Największy światowy miesięcznik społeczno-polityczny
NUMER BIEŻĄCY  ARCHIWUM   PRENUMERATA    BIBLIOTEKA   REDAKCJA    WYDAWNICTWO   KONTAKT
Spis treści numeru 07/137

lipiec 2017

  LMD na portalu Facebook

Wybrane artykuły

Serge Halimi
Demokratyczne przekręty

Przemysław Wielgosz
Konsens antykomunistyczny

William Irigoyen
SPD bez busoli

Angelina Kussy
Alternatywa dla „polityk strachu”

Fatiha Dazi-Héni
Saudowie kontra Katar

Tylko na stronie www

DOKUMENTY

Europejska Konferencja w Obronie
Publicznej Służby Zdrowia
Deklaracja

Damien Millet i Eric Toussaint
Dekada globalizacji i oporu
(1999-2009)

Raport ONZ
Wpływ blokady ekonomicznej
na sytuację humanitarną Gazy

ARTYKUŁY

Antoni Wiesztort
Największa grabież w powojennej historii stolicy

Agnès Sinaï
Zmiany klimatyczne podsycają konflikty

Gilbert Achcar
Religia między wyzwoleniem a fundamentalizmem

KOMENTARZE I POLEMIKI

Tomasz Nowicki
Jak nie pomagać uchodźcom

Tadeusz Klementewicz
Kompradorzy znad Wisły

Dariusz Zalega
Polityka horroru

Warto przeczytać

Jakub Sypiański
Nowa lewicowa postlewica?
Maj 2017

Stefan Zgliczyński
„Miasta śmierci”
pod butem Persaka

LMD - grudzień 2016

Martine Bulard
Pekin na zakręcie
LMD - kwiecień 2011

Janet Biel
Kobiety i natura, czyli
recydywa mistycyzmu

LMD - maj 2011

Loïc Wacquant
Anatomia nowej miejskiej biedy
LMD - czerwiec 2008

Tadeusz Klementewicz
Kompradorzy znad Wisły

Jak ocenić książę nie znając jej treści?

Można nazwać słonia tuńczykiem, jak mówił Vilfredo Pareto o granicach swobody w wyborze kategorii analitycznych. Tylko po po? Można poszukiwać „kapitalistów naukowych”. Tylko po co? Można próbować określać poziom prac polskich politologów śledząc liczbę cytowań prac Jonathana N. Katza. Tylko po co? Dwaj polscy socjologowie zdają się podzielać pogląd, że warto, i na dodatek za pieniądze polskich podatników odpowiadają na te i inne zbędne pytania. Pozostawiają natomiast na uboczu główny problem każdej nauki, będącej przecież prawdziwościową praktyką poznawczą. Mianowicie, problem walorów poznawczych wiedzy przez nią dostarczanej, tj. jej rzetelnego wglądu w rzeczywistość. Znamienne bowiem, że przystępując do diagnozy stanu badań nauk o polityce nie uświadamiają sobie (mimo predylekcji do niby wyrafinowanej metodologii) odrębności dwóch uniwersów funkcjonowania nauki: struktury dyskursu i struktury praktyki. Nie widzą bowiem, że czym innym jest dyscyplinanauki, a czym innym teoriadziedziny, którą ona bada. Dyscyplina to inaczej instytucja społeczna i wspólnota badaczy. Tworzy ją system organizacji badań i dydaktyki, sposoby finansowania, drogi i kryteria awansu, podział pola badawczego na subdyscypliny, miejsce w szerszej strukturze społeczności badaczy. To domena socjologii nauki. Kryterium, jakie tu rządzi to sprawne wypełnianie zadań badawczych. Polegają one na dostarczaniu wiedzy naukowej w wyniku zastosowania odpowiednich metod i etosu. Dzięki nim nauka ma charakter dyskursywny, empiryczny i praktyczny. Zgodnie z heteronomicznym modelem rozwoju nauki, działalność naukowo-badawczą określają czynniki pozapoznawcze, historyczno-pragmatycznej natury. Będą to ideologie, ustroje społeczne, polityka, światopogląd epoki, zamówienia na innowacje ze strony gospodarki. Tu pojawia się problem specyfiki nauk społeczno-humanistycznych w porównaniu ze zmatematyzowanym przyrodoznawstwem i naukami stosowanymi. Czy pełnią one funkcje praktyczne (ideologiczne) czy teoretyczne. W pierwszym wypadku kryterium ich użyteczności byłaby efektywność, w drugim – prawdziwość. Otóż nauka jako typ praktyki społecznej, jako forma świadomości społecznej i jako gatunek wiedzy ma dwa podstawowe aspekty – treść i zakres. Pierwszy obejmuje merytoryczną zawartość gromadzonej wiedzy (twierdzeń), drugi zaś – obszar badawczy oraz zasięg problemowy. Ogólnie biorąc, zgodnie z epistemologią historyczną rozwijaną przez Jerzego Kmitę, główną funkcją nauki jest dostarczanie przesłanek prewidystycznych, a zatem dyrektyw, które umożliwiają przewidywanie następstw podejmowanych czynności, czyli decydujących o skuteczności działań człowieka wobec przyrody i ewentualnie w świecie społecznym. Gromadzenie wiedzy praktycznej dokonuje się w kolejności: przyroda => wiedza naukowa => praktyka produkcyjna => racjonalność rozsądkowa. Doświadczenie praktyczne podlega następnie kodyfikacji i logicznej systematyzacji (często dedukcyjnej). Treści owe to po prostu uogólnienia sposobów realizacji celów bezpośrednio praktycznych (Kmita, 1980; Such, 1992). Zatem w aspekcie zakresowym główne czynniki rozwoju danej nauki mają charakter pozapoznawczy, choć bezpośredni wpływ mają też wcześniejsze rozwiązania problemów. Rodzi je zatem sama logika rozwoju nauki. Natomiast w aspekcie treściowym, w aspekcie zawartości twierdzeń, sytuacja jest bardziej skomplikowana. Zgodnie z tezą epistemologii historycznej wiedza naukowa, a tym samym praktyka społeczna, która prowadzi do jej powstania, są funkcjonalnie podporządkowane pozostałym sferom życia społecznego. Domagają się one (w postaci wąskich gardeł techniki, zamówień kompleksu militarnego, narastania anomalii empirycznych, niespójności) lepszych wyjaśnień, skorygowanych twierdzeń o większej mocy predyktywnej, słowem, postępu poznawczego. Tak więc nauka autonomizuje się pod względem treści, natomiast coraz bardziej uzależnia się od czynników zewnętrznych pod względem zakresu. „Doskonałość naukowa” przyrodoznawstwa jest rzeczywiście ściśle powiązana z „umiędzynarodowieniem”. Według obecnej nowomowy w „międzynarodowej produkcji naukowej”, tym quasi-rynku, obowiązuje „międzynarodowa widzialność wyników badawczych”, „globalna cyrkulacja produkcji wiedzy”, naśladowanie amerykańskiego systemu grantów i „trendów światowych”. Ale wedle stawu grobla.

W gorszej sytuacji jest humanistyka, ponieważ w większym stopniu wpływają na nią czynniki „świadomościowe”. Pod względem treści nauki społeczne są zatem mniej autonomiczne i suwerenne. Stanowią one w istocie ideologczną formę świadomości społecznej. Zawiera ona różne „obrazy świata” – systemy ideologiczne, naukowo-filozoficzne, oraz obrazy świata, jakie wytwarza świadomość potoczna poszczególnych grup społecznych. Główną przyczyną tego stanu rzeczy jest brak związku między „odkryciami” nauk o człowieku i społeczeństwie (włączając w to także oddziaływanie dyskursów ideologicznych, religijnych czy świeckich) a technikami i technologiami produkcji, nowymi produktami itd. Tych dostarczają przecież nauki przyrodnicze i stosowane. W konsekwencji nauki społeczne nie mają wpływu na rozsądkową racjonalność ludzi w gospodarczej sferze życia społecznego. Bo tylko właściciel kapitału finansowego, handlowego czy produkcyjnego wie najlepiej, jaki rodzaj inwestycji zaowocuje największym zwrotem. Dochodzi tu do odseparowania racjonalności, która kieruje procesami gospodarowania od racjonalności poznawczej w naukach społecznych. Ciekawe, jakich odkryć spodziewają się rodzimi kompradorzy od swojej dyscypliny. Czyżby poza modą pojawiły się jakieś istotniejsze „odkrycia” od czasów klasyków dyscypliny – Marksa, Webera, Durkheima czy Simmla? Co więcej, można wręcz argumentować, jak Geoffrey Ingham, że „niektórzy z tych, którzy mogliby się kwalifikować na taką listę, przyczynili się jedynie do sprzeniewierzenia i zaciemnienia w znacznym stopniu intelektualnego dziedzictwa Smitha, Marksa, Webera, Schumpetera oraz Keynesa” (Ingham 2011, s. 9). Obawiam się, że należy do nich również Bourdieu (Kozyr-Kowalski 2000, s. 130). Chociaż można się zastanawiać, czy nowi Kolumbowie polskich nauk społecznych odczytali Bourdieu w duchu emancypacyjnym. Francuski mistrz chyba się by się przeciwstawiał neokolonialnej przemocy symbolicznej w nauce.

