Największy światowy miesięcznik społeczno-polityczny
NUMER BIEŻĄCY  ARCHIWUM   PRENUMERATA    BIBLIOTEKA   REDAKCJA    WYDAWNICTWO   KONTAKT
Spis treści numeru 09/139

wrzesień 2017

  LMD na portalu Facebook

Wybrane artykuły
Tylko na stronie www

DOKUMENTY

Europejska Konferencja w Obronie
Publicznej Służby Zdrowia
Deklaracja

Damien Millet i Eric Toussaint
Dekada globalizacji i oporu
(1999-2009)

Raport ONZ
Wpływ blokady ekonomicznej
na sytuację humanitarną Gazy

ARTYKUŁY

Antoni Wiesztort
Największa grabież w powojennej historii stolicy

Agnès Sinaï
Zmiany klimatyczne podsycają konflikty

Gilbert Achcar
Religia między wyzwoleniem a fundamentalizmem

KOMENTARZE I POLEMIKI

Tomasz Nowicki
Jak nie pomagać uchodźcom

Tadeusz Klementewicz
Kompradorzy znad Wisły

Dariusz Zalega
Polityka horroru

Warto przeczytać

Jakub Sypiański
Nowa lewicowa postlewica?
Maj 2017

Stefan Zgliczyński
„Miasta śmierci”
pod butem Persaka

LMD - grudzień 2016

Martine Bulard
Pekin na zakręcie
LMD - kwiecień 2011

Janet Biel
Kobiety i natura, czyli
recydywa mistycyzmu

LMD - maj 2011

Loïc Wacquant
Anatomia nowej miejskiej biedy
LMD - czerwiec 2008

Janet Biel  (LMD - maj 2011)
Kobiety i natura, czyli recydywa mistycyzmu

Czy kobiety są „zieleńsze” od mężczyzn? Czy ich relacje z przyrodą mają jakiś szczególny charakter, czy widzą problematykę ekologiczną z uprzywilejowanego punktu widzenia? W ciągu ostatnich dziesięcioleci kobiety identyfikujące się z feminizmem odpowiedziały na te pytania twierdząco.

Właściwie to stanowisko datuje się od pojawienia się współczesnych ruchów ekologicznych. W 1968 roku Paul Ehrlich, w książce The Population Bomb [1], twierdził, że przeludnienie doprowadzi naszą planetę do klęski. Według niego najlepszą rzeczą, jaką można uczynić dla Ziemi, to powstrzymanie się od reprodukcji. Kilka lat później radykalna feministka francuska Francoise d’Eaubonne zauważyła, że połowa ludzkości nie miała w tej sprawie wyboru: kobiety nie mogły kontrolować własnej płodności. Patriarchalny „system samców”, jak go nazywała, wolał je widzieć bose i ciężarne, przeznaczone do rozmnażania.

Ale, podkreślała d’Eaubonne, kobiety mogą się temu przeciwstawić domagając się reprodukcyjnej wolności poprzez łatwy dostęp do antykoncepcji i przerywania ciąży. Miało to doprowadzić do emancypacji i jednocześnie uratować Ziemię przed przeludnieniem. „Pierwszą konsekwencją związku między ekologią i wyzwoleniem kobiet – pisała – jest przejęcie przez kobiety kontroli nad wzrostem demograficznym, tj. przejęcie kontroli nad własnym ciałem.” W książce wydanej w 1974 roku Feminizm albo śmierć nazwała tę ideę „ekofeminizmem”.

Amerykańscy obrońcy środowiska przyklasnęli jej wypowiedziom, ale nadali im inny sens. Pamiętali, że książka, która zainspirowała ekologię w 1963 roku, została napisana przez kobietę – Rachel Carson [2]. Zauważyli, że na czele manifestacji przeciw elektrowniom atomowym czy toksycznym odpadom stały kobiety, jak Lois Gibbs w Love Canal, w stanie Nowy Jork. Kobieta, Donella Meadows, była współautorką wpływowego raportu Powstrzymać wzrost gospodarczy? [3], w 1972. Petra Kelly należała do czołówki niemieckich Zielonych. W Wielkiej Brytanii grupa Women for Life on Earth (Kobiety na rzecz Życia na Ziemi) zorganizowała „obóz pokoju” przy wojskowej bazie lotniczej Greeham Common, by protestować przeciw rozmieszczeniu tam rakiet NATO.

