznych ugrupowań i partii.

Kiedy ogłoszono owe nieoczekiwane wyniki wyborów, atmosfera zmieniła się całkowicie, zaś nastrój społecznej rozpaczy i gniewu zastąpił pełen entuzjazmu nastrój nadziei i oczekiwania. Koncentracja na jednej kwestii – ustawieniu wyników wyborów – spolaryzowała ludność, prowadząc do masowych demonstracji ulicznych przeciwko manipulowaniu wynikami wyborów. W pierwszym tygodniu po wyborach doświadczyliśmy najwyższego poziomu owego, wspomnianego wcześniej rozdźwięku. Przywódcom ruchu skutecznie udawało się koncentrować uwagę na tej jednej kwestii, jaką było oszustwo. Jednakże już w drugim tygodniu, doświadczyliśmy zgoła innej sytuacji, kiedy to podczas piątkowych modlitw Najwyższy Przywódca przyrzekł stłumić każdą demonstrację uliczną oraz zaaprobował oficjalne wyniki wyborów jako prawidłowe. Tak więc ogólnie rzecz biorąc, rozdźwięk wynikający z jednej strony z rozbudzenia oczekiwań politycznych i nadziei na wolność i zmianę, z drugiej zaś z gniewu, rozczarowania i oburzenia wywołanych manipulacją wynikami wyborów, stał się powodem masowej mobilizacji, która nie miała precedensu w ciągu 30 lat rządów islamskich w kraju. Jednakże w tygodniach, które nastąpiły po tym okresie, poczucie gniewu zostało stopniowo zastąpione poczuciem strachu, wraz z tym jak siły bezpieczeństwa, nie okazując nawet cienia litości, bezwzględnie i przemocą, miażdżyły każde publiczne zgromadzenie, czy demonstrację.

Biorąc pod uwagę drugi czynnik – społeczeństwo obywatelskie vs debata ogólnospołeczna – powiedziałbym, że postęp, jaki dokonał się zarówno podczas tak zwanego Okresu Rekonstrukcji między rokiem 1989 a 1997, jak i podczas Okresu Reformy między rokiem 1997 a 2005, do pewnego stopnia utorował drogę dla powolnej przemiany społeczeństwa masowego w warstwowe społeczeństwo obywatelskie. Pojawienie się związków obywatelskich, niezależnych organizacji studenckich, związków pisarzy i dziennikarzy, stosunkowo niezależnej prasy oraz wzrastającej niezależności od rządowej kontroli sztuki i kultury – wszystko to były oznaki owej przemiany społeczeństwa masowego w obywatelskie, jakkolwiek przemiany wciąż pozostającej pod kontrolą. Pewna liczba podobnych (choć znacznie bardziej ograniczonych) kolektywnych działań i masowych protestów pojawiła się już zarówno w okresie Rekonstrukcji, jak i Reformy (jak powstania w Islamshahrze, Qazvin, Mashadzie oraz Studenckie Powstanie w roku 1999 znane jako 18 Tir), jednakże ostatnia masowa mobilizacja okazała się zupełnie inna co do natury, zasięgu, intensywności reakcji rządu, a zwłaszcza gdy idzie o rolę jaką odegrała w procesie ujawniania rzeczywistego charakteru ustroju politycznego przed większością społeczeństwa. Gwałtowna konfrontacja miała charakter masowy, linie podziału pomiędzy rządem a społeczną opozycją zostały wyraźnie nakreślone i nastał stan rozczarowania. Z drugiej strony, wydaje się, że społeczno-obywatelska baza tej masowej mobilizacji nie była ani dość szeroka ani dość silna, by podtrzymać ruch opozycyjny – choć rola represji politycznych była w tym względzie znacznie bardziej istotna.

Wreszcie pogłębiające się wewnątrz rządzących elit podziały oraz powszechna tegoż świadomość bardzo skutecznie doprowadziły do społecznego wybuchu. Brak wewnętrznej jedności miał miejsce na kilku poziomach: po pierwsze, pomimo wyraźnych różnic pomiędzy rządzącymi Fundamentalistami a rywalizującymi Reformistami, kandydaci Reformistów zostali zaaprobowani przez Radę Obrońców (ang.: Council of Guardians), z kolei Reformiści oczywiście potwierdzili swoje posłuszeństwo Konstytucji i ustrojowi teokratycznemu. Wszystko to zapewniło (najwyraźniej) społeczeństwu poczucie pewnego marginesu bezpieczeństwa i ośmieliło tłumy do wyjścia na ulice oraz demonstrowania. Tą drogą ludzie wspierali niektórych spośród kandydatów i osobistości politycznych, które, przypuszczalnie, znalazły aprobatę rdzenia elity duchowieństwa.

Na drugim poziomie, oznaki podziału pojawiające się między pozostającą u władzy frakcją Fundamentalistyczną a tradycjonalistyczno-konserwatywnymi partiami wewnątrz całego rządzącego bloku (zwłaszcza pomiędzy Rafsanjanim i Fundamentalistami) zrodziły nadzieję (a może raczej iluzję), iż duchowni o poglądach tradycjonalistyczno-konserwatywnych aktywnie wsparliby Zielony Ruch. Tak więc wydawało się, że ruch cieszył się milczącym wsparciem tych partii konserwatywnych, które poczuły się rozczarowane polityką gospodarczą i zagraniczną rządzącej frakcji fundamentalistycznej. I w końcu, na trzecim poziomie, oznaki pewnych podziałów pojawiających się wewnątrz sprawującej władzę frakcji fundamentalistycznej, zarówno w parlamencie jak i poza nim, a także niechęć ze strony wielu fundamentalistycznych członków parlamentu [10] względem wsparcia kandydatury obecnego prezydenta, na jeszcze inny sposób ośmielić mogły zwolenników ruchu opozycyjnego. Oczywiście, po ogłoszeniu wyników wyborów, wraz ze wzrastającą polaryzacją postaw, część z tych raczej drugorzędnych pęknięć zniknie, kiedy to partie konserwatywne i tradycjonalistyczne zerwą się by wesprzeć rząd i pozycję Najwyższego Przywódcy w czasie głębokiego kryzysu zagrażającego samemu istnieniu islamskiego reżymu.

Ogólnie rzecz biorąc, mimo że zewnętrzne, a nawet i wewnętrzne grupy opozycyjne od dawna marzyły o takiej okazji do masowej mobilizacji, nie została ona w żaden sposób zaplanowana. Była raczej wynikiem rzadkiej politycznej koniunktury – tak jak dzieje się to w przypadku prawie wszystkich sytuacji rewolucyjnych.

DP:Minionej nocy podczas dyskusji panelowej dotyczącej sytuacji w Iranie, która odbyła się w Chicago, socjolog Ahmad Sadri [11] argumentował, że jesteśmy świadkami „początku końca Republiki Islamskiej”. Czy zgadzasz się z tym?