Funkcje dyscyplin społecznych sprowadzają się obecnie, podobnie jak kiedyś, do odpowiedzi na pytanie, jak służyć bogom tego świata? A mogą nimi być klasy, narody, ludzkość. Racjonalność poznania humanistyki i w rezultacie powstające narracje mają charakter dialektyczny. Z jednej strony reprezentują w ukrytej formie (ideologiczno-politycznej) partykularne interesy klas i stanów społecznych, z drugiej zaś dążą do prawomocności zapożyczonej z nauk ścisłych. Ten fakt najlepiej tłumaczy mit swobody twórczej, która stopniowo się instytucjonalizuje w postaci dyscyplin naukowych, eseistyki czy publicystyki. Tworzy się ogromna przestrzeń dyskursu publicznego, w której poszczególne paradygmaty naukowo-filozoficzne służą jako „tarcza i miecz” dla rozsądkowej racjonalności. Badacz społeczny musi się pogodzić z faktem, że zarówno oddziaływanie jego wiedzy, jak i działalność ideologicznych aparatów państwa musi ukorzyć się przed świadomością potoczną ludzi. W tej sytuacji wiele nakazów i zakazów, wpajanych w okresie kształcenia i socjalizacji, podlega wówczas wyparciu lub istotnej modyfikacji. Żywotne systemy naukowo-filozoficzne są reinterpretacją i rozwinięciem poszczególnych systemów ideologicznych, bądź przekonań zawartych w potocznej świadomości aksjologicznej poszczególnych klas i stanów. A zarazem są funkcjonalne wobec interesów klas i wielkich grup społecznych, często nawet wbrew wyobrażeniom, także zdroworozsądkowym tych grup. W przestrzeni publicznej mają postać bliską systemom ideologicznym. Muszą bowiem korespondować z treściami doświadczenia społecznego ludzi, muszą więc respektować strukturę myślenia i wiedzy potocznej (np. porzekadło głodnemu chleb na myślistaje się ludową parafrazą twierdzenia o roli warunków materialnych w kształtowaniu egzystencji człowieka). Stąd wiele paradygmatów zawiera „obszary widzenia i niewidzenia”, stąd wielość reguł metodologicznych dla każdego paradygmatu. Wiele z nich, mimo surowej krytyki konkurentów, trwają w świadomości (np. darwinizm społeczny Spencera naszych czasów J. Korwin-Mikkego, a w politologii – geopolityka). W USA wielu zasłużonych badaczy społecznych (m.in. D. Bell, J. Burnham, A. Schlesinger, W. Rostow) zaangażowało się w wymianę ciosów w batalii z komunistyczną ideologią. Stali się prorokami postindustrializmu, cybernetycznej supremacji Zachodu, fundatorami globalnej wioski (Barbrook, 2009). Nic więc dziwnego, że także politologia w czasach PRL-u obracała się w kręgu problemów funkcjonowania „demokracji” kierowanej przez przewodnią siłę. Obecni zaś politolodzy – globalni i lokalni – racjonalizują funkcjonowanie „demokracji reprezentacyjnej” i „społeczeństwa obywatelskiego”. Jest im łatwiej, gdyż „demokracja i prawa człowieka” legitymizują kapitalizm, a zatem wszyscy oni mają swój niebagatelny udział w naturalizacji kapitalizmu, są egzekutorami przemocy symbolicznej. Im ich miejsce w rankingu cytowalności jest wyższe, tym są efektywniejsi w tym zbożnym dziele. Za to należą się nie tylko granty, ale również zasłużony prestiż. W tym kontekście cytowalność w naukach społecznych może być niezłą miarą hegemonii ideologicznej: kto myśli czyimi kategoriami i u kogo szuka uznania. Choć w tym miejscu byłby kolejny powód do polemiki, tym razem ideologicznej. Ci co legitymowali socjalizm jednocześnie intencjonalnie starali się delegitymizować kapitalizm, często skądinąd nieudolnie i nieskutecznie. Ale przynajmniej próbowali zaproponować alternatywę dla kapitalizmu w krajach zapóźnionych cywilizacyjnie. Ci, co bezrefleksyjnie legitymizują kapitalizm w obecnej postaci nawet takiej moralnej przewagi są pozbawieni. Są tylko sługami interesów możnych tego świata, a więc władzy korporacji, ich menedżerów, udziałowców i akcjonariuszy, elity społecznej, operatorów wielkiej machiny finansowej. Niezależnie jakie mają wyobrażenia, intencje, martyrologie i inne sposoby poprawiania własnego samopoczucia.

Taka podstawa analizy każdej nauki jest adekwatna. Niewiele wnosi sztafaż w postaci koncepcji kapitałów, pola i rynków Pierre’a Bourdieu. Pomijam jako całkowicie chybioną z punktu widzenia precyzji terminologicznej koncepcję roju konceptualnych pasożytów – kapitałów, które się sprzęgają, mnożą, nawet w wyniku tego procesu powstają „naukowi kapitaliści”. Pod tym względem autorzy ulegają modzie (drugie miejsce w rankingu cytowalności zajmuje francuski socjolog), nie bacząc na utrwalone znaczenie w analizie gospodarki kapitalistycznej tej kategorii. Kapitał jest jeden i występuje w splocie własności i towaru, a także zakłada stosunki między ludźmi (jedni kontrolują warunki, w jakich odbywają się procesy gospodarowania, inni są właścicielami tylko swojej siły roboczej, ergodynamis). Ma on formę rzeczową bądź pieniężną (Tittenbrun, 2014, s.14-16; Kozyr-Kowalski 2000, s.139-142; Bihr 2008, s. 29-32). Modnie powinna się stroić panienka, a nie kawalerzy w słusznym wieku.

Co ciekawe, wybitny filozof nauki Jan Woleński, wyczulił politologów już na początku ich samodzielnej drogi zawodowej w Polsce na pułapkę myślenia dyscyplinowego. Niestety, w tę pułapkę wpadli rezonerscy socjologowie. Tak naprawdę liczy się gromadzona i systematyzowana wiedza naukowa w postaci twierdzeń i teorii. O niej niewiele wiedzą nasi recenzenci. Nie zadali sobie też trudu, żeby poznać osobliwości metodologiczne ocenianej dyscypliny. Oszczędzili sobie tego wysiłku intelektualnego. Zamiast tego woleli przeprowadzić anonimowe dla czytelnika pogłębione wywiady z wybranymi politologami. Do książki włączyli wybrane ich fragmenty dla poparcia swoich impresyjnych wynurzeń. Tymczasem ich koledzy ekonomiści przeprowadzili ankiety z trzema tysiącami przedstawicieli swojej dyscypliny, z czego co dziesiąty został respondentem. Dodatkowo do książki dodali 20 wyczerpujących, sygnowanych nazwiskami, wywiadów z reprezentatywnymi postaciami dla środowiska (Smuga, Konat, 2016). Nasi rodzimi kompradorzy woleli oprzeć swoje wywody na opracowaniach z drugiej ręki. Uzupełnili je elementarnymi zestawieniami przywołań nazwisk angloamerykańskich czempionów cytowań, tłumaczeń ich dzieł, jakby to one mogłyby być rzetelnym wskaźnikiem poziomu merytorycznego „produkcji” naukowej. Brawo My – nowi Kolumbowie. Tu tkwi druga wątpliwa przesłanka ich rozumowania, Mianowicie, czy zakres i treść dorobku amerykańskiej politologii może być tylko z tytułu pozycji kraju wzorem i wyrocznią dla świata? Bez szczegółowej merytorycznej analizy dorobku nie można na to pytanie odpowiedzieć. Np. dla kogoś kto interesuje się wariantami współczesnego kapitalizmu, wspólne dzieło P. A. Halla i D. Soskice’a jest ważne, ale nie zamiast D. Harvey’a. Podobnie rzecz się ma z Th. Stockpol dla badaczy rewolucji, ale znów nie zamiast J. Baszkiewicza. Ale co gorsza, nie mają oni żadnego pojęcia o poznawczym dorobku polskiej politologii, poza tym, czy jest on upubliczniany w „polu globalnym” i czy w jego powstaniu uczestniczyli pośrednio akurat anglosascy, głównie amerykańscy, politologowie. Słowem, czy jestskatzowana. W takim razie pora na uświadomienie, jak to robią politolodzy.

Politologia jaka jest, nie każdy wie. Krótki wykład osobliwości nauki o polityce dla niezaawansowanych

Ukazanie osobliwości metodologicznej politologii pozwala uchylić wiele bezpodstawnych zarzutów formułowanych przez naszych krytyków. Przypomnijmy sobie w dużym skrócie, w jaki sposób i z jakim skutkiem ta nauka bada swoją dziedzinę.

Całościowa ocena dorobku dyscypliny składa się z sumy osiągnięć subdyscyplin, które gromadzą wiedzę o poszczególnych aspektach świata polityki. Na dodatek wiedza ta powstaje w języku różnych paradygmatów badań. Gmach wiedzy o świecie polityki składa się zarówno z wiedzy faktograficznej, jak i twierdzeń o różnym stopniu ogólności. Tworzą one następujące kompleksy wiedzy:

Historia polityczna. To wiedza o działaniach różnych podmiotów zaangażowanych w grę o wykorzystanie instrumentarium państwa. Grę tę uruchamiają sprzeczności i konflikty interesów, zmuszające rządzących do poszukiwania formuły racjonalności ogólnospołecznej. Historia polityczna przeplata się z historią społeczną, z historią ruchów społecznych i politycznych. Prace tej subdyscypliny politologii wykorzystują źródła historyczne, dokumenty urzędowe, stosują szeroko procedurę rozumienia i wyjaśniania przyczynowego. Opisują, zwykle w formie biografii, przebieg i efekty rządów jakiegoś polityka czy dokonują syntezy określonego procesu. Poddaje się w tych pracach interpretacji materiał historyczny – ustala fakty, poddaje interpretacji, a następnie ustala rangę historyczną czy chociaż osadza w jakimś systemie ocen. Warsztat badawczy ma tu charakter uniwersalny. Recenzentami tych prac często bywają historycy pierwszego wyboru. Wiele prac o charakterze monografii rekonstruują dzieje polityczne polskiego społeczeństwa po II wojnie światowej (J. Tomaszewski, R. Chwedoruk, A. Dudek, M. Jabłonowski, W. Jakubowski, A. Łuczak, K. Przybysz). W pracy badawczej politologa występują ograniczenia poznawcze, którym nie może zaradzić ani odpowiednia konceptualizacja badań, ani oparcie ich na szerokiej bazie źródłowej. Politolog bowiem ma do czynienia z procesami otwartymi ontologicznie: część bezpośrednich i bardziej pośrednich skutków obserwowanych wydarzeń należy w chwili badania do przyszłości. Badacz nie wie, i nie może wiedzieć, która z możliwych alternatyw rozwojowych się realizuje. Jego bezbronność poznawcza jest szczególnie widoczna w okresie szybkich zmian społecznych. Musi upłynąć wiele czasu zanim badacz pokusi się o sformułowanie uogólnień, składających się na empiryczno-historyczną teorię danego typu państwa czy jednostkowego procesu, np. zmierzchu znaczenia państwa w systemie światowym, jak obecnie USA. Dlatego ze względu na perspektywę czasową politologia jest tylko swoistym zwiadem badawczym historii politycznej.

Rozgraniczenia obszarów zainteresowań obu dyscyplin dokonujemy natomiast na innej podstawie. O tym bowiem, czy te same rodzajowo zjawiska bada historyk dziejów politycznych czy politolog decyduje ich umiejscowienie na strzałce czasu biegnącej od przeszłości do przyszłości (czas datowany). Analiza polityczna dotyczy teraźniejszości, aktualnego życia politycznego społeczeństwa. Granica między obiema dyscyplinami jest też ruchoma w ten sposób, że terminus a quofaktów bezpośrednio interesujących politologa przesuwa się nieraz głęboko w przeszłość. Na przykład peryferyjny charakter polskiej gospodarki, typ patriotyzmu właściwy Polakom, charakterystyczny etos społeczny, z brakiem odwagi cywilnej w życiu publicznym – trzeba wiązać z procesami, które miały początek w XVII, XVIII i XIX w. Były to w kolejności: refeudalizacja Europy Wschodniej i jej miejsce w ówczesnym podziale pracy w Europie, demokracja szlachecka, folwarczna mentalność klas ludowych, poszlachecka inteligencja w roli „trybuna narodu”.

Oprócz ograniczeń poznawczych, wynikających z nieznajomości dalszych skutków badanych wydarzeń i procesów, występuje dodatkowa trudność. Ma ona charakter źródłowy – dostępności materiałów, takich jak dokumentów urzędowych, protokołów ważnych narad, relacji pamiętnikarskich itp. Wstępne ustalenia politologów co do przebiegu gry i walki na scenie politycznej mogą być zatem niepełne, uproszczone, czasem wręcz fałszywe. Politolog przebywa na pierwszej linii badawczego kontaktu z pulsującym życiem politycznym. Tuż przed nim kroczy najwyżej dziennikarz. Dlatego w warsztacie badawczym politologa dominuje wyjaśnianie przyczynowe (procesów) i procedura rozumienia działań. Stąd wielorakie związki politologów z metodologią historii, w Polsce z dorobkiem Jerzego Topolskiego, o czym dalej. Nic zatem dziwnego, że żywotność naukowa tych prac często nie bywa długa.

Systemy polityczne.

