Największy światowy miesięcznik społeczno-polityczny
NUMER BIEŻĄCY  ARCHIWUM   PRENUMERATA    BIBLIOTEKA   REDAKCJA    WYDAWNICTWO   KONTAKT
Spis treści numeru 12/142

grudzień 2017

  LMD na portalu Facebook

Wybrane artykuły
Tylko na stronie www

DOKUMENTY

Europejska Konferencja w Obronie
Publicznej Służby Zdrowia
Deklaracja

Damien Millet i Eric Toussaint
Dekada globalizacji i oporu
(1999-2009)

Raport ONZ
Wpływ blokady ekonomicznej
na sytuację humanitarną Gazy

ARTYKUŁY

Antoni Wiesztort
Największa grabież w powojennej historii stolicy

Agnès Sinaï
Zmiany klimatyczne podsycają konflikty

Gilbert Achcar
Religia między wyzwoleniem a fundamentalizmem

KOMENTARZE I POLEMIKI

Tomasz Nowicki
Jak nie pomagać uchodźcom

Tadeusz Klementewicz
Kompradorzy znad Wisły

Dariusz Zalega
Polityka horroru

Warto przeczytać

Jakub Sypiański
Nowa lewicowa postlewica?
Maj 2017

Stefan Zgliczyński
„Miasta śmierci”
pod butem Persaka

LMD - grudzień 2016

Martine Bulard
Pekin na zakręcie
LMD - kwiecień 2011

Janet Biel
Kobiety i natura, czyli
recydywa mistycyzmu

LMD - maj 2011

Loïc Wacquant
Anatomia nowej miejskiej biedy
LMD - czerwiec 2008

Eduardo Galeano
Górnicy, morze i inne historie

Z wybrzeży Afryki podróżował w rękach i pamięci niewolników z amerykańskich plantacji. Był zakazany. Rytm bębna uwalniał tych, których spętano, przywracał głos skazanym na milczenie. Władający ludźmi i ziemią dobrze wiedzieli, że to niebezpieczna muzyka, przyzywająca bogów, zapowiadająca bunt. Dlatego święty bęben spał w ukryciu.

Samuel Ruiz narodził się dwa razy

W roku 1959 do stanu Chiapas przybył nowy biskup. Samuel Ruiz był młodym człowiekiem, przerażonym zagrażającym wolności komunizmem. Gdy przeprowadzający z nim wywiad Fernando Benítez zwrócił mu uwagę, że prawo do upokarzania bliźniego nie zasługuje na miano wolności, biskup wyrzucił go za drzwi.

Pierwszy okres swojej posługi poświęcił don Samuel na zachęcanie skazanych na niewolnicze posłuszeństwo Indian do chrześcijańskiej pokory. Jednak lata mijają, rzeczywistość mówi i uczy, a don Samuel umie słuchać.

Pod koniec spędzonego w Chiapas półwiecza stał się religijnym ramieniem powstania zapatystów.

Tubylcy nazywali go „biskupem ubogich", następcą Bartolomé de Las Casas.

Kiedy władze kościelne przeniosły go w inne miejsce i musiał opuścić Chiapas, Majowie żegnali go czule.

Dziękujemy – powiedzieli – Nie chodzimy już ze zgiętymi karkami.

Chodźmy na spacer

Pod koniec XIX w. wielu mieszkańców Montevideo poświęcało niedziele na wizyty w ulubionych miejscach – w więzieniu i zakładzie dla obłąkanych. Przyglądając się osobom więzionym i chorym czuli się tak wolni i zdrowi na umyśle…

Jeśli Larousse tak mówi…

W 1885 r. czarny Haitańczyk Joseph Firmin wydał w Paryżu liczącą ponad 600 stron książkę zatytułowaną O równości ras ludzkich.

Dzieło nie znalazło żadnego odbioru, żadnego oddźwięku. Odpowiedzią była cisza. W owym czasie biblią był wciąż słownik Larousse’a, w którym sprawę wyjaśniono w ten sposób: „Czarną odmianę człowieka charakteryzuje mniej rozwinięty mózg niż odmianę białą".