HB:Aby w ogóle zacząć myśleć o jakimkolwiek załamaniu, musimy znać konsekwencje obecnego kryzysu i konfrontacji dla ustroju politycznego. To znaczy, że musimy zapytać, jakie różnice w funkcjonowaniu reżymu wywołały niedawne wydarzenia pod kątem ośmiu odmiennych czynników analitycznych, na które wskazałem wcześniej. Konsekwencje ostatniego kryzysu i konfrontacji są wielorakie, my zaś musimy ocenić trwałość tego rządu w terminach tych właśnie konsekwencji.

Najogólniej rzecz biorąc mój argument mówi, że jeśli poprzednio ustrój polityczny doświadczył pewnego rodzaju kryzysu, to obecnie kryzys ten przeszedł on jakościową zmianę i znacznie się zintensyfikował. Jeśli patrzeć przez pryzmat legitymacji ideologicznej, istniejący uprzednio deficyt stał się obecnie pierwszorzędnym kryzysem legitymacji. Od samego początku Republika Islamska twierdziła, że przynajmniej częściowo opiera się na powszechnym wsparciu i przyzwoleniu. Ktoś mógłby się spierać, że w koncepcji Republiki Islamskiej, „republika” jako rzeczownik jest bardziej istotna niż „Islamska” jako określający ten rzeczownik przymiotnik (a przynajmniej w języku perskim w taki sposób postrzegamy rzeczowniki i przymiotniki). Wybory odbywały się regularnie i nawet Najwyżsi Przywódcy traktowali te wybory i powszechne w nich uczestnictwo jako główny fundament ustroju politycznego. Jak oczywiście wiemy, wybory w Republice Islamskiej są ograniczone w tym sensie, że wszyscy kandydaci we wszystkich wyborach muszą zostać oficjalnie zakwalifikowani przez Radę Obrońców, która stanowi legislatywne ramię Najwyższego Przywódcy. W każdym bądź razie, zgodnie ze stanowiskiem opozycji, która cieszy się poparciem mas, reżym nie uszanował nawet tych instytucjonalnie ograniczonych wyborów.

Podczas czerwcowych wyborów cała czwórka kandydatów zyskała aprobatę Rady Obrońców, a więc pośrednio Najwyższego Przywódcy. Jednak powszechne poparcie dla dwóch reformistycznych kandydatów zaczęło stopniowo być traktowane przez reżym jako kontrrewolucyjne, a, jak widzieliśmy, pokojowo nastawieni protestanci zostali pobici i stłamszeni za legalny protest przeciwko oficjalnym wynikom wyborów. W oczach zwolenników powszechnego Zielonego Ruchu, nie zrobili oni nic poza legalnym protestem przeciwko wynikom wyborów, zostali jednak potraktowani bezwzględnie i brutalnie (choć sama Rada Obrońców przyznała, że powtórne częściowe liczenie wykazało manipulacje przy około trzech milionach głosów; jeśli zaś uzyskano by zgodę na pełne ponowne przeliczenie głosów, być może zarzuty reformistycznych kandydatów potwierdziłyby się). Uznanie oficjalnych wyników wyborów przez Najwyższego Przywódcę – nawet jeszcze przed ponownym częściowym przeliczeniem, na które sam wyraził zgodę – spowodowało, że wśród protestujących i opozycji zaczęło narastać poczucie braku legitymacji władzy rząd, stopniowo obejmując cały ustrój polityczny.

Co więcej, jawne wręcz przyzwolenie Najwyższego Przywódcy na bezwzględne tłumienie wszelkich demonstracji i ich faktyczne brutalne tłumienie, jeszcze bardziej zintensyfikowały kryzys i deficyt legitymacji. O ile poprzednio mieliśmy kryzys legitymacji drugiego, czy nawet trzeciego stopnia, w tym sensie, że działania rządu spotkały się z powszechnym oporem, obecnie, w obliczu ostatniego zwrotu wypadków, mamy do czynienia z kryzysem legitymacji pierwszego stopnia, który wiąże się z zakwestionowaniem legitymacji całego ustroju.

Dlatego, w kategoriach legitymacji władzy, ostatnia konfrontacja ma kilka konsekwencji. Po pierwsze: w pewnym sensie wyeksponowała ona lub ujawniła prawdziwą naturę struktury władzy; wcześniej Najwyższego Przywódcę traktowano (przynajmniej przez politycznie niedoinformowanych lub poinformowanych błędnie) jako neutralnego względem frakcyjnych rywalizacji oraz stojącego ponad różnymi frakcjami niczym bezstronny sędzia. Złudzenie to zostało jednak rozwiane przez samego Przywódcę, kiedy oznajmił on, że ma osobiste preferencje polityczne i w rzeczywistości wspiera obecny rząd oraz politykę, jak również, że broniłby ich za wszelką cenę. Wcześniej istniały pewne nieporozumienia co do roli i pozycji Najwyższego Przywódcy, który przez część aktywistów politycznych i komentatorów traktowany był jako politycznie słaby, czy też bezstronny. W konsekwencji, pomimo potężnej władzy instytucjonalnej, brakowało mu społecznego poparcia dla własnej osoby, musiał więc dostosowywać się do takiej polityki, jaką reprezentował pozostający przy władzy rząd (rządy Rafsanjaniego między 1989 a 1997 oraz Khatamiego między 1997 a 2005). Faktycznie jednak starał się podtrzymywać swą władzę i pozycję. Nie było to możliwe podczas prezydentury Rafsanjaniego czy Khatamiego, jednak Khamenei okazał się w ostatecznym rozrachunku architektem fundamentalistycznej alternatywy dla reformy i demokratyzacji, jakie zaszły po roku 2004, której dokonał mobilizując formacje wywodzące się z bloku fundamentalistycznego, co w konsekwencji przyniosło im zwycięstwo w wyborach różnego szczebla w latach 2003, 2004, 2005, 2008 i obecnie, w roku 2009.

Tak więc oświadczenia i działania samego Przywódcy pokazały, że był on postacią kluczową i rzeczywistym koordynatorem. Jednak w kategoriach legitymacji władzy, nie leżało to w jego interesie, tym sposobem rozwiał bowiem całą mgiełkę iluzji i postawił się w bezpośredniej konfrontacji z powszechną opozycją. W ogólnym zarysie, który jest w przypadku współczesnej historii Iranu bardzo wymowny, powiedzieć można, że przesunął się on od konstytucjonalnych do absolutystycznych form velayatu (rządów). Tak więc ogólnie rzecz biorąc, niedawna konfrontacja uczyniła strukturę władzy reżymu bardziej przejrzystą dla społeczeństwa.