To z kolei wiedza o strukturze organizacyjnej aparatu państwa, o systemie partyjnym oraz normach prawnych i kulturowych, które określają funkcjonowanie systemu politycznego. To przedmiot badania rdzennej do tej pory subdyscypliny politologicznej. Rozrosła się ona współcześnie w gęstą sieć jeszcze węższych specjalności, ograniczających swoje zainteresowania do poszczególnych elementów systemu politycznego, w tym partii politycznych, grup interesu, ogniw władzy lokalnej, a także samorządu, administracji rządowej, wojska i policji, konstytucji itp. Polska politologia ma tu długie tradycje osiągnięć kolejnych pokoleń badaczy i wysoki poziom merytoryczny (Cz. Znamierowski, K. Grzybowski, S. Ehrlich, K. Opałek, M. Sobolewski, J. Baszkiewicz, obecne pokolenie konstytucjonalistów A. Antoszewski, M. Chmaj, S. Gebethner, A. Jamróz, T. Mołdawa, G. Rydlewski, J. Szymanek, K. Wojtaszczyk, A. Zięba).

Prace ustrojoznawcze zawierają reguły dogmatyki prawnej. I tak, w pracach z zakresu studiów nad systemami politycznymi osią tematyczną jest rekonstrukcja obowiązującego prawa konstytucyjnego i ewentualnie administracyjnego. Normy owe w świetle obowiązujących źródeł prawa wyznaczają kompetencje organów władzy państwowej, sposoby walki o opanowanie ośrodka decyzji politycznej przez organizacje obywateli oraz zakres ich wolności i praw obywatelskich. Jakkolwiek ocenie poddawana jest efektywność regulacji prawnych na podstawie różnorodnych danych empirycznych, w pracach tych zawiera się element kluczowy, który nie występuje w innych typach narracji politologa. Jest nim dyskurs aksjologiczny oraz reguły dogmatyki prawniczej. Wymagają one szczególnej kompetencji badawczej, z reguły studiów prawniczych. Ważnymi składnikami prac ustrojoznawczych są:

– uzasadnienia polityczne źródeł systemu prawa, ideologie prawno-polityczne, czynniki wyznaczające treść norm prawnych, zwłaszcza postulaty de lege ferenda;

– reguły wnioskowań prawniczych, reguły kolizyjne systemu prawnego, systematyzacja norm prawnych; językowe i pozajęzykowe dyrektywy interpretacyjne norm z przepisów prawa (jak ratio legis), wnioskowania prawnicze.

Te reguły analizy systemu prawnego, wyznaczającego podstawy prawne funkcjonowania systemu politycznego, nadają temu rodzajowi tekstów politologicznych charakterystyczne piętno. Refleksje dogmatyczno-prawne, problemy interpretacji norm, argumentacje prawnicze i wnioski oceniające efektywność regulacji i postulaty de lege ferenda – wszystkie one mają charakter analityczny. Tylko sporadycznie odwołują się do wyników badań empirycznych.Warsztat badawczy ma tu również charakter uniwersalny, choć musi uwzględniać specyfikę systemów prawa.

Ideologiczne źródła polityki.

To formy kultury (świadomości) ludzi uczestniczących w polityce. Będą to więc ideologie, deklarowane opcje programowe partii, opinia publiczna, świadomość narodowa, historyczna, klasowa, stereotypy, mity rozpowszechnione w danym społeczeństwie. To z kolei wchodzi w zakres zainteresowań badaczy kultury politycznej i opinii publicznej, socjologii wyborczej, psychologii polityki, w aspekcie historycznym zaś historii myśli politycznej. Tutaj właśnie ma szerokie zastosowanie metoda reprezentacyjna wraz z techniką kwestionariuszową i statystyką. Powstają wówczas prace mające charakter raportów z badań empirycznych (J. J. Wiatr, R. Markowski, J. Garlicki, K. Skarzyńska). Jest tu miejsce na wytłumaczenie nieuświadomionym, co jest źródłem idiograficznego charakteru nauki o polityce. Tak ważne dla demografów, socjologów czy ekonomistów procesy masowe jako przedmiot badania stanowią, co prawda duży, jednak drugorzędny krąg zainteresowań politologa. Nieodłącznym bowiem elementem rzeczywistości politycznej są działania konkretnych jednostek i grup – przywódców politycznych zarówno piastujących funkcje w systemie organów władzy, jak i przywódców partii i ruchów politycznych, zwłaszcza opozycyjnych, działaczy związkowych, ruchów wolnościowych, miejskich, trybalnych, przedstawicieli grup nacisku, autorytetów społecznych. Grają oni główną rolę na scenie politycznej, która współcześnie zmniejszyła się do (co prawda coraz większych) rozmiarów ekranu telewizyjnego. Skoro zatem w analizie politologicznej uprzywilejowane miejsce zajmuje życie polityczne, czyli warstwa wydarzeniowa i strona biograficzna dziejów, mamy tu dodatkowy zbieg warsztatu historyka i politologa. Badacz polityki, chcąc opisać grę i walkę w sferze publicznej czy ocenić rolę przywódców (biografistyka), musi posługiwać się warsztatem badawczym historyka. Kompetencja historiograficzna obejmuje m.in. umiejętność krytyki zewnętrznej i wewnętrznej źródeł, opanowanie procedur ustalania faktów, ale też umiejętności korzystania z wiedzy pozaźródłowej. Idzie za tym wydatna rola procedury rozumienia, interpretacji humanistycznej. Bez tych umiejętności politolog przegra na rynku pracy z dziennikarzem czy behawioralistą.

Natomiast te aspekty życia politycznego, do analizy których przydatna i konieczna jest metoda reprezentacyjna i technika kwestionariuszowa, stanowią uzupełniający cel badawczy. Mowa głównie o badaniu postaw politycznych, zwłaszcza poparcia polityki rządu i jego protagonistów na scenie politycznej, w formie sondaży wyborczych. Jednak w pojęciowym i językowym formowaniu niepowtarzalnej rzeczywistości politycznej od początku uczestniczy teoria polityki. Dlatego uteoretycznienie faktów historycznych znosi dychotomię między ujęciem idiograficznym a nomotetycznym rzeczywistości społecznej różnych dyscyplin. Do tego potrzebne są i umiejętności warsztatowe historyka, wspomagane ewentualnie metodą reprezentacyjną i wiedzą teoretyczną. Dlatego przeciwskuteczne, wręcz bezmyślne, jest nawoływanie politologów do praktykowania behawioralizmu w wykonaniu amerykańskich czempionów rankingów. Liderzy listy autorów najczęściej cytowanych (s. 239-240) to głównie badacze zachowań wyborczych, kultury politycznej, na dodatek rodzimego społeczeństwa. Zwykle mają w dorobku autorstwo podręczników z zakresu badań sondażowych i statystyki.

Osobną pozycję zajmują prace analityczne z zakresu historii myśli politycznej i aktualnych opcjach ideowo-politycznych. W pracach tych dominują reguły interpretacji tekstów. Ich opisem zajmuje się hermeneutyka filozoficzna i literacka, a także metodolodzy historii, dla których interpretacja źródeł historycznych jest ważnym ogniwem metody badawczej. W studiach tych czasami chodzi o odtworzenie systemu pojęć czy światopoglądu epoki, grupy społecznej, którą reprezentuje badany autor. Następnie wyjaśnienie genezy ideologii, funkcji w historycznym dramacie konfliktów grupowych i ich racjonalizacji. Autorzy tych opracowań włączają się do istniejących tradycji interpretacyjnych, proponują własne interpretacje, dookreślają dotychczasowe, proponują nowe. W ten sposób można też analizować ideologię filmu czy dzieł literatury pięknej (np. w politologii K. Minkner). Polska politologia ma wielu autorów, którzy poziomem merytorycznym i formą pisarską stanowią prawdziwą ozdobę całej humanistyki (J. Baszkiewicz, F. Ryszka, G. Seidler, M. Waldenberg, w obecnym pokoleniu S. Filipowicz, B. Szlachta, A. Wielomski, T. Żyro).

Filozofia polityki.

Zajmuje się ona wartościami i normami życia politycznego. Na tym poziomie toczą się spory między zwolennikami klasycznego liberalizmu i libertarianizmu a rzecznikami liberalizmu socjalnego czy demokratycznego, a także nurtem solidarnościowo-kolektywistycznym. Chodzi tu, m.in. o ustalenie – na gruncie argumentacji etycznej i aksjologicznej – katalogu dóbr pierwotnych, analizę związków między sprawiedliwością społeczną a efektywnością gospodarczą czy też wskazanie dopuszczalnych działań państwa w dziedzinie redystrybucji dóbr i dostarczania usług publicznych, zwłaszcza ubezpieczenia społecznego. To przez dziesięciolecia spór o państwo minimalne versuswelfare state. Polscy filozofowie polityki i na tym polu dostarczają prac i interpretacji zgodnych z regułami obowiązującymi w „globalnej” nauce (T. Buksiński, A. Chmielewski, J. Kochan, A. Szahaj, A. Walicki).

Socjotechnika polityki.

Jej przedmiotem są środki i metody działań politycznych. Kilka subdyscyplin w sposób mniej lub bardziej systematyczny bada socjotechniki rządzenia i wpływu: marketing polityczny, badanie masowego komunikowania, socjologia prawa, badania języka polityki, dyskursu publicznego, technik manipulacji, roli technik non-violencyjnych, jak obywatelskiego nieposłuszeństwa itp. (J. Bralczyk, S. Czapnik, B. Dobek-Ostrowska, M. Karwat).

Polityka społeczna, państwo a gospodarka.

Zainteresowanie badaczy przyciągają tutaj kwestie efektywności ekonomicznej i pozaekonomicznej działań administracji publicznej. Politologów interesuje rola państwa w gospodarce. Dlatego kilka polityk szczegółowych przyciąga ich uwagę. Mowa tu zwłaszcza o polityce monetarnej, podatkowej, dochodowej, koniunkturalnej, rozwojowej, a w szczególności o polityce społecznej (W. Anioł, J. Auleytner, M. Księżopolski, R. Szarfenberg).

Stosunki międzynarodowe.

Przedmiotem zainteresowania są tu międzynarodowe uwarunkowania życia politycznego danego społeczeństwa oraz proces rozwoju i konsolidacji systemu światowego, proces tworzenia się wspólnot ponadnarodowych, cywilizacji ogólnoludzkiej, trwania i ewolucji populacji ludzkiej podzielonej na rasy, narody, wspólnoty polityczne. Były to w kolejności minisystemy, imperia rolnicze, państwa narodowe tworzące zhierarchizowaną całość. To głównie domena nauki o stosunkach międzynarodowych, która współcześnie staje się coraz bardziej rdzeniem politologii (J. Kukułka, S. Bieleń, A. Gałganek, E. Haliżak, R. Kuźniar, T. Łoś-Nowak, M. Pietraś, J. Węc, R. Zięba).

Omówiona wyżej wieloaspektowość zjawisk politycznych prowadzi do wyspecjalizowanych strategii ich opisu i objaśniania. Ale ponieważ narzędzia badawcze ukierunkowane są na określone rewiry świata polityki, nie mogą objąć całego pola badawczego. Mają zatem określone walory poznawcze i heurystyczne, ale zarazem muszą być uzupełniane innymi perspektywami badawczymi. Szeroką pluralistyczną panoramę współczesnej nauki o polityce tworzą: orientacje nawiązujące do logicznego empiryzmu (podejście behawioralne), podejście instytucjonalne i historyczne nawiązujące do marksizmu, szkoły krytycznej i strukturalnego funkcjonalizmu oraz podejścia nawiązujące bezpośrednio do hermeneutyki, fenomenologii, psychoanalizy, a także kierunek naturalistyczny – biopolityka. Trwają boje umiarkowanego scjentyzmu z humanistyką rozumiejącą, interpretacjonizmem.