Jak powstało Las Vegas

W okolicach roku 1950 Las Vegas było nudną dziurą. Główną atrakcją było obserwowanie grzybów atomowych. Wojsko przeprowadzało bowiem w najbliższej okolicy próby jądrowe, a spektakle te były otwarte dla zgromadzonej na tarasach publiczności – wyłącznie białej. Inną rozrywką były koncerty wielkich czarnych gwiazd piosenki. I w tym wypadku na widowni mogli być tylko biali.

Louis Armstrong, Ella Fitzgerald i Nat King Cole byli dobrze opłacani, lecz wchodzili i wychodzili drzwiami dla służby. A kiedy Sammy Davis Jr wpadł do basenu, dyrektor hotelu kazał wymienić wodę.

Było tak do roku 1955, kiedy to pewien milioner otworzył w Las Vegas coś, co nazwał „pierwszym w Stanach Zjednoczonych hotelem-kasynem międzyrasowym". Legendarny bokser Joe Louis witał tam gości, który mogli być biali lub czarni – i tak Las Vegas stało się Las Vegas.

Włodarze miasteczka, które zamieniło się w wystawny, najwystawniejszy ze wszystkich raj z plastiku, wciąż byli rasistami. Dotarło do nich jednak, że rasizm nie sprzyja interesom. Bo koniec końców dolary bogatego czarnego są tak samo zielone, jak wszystkie inne.

Oświecony dyktatorek

Człowiek, który spalił najwięcej książek, a przeczytał ich najmniej, był właścicielem najpotężniejszej biblioteki w całym Chile. Augusto Pinochet, dzięki publicznym pieniądzom zamienianym w fundusze prywatne, zebrał tysiące, tysiące tomów. Kupował książki, żeby je mieć, a nie czytać. Książki, mnóstwo książek – gromadził je jak dolary na kontach w banku Riggs. Miał w swoich zbiorach 887 luksusowo wydanych dzieł poświęconych Napoleonowi Bonaparte, a popiersia jego ulubionego bohatera królowały na półkach. Każda książka opatrzona była pieczęcią świadczącą, że to własność Pinocheta, jego exlibrisem: wyobrażeniem uskrzydlonej Wolności z pochodnią w dłoni. Biblioteka, ochrzczona imieniem prezydenta Augusto Pinocheta, przypadła w spadku Akademii Wojskowej armii chilijskiej.

Pierwszy strajk

Wybuchł w Egipcie, w Dolinie Królów, 14 listopada 1152 r. przed Chrystusem.

Inicjatorami pierwszego strajku w całych dziejach ruchu robotniczego byli kamieniarze, cieśle, murarze i rysownicy budujący piramidy. Założyli ręce na piersi i czekali na swoje wypłaty.

Egipscy robotnicy prawo do strajku wywalczyli dużo wcześniej. Mieli też zapewnioną bezpłatną pomoc medyczną w razie wypadku przy pracy. Do niedawna nic lub prawie nic o tym nie wiedzieliśmy. Pewnie dlatego, żeby zwyczaje te się nie rozpowszechniły.

Czyściec

W sierpniu 1936 r., w środku wojny przeciw Republice Hiszpańskiej, generalissimus Francisco Franco udzielił wywiadu amerykańskiemu dziennikarzowi, Jayowi Allenowi.

Franco wyraził przekonanie, że zwycięstwo jest bliskie, zwycięstwo krzyża i miecza.

– Zwyciężymy za wszelką cenę – powiedział.

– Będziecie musieli zabić połowę Hiszpanii – zauważył dziennikarz.

Na to Franco:

– Powiedziałem: za każdą cenę.

W czystkach brali udział księża spowiednicy i wojskowi. Trzeba było oczyścić Hiszpanię ze szczurów, z wszy i bolszewików.

Zamknięte drzwi

W sierpniu 2004 r. w centrum handlowym w Asunción w Paragwaju wybuchł pożar.

Zginęło 396 osób.

Drzwi zamknięto, żeby nikt nie wyniósł towaru bez płacenia.

Niebezpieczna

W listopadzie 1976 r. argentyńska wojskowa dyktatura ostrzelała dom Clary Anahí Mariani i zabiła jej rodziców.

Nie znamy dalszych losów Clary, prócz tego, że figuruje od tamtego czasu w rejestrach Dyrekcji Wywiadu Policyjnego prowincji Buenos Aires, w sekcji „wywrotowcy".

Na jej fiszce napisano: „Ekstremistka".

Gdy zaklasyfikowano ją w ten sposób miała trzy miesiące.