Drugą konsekwencją minionego kryzysu i konfrontacji będzie rosnące pośród rządzących elit przekonanie co do wywrotowej natury wyborów i powszechnego w nich uczestnictwa. Wybory traktowane będą jako wywrotowe. Powszechny udział ludzi w wyborach nie będzie postrzegany jako korzystny dla reżymu. Jeśli rzeczywiście tak się stanie, legitymacja reżymu zostanie podważona w jeszcze większym stopniu. Po trzecie, równolegle spodziewać się można, że ludzie stracą swoją wiarę w wartość głosowania i politycznego udziału, co jest jeszcze jednym czynnikiem erozji legitymacji politycznej. Tą więc drogą elekcyjny wymiar teokracji zostanie zdyskredytowany z obu stron, reżym zaś będzie najwyraźniej musiał oprzeć się w znacznie większym stopniu na niedemokratycznych, czy duchowno-arystokratycznych wymiarach ustroju.

Czwartą konsekwencją minionej konfrontacji, którą należy wziąć pod uwagę przy jakiejkolwiek ocenie przyszłego biegu wydarzeń, jest ekspansja kręgu „kontrrewolucji”. Niektórzy przeciwnicy reform już teraz mówią o „nowych hipokrytach” (nawiązując do Mujahedin-e-Khalq [12], w skrócie MEK [13], która została usunięta ze sceny politycznej we wczesnych latach rewolucji i naznaczona jako partia hipokrytów). Myślę, że najistotniejszym czynnikiem decydującym o powstaniu obecnej sytuacji wrzenia i konfrontacji (który również musi zostać uwzględniony przy jakiejkolwiek prognozie przyszłych wydarzeń) jest coraz bardziej powszechny zanik poczucia strachu, który był głównym fundamentem politycznego ładu. Poczucie odwagi by wyrażać od dawna dławione urazy jest dla obecnych wydarzeń znamienne. Z reguły, zarówno na poziomie indywidualnym, jak i społecznym, gniew zabija strach. Rząd zrobił wszystko co na przestrzeni paru tygodni zrobić mógł, by ów społeczny gniew, ową frustrację i desperację, wyzwolić. To „liczenie” głosów, upokarzająca arogancja, zastraszenia, brutalność, aresztowania, gwałtowne represje i tak dalej, wywołały powszechny gniew i oburzenie. O ile przez lata ludzie znosili ze strachu wszystkie te dławione urazy, o tyle obecnie gniew wywołany nieroztropnym działaniem rządu toruje drogę dla katharsis.

Reżymy autorytarne zazwyczaj próbują kompensować utratę ideologicznej legitymacji bądź to poprzez ucieczkę ku środkom przymusu i represji, bądź poprzez zwrócenie się ku rozwiązaniom zwiększających dobrobyt społeczny. W przypadku Iranu po czerwcu 2009 wciąż rozbudowuje się ten wymiar i fundament reżymu, który odwołuje się do środków przymusu, co kompensować miałoby kryzys legitymacji. Samo w sobie oznacza to transformację charakteru, czy typu tego reżymu, który staje się coraz bardziej militarystyczny. Militarystycznego języka używają obecnie w odniesieniu do ruchu opozycyjnego siły zbrojne. Tendencja ta ma żywotne znaczenie dla przyszłego biegu wydarzeń, o ile ustrój polityczny ma przetrwać w obecnym stanie. Biorąc pod uwagę panującą sytuację polityczną, o której wspominałem wcześniej, jak i organizacyjne zdolności rządu, nie ma raczej co liczyć na powodzenie jakiejkolwiek próby kompensowania utraty legitymacji poprzez ekspansję sektora publicznego i zapewnianie dobrobytu. W istocie ustrój cierpi na brak skutecznego zarządzania już od dłuższego czasu.

Jeśli brać pod uwagę cztery podstawowe elementy stabilności reżymu – legitymację, skuteczność, jedności elit i potencjał autorytarny – wydaje się, że działa już tylko ten ostatni, przynajmniej na dzień dzisiejszy. Jedność elit rządzących Republiki Islamskiej również została w jakimś stopniu naruszona. W istocie, jak już wcześniej wspominałem, partyjnictwo zawsze istniało pośród rządzących elit. Interwencjonizm vs nieinterwencjonizm, socjoekonomiczna modernizacja vs trwanie przy tradycji oraz islamizacja vs demokratyzacja były przez ostatnie 30 lat jednymi z głównych punktów niezgody w życiu Republiki Islamskiej. W pewnym jednak sensie, wszystkie te podziały i pęknięcia były nieantagonistyczne. Znaczenie niedawnej konfrontacji polega na tym, że przekształciła ona te podziały i pęknięcia z nieantagonistycznych w antagonistyczne. Kilka spośród umiarkowanych i reformistycznych partii, które traktowane były jak członkowie rodziny Rewolucji, obecnie strofuje się jako kontrrewolucyjne. Jedność rządzących elit jest naruszana w miarę jak pojawiają się kolejne antagonistyczne pęknięcia, po pierwsze pomiędzy reformistycznymi i fundamentalistycznymi partiami, po drugie wewnątrz instytucji duchownych, po trzecie zaś wśród elit wojskowych. Każdego dnia oznak coraz bardziej antagonistycznych pęknięć przybywa.

Biorąc pod uwagę zatrzymania i osadzenie w więzieniu setek partyjnych przywódców i członków partii reformistycznych, jasne staje się, że te nie będą dłużej tolerowane. [14]. Zostały już zdyskwalifikowane jako partie bezprawne i kontrrewolucyjne. Wydaje się, że w ramach kształtującej się struktury władzy działalność partii politycznych zostanie pozbawiona praktycznego znaczenia, tak więc partie reformistyczne znajdą się bez wątpienia w całkowicie odmiennej sytuacji, co z kolei oznaczać będzie konieczność wypracowania nowych pozycji, o ile w ogóle będą one miały szansę dalej istnieć. Frontowi Uczestnictwa (ang. The Participation Front) oberwało się najmocniej. Istnieją także pewne oznaki narastającego podziału wśród duchownych stowarzyszonych z Najwyższym Przywódcą i bardziej niezależnie myślących duchownych w Qom [15], którzy milcząco lub wprost sprzeciwiali się sankcjom. Pewne oznaki podziału pojawiają się nawet w obrębie Strażników Rewolucji. Na samym początku istniała pewna różnica zdań pomiędzy dowódcami zachodniego i południowego frontu wojennego. W następstwie sankcji grupa starszych dowódców wystosowała list otwarty do Najwyższego Przywódcy, w którym kwestionowała uznanie wyników wyborów, które ogłosił przed przeprowadzeniem pełnego dochodzenia, oraz gwałtowne represje względem demonstracji protestacyjnych. Wydaje się, że najmocniejszą stroną reżymu wciąż pozostaje jego potencjał autorytarny oraz jedność sił represji w okolicznościach kwestionowania legitymacji ustroju politycznego. Tak więc odpowiadając na twoje pytanie należy wziąć pod uwagę mocne i słabe strony reżymu.