Współczesna refleksja nad naukami empirycznymi dowartościowuje rolę przyjmowanej perspektywy filozoficznej (epistemicznego układu odniesienia, bazy zewnętrznej nauki). Stanowi ona tzw. twardy rdzeń programów badawczych. Układem epistemicznym współczesnej politologii, wspólnym dla paradygmatów badawczych, wyspecjalizowanych w oglądzie konkretnych aspektów polityki, są cztery główne przesłanki: antropologiczne, socjologiczne, metodologiczne i aksjologiczne. To one stanowią fundament poszczególnych „aspektowych” wspólnot badaczy, będących lokatorami odrębnych lokali, jednak we wspólnym domu. Zarazem tworzą one logiczną strukturę wiedzy o polityce. Kolejne poziomy ogólności tej wiedzy uwidaczniają jedność wszystkich nauk o człowieku jako strukturze bio-psycho-socjo-kulturowej. Będą to następujące przesłanki:

Przesłanki antropologiczne.

Stanowią je przekonania na temat natury gatunkowej człowieka jako istoty społecznej. Pochodzą one z antropologii fizycznej i psychologii ewolucyjnej jako osadzonych na darwinowskiej teorii ewolucji. Tym samym mają one najpewniejsze podstawy teoretyczne. Natura gatunkowa człowieka stanowi constans dziejów, stanowi o ludzkim, czyli biokulturowym sposobie egzystencji historycznej. Przebiega ona w różnych typach systemów społecznych. Dotychczas ludzkość żyła w świecie maltuzjańskim, z wyjątkiem ostatnich dwóch stuleci po rewolucji przemysłowej. Tak więc to antropologowie i filozofowie społeczni dają proletariuszom świata nauki najogólniejszą prawdę o człowieku i wielowarstwowym świecie, w którym żyje. A więc w świecie obejmującym: ludzki organizm, przyrodnicze środowisko oraz środowisko techniczno-społeczno-kulturowe. Na tym poziomie objaśniania jest antropogeneza i antropoewolucja, ukazane są swoistości działania przedmiotowego człowieka oraz sposoby poznawczego, wartościującego i emocjonalnego oswajania otaczającego świata. Choć trzeba z żalem stwierdzić dominację zdroworozsądkowej psychologii w analizach współczesnych polskich politologów, kosztem analiz socjoekonomicznych. Ale w tej tendencji przejawia się niekorzystny heurystycznie wpływ psychologii polityki i marketingu politycznego.

Przesłanki socjologiczne.

Jest to poziom socjologii, rozumianej przez klasyków tej dyscypliny – Marksa, Webera, Durkheima – jako teoria społeczeństwa będącego całością złożoną z wielu podstruktur. Różne typy całości społecznej kształtowały się w fazie ewolucji kulturowej opartej na dziedziczeniu pozagenetycznym. Powstał wówczas świat człowieka – rozmaite całości społeczne, złożone z takich elementów, jak gospodarka, państwo, różne formy kultury duchowej: sztuka, religia, ideologie itp. Społeczeństwo jest zatem dynamiczną, hierarchiczną strukturą funkcjonalną, tworzącą konieczne i wystarczające warunki trwania i rozwoju należących doń grup i jednostek. Widocznym kryterium wyodrębniania takiej całości jest samodzielność egzystencji. Ze względu na wieloparadygmatową strukturę współczesnej humanistyki badacz ma do wyboru wiele możliwych układów pojęciowych i tez opisujących zależności i uwarunkowania między poszczególnymi sferami życia społecznego. Liczą się neoewolucjonizm, socjoekonomiczny strukturalizm (marksizm), teoria funkcjonalno-stratyfikacyjna. Wyróżnioną pozycję w strukturze całości społecznej zajmuje gospodarka. Ponieważ wywiera ona wpływ na wszystkie bez wyjątku struktury pozaekonomiczne, na wszystkie sfery zbiorowego i indywidualnego życia ludzi, ponadto dostarcza materialnych podstaw funkcjonowania pozostałych dziedzin życia społecznego. Ten fakt tłumaczy szczególną rolę ekonomii politycznej w analizie życia społecznego.

W politologii szeroko przyjmowana jest systemowa koncepcja społeczeństwa, będąca luźną adaptacją koncepcji Talcotta Parsonsa (strukturalnego funkcjonalizmu). Ten z kolei wyrasta z klasycznej socjologii (Toennies, Durkheim, Weber), ekologii systemów i cybernetyki. Widzimy zatem, że związki politologii z socjologią mają całkowicie inny charakter niż przyjmują Warczok i Zarycki. Socjologia znajduje się na wyższym poziomie ogólności. To z niej czerpie politolog przesłanki interpretacji zjawisk politycznych, a zwłaszcza informacje o kondycji pracowo-własnościowej ludzi. Łatwiej teraz zrozumieć, dlaczego nowe koncepcje funkcjonowania społeczeństwa jako całości wysuwane przez socjologów, są ważne dla całej humanistyki.

Przesłanki metodologiczne.

Drogowskazem dla badacza jest racjonalność poznawcza po przejściach, w dobie kryzysu realizmu. Na cenzurowanym znalazło się oświeceniowe mitologizowanie rozumu jako samowładnej instancji, ufundowanej na apriorycznych strukturach poznawczych (jak np. racjonalizm krytyczny K. Poppera). Prawda jako idea regulatywna nauki musi być osadzona w kontekście społecznym, historycznym i kulturowym. Dopiero on pozwala objaśnić, dlaczego mamy w życiu społecznym roszczenia prawdziwościowe i domagamy się ich respektowania, zwłaszcza w nauce. To on nadaje prawdzie charakter przygodny, a nie ponadhistoryczny i uniwersalny, gdyż prawda ma „tyle postaci, ile odmian i historycznych form mają praktyki wspólnotowe, w których występuje” (Tuchańska 2012, s. 33). Tak rozumiana prawda może chronić społeczeństwo przed ostrzałem ideologicznym mediów, przed pułapkami potocznego myślenia, może dostarczać prewidystycznych przesłanek programom działania np. w dziedzinie ochrony zdrowia (profilaktyczne szczepienia).

Przesłanki aksjologiczne

(ideologiczne). Wśród politologów dominuje liberalna koncepcja wolności i równości. Współcześni politolodzy szeroko akceptują ideologię państwa demokratyczno-liberalnego i wartości, które on implikuje. Dopiero niedawno pojawił się nurt politologii krytycznej, zwłaszcza wobec hegemonii neoliberalnej i konstrukcyjnych słabości demokracji przedstawicielskiej (Tobiasz 2016, Studia Politologicznenr 41/2016).

By postęp poznawczy móc wzmóc. Realne trudności badań politologa

Trudności warsztatu badawczego politologa leżą w innym miejscu niż wskazują nasi krytycy. To nie brak kontaktu ze światową czołówką, czempionami rankingów cytowania utrudnia prace badawcze. Problemy metodologii badania polityki dają się z grubsza sprowadzić do niżej wskazanych.

1) Problem łączenia wiedzy gromadzonej przez przedstawicieli różnych subdyscyplin politologicznych oraz pozostałych nauk społecznych, by wszechstronnie wyjaśniać politykę. Zjawiska społeczne stanowią bowiem sploty różnych czynników i uwarunkowań, począwszy od ekologicznych, demograficznych i gospodarczych, a skończywszy na politycznych czy kulturowych. Ważna jest także ich różna moc determinacyjna. Żeby należycie uwypuklić w procesie badawczym ich zróżnicowane znaczenie i odmienność mechanizmów wzajemnego oddziaływania, trzeba rozporządzać odpowiednimi koncepcjami czy teoriami, czy jeszcze szerzej odpowiednią perspektywą teoriopoznawczą. Wówczas przyjmowane przez badacza założenia ontologiczne i epistemologiczne prowadzą do tych fragmentów rzeczywistości społecznej i postulowanych związków pomiędzy nimi, które mogą okazać się zgodne z przyjmowanym obrazem społecznego świata bądź nie. Zapewnia to badaniom z jednej strony niezbędną wszechstronność ujęcia, a z drugiej empiryczny, chociaż niekiedy bardzo zapośredniczony, kontakt z materią historyczną (problem Wallersteina).

2) Problem spójnego połączenia w procesie badawczym zewnętrznych warunków działania z podmiotowością ludzi. Chodzi o to, by pokazać, jak wybór konkretnej alternatywy działania jednostki, zależy od uruchomionej przez podmiot wiedzy o tych warunkach oraz wyznawanych systemów wartości. Sądzi się obecnie, że struktury (przyrodnicze, gospodarcze, tradycje utrwalone w ładzie instytucjonalnym) nie determinują ludzkiego działania, tylko je ograniczają bądź ułatwiają. Nauki społeczne badają zdolne do refleksji podmioty, które same interpretują i zmieniają zastane struktury materialne i ideacyjne (M. Archer, P. Sztompka, w politologii M. Blyth, M. Bevir, w polskiej politologii M. Karwat, F. Pierzchalski). Podstawowym motorem zmiany jest moc podmiotowa jednostek ludzkich i zbiorowości (problem Sztompki).

3) Problem całości-systemu, którego częścią jest badane zjawisko. Chodzi o wybór systemów względnie izolowanych, zawierających wszystkie konieczne i wystarczające warunki, potrzebne do zrozumienia interesujących badacza zjawisk. Czasami wystarczy ograniczyć uwagę do wybranej sfery życia społecznego, np. świadomości społecznej czy gospodarki. Ale na ogół trzeba wyodrębnić społeczności lokalne, imperia, ekosystemy czy regiony, a nawet dla niektórych procesów systemy kontynentalne czy całą ekumenę (problem Braudela).

4) Problem ciągłości/zmiany. W dziejach społeczeństw ludzkich powstają nowe jakościowo formy życia społecznego. Zmieniają one dotychczasowe determinanty procesów społecznych. Fakt ten sprawia, że prawa nauk społecznych, wraz z stosowanymi w nich pojęciami, muszą uwzględniać rozwojowy aspekt rzeczywistości historycznej. Ich ogólność polega na uwzględnianiu różnic strukturalnych, występujących pomiędzy wszystkimi dotychczasowymi typami zjawisk społecznych (ogólność w sensie historycznym, a nie teoriomnogościowym). Dla przykładu, ludzie nowocześni anatomicznie przez 90% czasu trwania tej odmiany Homo sapiens żyli w małych myśliwsko-zbierackich społecznościach. Nie było tam ani państwa, ani pisma, panował duch współpracy i wzajemnej asekuracji, a przyrost naturalny wynosił tylko 0,05% w skali roku. Całkiem inaczej przebiega życie członka współczesnej cywilizacji miejsko-przemysłowej (problem Hegla).