Liczne uczestniczki określały się jako „ekofeministki”, ale to nie się nie wpisywało w walkę o wolność reprodukcji. Zaczęto mówić o szczególnym powiązaniu kobiet i przyrody. To się objawiało nawet w języku: słowa „natura” i „Ziemia” są rodzaju żeńskiego, lasy są „dziewicze”, przyroda jest naszą „najmądrzejszą matką”. Kobiety powinny być „dzikimi czarodziejkami”.

Kontrast stanowiły siły, które próbowały „poskromić” naturę i „zgwałcić Ziemię”, czyli nauka, technologie i racjonalizm, tj. projekty męskie. Już Arystoteles definiował racjonalizm jako przymiot męski. Sądził, że kobiety są mniej zdolne do rozumowania i w rezultacie mniej ludzkie. W ciągu następnych dwóch tysięcy lat kultura europejska uważała, że kobiety są mniej sprawne intelektualnie; opierając się na Księdze Rodzaju pragnęła zdominować Ziemię. Później Oświecenie, inny najwidoczniej męski projekt, znalazł nowe sposoby niszczenia przyrody, posługując się nauką, technologią i przemysłem. Sprawcami tej destrukcji środowiska byli mężczyźni, którzy redukowali przyrodę do zbioru surowców, które mogli eksploatować i zamieniać w towary. Projekt Oświecenia, próbując zdominować przyrodę i jednocześnie gloryfikując rozum, niszczył naszą planetę, według filozofii New Age i ekofeminizmu. To były tezy autorów jak Frijtof Capra czy Charlene Spretnak [4].

W latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku feministki uważały, że kobiety mają w tych sprawach czyste ręce, że świat nie potrzebuje destrukcyjnego dla przyrody racjonalizmu. To świetnie, że kobiety częściej kierują się intuicją i emocjami: stanowiły antidotum. Mają poczucie związania z rytmami natury, więc intuicyjnie rozumieją jej współzależny związek z ludzkością. Podkreślanie tego szczególnego połączenia sprawiło, że identyfikacja kobiet z naturą stała się projektem pozytywnym, awansowała je do roli strażniczek idei ekologicznej. Ten tok myślenia uprawomocniły prace psycholożki Carol Gilligan, które sugerowały, że specyficzny rozwój moralny kobiet uczynił je przekazicielkami „etyki dbania o innych”[5], lub „opieki” (care) [6]. Niektóre autorki, jak Mary Daly, sugerowały nawet, że przyroda jest boginią, immanentną dla wszystkich żyjących stworzeń, a kobiety stanowią jej esencję [7].

Te feministki, które walczyły o równe prawa dla kobiet, były tym przerażone. Według nich ekofeminizm przemyca wszystkie patriarchalne stereotypy: przejął stare obelgi, by je zamienić w komplementy. W XIX wieku te stereotypy służyły uzasadnieniu ideologii „oddzielnych sfer”, która ograniczyła życiowe wybory kobiet do gospodarstwa domowego, ozłacając jednocześnie tę klatkę pompatycznymi hymnami na cześć ich moralnej wyższości. Ekofeminizm był recydywą opresyjnych stereotypów. Odnowione i „zazielenione” nie mieściły się w walce feminizmu, otwierały jedynie drzwi kolejnej repetycji „kobiecej mistyki”. W rzeczywistości wielu obrońców środowiska w latach siedemdziesiątych było mężczyznami: David Brower, Lester Brown, Barry Commoner, E.F. Schumacher, Denis Hades, Murray Bookchin, Ralph Nader, Amory Lovins, David Suzuki, czy Paul Watson.

Równocześnie zachodnie ekofeministki zainteresowały się Trzecim Światem, gdzie realizowano właśnie projekty rozwojowe Banku Światowego. Inżynierowie stawiali na rzekach zapory wodne, które służyły elektrowniom, ale często dewastowały wsie i otoczenie. Agrobiznes zmieniał ziemie uprawne w wielkie monokultury, produkujące zbiory wyłącznie na rzecz rynków zagranicznych. Ścinano lasy, z których od dawna żyły miejscowe społeczności, i które chroniły wody gruntowe i zwierzęta. Ten „zły rozwój”, jak nazywali go przeciwnicy, napędzany przez międzynarodowy, grabieżczy kapitalizm niszczył nie tylko lasy, rzeki i ziemie, ale też całe społeczności i ich trwałe ekologicznie sposoby życia.