Podobnie, pod uwagę wziąć musimy kondycję opozycji, jej mocne i słabe strony. Musimy rozważyć cztery wzmiankowane czynniki w odniesieniu do ruchu opozycyjnego, który się pojawił. Jak już wspominałem, analizując socjo-polityczne ruchy opozycyjne musimy zbadać stan powszechnego niezadowolenia, sieć organizacyjną, ideologię oraz przywództwo danego ruchu. Gdy idzie o powszechne niezadowolenie, doświadczenia historyczne wskazują, że w autorytarnych reżymach potencjalne powszechne niezadowolenie i rozgoryczenie efektywne staje się dopiero wtedy, gdy zostanie zaktualizowane przez jakiś specyficzny katalizator. Socjoekonomiczne i kulturowe niezadowolenie musi nabrać charakteru politycznego, aby wywołać polityczny efekt. Tym, co nadało tego politycznego charakteru istniejącemu już wcześniej potencjalnemu niezadowoleniu było oszustwo wyborcze, na które wskazali kandydaci opozycji wspierani przez rozległy ruch społeczny. Wyjaśniliśmy już dlaczego i jak działania rządu wywołały społeczny gniew i oburzenie. Wszystkie te urazy zaczęły obecnie odnajdować swoje wspólne ukierunkowanie, polityczne epicentrum. Pierwszym żądaniem społecznym było unieważnienie wyborów, kiedy jednak doszło do tłumienia masowych demonstracji, zastraszania demonstrantów, pojawił się kolejny powód gniewu i frustracji, tym razem wymierzony wprost w przywództwo Republiki Islamskiej. Para społecznego niezadowolenia, jak można by rzec, została wpuszczona w polityczny silnik. Tą drogą niezadowolenie społeczne zostało zorganizowane i przekształciło się w konkretne społeczne żądanie. Jak widzieliśmy, niezadowolenie społeczne bez organizacji i mobilizacji prowadzi donikąd. Gdy idzie o organizację, powstała całkiem sprawnie działająca sieć organizacyjna (dysponująca sztabami wyborczymi, organizacjami studenckimi, środkami komunikacji elektronicznej, internetowej i tak dalej), która dowiodła, że jest zdolna pełnić potrzebne podstawowe funkcje. Oczywiście organizacyjne możliwości opozycji mają swoje przeciwieństwo w postaci potencjału autorytarnego reżymów. W naszym przypadku, jak dotąd, nacisk ze strony rządu niemal zrujnował organizacyjny potencjał opozycji, jednak sytuacja nie pozostanie taką, jak jest teraz. Po pierwsze, organizacyjny potencjał opozycji jest konsekwencją jej przywództwa. Pewna liczba ludzi przyjęła rolę przywódców, jednak, jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, tych umiarkowanych przywódców stopniowo będą zastępowali bardziej radykalni. Jak dotąd Mossavi, Karroubi i Khatami zarządzali ruchem bardzo ostrożnie i powściągliwie. Z drugiej strony Ayatollah Montazeri wydał wiele znaczące oświadczenie [16], w którym usprawiedliwia powszechną rebelię przeciwko ustrojowi teokratycznemu i traktuje reżym jako już obalony właśnie ze względu na nieprawy i okrutny sposób, w jaki obszedł się z protestantami. Stopniowa zmiana bardziej wyważonego przywództwa przez radykalne oznaczałaby także eskalację wewnątrz samej ideologii ruchu, począwszy od kwestionowania wyniku wyborów do kwestionowania samej legitymacji całego systemu władzy.

Tak więc wśród całego tego zamieszania dwa czynniki wyłaniają się jako kluczowe: potencjał autorytarny rządu oraz jego zdolność i gotowość do wykorzystania go, jak również przywództwo ruchu oraz jego zdolność i gotowość do redefiniowania celów ideologicznych i rozwijania własnych możliwości organizacyjnych.

DP:Zarysowano kilka analogii pomiędzy obecnymi wydarzeniami i tymi z lat 1978-79, z których najbardziej oczywiste były masowe demonstracje uliczne i echa Allahu Akbar. W rzeczywistości podczas rewolucji, która miała miejsce trzy dekady temu, tłum potrzebował znacznie więcej czasu – wiele miesięcy – by osiągnąć taki rozmiar, jaki już po kilku dniach zobaczyliśmy w czerwcu 2009 roku. Z drugiej strony, niektórzy z naciskiem podkreślają, że ani sam ruch, ani sytuacja nie są wcale rewolucyjne [17], wskazując na fakt, że fenomen „Zielonej Fali” ściśle wiąże się z kandydaturą prezydencką postaci (Mousavi), która działała w ramach struktur Republiki Islamskiej. Co sądzisz na ten temat? Czy jako uczeń rewolucji z roku 1979 widzisz jakieś analogie pomiędzy tymi dwoma wydarzeniami?

HB:Wydaje mi się, że jeśli brać pod uwagę natężenie społecznego gniewu i frustracji oraz upokarzający sposób, w jaki rząd na tę sytuację zareagował, obecna konfrontacja może łatwo przekształcić się w sytuację głęboko rewolucyjną. Jak zwykle są zarówno podobieństwa, jak i różnice pomiędzy tymi dwoma historycznymi sytuacjami. Jednak bieżąca konfrontacja w żadnym razie nie musi być dokładną repliką tej z roku 1979, aby przekształcić się w sytuację rewolucyjną. Może to uczynić na swój własny sposób.

Możemy teraz szczegółowo przyjrzeć się podobieństwom i różnicom pod kątem tych kilku teoretycznych kryteriów, których już używaliśmy do wyjaśnienia natury obecnej sytuacji. Po pierwsze więc, gdy rozpatrujemy kryzys legitymacji, wydaje się, że reżym islamski wyczerpywał swą własną legitymację od wewnątrz poprzez naruszanie swoich własnych zasad: kandydaci reformistyczni zostali dopuszczeni do startu w wyborach, jednak potem pokojowe protesty części ich zwolenników dotyczące spornych rezultatów są gwałtownie i brutalnie dławione. W swoim czasie reżym Szaha stanął w obliczu opozycji ze strony zewnętrznego pretendenta w osobie Chomeiniego, który w normalnych okolicznościach byłby przez autorytarny reżym represjonowany. Dla takiego więc reżymu, represje ze strony Szacha mogłyby wydawać się bardziej „normalne” (normy represji) niż represje ze strony islamskiego reżymu, ten bowiem represjonuje opozycję, która pozostaje w kręgu wtajemniczonych, czy nawet, jak niektórzy mówią, stanowi część rodziny. Patrząc z innej strony, legitymacja ma także coś wspólnego z długowiecznością i trwałością; monarchia imperialna trwała na miejscu przez 2500 lat, podczas gdy islamska teokracja trwa ledwie od około 30 lat. Oczywiście, instytucja perskiej monarchii była w stanie kryzysu od końca XIX wieku, co doprowadziło do Rewolucji Konstytucyjnej (1906-1911), która to dostarczyła kryterium do oceny legitymacji ustroju. Szach miał mianowicie nie tyle rządzić co władać, pogwałcenie zaś w tym względzie konstytucji było jasną oznaką kryzysu legitymacji władzy królewskich rządów.