5) Problem eklektyzmu. Badacz dążący do wszechstronnego oświetlania badanego zjawiska miota się między dążeniem do zupełności opisu i wyjaśniania a niespójnością pojęciową czy teoretyczną. Nie może korzystać z wszystkich dostępnych na rynku badawczym paradygmatów czy dorobku teoretycznego. Dla zachowania uporządkowanego i spójnego obrazu danego zjawiska, powinien odwoływać się konsekwentnie do wybranej koncepcji badawczej. Wówczas uniknie zamętu pojęciowego. Ograniczenia czynią mistrza (problem Petrażyckiego).

6) Problem europocentryzmu, czyli konwencjonalnej wiedzy, często poza empiryczną kontrolą, wynikającej z przekonania o europejskim ekscepcjonalizmie, a więc roli europejskiej racjonalności, nauki, indywidualizmu w powstaniu obecnej cywilizacji miejsko-przemysłowej. Przekonanie to nie dowartościowuje dorobku technologicznego, kulturowego pozostałych cywilizacji lokalnych, zwłaszcza chińskiej, indyjskiej i islamsko-arabskiej (problem Blauta).

Wbrew wrażeniu wtórności i braku oryginalności polscy politologowie rozwijają nowe i własne strategie rozwiązywania wskazanych trudności badawczych. Ograniczę się, z braku miejsca, do dwóch pierwszych wyzwań.

1. Strategia integracji wiedzy humanistycznej potrzebnej politologowi do pełnego zrozumienia gry i walki politycznej. Aż dziw bierze, że autorzy pominęli drugą ważną ideę z dorobku Immanuela Wellersteina. Mianowicie, ideę jedności nauk społecznych, ideę ich uhistorycznienia, połączonego z uteoretyzowaniem. Ich „zdyscyplinowanie” przypomina strasznych mieszczan z wiersza Juliana Tuwima. Pisał o nich, że „patrząc – widzą wszystko oddzielnie. Że dom... że Stasiek... że koń... że drzewo”. Logikę strategii integracji wiedzy społecznej opracował politolog, zarazem filozof, młodego pokolenia Michał Węsierski (Węsierski, 2011). W praktyce badawczej zastosowałem ją do rekonstrukcji procesu zazębiania dziejów cywilizacji lokalnych oraz wyjaśnienia integralnego przełomowych jakościowych zmian w tym procesie (Klementewicz, 2015). Tę strategię badawczą wykorzystuje wielu politologów młodego pokolenia ( S. Czapnik 2014, Ł. Młyńczyk 2015, Laska 2017). Własna dyscyplina i jej warsztat są tylko punktem wyjścia do analizy problemów społecznych. Dla przykładu, kompetencje badawcze Marksa ewoluowały od filozofii, przez analizy polityki, by osiągnąć pułap w ekonomii politycznej. Uprawiał on zatem swoisty wielobój badawczy. Weber z kolei uważał się za ekonomistę. Obecnie jest klasykiem dla socjologów, ale także dla politologów. Przywiązywanie wagi do poletek czy nawet pól odgrodzonych reżimami biurokratycznymi świadczy o niezrozumieniu logiki pracy badawczej. Do zdecydowanych krytyków dyscyplinowej suwerenności należał Albert Hirschman. Opowiadał się on za przekraczaniem granic dzielących ekonomię od nauk politycznych, socjologii czy filozofii, krytykował lekceważenie powiązań obu dziedzin życia społecznego w ich teoretycznym lustrze (Kochanowicz, 2014). Wąskie specjalności, podobnie jak techniczny podział pracy, rodzi mozaikową wiedzę o poszczególnych „mikro-światach”. Może ona dostarczyć teoretycznego objaśnienia ważnego zjawiska dopiero po włączeniu do szerokiego systemu wiedzy społecznej. I właśnie wąska specjalizacje to uniemożliwia. Dlatego „im bardziej ograniczony przedmiot badań – coraz częściej: przedmiocik – tym więcej bezwartościowych książek i artykułów można wyprodukować. Przy czym wątpliwe nawet, czy zwiększają one wiedzę. Zdaje się, że w najlepszym przypadku stanowią zespół informacji – faktów i ich wąskich tłumaczeń” (Czapnik, 2012, s. 80). W tej sytuacji ważnym współcześnie wyzwaniem dla badacza społeczeństwa jest przezwyciężenie nieaktualnych podziałów na dyscypliny. Dopiero bowiem integralna analiza ponad dziewiętnastowiecznymi podziałami dyscyplin dostarcza narzędzi zrozumienia i krytyki współczesnego świata społecznego. W tym celu należy w niej łączyć „problematykę, metody i strategie badawcze właściwe takim naukom, jak historia, nauki polityczne, ekonomia, socjologia, antropologia czy orientalistyka” (Gdula, Nijakowski, 2014, s. 12). Thomas Piketty zaś pisze, że „należy postępować pragmatycznie, zmobilizować metody i podejścia historyków, socjologów i politologów podobnie jak ekonomistów” (Piketty, 2014, s. 49). Powstaje wówczas szansa integralnej analizy procesów społecznych. W analizie tej można włączyć w procedurze wyjaśniania różne determinanty zjawisk – ekologiczne, ekonomiczne, polityczne i kulturowo-świadomościowe (ideologiczne). Dzięki bowiem integralnemu ujęciu nauki społeczne lepiej odzwierciedlą syndromatyczny charakter fenomenów społecznych, w tym również polityki. Analizy historyczno-instytucjonalne rozwijają się w kontrze do koncepcji abstrakcyjnej, uniwersalnej gospodarki wolnej konkurencji, pełnej informacji i efektywnych rynków, czyli nurtu dominującego, tj. ekonomii neoklasycznej i neoinstytucjonalnej.

2. Strategia wyjaśniania integralnego służy z kolei do rozwiązania dylematu struktura – działanie. Politologowie tworzący tzw. szkołę COM-owską (A. Bodnar, T. Bodio, O. Cetwiński, A. Faliński, B. Kaczmarek, M. Karwat, T. Klementewicz) rozwinęli ją na użytek rozumienia polityki. Co ważniejsze, stosują ją szeroko w swojej praktyce badawczej. Jej podstawy logiczne opracowali Jerzy Kmita i Jerzy Topolski. Ma ona zatem rodzime pochodzenie. W procedurze tej łączy się wyjaśnianie przyczynowe, genetyczne, funkcjonalne (do rekonstrukcji warunków działania) z interpretacją humanistyczną podjętego działania. Dzięki odwołaniu się do wiedzy, jaką miał działający podmiot o warunkach, w których się znalazł, a także na gruncie wyznawanego systemu wartości – staje się możliwe zrozumienie, dlaczego wybrał właśnie tę alternatywę, a nie inną. Procedura interpretacji humanistycznej wymaga założenia o racjonalności jednostki. Stąd już pozornie blisko do teorii wyboru publicznego, proponowanej politologom przez recenzentów dyscypliny. Nic bardziej mylnego. U podstaw wspomnianej teorii leży założenie homo oeconomicus(a więc określony cel działania, jakim ma być maksymalizacja użyteczności, przede wszystkim korzyści własnej), indywidualizm metodologiczny oraz zaciekła walka z „niesprawnym państwem”, biurokracją „typującą zwycięzców”. Ośmiela się ona w ten sposób wyręczać surowe wyroki rynku. W tej koncepcji państwo może co najwyżej naprawiać „błędy rynku”. Na dodatek narzucane administracji kryterium efektywności ekonomicznej utorowało drogę tzw. nowemu zarządzaniu publicznemu. Okazało się ono w istocie próbą utowarowienia kolejnej sfery życia społecznego (Sześciło, 2015). Co ciekawe, jedyna porządna osoba w tym towarzystwie (nb. obsługującego think-tanki fundamentalistów rynkowych) to politolożka Elinor Ostrom. Akurat ona badała „empirycznie”, jak wspólnoty ludzkie korzystające ze wspólnych zasobów, faktycznie znajdują rozwiązanie dylematu wspólnego pastwiska.

3) Polska politologia rozporządza teorią swojej dziedziny. Jest to wynik systematyzacyjnych wysiłków rozpoczętych w kręgu szkoły COM-owskiej. Usystematyzowana wiedza ogólna o polityce składa się z kilkunastu praw nauki. Obejmują one w kolejności twierdzenia: o funkcjach państwa, roli gospodarki wobec sfery politycznej i rolę państwa w gospodarce, ideologicznych podstawach władzy, społecznym podmiocie władzy publicznej, autonomii zawodowego aparatu władzy oraz źródłach dynamiki życia politycznego (Klementewicz, 2017). W ten sposób dokonuje się kodyfikacja teoretycznych podstaw politologii dialektycznej. Stanowi ona polski wkład do politologii uniwersalnej, zarazem wykorzystuje polski dorobek strukturalizmu socjoekonomicznego (J. Tittenbrun, 2012). Jednak szkicowy charakter wiedzy ogólnej i jej milczące funkcjonowanie w procesie badania wymaga od politologa dodatkowych kwalifikacji. Tą kwalifikacją jest konieczność integralnego łączenia w procesie badawczym teorii i empirii, gromadzonych przez wszystkie nauki społeczne. Teoria jest bowiem kluczem, który bez empirii nie może zamknąć w humanistyce, ze względu na rozwojowy charakter życia społecznego, żadnego zagadnienia badawczego.

4) Paradoksalnie to nie kumulujące się wyniki badań postaw i zachowań behawioralistów i psychologów politycznych są najważniejsze – jakby wynikało z wywodów wspomnianych socjologów. Faktyczny problem warsztatowy to łączenie dwóch zadań badawczych. Po pierwsze, rekonstrukcji empirycznej, pozaświadomościowej rzeczywistości społecznej, poznawalnej zmysłami i umysłem oraz ujętej w odpowiednią formę narracyjną. To sfera zjawisk i procesów politycznych, których składnikiem są także świadomościowe, ideologiczne („naukowe” i potoczne) wyobrażenia na ich temat. Po drugie, rekonstrukcji obrazów empirycznej rzeczywistości, jakie powstają w świadomości (potocznej) różnych klas i stanów. Do świata pozaświadomościowego docieramy jedynie pośrednio. Służy do tego przemyślana konstrukcja teoretyczna, która musi być obudowana wskaźnikami zjawisk dających się zaobserwować. Jako wskaźniki służą nam wówczas różnorodne dane socjodemograficzne, ekonomiczne, informacje pochodzące z badań sondażowych itd. Najbardziej przydatne są dane z raportów, które przygotowują publiczne i wyspecjalizowane instytucje w rodzaju GUS-u czy Banku Narodowego. Dobrym przykładem są nie badania amerykańskich behawioralistów i przedstawicieli teorii wyboru publicznego, lecz badaczy szwajcarskich z technicznej uczelni w Zurichu. Przedmiotem badania były krzyżujące się udziały korporacji przemysłowo-finansowych. Ujawniły one ogromną koncentrację kapitału leżącą u podstaw kolosalnej władzy korporacji nad współczesnymi społeczeństwami. Odpowiednia polityka cenowa, coraz wyższy próg wejścia na rynek nowych firm utrwaliła oligopole w najważniejszych gałęziach gospodarki. Według wyników badań szwajcarskich naukowców, obecnie 737 grup kapitału finansowego kontroluje 80% pozostałych podmiotów gospodarczych. Co jeszcze ciekawsze, 147 spośród nich tworzy wieżę kontrolną, gdyż rozporządza krzyżującymi się kapitałami 40% pozostałych „konkurentów” (Glattfelder). Kopalnią potrzebnych informacji są dzieła nieocenionych historyków-ekonomistów Angusa Maddisona i Paula Bairocha. Tak jak oddychającego badacza, tak i proces jego pracy badawczej obsługują dwa płuca: teoria i empiria. Ani jedno, ani drugie nie musi, choć może, pochodzić z anglosaskiego Sèvres nauki. Dlatego, jeśli łaska, pozostanę przy własnym wyborze lektur, inspiracji i informacji. Autorom też polecam np. wyjątkowej pracowitości i erudycji blisko 1700 stronicowe dzieło angielskiego historyka-politologa Samuela E. Finera, w której znajdą unikalne dane do badania funkcji państwa w dziejach (Finer, 1997).