Wielu autochtonów walczyło z tą dewastacją. Kiedy w północnych Indiach pewien koncern miał zamiar przejąć eksploatację lasów sprzeciwiły się temu wiejskie kobiety. Przywiązywały się do drzew, by nie dopuścić do wycinki. W następnym dziesięcioleciu ich ruch, nazwany Chipko, rozprzestrzenił się na cały subkontynent.

Ruch Chipko rozpalił wyobraźnię zachodnich ekofeministek - rzeczywistość faktów społecznych miała potwierdzać mistykę kobiety-Ziemi. Vandana Shiva i inne działaczki tłumaczyły, że we wsiach Afryki, Azji i Ameryki Łacińskiej to kobiety pielęgnują ogrody i uprawiają warzywa, gdyż z natury są ekspertkami cyklów natury. Mężczyźni, mówiły, nadają przyrodzie wartość tylko wtedy, gdy jej owoce stanowią potencjalne towary w gospodarce rynkowej. Natomiast kobiety wiedzą, że należy szanować jej zasoby, by przyszłe pokolenia mogły z nich korzystać. W konsekwencji kobiety instynktownie przyznają priorytet ochronie środowiska naturalnego.

Fascynacja ekofeminizmu ruchem Chipko sprzyjała idealizacji ekstensywnego rolnictwa. Co powiedzieć o kobietach, które chciałyby się uczyć, zdobyć zawód i pełne prawa obywatelskie? Wyglądało na to, że ekofeministki wolały, by pozostały one przy swoich dawnych rolach, gdy boso pielęgnowały ogródki. Poza tym mężczyźni również brali udział w ruchu Chipko…

Tym niemniej ich zainteresowanie zwróciło uwagę na szczególne konsekwencje niszczenia środowiska naturalnego. Kiedy ziemie uprawne zajęły monokultury, kobiety, które zajmowały się rolnictwem na własne potrzeby, musiały przenieść się na mniej płodne zbocza górskie. Wycianano tam lasy, co pociągało za sobą erozję gleb i w rezultacie postępujące zubożenie. [8]

Również zmiany klimatyczne uderzają przede wszystkim w kobiety: podrzędność ich statusu i odmienność ich ról społecznych zwiększa ich podatność na skutki huraganów, pożarów, powodzi, susz, na choroby i brak żywności. Według raportu brytyjskiej organizacji Women’s Enviremental Network (WEN) w katastrofach związanych ze zmianami klimatycznymi ginie 10000 kobiet na 4500 mężczyzn. W katastrofach naturalnych 80% uchodźców stanowią kobiety. Wśród 26 milionów osób, które straciły dach nad głową i środki do życia na skutek zmian klimatycznych, 20 milionów to kobiety. [9]

Na przykład w 1991 roku, kiedy przez Bangladesz przeszedł gwałtowny cyklon, zginęło pięć razy więcej kobiet niż mężczyzn. Ich ubrania utrudniały im ruchy; czekały zbyt długo na męskich krewnych, którzy powinni im towarzyszyć, podczas gdy mężczyźni znajdowali się w miejscach bardziej otwartych i pomagali sobie wzajemnie, czasem bez ostrzeżenia kobiet pozostałych w domach. A tam, gdzie według WEN status kobiet jest bliższy męskiemu, ubogie kobiety są bardziej narażone na wzrost cen produktów żywnościowych, na skutki upałów i choroby związane z niszczeniem środowiska.