Podobny argument mógł zostać i został wysunięty w przypadku Republiki Islamskiej, w tym sensie, że Suwerenny Teolog (lub Najwyższy Przywódca) powinien stać ponad konfliktami partyjnymi. Jednakże ogromna różnica między konstytucjami z roku 1906 i 1979 polega na tym, że ta druga jest ewidentnie niekonstytucjonalistyczna lecz absolutystyczna: nie zakłada żadnego rzeczywistego rozdziału władzy, zaś Rządzący Sędzia (lub Najwyższy Przywódca) jest zwierzchnikiem trzech sfer władzy. Nie możemy więc mówić o deficycie legitymacji wyłącznie w tym bardzo technicznym i ograniczonym sensie, ponieważ Rządzący Teolog zarówno włada jak i rządzi. To, samo w sobie, pozostaje z drugiej strony w oczywistej sprzeczności z ideałami powszechnej rewolucji, która miała na celu ograniczyć władzę panującego. Wskazuje to także na bardziej ogólny i historyczny problem legitymacji władzy w przypadku każdej teokracji. Istnieje jednak bardziej przyziemne oblicze kryzysu legitymacji, którego doświadczają zazwyczaj przeciętni obywatele, kiedy to zamiast perswazji, używa się siły, by trzymać ich na miejscu. Jest to dokładnie to oblicze kryzysu legitymacji władzy. które ujawnia się wraz z jego rozwojem. Ten kryzys legitymacji władzy, jako główny składnik sytuacji rewolucyjnej, stał się poważny.

Wyraźną różnicę pomiędzy tymi dwoma sytuacjami historycznymi dostrzec można porównując wolę władców do stosowania represji. Reżym Szacha, po początkowym okresie dławienia oporu, stracił swą wolę władania i stopniowo przesunął się ku polityce umiarkowania, tolerancji i kompromisu: wsłuchanie się Szacha w głos rewolucji, negocjacje z Frontem Narodowym, reżym Bakhtiara, negocjacje paryskie, ucieczkę Szacha i tak dalej. Najwyraźniej prowadzona przez Cartera polityka skoncentrowana na walce o prawa człowieka oraz presja USA (w kontekście różnicy interesów i opinii między Waszyngtonem i Teheranem, będących następstwem embargo naftowego z roku 1973) miały coś wspólnego z utratą woli do stosowania represji. Jak dotąd jednak chęć reżymu islamskiego do stosowania represji pozostała nienaruszona, choć jeśli brać pod uwagę cykliczny charakter wybuchających co jakiś czas protestów i demonstracji, przypominających do pewnego stopnia wydarzenia z roku 1978, być może jest jeszcze wciąż zbyt wcześnie by to osądzać. Patrząc z perspektywy stosunków USA–Iran, wydaje się, że podejście obecnej administracji mogło raczej przyczynić się do woli dławienia oporu.

Odmowa lub kontynuacja tej woli dławienia oporu jest po części rezultatem jedności panującej wewnątrz rządzącego ugrupowania. W przypadku reżymu Szacha, jedność elit została w pewnym sensie naruszona przez politykę praw człowieka Cartera, zaś Szach wahał się pomiędzy represjami i względną tolerancją. Jak już mieliśmy okazję zobaczyć, także wewnątrz rządzących elit Republiki Islamskiej zaczynają się pojawiać niektóre z głównych oznak podziału. Kiedy już raz się pojawią, tego typu podziały i pęknięcia są trudne do opanowania; mają tendencję do eskalacji, z czasem zaś spychają w otchłań wszystkich aktorów politycznej sceny. Dlatego coraz bardziej prawdopodobne staje się, że bieżąca konfrontacja doprowadzi do sytuacji rewolucyjnej.

Także patrząc na naturę opozycji, widać istniejące różnice. Gdy idzie o powszechne niezadowolenie, daje się zaobserwować podobny wzorzec, wzorzec, który już objaśniłem w języku teorii krzywej J. W przypadku reżymu Szacha, po długim okresie gospodarczej stabilizacji i wzrostu pomiędzy rokiem 1962 a 1976, nastąpił nagły zwrot i ruch spadkowy, tworzący trudny do zniesienia rozdźwięk między powszechnymi oczekiwaniami a możliwościami działania rządu. W przypadku Republiki Islamskiej pojawił się ten sam wzorzec, aczkolwiek odnosił się on nie tyle do sfery ekonomicznej, co politycznej: po długim okresie umiarkowania i względnej tolerancji pod rządami Rafsanjaniego i Khatamiego w latach 1989-2005 (okres post-Khomeinowski) nastąpił ostry zwrot i ruch spadkowy pod militarystyczno-fundamentalistycznym reżymem Ahmadineżada. Widmo odtworzenia tego wzorca wywołało w czerwcu 2009 roku powszechne przerażenie, gniew i lęk, prowadząc do konfrontacji.

Gdy brać pod uwagę ideologię, wydaje się, że obecna konfrontacja jest bardziej określona w swej naturze niż miało to miejsce w przypadku sloganu „Republiki Islamskiej” z lat 1978-9. W istocie jej specyfika czyni ją nierewolucyjną, bowiem (przynajmniej o tyle, o ile rozważamy czołowych przywódców) jej celem jest anulowanie spornych wyborów. Jednak, tak jak w przypadku wczesnej fazy rewolucji z lat 1978-9, umiarkowana opozycja wzywała do wdrożenia konstytucji i konstytucjonalnej monarchii. Oczywiście o różnicy decydowało tu przywództwo ajatollaha Chomeiniego, który wezwał do całkowitej rewolucji – czegoś, czego reformistyczni przywódcy nie chcieli się podjąć; jak dotąd wzywali co najwyżej do ogłoszenia referendum w sprawie utrzymania bądź anulowania wyników wyborów (na co zgodę wyrazić muszą przywódcy Republiki Islamskiej).

Tak więc, podsumowując, wydaje się, że niektóre ze składników sytuacji rewolucyjnej już powstały, inne jednak się (jeszcze) nie zmaterializowały.

DP:Jakie jest twoim zdaniem znaczenie reakcji niektórych ludzi lewicy na Półkuli Zachodniej dotyczących rozwoju wydarzeń w Iranie – począwszy od tych w stylu Jamesa Petrasa broniącego oficjalnych wyników wyborów i odrzucającego wszelkie wątpliwości dotyczące ich autentyczności jako imperialistyczną „bujdę” [18], poprzez MRZine [19] (internetowy organ zasłużonego socjalistycznego magazynu Monthly Review) otwarcie broniący Ahmadineżada jako antyimperialisty, aż po Hugo Cháveza ujmującego się za Ahmadineżadem jako „rewolucyjnym” sprzymierzeńcem oraz Ministra Spraw Zagranicznych Wenezueli potępiającego irańskie demonstracje uliczne:

Boliwariański Rząd Wenezueli wyraża swój stanowczy sprzeciw wobec podstępnych i bezpodstawnych kampanii mających zdyskredytować instytucje Islamskiej Republiki Iranu, jakie rozpętuje się z zewnątrz, zaprojektowanych by zmącić klimat polityczny naszego bratniego kraju. W Wenezueli, potępiamy te akty ingerencji w sprawy wewnętrzne Islamskiej Republiki Iranu, domagając się jednocześnie natychmiastowego zaprzestania manewrów mających zastraszyć i zdestabilizować Rewolucję Islamską. [20]

Warto przy tym zauważyć, że pojawiły się zdecydowane krytyczne odpowiedzi względem tych stanowisk ze strony innych przedstawicieli lewicy – Reesa Erlicha [21], Hamida Dabashiego [22], Saeeda Rahnema [23], Kampanii na rzecz Pokoju i Demokracji [24] i innych. Jakie są twoje odczucia w odniesieniu do tych spornych stanowisk?