Konsensus waszyngtoński w naukach społecznych? Między imperializmem kulturowym a powinnościami wobec klasy, narodu, ludzkości

Problem postawiony przez Warczoka i Zaryckiego istnieje i dotyczy wszystkich nauk humanistyczno-społecznych. To problem postępu poznawczego, funkcji pozapoznawczych humanistyki i roli jaką odgrywa uniwersalizacja nauki, jej światowy obieg i wytwarzanie. Nie tylko politolodzy stają na cenzurowanym. Także ekonomiści mają za co bić się w piersi. W innym miejscu sformułowałem kilkanaście zarzutów pod adresem ekonomii głównego nurtu (Klementewicz, 2015). Ekonomiści bronią swego monopolu na badanie gospodarki. Wynajdują ciągle nowe rodzaje kapitałów, nie dostrzegą zaś kapitalizmu. Imperializm ekonomii (furczące „kapitały” naszych krytyków są tego przykładem) miał stworzyć „uniwersalną gramatykę nauk społecznych”. Wyszło jak zawsze. Np. Gary Becker, guru zwolenników ekonomizacji humanistyki, dostarczył narzędzi do sporządzania rachunków zysków i strat, które mogłaby przeprowadzać jednostka w dążeniu do maksymalizacji zadowolenia. Ale, zdaniem Edwarda Wilsona, wszystkie one tylko „odzwierciedlają zdroworozsądkowe intuicje twórcy modelu, czyli odwołują się do potocznej psychologii i mimo całego teoretycznego sztafażu potwierdzają jedynie potoczne poglądy” (Wilson, 2011, s. 253). Niestety, także politologowie wypełniają swoją część zadania naturalizacji Systemu. W obiegowej opinii politologów instytucja państwa jest neutralna w takim sensie, że stanowi instrumentarium kierowania życiem społecznym, o dostępie do tego instrumentarium rozstrzygają wybory. Zgromadzona wiedza zaś ma mieć walory praktyczne dla społeczeństwa obywatelskiego. Przede wszystkim ma posłużyć do utrwalania demokracji, wzbogaconej prawami człowieka, jako wzorca systemu rządów na świecie. Jak ocenia Bronisław Łagowski, również polska politologia stała się powtórnie aparatem ideologicznym, zmieniła tylko patrona [1]. Codziennym zadaniem politologa stała się obsługa telemeledemokracji, rodzaj politologii stosowanej „na gorąco”, w studio telewizyjnym czy przed radiowym mikrofonem. Nie starają się oni odczarować zmistyfikowanej rzeczywistości politycznej. Politolog „drugiej nowoczesności” pogodził się ze zmierzchem polityki redystrybucji i emancypacji. Czerpie teraz inspiracje z twórczości filozofów społecznych, którzy poszerzają granice polityczności, obejmując nimi nowe wymiary życia politycznego (politykę uznania, tożsamości, medialną, hegemonii, stylu życia, politykę strachu itp.). Inspirują go zwłaszcza C. Schmitt w wersji light,Ch. Mouffe, a więc agonistyka, J. Beck, A. Giddens, a więc subpolityka, „polityka życia”, dyscyplina i nadzór M. Foucault. Politologia cierpi też na swoisty eskapizm ekonomiczny. Ze spektrum badawczego znikł konflikt przemysłowy. Problem eliminowania z relacji międzyludzkich nierówności społeczno-ekonomicznych, wyzysku, ucisku z powodu rodzinnej biografii, płci czy koloru skóry – znikł z agendy. Znikło zainteresowanie niekorzystnymi dla klas pracowniczych następstwami wymiany towarowo-pieniężnej i gospodarki rynkowej. Dlatego nasi krytycy mają rację, kiedy pytają gdzie podział się Marks w pracach polskich politologów. Politolodzy po raz kolejny ulegli ideologom III RP i jak oni traktują tego „najwnikliwszego badacza społeczeństwa rynkowego” (A. Walicki) jak zdechłego psa. Znikły klasy pracownicze, pojawiła się klasa średnia. Dopiero David Ost przypomniał, także socjologom, że istnieją klasy, gniew klasowy, furor populi (D. Ost, 2007).Ost i Lawrence Goodwyn nie musieli autoryzować się u nowych elit. Bez zahamowań zdemitologizowali rolę inteligenckich „trybunów narodu”, którzy, niczym Piłat, skazali klasę robotniczą na terapię szokową. Okazała się ona wkrótce neoliberalną transformacją. Najbardziej zwodziła opozycyjnych intelektualistów charakterystyczna dla polskiej inteligencji, przecież ziemiańskiego pochodzenia, postawa paternalistyczna wobec klas pracowniczych i przekonanie o misji przewodzenia w wytyczaniu strategii narodowej; przekonanie, że inteligencja jest „kustoszem tożsamości wspólnotowej” (M. Siermiński, 2016, s. 57). W rezultacie to nie warszawscy intelektualiści, lecz robotnicy z Wybrzeża, stoczniowcy wykorzystali doświadczenie poprzednich protestów społecznych. Chronili swych strajkujących kolegów rozpoczynając solidarnościowe strajki okupacyjne. Założyli Międzyzakładowy Komitet Strajkowy koordynujący akcje strajkowe w skali całego kraju. I przede wszystkim byli nieustępliwi w żądaniu uniezależnienia związków zawodowych od partii komunistycznej (L. Goodwyn, 2010). Potwierdziła się prawidłowość, że „inteligencja jest silna, gdy ‘lud’ jest słaby, lecz gdy ‘lud’ jest słaby, inteligencja jest bezsilna” (M. Siermiński, 2016, s. 38).

Pojawia się w tej sytuacji ważne pytania. Kto i w jakim celu korzysta z wiedzy gromadzonej przez akademię? Czy ma ona legitymizować istniejący ład społeczny, czy raczej szukać przyczyn jego zawodności? To drugie zadanie podejmują nauki krytyczne, nie łudząc odbiorcy, że ultranowoczesne techniki badawcze zapewniają neutralność ideologiczną. Kontynuują one oświeceniową postawę krytyczno-sceptyczną.

Wbrew zawodowej ideologii to ze środowiska naukowego rekrutuje się „klasa sług”, których misją jest naturalizowanie Systemu. Obecnie to głównie bankowi ekonomiści oraz ich katedralni nauczyciele. Jak pisze Jan Kurowicki, „prawda i inne aksjologiczne cymelia, związane z etosem intelektualisty i uczonego, jeśli okazują się w tej służbie użyteczne, zostaną użyte tylko w myśl zasady: Po co kłamać, skoro prawda się bardziej opłaca. Jeśli wszakże ta prawda mogłaby jej zaszkodzić, odbiegać od norm poprawności politycznej, stworzy ona mniej lub bardziej ponętne intelektualnie sposoby obniżenia jej rangi lub całkowitego zdezawuowania” (Kurowicki, 2013, s. 150).

Myślenie krytyczne jest zorientowane na zmienianie świata, w którym znajduje się co prawda kilkanaście rajów, ale to raje podatkowe dla kilkudziesięciu tysięcy miliarderów i milionerów. William A. Williams, amerykański refleksyjny historyk i politolog, wskazuje cztery kryteria krytycznego badacza. Po pierwsze, musi on docierać do sedna rzeczy. Prowadzi do tego ujawnienie głębiej ukrytych determinant życia społecznego – jego gospodarki, gry i walki politycznej, zamaskowanych sprzeczności, ideologicznego opium. Po drugie, musi przedstawiać wyjaśnienie stale zmieniającej się matrycy instytucjonalnej społeczeństwa – nowych tendencji i barier rozwoju. Po trzecie, musi przedstawić alternatywną hierarchię wartości niż społecznie podzielana, ponieważ ta odpowiada za aktualne przyczyny zastoju i bariery rozwojowe. I w końcu, musi wskazywać drogę strukturalnej zmiany dotychczasowego ładu, zarówno cele strategiczne, jak i taktyczne alternatywy działania (Tilman, 1974; Williams, 2009). Jak się wyraził Tony Judt, badacz społeczny ma być bardziej demaskatorem, niż „kapłanem prawd”. Paradoksalnie kapitalizm do przetrwania potrzebuje nie tylko „czarodziejskich fletów” naukowców, ale również „brzytwy Ockhama” wobec ich usypiających hipostaz i konceptów. Inaczej jego niepohamowana tendencja do akumulacji kapitału rodzi spustoszenia w ekosystemie, rodzi cierpienia, deficyty w życiu ludzi i zbiorowości, w efekcie strukturalne kryzysy. Według naszych krytyków centrum nauki akurat się znalazło w mateczniku neoliberalnego kapitalizmu akcjonariuszy, z jego drogowskazami dla prywatyzacji, komodyfikacji, komercjalizacji czy globalizacji. Czy socjolog nauki może abstrahować od tego elementarnego faktu?

W grę mogą wchodzić różne identyfikacje ideologiczno-aksjologiczne. Czy problemy badawcze mają określać potrzeby trwania i rozwoju narodu jako wspólnoty etniczno-kulturowej? Czy raczej wielkie kolektywy, na które dzieli się każda wspólnota życia i pracy, a więc społeczeństwo mające określoną gospodarkę, kulturę duchową, trwające w danym lokalnym ekosystemie. W tym przypadku politolog musi się zastanowić, czy wspierać ekonomistę bankowego i jak on legitymizować neoliberalny kapitalizm akcjonariuszy? Czy raczej brać pod uwagę potrzeby emancypacji i awansu społecznego klas pracowniczych? Zawsze są to jednak perspektywy racjonalności cząstkowej, partykularnej. Maksymalizuje ona co najwyżej potrzeby określonej klasy, wspólnot mniejszości czy większości etniczno-kulturowych.

Kiedy badacz bierze pod uwagę warunki trwania bądź zmiany istniejącego ładu społecznego, zaczyna operować na poziomie całości społecznej. Przyjmuje wówczas punkt widzenia racjonalności ogólnospołecznej. Powstaje dylemat, czy ten ład racjonalizować ideologicznie, czy raczej szukać alternatywnych form organizacji społecznej, jeśli rodzi on stany dysfunkcjonalne. W pierwszym przypadku będziemy się rozpływać nad europejskim uniwersalizmem, z jego demokracją z prawami człowieka, wolnością, świętymi prawami własności. A gdzie bezpieczeństwo i prawa socjalne ludzi? (A. Walicki 2013, s. 338-339; F. Nowicki 2016, s. 62-67) Jeśli zaś stwierdzimy dysfunkcjonalność obecnego ładu instytucjonalnego, głównym zadaniem będzie wskazanie drogi pokonania pułapki średniego dochodu, wskazanie innej strategii narodowej dla dokończenia procesu modernizacji nie tylko półperyferyjnego kapitalizmu, ale również właściwej mu mentalności. Czyżby kolejna neoliberalna transformacja, tym razem nauki, była jedyną drogą wyjścia z zacofania?