W Stanach Zjednoczonych romantyczna interpretacja relacji kobiet z przyrodą przeżywa ostatnio nowy renesans, szczególnie po finansowej zapaści spowodowanej zachłannością Wall Street: „Kobiety kierują się w stronę długoterminowych strategii, z myślą o przyszłych pokoleniach” – pisze Shannon Hades w książce poświęconej „radykalnym gospodyniom domowym” (radical homemakers) [10]. Najnowsze wcielenia matki-Ziemi rezygnują z korzyści gospodarczych, które mogłyby przynieść edukacja i kariera zawodowa: wybierają pozostanie w domu, by zajmować się rodziną i zapewnić dzieciom zdrową żywność z warzyw i owoców uprawianych w przydomowych ogródkach. Utrzymują stosunki z innymi w duchu autentyczności i prostoty. Ich samowystarczalne gospodarstwa to zabezpieczenie na wypadek katastrofy gospodarczej. Emitują bardzo mało dwutlenku węgla. W ten sposób spełniają się w życiu osobistym i nadają sens swej egzystencji – przynajmniej na pierwszy rzut oka.

Obrona środowiska istnieje już wystarczająco długo, by nauki społeczne mogły solidnie zbadać zachowanie kobiet i mężczyzn wobec kwestii ekologicznych i znaleźć ewentualne różnice. Już latach osiemdziesiątych większość naukowców doszła do wniosku, że w krajach uprzemysłowionych kobiety rzeczywiście bardziej martwią się niszczeniem środowiska niż mężczyźni.

Według niektórych badań kobiety mniej przyczyniają się do emisji dwutlenku węgla. W Szwecji jeden z raportów wskazuje, że mężczyźni nieproporcjonalnie mocniej niż kobiety wpływają na globalne ocieplenie, bo jeżdżą samochodami na dużo dłuższe dystanse. W Szwecji w ogóle trzy czwarte ruchu samochodowego przypada na mężczyzn. [11]

A jak wyglądają działania polityczne w sprawie środowiska? Według waszyngtońskiego Institute for Women's Policy Research (IWPR) udział i role kierownicze kobiet w takich działaniach są dużo słabsze niż zaangażowanie mężczyzn. Kierownictwo amerykańskich organizacji ekologicznych składa się głównie z mężczyzn. Z kolei na szczeblu lokalnym w stowarzyszeniach utworzonych, by walczyć z konkretnymi zagrożeniami dla środowiska, zdrowia czy bezpieczeństwa społeczności, uczestnictwo kobiet, jako członkiń lub liderek, przewyższa uczestnictwo mężczyzn. Blisko połowa grup obywatelskich powstałych w reakcji na katastrofy ekologiczne, jak fabryczne emisje trujących gazów czy wypadki w energetyce jądrowej, jest kierowana przez kobiety lub w większości kobieca.

Ale czy to wszystko dowodzi istnienia jakiejś istotnej różnicy, która miałaby prowadzić do zmartwychwstania patriarchalnych stereotypów? Czy należy zaakceptować fakt zdominowania przez mężczyzn krajowych organizacji ekologicznych, albo pozostawienie samym kobietom zadań opieki nad innymi? I co myśleć o tym braku uznania, które potęgują same kobiety w imię feminizmu?

Otóż istnieje ryzyko powrotu do „oddzielnych sfer”. Jak podkreśla feministyczna eseistka Peggy Orenstein, nawet domowa sfera „radykalnych gospodyń domowych” łatwo traci swoją pogodę ducha, kiedy męscy partnerzy nie uczestniczą w niej na równi z kobietami: „Jeśli kobiety nie odczuwają swego związku jako relacji egalitarnej, tracą szacunek dla siebie samych i własną żywotność; trudno im odnaleźć własne miejsce wśród ludzi, punkty odniesienia”.[12] Kiedy mężczyźni przynoszą niemal wszystkie dochody gospodarstw domowych, kobiety niemal same zajmują się domem, tworzy się nierównowaga władzy, która szkodzi kobietom i dzieciom. Czy prawdziwa zmiana, tzn. równie socjalna co ekologiczna, może nastąpić bez troski o jej realizację?

tłum. Jerzy Szygiel


Janet Biel – ekolożka społeczna z Burlington (Vermont, Stany Zjednoczone). Autorka Rethinking Ecofeminism Politics, South End Press, Cambridge (USA), 1991

[1] Paul Ehrlich, La Bombe P. Sept milliards d’hommes en l’an 2000, Fayard, Paryż, 1972.

[2] Rachel Carson, Silent Spring, Houghton Mifflin, Boston, 1962.

[3] Donella H. Meadows, Dennis L. Meadows, Jørgen Randers et William W. Behrens III, The Limits to Growth, Universe Books, Nowy Jork, 1972.