HB:Wydaje mi się, że takie nieprzychylne reakcje w stosunku do ruchów społecznych w Iranie nie są trudne do wyjaśnienia. Myślę, że wynikają one z trzech czynników: po pierwsze z ignorancji i dezinformacji co do natury ustroju politycznego w Iranie od czasu Rewolucji, rozmaitych faz historycznych, przez które przeszedł i wzrastającej przepaści pomiędzy oficjalną ideologią i opinią publiczną, a zwłaszcza gwałtownej sekularyzacji społeczeństwa pod rządami teokratycznymi. W rezultacie reżymy takie kończą będąc bardziej popularne pośród niektórych obcokrajowców niż pośród swych własnych ludzi. Po drugie, wynikają one z finansowych i handlowych, prywatnych interesów oraz wyjątkowo korzystnych relacji handlowych, jakie łączą Iran z niektórymi ze wspomnianych krajów. Jasne jest, że kraje te mają na uwadze swój własny interes narodowy, a nie interes narodu irańskiego. Moim zdaniem, rozważania formułowane w oparciu o takie stanowiska, czy interesy, z akademickiego punktu widzenia nie są zbyt wartościowym tematem do dyskusji. Reżymy ideologiczne dążą do tworzenia własnych satelitów i bliskich przyjaciół, którzy oczywiście aprobują ich politykę i działania. Możemy w to włączyć partie islamskie i organizacje w świecie arabskim oraz ich ideologiczne/handlowe więzi z Republiką Islamską. Po trzecie, tego typu analizy wynikają z wykorzystywania i przywiązania analityków do przestarzałych teoretycznych i pojęciowych ram, oderwanych od bieżących dokonań (które Ulrich Beck nazywa „kategoriami zombie”). W rezultacie bierze się tu za dobrą monetę demagogiczne stanowiska i myli się faszyzm z socjalizmem.

Myślę, że odpowiedzi ludzi lewicy, o które wspomniałeś, całkowicie zapominają o demokratycznym wymiarze marksizmu i w ten sposób padają ofiarą demagogii. Czasem zapominają oni, że skrajna prawica i skrajna lewica sprawiają wrażenie łudząco podobnych. W przypadku Wenezueli, rolę odegrała tu kombinacja pseudo-lewicowych szacunków i interesów handlowych. Wenezuelski rząd nic nie wie o politycznej sytuacji i opinii publicznej w Iranie, która w coraz większym stopniu zwraca się przeciwko zagranicznym sprzymierzeńcom Republiki Islamskiej. Wsparcie ze strony Rosji doprowadziło już do skandowania „Śmierć Rosji” przez protestujących na ulicach Teheranu.

W odniesieniu do innych teoretycznych odpowiedzi, powiedziałbym, że ten typ analizy klasowej mający zastosowanie w przypadku Iranu w długofalowym sensie bardzo różni się od typu analizy klasowej mającego zastosowanie zazwyczaj w krótkoterminowym sensie. Z długoterminowej perspektywy historycznej, główny konflikt społeczny zachodził nie pomiędzy klasami społecznymi należącymi do jednej formacji społecznej, ale pomiędzy klasami należącymi do dwóch różnych formacji społecznych: przednowoczesnej i nowoczesnej. Historyczne znaczenie rozmaitych wydarzeń politycznych w Iranie powinno być rozumiane w terminach tego konfliktu spoczywającego u podłoża: Rewolucja Konstytucyjna oznaczała zwycięstwo klas społecznych formacji nowoczesnych nad siłami społecznymi formacji tradycyjnej/przednowoczesnej. Na swój szczególny sposób struktura absolutystycznego państwa reżymu Pahlaviego jeszcze bardziej wzmocniła nowoczesną formację społeczną (choć w strukturze modernizacji odgórnej podczas dyktatury), Tradycyjne siły społeczne powróciły wraz po rewolucji roku 1979 i narzuciły tradycyjny polityczno-kulturowy wzorzec elitaryzmu, autorytaryzmu, paternalizmu oraz porządku kulturowego, dyscypliny i posłuszeństwa pod rządami teokracji. Wraz z dalszym rozwojem formacji nowoczesnej i stojących za nią sił społecznych, stającej w obronie idei obywatelstwa, politycznej równości, demokracji, powszechnej suwerenności oraz socjo-kulturowej wolności (jak po części widać było w przypadku Zielonego Ruchu), leżąca u podłoża sprzeczność pomiędzy światem autorytarnie rekonstruowanej tradycji a ścieżką demokracji musiała osiągnąć punkt krytyczny, czego właśnie jesteśmy świadkami.

DP:Wśród zwolenników postępu istnieje różnica zdań w kwestii zwiększania zaangażowania administracji Obamy w obecną sytuację w Iranie, biorąc pod uwagę okoliczności. Niektórzy zwolennicy postępu – zwłaszcza Irańczycy – przekonują, że USA powinno na moment powstrzymać się od angażowania się w Iraku. Karim Sadjadpour z Fundacji Carnegiego na Rzecz Międzynarodowego Pokoju (ang.: Carnegie Endowment for International Peace) niedawno wyraził swoje poglądy:

Pierwszy raz w życiu, myślę, że nie powinniśmy nawet mówić o zaangażowaniu w sprawy Iranu, powinniśmy wziąć głęboki oddech i obserwować rozwój wydarzeń. Imperatyw strategiczny by mieć stosunki z Iranem zawsze pozostanie, poczekajmy jednak aż w Teheranie opadnie pył. […] Poprzez przedwczesne wzywanie do zaangażowania podejmujemy ryzyko zdemoralizowania opozycji i milionów ludzi, którzy wylegli na ulice i którzy wciąż sprzeciwiają się legitymacji rządu Ahmadineżada. Pośrednio wspieramy wybór, który wciąż jest gorąco kontestowany w Teheranie, a tym samym naruszamy równowagę w interesie przeciwników reform [25].