Dodatkowym argumentem na rzecz reprezentowania racjonalności ogólnospołecznej przez badacza jest system wynagradzania nauki. Finansuje ją polskie społeczeństwo, ministerstwo tylko administruje tymi pieniędzmi. Ci naukowcy, którzy pracują na uczelniach publicznych są więc finansowani przez polskiego „podatnika”. Podatki te płacą Polacy o najniższych dochodach płacowych. Świadczą o tym takie fakty, jak to, że większość osób płaci podatek liniowy w wysokości 19%. Drugi i najwyższy próg podatkowy przekracza w Polsce 2,14% podatników, zaś 60% zatrudnionych uzyskuje dochody poniżej średniej krajowej, czasami dwukrotnie. Wpływy z PIT-ów nie przekraczają 2% PKB. Jest to więc „kapitalizm bez socjalnego znieczulenia” (P. Wielgosz). Kolejny wskaźnik to stosunek funduszu płac do przychodów firm. W Polsce ten stosunek jest dwukrotnie niższy niż średnia dla UE (i trzykrotnie niż w Skandynawii) [2].

Trzeci najwyższy poziom racjonalności to racjonalność planetarna. Obecnie badacz społeczny musi na tym poziomie dać odpowiedź na pytanie, w jakim modelu kapitalizmu mogą znaleźć rozwiązanie globalne problemy cywilizacji w obecnej postaci? Wobec długotrwałego kryzysu strukturalnego, w jakim znalazł się kapitalizm bez granic (w fazie neoliberalnej globalizacji) ożyła debata nad jego piątą konfiguracją. Chodzi o taką organizację ogólnoludzkiej wspólnoty życia i pracy, która pozwoli zachować parametry zrównoważonego rozwoju, dobrobytu bez wzrostu, a zarazem pozwoli usunąć dysproporcje rozwojowe między regionami świata. W nowej cywilizacji trwałego rozwoju skorygowane mechanizmy zglobalizowanego kapitalizmu muszą łączyć efektywność gospodarowania zasobami przyrody z bezpieczeństwem żywnościowym i socjalnym wszystkich mieszkańców Ziemi. Pozwalają na to moce produkcyjne i bogata baza naukowo-badawcza cywilizacji. Kryzys strukturalny Systemu to magiczny czas, kiedy utopie stają się programami reform. Dziś centralnym wyzwaniem jest skonstruowanie demokratycznych procesów kontroli i alokacji zasobów (Dowbor, 2016, s. 39; Streeck, 2014, s. 99-105). Stanie się to dopiero w kapitalizmie po raz piąty skonfigurowanym, i w długotrwałym zapewne procesie deglobalizacji i uspołeczniania. W przeciwnym wypadku lawinowo będzie przybywać książek, których autorzy coraz śmielej będą wybiegać wyobraźnią poza kapitalizm.

Właśnie uniwersytet, a nie międzynarodowe czasopisma, był dotychczas miejscem pluralistycznej debaty nad strategią narodową, interpretacją tradycji, diagnozą szans i zagrożeń w obliczu istniejących tendencji rozwojowych gospodarki, relacji człowieka ze środowiskiem, następstwami wybujałego konsumpcjonizmu, ewolucji ku wielobiegunowymi systemowi światowemu, sposobami ułożenia stosunków z sąsiadami. Czołowego, zdaniem krytyków, politologa Jonathana N. Katza (a więc, behawioralisty badającego zachowania Amerykanów) zainteresuje półperyferyjna Polska, będąca częścią regionalnego parku technoliberalizmu, jakim jest UE? Ten z kolei kompleks integrujących się gospodarek, dryfuje w globalnej przestrzeni kapitalizmu. Rzecz w tym, jaki ma być kapitalizm w cywilizacji trwałego rozwoju.

Jest bardzo wątpliwe, czy trafną odpowiedzią na te potrzeby jest sugerowana dubaizacja polskiej nauki i anglicyzacja humanistyki. Polega ona na tym, że zasób problemów do badania określa anglosaskie centrum. Języka analizy dostarczają modne podejścia, a wzory dobrej roboty, czyli metodologia badań odwzorowuje praktyki nauk przyrodniczych. Z tego uniwersum pochodzi zarówno preferencja dla artykułów w głównych żurnalach,jak i nacisk na międzynarodowe teamy badawcze. Do tego trzeba dodać system grantowy. Powstał on pierwotnie po to, by przedsiębiorcze państwo mogło wspierać przemysł w innowacyjną technikę i produkty (Mazzucato, 2016). Archiwum nauk przyrodniczych to raporty z badań opisujących nowe ustalenia. Ich syntezami na użytek szerszej publiczności zajmują się inni – utalentowani popularyzatorzy. Tu znajduje się najsłabsze ogniwo projektów reform polskiego systemu nauki i szkolnictwa wyższego (Kwiek, 2016). Przypominają one niegdysiejszą fascynację neoliberalną transformacją i wprowadzaniem emerytur kapitałowych. Ślepo naśladując nauki ścisłe pomija się fakt, że twórczość uczonych i intelektualistów w dziedzinie nauk społecznych zachowuje charakter jednostkowo-rzemieślniczy, z jego niepowtarzalnością, z indywidualnymi cechami. Badacz społeczny, nie mając laboratoriów i możliwości przeprowadzania makrospołecznych eksperymentów, pracuje głową. Powodzenie jego pracy zależy od podmiotowej wiedzy i talentów. Stąd rola nazwiska i poczucie suwerenności w umysłowych igraszkach. Dlatego poszczególne interesy społeczne mają wielu reprezentantów. W istocie jest on drobnym wytwórcą i dostarcza swe dzieło w schemacie T=>P=>T`. Ciekawe w tym kontekście jest pytanie, skąd się biorą wielcy w humanistyce. Zdaniem Jana Hartmana, wszystkie koncepcje (z Bourdieu włącznie) to muzea myśli społecznej. Droga do wielkości wiedzie przez pracowitość i niezłomną wiarę w słuszność idei, teorii, koncepcji, które w oczach twórcy są oryginalne. Są oni przekonani o własnej wyjątkowości. Muszą swą ideę ciągle powtarzać w kolejnych książkach, a także znaleźć apostołów. Paradoksalnie „wielcy ludzie nie muszą być najlepsi w tym, co robią i czym się zajmują” (Hartman, 2016). Czy pisanie przyczynków do czasopism zamiast monografii może sprzyjać zajęciu znaczącej pozycji w świecie obcym językowo i częściowo kulturowo? Tych, co nie wiedzą, jak odpowiedzieć na to pytanie odsyłam do monografii Andrzeja Mencwela poświęconej Stanisławowi Brzozowskiemu (Mencwel, 2014). Odpowiedź negatywna na powyższe pytanie prowadzi do praktycznej konkluzji, że przede wszystkim należy wspierać dostęp wybitnych monografii polskich uczonych na globalny rynek. W tym celu konieczne jest finansowe wsparcie dobrych, tym samym kosztownych, tłumaczeń. Postulat ten jest zgodny ze stanowiskiem Komitetu Kryzysowego Humanistyki Polskiej. Dodatkowo kładzie on nacisk na poprawę warunków pracy badawczej, by budżetu domowego nie musiały domykać fuchy i „ekspertyzy” ( Temkin 2017).

Co gorsza, dubaizacja nauki jest tylko odnogą szerszego procesu jej komodyfikacji i utowarowienia systemu edukacji. Obie te dziedziny stają się w ten sposób fragmentami rynkowego atomistycznego społeczeństwa. Pełzająca reforma systemu nauki polega na ograniczaniu jej autonomii i samorządności. Wzorem są instytucjonalne rozwiązania społeczeństwa-matki. Rektor stanie się menedżerem, w radach nadzorczych zasiądą politycy i biznesmeni. Groźne z tego punktu widzenia jest też powstanie rynku dostępu do dyplomów w przeciwieństwie do darmowego nauczania, jako jednego z filarów egalitarnego społeczeństwa. Także celem polskiej nauki ma być według planu odpowiedzialnego rozwoju „zdolność do tworzenia rozwiązań gotowych do zastosowania w warunkach konkurencyjnej międzynarodowej podaży innowacji społeczno-gospodarczych”. Ale jaka ma być rola nauk społecznych w tym „odpowiedzialnym rozwoju” w sytuacji, gdy spychane są na margines te dyscypliny, które odpowiadają za kształcenie postaw krytycznych oraz rozwój politycznej świadomości obywateli; w sytuacji gdy zarazem postępuje degradacja dyplomów, wiedzy nieinstrumentalnej, niepodporządkowanej bezpośrednio potrzebom biznesu i kariery w korporacji. Potrzebom akumulacji kapitału najlepiej służy ekonomizacja egzystencji właściciela siły roboczej, obejmująca większość sfer jego życia, z życiem rodzinnym, czasem wolnym włącznie. Ideałem jest tu człowiek-przedsiębiorstwo, któremu dynamikę zapewnia egocentryzm, chciwość i konsumpcjonizm. Musi on tak sterować karierą zawodową, stylem życia, uczuciami i emocjami, żeby pojawić się na rynku jako atrakcyjny towar dla korporacji. W tym celu musi być efektywny, dyspozycyjny, konformistyczny. Ponieważ ta tendencja leży u podstaw syndromu stagnacji obecnej formy kapitalizmu, musi być skorygowana. To dlatego uniwersytet nie może być poddany infiltracji biznesu. Na dodatek zwiększająca się pula wolnego czasu stworzy szansę rozwijania potrzeb kulturowych. Ze względu na funkcje legitymizacyjne, główną rolę pełni obecnie ekonomia katedralna i jej pospolite ruszenie bankowo-doradcze. Zastąpili oni niegdysiejszych politruków, zamienili się w telemarketerów liberalizmu gospodarczego. A przecież system edukacji powinien rozwijać potrzeby samorealizacji i potrzeby wyższe. Ideałem był autoteliczny (kantowski) ideał człowieczeństwa. System edukacji nie może być tylko podporządkowany potrzebom aktualnego rynku pracy. Jeśli bowiem obywatel ma być podmiotem, a nie dodatkiem do maszyny czy komputera, ani kultura, ani oświata, nie powinny występować w postaci wartości wymiennej (towaru). Co więcej, uczestnictwo w kulturze, w tym w kulturze wysokiej, może być alternatywą dla konsumpcyjnego stylu życia. Te wartości zawiera w sobie koncepcja paideijako sumy warunków tworzenia „konfiguracji osobowości kulturowej”.

Konkludując, omawiana książka co najwyżej połowicznie odniosła się do kondycji nauk o polityce w Polsce. Analiza pokazała co prawda luźne związki z anglosaskim centrum. Ale temu nie należy się zbytnio dziwić, ponieważ ono samo jest pluralistyczne i historyczne. Walory poznawcze, prawomocność wiedzy politologicznej jest natomiast, jak w każdej dyscyplinie, „pochodną aktualizowania się w faktycznych badaniach naukowych zobowiązania prawdziwościowego” (Tuchańska, 2012, s.278). Ale, niestety, pewności poznania nie przynoszą ani doświadczenie, skoro urabia je nasz umysł, ani dane empiryczne, skoro nie rozstrzygają jednoznacznie wyborów teoretycznych, ani tym bardziej niezmienne zasady logiczno-metodologiczne, a priorirozumu. Dlatego mam chyba prawo powiedzieć jej autorom: źle się panowie bawią w naukę na koszt polskiej wspólnoty politycznej życia i pracy. Okazuje się po raz kolejny, że od kłamstwa wyrafinowanego jeszcze gorsza może być statystyka. 