Nazwa

Lekarz Samuel Cartwright nadał nazwę zaburzeniu psychicznemu, które popychało niewolników do ucieczki.

Nie było leku na to szaleństwo, lecz dzięki dobrej woli doktora miało ono przynajmniej imię: nazywało się „drapetomanią".

Sprywatyzowana dziewica

To, co się nie opłaca, nie zasługuje na istnienie – ani na ziemi, ani w niebie.

W roku 2002 Dziewica z Guadalupe, matka Meksyku i jego symbol, została dwa razy sprzedana.

W marcu międzynarodowa spółka Viotran zdecydowała się zapłacić 12,5 mln. dolarów za to, by przez pięć lat mieć w posiadaniu jej wizerunek. Umowa, podpisana przez rektora bazyliki Matki Boskiej z Guadalupe, dawała błogosławieństwo wszystkim dewocjonaliom produkowanym przez spółkę.

Jednak z lipcu tego samego roku chiński przedsiębiorca WuYou Lin zastrzegł znak towarowy Dziewicy za dużo niższą cenę i na dużo dłużej.

Nie wiemy, do kogo teraz należy.

Rewolucja w futbolu

Zainspirowani przez wyjątkowego gracza imieniem Sokrates, który parę lat temu, w czasach wojskowej dyktatury, był najbardziej szanowanym i kochanym z nich, brazylijscy piłkarze przejęli dyrekcję jednego z najlepszych klubów kraju, klubu Corinthians.

Niebywałe, niemożliwe: gracze sami o wszystkim decydowali, między sobą, głosem większości. Demokratycznie omawiali i przegłosowywali metody pracy, strategię gry – która z każdym meczem była skuteczniejsza, podział pieniędzy i wszystko inne. Na koszulkach mieli napis: „Demokracja Corinthianska"

Po dwóch latach odsunięte kierownictwo klubu powiedziało piłkarzom „hola, hola!" i z powrotem przejęło stery. Jednak dopóki trwała demokracja, klub Corinthians pod przywództwem swoich zawodników pokazał nam najśmielszy, najbardziej widowiskowy futbol w całym kraju, przyciągnął na stadiony najwięcej kibiców i dwa razy wygrał mistrzostwa w Săo Paulo.

Dlaczego piszę?

Chcę wam opowiedzieć bardzo ważną dla mnie historię: o moim pierwszym pisarskim wyzwaniu. O tym, jak po raz pierwszy poczułem, że to dla mnie zadanie do wykonania.

Było to w boliwijskim miasteczku Llallagua, w okręgu górniczym, gdzie spędziłem trochę czasu. W tamtych okolicach rok wcześniej doszło do masakry w San Juan. Dyktator Barrientos wydał rozkaz strzelania do górników, którzy świętowali noc świętego Jana pijąc i tańcząc. Dyktator kazał strzelać do nich z otaczających miasto wzgórz.

To była przerażająca rzeź. Przybyłem tam mniej więcej rok później, w 1968 r. i pozostałem trochę dzięki moim zdolnościom do rysowania. Bo zawsze chciałem, prócz robienia innych rzeczy, także rysować. Jednak moje rysunki nigdy nie były na tyle dobre, bym czuł, że otwiera się w nich jakaś przestrzeń między światem a mną.

Przestrzeń między tym, co mogłem, a tym, co chciałem była zbyt przepastna, lecz niektóre rzeczy nieźle mi wychodziły – np. portrety. Więc rysowałem tam, w Llallagua, wszystkie dzieci górników, rysowałem plakaty na karnawałowe zabawy i publiczne spotkania. Ładnie rysowałem litery, więc przyjęli mnie do siebie i dobrze mi się działo w tym świecie nędznym i zimnym – bo tamtejszą biedę wzmagał jeszcze chłód.

Nadszedł ostatni wieczór. Górnicy byli już moimi przyjaciółmi i zgotowali mi mocno zakrapiane pożegnanie. Piliśmy chichę i singani, rodzaj boliwijskiej grappy, napój bardzo smaczny, lecz niebezpieczny. Bawiliśmy się, śpiewaliśmy, opowiadaliśmy coraz bardziej pieprzne dowcipy. Nie pamiętam już, o 5 czy o 6 rano zawyły syreny wzywające ich do pracy. Wszystko było skończone, przyszedł czas się rozstać.