Inni – zwłaszcza wśród amerykańskiego ruchu pokojowego – wzywają do zaangażowania i użycia środków dyplomatycznych niezależnie od powyborczych następstw. Stąd Reza Aslan, autor Jak wygrać kosmiczną wojnę: Bóg, globalizacja i koniec wojny z terrorem (ang.: How to Win a Cosmic War: God, Globalization, and the End of the War on Terror), argumentował niedawno, że

nie należy ignorować tych wyjątkowych możliwości długofalowych zmian w Iranie, które wyłoniły się w wyniku tego kryzysu, możliwości, do których międzynarodowa społeczność musi odpowiedzieć zdecydowaną i spójną polityką zaangażowania. […] [W]spólny dialog z Iranem… będzie stanowił moralne i polityczne wsparcie dla autentycznego wyrazu woli obywateli Irańskich w okresie, gdy autorytet reżymu jest w odwrocie. Co najważniejsze, da on Irańczykom nadzieję. […] [N]ie ustając w rozmowach z Iranem, Zachód będzie mógł dać jego mieszkańcom moc, by zmienili oni swoje społeczeństwo od podstaw w górę, a także wpłynąć na tych, którzy mają możliwość działania od góry w dół [26].

Jakie jest twoje stanowisko w tej kwestii?

HB:Zdecydowanie zgadzam się z tymi, którzy przekonują by się nie angażować. Uważam także, że zaangażowanie się mogłoby z jednej strony oznaczać w pewnym sensie legitymację reżymu, który ściera się z bardzo głębokim kryzysem legitymacji, z drugiej zaś zniechęciłoby nastawiony demokratycznie i rozrastający się ruch opozycyjny, który oczekuje moralnego wsparcia od wszystkich demokratycznych narodów.

Sądzę, że obecna chwila to najgorszy moment na to by rząd USA interweniował, reżym w Iranie przeżywa bowiem swoje najgorsze chwile. USA powinno próbować tej drogi kiedy irański reżym był u szczytu powodzenia, to jest podczas prezydentury Khatamiego (oczywiście w owym czasie irańskie ugrupowania fundamentalistyczne były temu przeciwne). Jak wszyscy wiemy, podejmowanie racjonalnych decyzji w ogólności, a na polu polityki zagranicznej szczególnie, powinno brać pod uwagę wiele czynników – między innymi bieżące środowisko polityczne, reakcje innych decydentów, zamierzone i niezamierzone konsekwencje – nie zaś być wyłącznie odreagowaniem działań poprzedniej, konkurencyjnej administracji. Jednym ze specyficznych czynników, który należy wziąć pod uwagę w tym wypadku (niezależnie od kwestii związanych z regionalnym i międzynarodowym bezpieczeństwem) jest oddziaływanie na irańską opozycję demokratyczną zarówno w krótszej, jak i w dłuższej perspektywie.

Mimo to wrażenie irańskiego rządu, że obecnie nie ma żadnej groźby ze strony USA za nowej administracji (w przeciwieństwie do jego wrażenia po inwazji na Irak), mogło sprawić, że czuje się on bardziej komfortowo radząc sobie i tłumiąc ruch opozycyjny w ostatnim czasie, i rząd mógł tym samym pośrednio skorzystać na nowej orientacji w polityce zagranicznej USA, jakakolwiek polityka zaangażowania zdecydowanie (i tym razem bezpośrednio) ośmieliłaby vis-à-vis rządu, demokratyczną opozycję, co byłoby innym przypadkiem znajomego wzorca polityki zagranicznej szczególnie powszechnego podczas okresu Zimnej Wojny. Wszyscy pamiętamy przypadek brytyjskiego i amerykańskiego wsparcia reżymu w Południowej Afryce wraz z jego ustrojem apartheidu podczas Zimnej Wojny, które odegrało rolę w zdławieniu ruchu anty-apartheidowskiego i które aprobowało apartheidowski reżym. Z drugiej strony, nowa zachodnia polityka zagraniczna względem Południowej Afryki, która stopniowo dostosowywana była aż do końca lat 80., wraz z końcem Zimnej Wojny, przyczyniła się do osłabienia apartheidowskiego reżymu i dodała odwagi ruchowi antyaparheidowskiemu. Bardziej ogólnie, z reguły, jeśli demokratyzacja nabrała rozpędu w wielu miejscach świata w latach 90., było to w części zasługą porzucenia chroniącej bazę zachodniej polityki zagranicznej, która wspierała wszystkie rodzaje reżymów przeciwnych blokowi wschodniemu. Dokładniej, nie było aktywnego wsparcia dla demokratycznych opozycji, ale raczej nieuznawanie niedemokratycznych reżymów, które przyczyniło się do zmian. W przypadku relacji Iran-USA, rząd USA już doświadczył podobnego epizodu, kiedy stopniowo wycofał swoje wsparcie dla reżymu Szacha, dodając tym samym odwagi anty-Szachowej opozycji.

DP:Chciałbym zamknąć tę rozmowę nawiązując do twojej intelektualnej biografii. W którym miejscu intelektualno-politycznej mapy umieściłbyś się? Jakie są, i jakie były, twoje główne punkty odniesienia teoretycznego, wpływy którym podlegałeś? W twojej książce Państwo i Rewolucja w Iranie, którą napisałeś jako dysertację doktorską pod opieką Ernesto Laclau, daje się wyczuć silny posmak Gramsciego. Czy Gramsci dalej wywiera wpływ na twoje myślenie? A Laclau? Jak opisałbyś drogę, jaką przebył twój światopogląd w ciągu ostatnich trzech dekad? Jak zmieniały się twoje poglądy wraz z upływem czasu?

HB:Studiowałem literaturę marksistowską poświęconą socjologii politycznej na Uniwersytecie w Essex, gdzie moimi nauczycielami byli Ernesto Laclau i Bob Jessop. Byłem i pozostałem zainteresowany wieloma aspektami polityczno-socjologicznych koncepcji Marxa, Gramsciego, Poulantzasa [27], Laclau, czy Barringtona Moore’a, i wykorzystuję je w moich pracach. Później zainteresowałem się badaniami Michela Foucault i jego analizą władzy. Pewne aspekty jego koncepcji wykorzystuję w moich ostatnich pracach. Zawsze uważałem, że myśliciele ci stworzyli podwaliny socjologii politycznej, obszaru w dalszym ciągu pozostającego w fazie budowy. Ostatnio skoncentrowałem się na socjologii politycznej procesu demokratyzacji, zwłaszcza w odniesieniu do Bliskiego Wschodu.

DP:Co spowodowało to przesunięcie w twoim myśleniu od głównie Marksistowskiej ramy odniesienia do tej bardziej post-Marksistowsko/Foucaultowskiej?

DP:Uznałem prace Foucault dotyczące dyskursu i władzy za kulminację rozumienia ideologii i władzy przez Marksa; wydawały się one w jakiś sposób pokrewne, jednak rozumienie Foucault dostarczyło szerszego spektrum dla zastosowań.


Danny Postel jest redaktorem magazynu Logos i autorem Czytając „Kryzys legitymacji” w Teheranie: Iran i przyszłość Liberalizmu (ang.: Reading „Legitimation Crisis” in Teheran: Iran and the Future of Liberalism) (2006). Przeprowadził wywiad z irańskim filozofem Raminem Jahanbegloo, który ukazał się w Logosie 5.2 – wiosna/lato 2006 [28].