T. Warczok, T. Zarycki, Gra peryferyjna. Polska politologia w globalnym polu nauk społecznych, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa 2016, s. 302.

 

[1] B. Łagowski, „Strefa partyjna”, Przegląd, 1-7 grudnia, 2014. Por. np. Bertell Ollman,„What is Political Science? What Should it Be?”, International Critical Thought, 5 (3), 362-367.

[2] Za: Saratoga HC Benchmarking 2012. Wyniki analizy, Price-WaterhouseCoopers, Warszawa 8.10.2012, s. 6 oraz „Wyższe podatki dla bogatych są konieczne”, z Ryszardem Bugajem rozmawia P. Skwirowski, Gazeta Wyborcza, 10-11 maja 2014.

 

Bibliografia

Barbrook R. (2009), Przyszłości wyobrażone. Od myślącej maszyny do globalnej wioski. Warszawa: Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza.

Bihr A. (2008), Nowomowa neoliberalna.Warszawa: Instytut Wydawniczy Książka i Prasa.

Czapnik S. (2012). Czterej jeźdźcy apokalipsy polskiej nauki: utowarowienie, technokratyzacja, alienacja, konformizm, [w:] P. Żuk (red.), Wiedza, ideologia, władza. O społecznej funkcji uniwersytetu w społeczeństwie rynkowym,.Warszawa: Wydawnictwo Naukowe Scholar, 73-96.

Czapnik S. (2014), Władza, media i pieniądze. Amerykańska ekonomia polityczna komunikowania.Opole: Wydawnictwo Uniwersytetu Opolskiego.

Dowbor L. (2016), Przechwytywanie władzy przez system korporacyjny,Le Monde diplomatique – edycja polska, 9 (127), 34-39.

Finer S. E. (1997). The History of Government from the Eearliest Times, 3 wolumes. Oxford, New York: Oxford University Press.

Hartman J (2016), Skąd się biorą wielcy ludzie? Polityka, nr 38.

Gdula M., Nijakowski L.M. (2014), „Wprowadzenie”, w: Oprogramowanie rzeczywistości społecznej, M. Gdula, L. M. Nijakowski (red.). Warszawa: Wydawnictwo Krytyki Politycznej.

Glattfelder J.B. , The Network of Global Corporate Control – Revised, www.bit.ly/pWsIEs [21 XI 2016].

Goodwyn L. (2010), Rewizje „populizmu”. Paradoksy historiografii i demokracji, (w:) Populizm,O. Wysocka (red.). Warszawa: Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, s. 117-141.

Goodwyn L. (1992), Jak to zrobiliście? Powstanie Solidarności w Polsce. Gdańsk: Krajowa Agencja Wydawnicza.

Ingham G. (2011), Kapitalizm. Warszawa: Wydawnictwo Sic!

Karpiński R. (1991), Świadomość potoczna jako kategoria filozofii społecznej. Katowice: Wydawnictwo Humanistyka.

Karwat M. (2012). O karykaturze polityki. Warszawa: Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza SA.

Klementewicz T. (2013), Geopolityka trwałego rozwoju. Ewolucja cywilizacji i państwa w trakcie dziejotwórczych kryzysów. Warszawa: Dom Wydawniczy Elipsa.

Klementewicz T. (2015), Stawka większa niż rynek. U źródeł stagnacji kapitalizmu bez granic. Warszawa: Instytut Wydawniczy Książka i Prasa.

Klementewicz T. (2017), Understanding Politics. Theory, Procedures, Narratives.Frankfurt am Main, Bern, Bruxelles, New York, Oxford, Warszawa, Wien: Peter Lang GmbH.

Kmita J. (1980), Z problemów epistemologii historycznej. Warszawa: PWN.

Kochanowicz J. (2014), Odyseja ekonomiczna. Reżyseria: Albert Hirschman, Gazeta Wyborcza, 11-12 października.

Kozyr-Kowalski S. (2000), Socjologia, społeczeństwo obywatelskie i państwo.Poznań: Wydawnictwo Naukowe UAM.

Kurowicki J. (2013), Figury i maski w praktykach ideologicznych.Warszawa: Instytut Wydawniczy Książka i Prasa.

Kwiek. M. i inni (2016), Projekt założeń do ustawy „Prawo o szkolnictwie wyższym”. Poznań: UAM.

Laska A., (2017), Teoria polityki: próba ujęcia integralnego. Bydgoszcz: Wydawnictwo Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego.

Łagowski B.(2014), Strefa partyjna, Przegląd, 1-7 grudnia.

Mazzucato M. (2016), Przedsiębiorcze państwo. Obalić mit o relacji sektora publicznego i prywatnego.Poznań: Wydawnictwo Ekonomiczne Heterodox.

Mencwel A. (2014), Stanisław Brzozowski. Postawa krytyczna. Wiek XX. Warszawa: Wydawnictwo Krytyki Politycznej.

Młyńczyk Ł. (2015), Między kreatywnością a próżnowaniem. Polityczność dwóch typów idealnych. Warszawa: Dom Wydawniczy Elipsa.

Nowicki F. (2016), Idea demokracji a rzeczywistość. Tezy o ideologii europejskiego uniwersalizmu, Studia Politologiczne, vol. 41.

Ollman B. (2015), What is Political Science? What Should it Be? International Critical Thought,5 (3), 362-367.

Ost D. (2007). Klęska „Solidarności”. Gniew i polityka w postkomunistycznej Europie. Warszawa: Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza SA.

Piketty T. (2015), Kapitalizm w XXI wieku. Warszawa: Wydawnictwo Krytyki Politycznej.

Pierzchalski F. (2017), Political Leadership in Morphogenetic Perspective. Frankfurt am Main, Bern, Bruxelles, New York, Oxford, Warszawa, Wien: Peter Lang GmbH.

Siermiński M. (2016), Dekada przełomu. Polska lewica opozycyjna 1968-1980. Warszawa: Instytut Wydawniczy Książka i Prasa.

Smuga T., Konat G. (2016), Paradoksy ekonomii. Rozmowy z polskimi ekonomistami. Warszawa: PWN.

Streeck W. (2014), Buying Time. Deleyed Crisis of Democratic Capitalism. London: Verso.

Such J. (1992), Dialektyczne wizje świata. Warszawa-Poznań: PWN.

Szahaj A. (2015), Inny kapitalizm jest możliwy, Warszawa: Instytut Wydawniczy Książka i Prasa.

Sześciło D. (2015), Samoobsługowe państwo dobrobytu. Czy obywatelska koprodukcja uratuje usługi publiczne? Warszawa: Wydawnictwo Naukowe Scholar.

Temkin A. (2017), Uniwersytety do rozbiórki, rozmawia K. Leśniewicz, Przegląd,23-29. 01.

Tilman R. (1974), Apology and Ambiguity: Adolf Berle on Corporate Power,Journal of Economic Issues8, no 1, s. 111-126.

Tittenbrun J. (2012). Gospodarka w społeczeństwie. Zarys socjologii gospodarki i socjologii ekonomicznej w ujęciu strukturalizmu socjoekonomicznego. Poznań: Zysk i S-ka.

Tittenbrun J. (2014), Kolonizacja nauki i świata przez KAPITAŁ. Teoria światów równoległych w wydaniu socjologii wiedzy.Poznań: Wydawnictwo Zysk i S-ka.

Tobiasz M. (red) (2016), Antynomie i paradoksy współczesnej demokracji.Warszawa: Dom Wydawniczy Elipsa.

Topolski J. (2016), Teoretyczne problemy wiedzy historycznej. Antologia tekstów. Poznań: Wydawnictwo Nauka i Innowacje.

Tuchańska B. (2012), Dlaczego prawda? Prawda jako wartość w sztuce, nauce i codzienności.Warszawa: Poltext.

Walicki A. (2013), Od projektu komunistycznego do neoliberalnej utopii. Kraków: Universitas PAN.

Węsierski M. R.(2011),Problemy integracji wiedzy a badanie zjawisk politycznych. W stronę idei jedności nauki.Warszawa: PWN.

Williams W.A. (2009), The Tragedy of American Diplomacy. New York, London: W.W. Norton.

Wilson E. O. (2011), Konsiliencja. Jedność wiedzy. Poznań: Wydawnictwo Zysk i S-ka.

Woleński J. (1981), Dyscyplina naukowa a teoria naukowa,Zagadnienia Naukoznawstwa, nr 1-2.

Wpływ i władza w systemie demokratycznym (red. J. Ziółkowski), Studia Politologiczne, nr 41/2016.

Współpraca wydawnicza
Biblioteka  LMD
Paweł Mościcki

Jak patrzy uchodźca? Jak patrzeć na niego? W jaki sposób widzialność migracji wpływa na kulturę oraz wypracowane przez nią formy komunikacji i transmisji? Książka jest poświęcona obrazom uchodźców, choć zaproponowana w niej perspektywa różni się od tej, jaka dominuje w głównym nurcie debaty publicznej. Autor stara się przede wszystkim przesunąć akcent z migrantów rozumianych jako przedmiot reprezentacji, na doświadczenie wygnania jako coś, co każe przemyśleć na nowo podstawowe kategorie związane z funkcjonowaniem obrazów.

Galeria książek

Biblioteka  LMD
Co to za gra?

Trudno powstrzymać się od myśli, że żyjemy w wielkim cyrku. [...] Raporty Crédit Suisse i Oxfam pokazują nam wielką przepaść dzielącą właścicieli gry i widzów: 8 miliarderów posiada więcej bogactwa niż najbiedniejsze 50% mieszkańców kuli ziemskiej, a 1% najbogatszych posiada więcej niż pozostałe 99%. Czy oni to wszystko produkują? [Fragment Wstępu]

Galeria książek

LMD  poleca
Tramwaj zwany uznaniem

Książka zapowiada nadejście feminizmu zwykłych kobiet, feminizmu zarazem queerowego i kontestującego przywileje klasowe, rasowe, społeczne i płciowe. Jest opowieścią o feministycznej praktyce, teorii i sztuce, połączeniem analizy z publicystyką, polityki z krytyką kultury. Przyglądając się Czarnemu Protestowi i Strajkowi Kobiet, ale też wczytując w teorie polityki i estetyki oraz analizy kultury, prezentuje syntetyczny i wielowątkowy proces feministycznej walki.

Galeria książek

Broszura o TTIP 

Pobierz broszurę autorstwa Johna Hilary'ego pt. "Transatlantyckie Partnerstwo w Dziedzinie Handlu i Inwestycji. Fundament deregulacji, atak na miejsca pracy, kres demokracji".

Archiwum na płycie DVD 

Płytę DVD ze stu numerami
Le Monde-diplomatique
(pliki PDF o wysokiej rozdzielczości)
można zamawiać pod adresem:
redakcja@monde-diplomatique.pl
w cenie 39 zł. Wysyłka gratis.

Książki i czasopisma naszego wy- dawnictwa są do nabycia w księgar- niach i Empikach lub do zamówienia bezpośrednio w redakcji.