Gdy nadeszła ta chwila otoczyli mnie, jakby chcieli o coś oskarżyć. Lecz nie o to chodziło. Chcieli, bym im opowiedział, jakie jest morze.

– A teraz powiedz nam, jak wygląda morze.

Na moment odebrało mi głos, nie wiedziałem, co powiedzieć. Górnicy byli skazani na przedwczesną śmierć z powodu pylicy – bo ziemia w swoich trzewiach ma zabójczy pył. Średnia życia mężczyzn pracujących w kopalnianych korytarzach wynosiła 30-35 lat, nie więcej. Wiedziałem, że nigdy nie zobaczą morza, że umrą długo zanim pojawi się w ich życiu taka możliwość. Zresztą i tak nędza nie pozwala ruszyć się z nędznej mieściny Llallagua. Było więc moim zdaniem przynieść im tutaj morze, znaleźć słowa, które sprawią, że się w nim zanurzą. To było moje pierwsze pisarskie wyzwanie. Pojawiło się, bo pojąłem, że pisanie może czemuś służyć.

tłum. Anastazja Dwulit


Eduardo Galeano – żył w latach 1940-2015, był jednym z najsłynniejszych pisarzy urugwajskich, znaną postacią latynoamerykańskiej lewicy i wieloletnim współpracownikiem Le Monde Diplomatique. Przedstawiamy państwu kilka fragmentów jego ostatniego dzieła (zbiór historii i bajek czasem lakonicznych jak haiku).

Współpraca wydawnicza
Biblioteka  LMD
Andrzej Szahaj

Zebrane w tym tomie teksty traktują o współczesnym kapitalizmie, o jego polskiej odmianie oraz o zapomnianych wartościach, takich jak równość, empatia i solidarność. Andrzej Szahaj przekonuje, że zatrzymanie procesów degrengolady dzisiejszego kapitalizmu musi być ściśle związane z zatrzymaniem procesów degrengolady liberalizmu. Jego zdaniem tylko ponowne zbliżenie się liberalizmu do ideałów socjaldemokratycznych może uratować tę doktrynę przed ostateczną klęską. To niepopularny sąd wśród liberałów polskich, zainfekowanych złą tradycją liberalizmu spod znaku Hayeka i Friedmana, która okazała się ślepą uliczką.

Galeria książek

 LMD poleca
Filozofia i ruchy społeczne

Autorzy i autorki studiują postawiony w tytule książki problem w rozmaitych kontekstach, rozciągających się geograficznie od Rosji przez Europę Wschodnią i Zachodnią po Amerykę Łacińską, a czasowo od końca XIX do końca XX w. Prezentując różnorodne podejścia i rozmaicie rozkładając akcenty, wskazują na nierozerwalny związek historii idei i historii ruchów społecznych.

Galeria książek

LMD  artystyka
Robotnik. Performanse pamięci

Tytułowa figura robotnika i związane z nią performanse pamięci przedstawione są z punktu widzenia kulturoznawstwa, filozofii, historii sztuki, teatrologii i muzykologii. Autorki i autorzy przyglądają się rzeczywistości fabryki i ulicy jako miejscom kształtowania się tożsamości proletariatu przemysłowego, figurom robotnicy i robotnika w projektach awangardy teatralnej i artystycznej. Analizują przy tym wielostronne praktyki kulturowe: od strajków i demonstracji przez film awangardowy, teatr polityczny, scenę kabaretową i socrealistyczne przedsięwzięcia kulturalne po projekty kuchni modernistycznej, sport robotniczy i sztukę proletariacką.

Galeria książek

Broszura o TTIP 

Pobierz broszurę autorstwa Johna Hilary'ego pt. "Transatlantyckie Partnerstwo w Dziedzinie Handlu i Inwestycji. Fundament deregulacji, atak na miejsca pracy, kres demokracji".

Archiwum na płycie DVD 

Płytę DVD ze stu numerami
Le Monde-diplomatique
(pliki PDF o wysokiej rozdzielczości)
można zamawiać pod adresem:
redakcja@monde-diplomatique.pl
w cenie 39 zł. Wysyłka gratis.

Książki i czasopisma naszego wy- dawnictwa są do nabycia w księgar- niach i Empikach lub do zamówienia bezpośrednio w redakcji.