[1] Slavoj Žižek, Berlusconi in Tehran, [lrb.co.uk/v31/n14/zize01_.html], dostęp: 19.IV.10.

[2] Hamid Dabashi, Iran conflict isn’t class warfare, [cnn.com/2009/WORLD/meast/06/22/dabashi.iran.myths/index.html], dostęp: 19.IV.10.

[3] Anoush Ehteshami, An implausible victory, [opendemocracy.net/article/iran-s-election-democracy-or-coup#2], dostęp: 19.IV.10.

[4] Behzad Yaghmaian, Iran’s many wars, [foreignpolicyjournal.com/2009/06/25/iran’s-many-wars], dostęp: 19.IV.10.

[5] Pepe Escobar, Iran’s streets are lost, but hope returns, [atimes.com/atimes/Middle_East/KF25Ak02.html], dostęp: 19.IV.10.

[6] Ang. ‘coercive capacity’ oznacza zdolność rządzących do narzucania własnej woli, ale także do kontrolowania i ewentualnego represjonowania sił opozycji – pozwalam sobie tłumaczyć tu i dalej jako ‘potencjał autorytarny’ (przyp. tłum.).

[7] Używam brzmiącego tu nieco sztucznie terminu ‘islamistyczny’ jako tłumaczenia ang. ‘Islamist’, rezerwując ‘islamski’ jako tłumaczenie ang. ‘Islamic’. Kieruję się tu funkcjonującą w praktyce różnicą znaczeniową, wedle której pierwszego z tych angielskich terminów używa się dla oznaczenia bardziej współczesnych, ideologicznie zaangażowanych fenomenów wiążących się z kulturą islamu, podczas gdy drugi z terminów koresponduje z rozumieniem bardziej tradycyjnym (przyp. tłum.).

[8] Terminu „krzywa J” używa się w rozmaitych kontekstach, w których wykres analizowanej cechy przypomina literę „J”: na początku krótkookresowo opada, by następnie przejść do długotrwałego wzrostu; James Chowning Davies opisywał przy pomocy tego kształtu wykresów rozwój rewolucji politycznych (przyp. tłum.).

[9] Ang. ‘Green Movement’ odnosi się do szeregu wydarzeń, jakie miały miejsce po wyborach prezydenckich w Iranie latem 2009 roku. Zieleń w czasie kampanii prezydenckiej była symbolem Hosseina Mousaviego, z czasem stała się jednak symbolem jedności i nadziei na anulowanie wyników wyborów i odsunięcie od władzy Mahmuda Ahmadineżada (przyp. tłum.).

[10] W przypadku Iranu: Islamskie Zgromadzenie Konsultatywne (Madżlis-e-Szura e Islami) (przyp. tłum.).

[11] Por.: lakeforest.edu/academics/faculty/sadri, dostęp: 19.IV.10.

[12] Danny Postel, Neocons Embrace Islamic Terror Group, [alternet.org/story/65956/neocons_embrace_islamic_terror_group], dostęp: 19.IV.10.

[13] Islamska organizacja socjalistyczna (przyp. tłum.).

[14] Por.: iranhumanrights.org/2009/06/increasingrepression, dostęp: 19.IV.10.

[15] Por.: economist.com/displaystory.cfm?story_id=14098329, dostęp: 19.IV.10.

[16] Muhammad Sahimi, Grand Ayatollah Montazeri’s Fatwa, [pbs.org/wgbh/pages/frontline/tehranbureau/2009/07/grand-ayatollah-montazeris-fatwa.html], dostęp: 19.IV.10.

[17] Arshin Adib-Moghaddam, Iran: this is not a revolution, [guardian.co.uk/commentisfree/2009/jun/23/iran-revolution-unrest-protest], dostęp: 19.IV.10.

[18] James Petras, Iranian Elections: The ‘Stolen Elections’ Hoax, [globalresearch.ca/index.php?context=va&aid=14018], dostęp: 19.IV.10.

[19] Por.: monthlyreview.org/mrzine, dostęp: 19.IV.10.

[20] Ministerstwo Spraw Zagranicznych Wenezueli, Venezuela Denounces Campaign of Interference against the Islamic Republic of Iran, [monthlyreview.org/mrzine/venezuela170609.html], dostęp: 29.XI.09, brak dostępu: 19.IV.10.

[21] Reese Erlich, Iran and Leftist Confusion, [commondreams.org/view/2009/06/28-10], dostęp: 19.IV.10.

[22] Hamid Dabashi, Left is wrong on Iran, [weekly.ahram.org.eg/2009/956/op5.htm], dostęp: 19.IV.10.

[23] Saeed Rahnem, The Tragedy of the Left’s Discourse on Iran, [zmag.org/znet/viewArticle/21948], dostęp: 19.IV.10.

[24] Stephen R. Shalom, Thomas Harrison, Joanne Landy, Jesse Lemisch, Questions & Answer on the Iran Crisis, [http://www.cpdweb.org/news/20090707.shtml], dostęp: 19.IV.10.

[25] Wywiad z Karimem Sadjadpourem z Fundacji Carnegiego na Rzecz Międzynarodowego Pokoju, The Evolving Situation in Iran, [middleeastprogress.org/2009/07/the-evolving-situation-in-iran], dostęp: 19.IV.10.

[26] Reza Aslan, Should Obama talk to Ahmadinejad?, [csmonitor.com/2009/0714/p09s02-coop.html], dostęp: 19.IV.10.

[27] Por.: Nicos Poulantzas, Marxism, Law, and the State, [versobooks.com/books/nopqrs/nopq-titles/poulantzas_n_reader.shtml], dostęp: 19.IV.10.

[28] Danny Postel, Ideas whose time has come: A Conversation with Iranian philosopher Ramin Jahanbegloo, [logosjournal.com/issue_5.2/jahanbegloo_interview.htm], dostęp: 19.IV.10.

 
Biblioteka  LMD
Walden Bello

Fundamentalne wady współczesnego systemu handlu światowego znalazły swój wyraz w gwałtownych protestach na Globalnym Południu w reakcji na nagły wzrost cen żywności w latach 2006-2008. Kolejne uderzenie kryzysu żywnościowego nastąpiło w drugiej połowie 2010 r., a jedną z jego konsekwencji jest arabska Zima Ludów 2011 r. Książka ta, pełna śmiałych wizji i napisana z wielką pasją, stanowi protest przeciwko haniebnym nierównościom w dostępie do podstawowych dóbr między półkulą północną i południową.


Galeria książek

LMD  poleca

Kogo nie zadowala obraz i wizja rzeczywistości i środowiska naturalnego tylko na miarę folderu reklamującego np. urlop w Maroku czy wczasy pod gruszą, niech to czyta.


Galeria książek

Książki i czasopisma naszego wy- dawnictwa są do nabycia w księgar- niach i Empikach lub do zamówienia bezpośrednio w redakcji za zalicze- niem pocztowym.