[4] Fritjof Capra, The Turning Point, Simon & Schuster, Nowy Jork York, 1982; Green Politics: The Global Promise (wspólnie z Charlene Spretnak), Dutton, Nowy Jork, 1984.

[5] Carol Gilligan, In a Different Voice, Harvard University Press, 1982.

[6] Evelyne Pieiller, „Liberté, égalité… care”, Le Monde diplomatique, wrzesień 2010.

[7] Mary Daly, Gyn/Ecology: The Metaethics of Radical Feminism, Beacon Press, Boston, 1978.

[8] Jodi Jacobson, „Women’s Work”, Third World n° 94/95, McGraw-Hill, Nowy Jork, styczeń 1994.

[9] „Gender and the Climate Change Agenda”, www.wen.org.uk, 2010.

[10] Shannon Hayes, Radical Homemakers. Reclaiming Domesticity from a Consumer Culture, Left to Write Press, Richmondville (Stanu Zjednoczone), 2010.

[10] „Are men to blame for global warming?”, New Scientist, Londyn, 10 listopada 2007.

[11] Peggy Orenstein, „The Femivore’s Dilemma”, The New York Times, 11 marca 2010.

Współpraca wydawnicza
LMD  artystyka
Robotnik. Performanse pamięci

Tytułowa figura robotnika i związane z nią performanse pamięci przedstawione są z punktu widzenia kulturoznawstwa, filozofii, historii sztuki, teatrologii i muzykologii. Autorki i autorzy przyglądają się rzeczywistości fabryki i ulicy jako miejscom kształtowania się tożsamości proletariatu przemysłowego, figurom robotnicy i robotnika w projektach awangardy teatralnej i artystycznej. Analizują przy tym wielostronne praktyki kulturowe: od strajków i demonstracji przez film awangardowy, teatr polityczny, scenę kabaretową i socrealistyczne przedsięwzięcia kulturalne po projekty kuchni modernistycznej, sport robotniczy i sztukę proletariacką.

Galeria książek

Biblioteka  LMD
Dariusz Stoll

Płynna nowoczesność to kategoria teoretyczna wprowadzona przez niedawno zmarłego wybitnego socjologa Zygmunta Baumana, która obok globalizacji stanowi podstawę jego teorii społecznej. Obie kategorie są ze sobą ściśle powiązane, gdyż wedle Baumana płynna nowoczesność jest skutkiem globalizacji. Niniejsza książka stanowi nie tylko prezentację poglądów Baumana w tej kwestii, ale jest zarazem polemiką i krytyką poglądów wybitnego myśliciela i to – co rzadkie – z lewicowej i alterglobalistycznej perspektywy.

Galeria książek

 LMD artystyka
Ruchome modernizacje

Ruchome modernizacje to śmiała i nowatorska próba nakreślenia antropologii polskiej modernizacji. Dwoje autorów przygląda się autostradzie A2 i „starej dwójce” (DK92), drogom łączącym Polskę z Zachodem Europy. Monografia stanowi znakomity klucz do uchwycenia źródeł jego sukcesów i porażek w pierwszych kilkunastu latach XXI w. Zderzenie wizji nowoczesności budowanej przez inwestycje infrastrukturalne (drogi, dworce, lotniska, stadiony) z aspiracjami i interesami społecznymi, pozwala zrozumieć dlaczego sukcesy polskiej modernizacji mogą nie kłócić się z realnym doświadczeniem „Polski w ruinie”.

Galeria książek

Broszura o TTIP 

Pobierz broszurę autorstwa Johna Hilary'ego pt. "Transatlantyckie Partnerstwo w Dziedzinie Handlu i Inwestycji. Fundament deregulacji, atak na miejsca pracy, kres demokracji".

Archiwum na płycie DVD 

Płytę DVD ze stu numerami
Le Monde-diplomatique
(pliki PDF o wysokiej rozdzielczości)
można zamawiać pod adresem:
redakcja@monde-diplomatique.pl
w cenie 39 zł. Wysyłka gratis.

Książki i czasopisma naszego wy- dawnictwa są do nabycia w księgar- niach i Empikach lub do zamówienia bezpośrednio w redakcji.