Największy światowy miesięcznik społeczno-polityczny
NUMER BIEŻĄCY  ARCHIWUM   PRENUMERATA    BIBLIOTEKA   REDAKCJA    WYDAWNICTWO   KONTAKT
Spis treści numeru 07/137

lipiec 2017

  LMD na portalu Facebook

Wybrane artykuły

Serge Halimi
Demokratyczne przekręty

Przemysław Wielgosz
Konsens antykomunistyczny

William Irigoyen
SPD bez busoli

Angelina Kussy
Alternatywa dla „polityk strachu”

Fatiha Dazi-Héni
Saudowie kontra Katar

Tylko na stronie www

DOKUMENTY

Europejska Konferencja w Obronie
Publicznej Służby Zdrowia
Deklaracja

Damien Millet i Eric Toussaint
Dekada globalizacji i oporu
(1999-2009)

Raport ONZ
Wpływ blokady ekonomicznej
na sytuację humanitarną Gazy

ARTYKUŁY

Antoni Wiesztort
Największa grabież w powojennej historii stolicy

Agnès Sinaï
Zmiany klimatyczne podsycają konflikty

Gilbert Achcar
Religia między wyzwoleniem a fundamentalizmem

KOMENTARZE I POLEMIKI

Tomasz Nowicki
Jak nie pomagać uchodźcom

Tadeusz Klementewicz
Kompradorzy znad Wisły

Dariusz Zalega
Polityka horroru

Warto przeczytać

Jakub Sypiański
Nowa lewicowa postlewica?
Maj 2017

Stefan Zgliczyński
„Miasta śmierci”
pod butem Persaka

LMD - grudzień 2016

Martine Bulard
Pekin na zakręcie
LMD - kwiecień 2011

Janet Biel
Kobiety i natura, czyli
recydywa mistycyzmu

LMD - maj 2011

Loïc Wacquant
Anatomia nowej miejskiej biedy
LMD - czerwiec 2008

Fatiha Dazi-Héni
Saudowie kontra Katar

Konflikt na Półwyspie Arabskim wywołany przez monarchię saudyjską wstrząsnął nie tylko tym strategicznym regionem. Oskarżenie Kataru o wsparcie dla dżihadystów brzmi mało przekonująco w ustach władców, którzy od dekad są podejrzewani o sponsorowanie al-Kaidy. Pod wojowniczą retoryką Rijadu kryją się regionalne rywalizacje i dążenia do podporządkowania sobie sąsiadów.

Przypomnienie, kto jest panem regionu i potwierdzenie hegemonii nad sąsiednimi monarchiami – oto cel agresywnej ofensywy dyplomatycznej Arabii Saudyjskiej przeciwko Katarowi. Okolicznościowy sprzymierzeniec Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Bahrajnu i Egiptu, wahhabickie królestwo ogłosiło 5 czerwca tego roku zerwanie stosunków dyplomatycznych z Dauhą, oficjalnie oskarżoną o „wspieranie terroryzmu" i udział – u boku Iranu – w różnych destabilizacyjnych działaniach. Następnie Saudyjczycy i Emiratczycy zamknęli swoją przestrzeń powietrzną i morską, jak również jedyne przejście lądowe z maleńkiego półwyspu katarskiego, przez które przechodziło 90% potrzebnych mu podstawowych produktów, a zwłaszcza żywności. Na te środki nałożyła się medialna kampania oczerniania, która ma skłonić reżim w Katarze do powrotu na właściwe pozycje.

Kryzys rozpoczął się 23 maja. Tego dnia agencja prasowa Qatar News Agency podała komunikat przypisany emirowi Tamimowi, w którym krytykował on demonizację Iranu, palestyńskiego Hamasu i libańskiego Hezbollahu po oficjalnej wizycie Donalda Trumpa w Rijadzie (w dniach 20-21 maja). 24 maja Dauha zdementowała tę wiadomość, wyjaśniając, że do jej agencji prasowej włamali się hakerzy, którzy opublikowali „fałszywy komunikat". To jednak nie zapobiegło eskalacji.

Kryzysy, sojusze i konflikty interesów

Poprzedni kryzys dyplomatyczny wybuchł między Arabią Saudyjską, Emiratami i Bahrajnem a Katarem w 2014 r., gdy ten ostatni na 8 miesięcy odwołał swoich ambasadorów w ramach protestu przeciwko represjom prowadzonym przeciwko Braciom Muzułmanom przez reżim egipskiego prezydenta Abd al-Fataha as-Sisiego. Emiracki następca tronu Muhammad Ibn Zaid an-Nahjan, wpływowa osobistość Abu Zabi, żywi głęboką awersję do bractwa, a lokalna prasa od 3 lat prowadziła ostrą kampanię potępiającą katarskie wsparcie dla Braci [1].

Kryzys ten poważnie wstrząsnął Radą Współpracy Arabskich Państw Zatoki Perskiej (GCC) [2], która grupuje 6 monarchii Półwyspu Arabskiego: Arabię Saudyjską, Bahrajn, Zjednoczone Emiraty Arabskie (będące federacją siedmiu emiratów, w tym Abu Dhabi i Dubaju), Kuwejt, Oman oraz Katar. GCC została powołana do życia 25 maja 1981 r. podczas szczytu w Abu Zabi, 2 lata po narodzinach Islamskiej Republiki Iranu, w ślad za inwazją Armii Czerwonej na Afganistan w grudniu 1979 r. i wybuchem wojny iracko-irańskiej we wrześniu 1980 r. GCC od początku była reakcją obronną na utrzymujące się w regionie napięcia i konflikty. O ile te monarchie dynastyczne posiadają znaczne zasoby energetyczne i finansowe (ich łączny produkt krajowy stanowi ponad 70% PKB całego świata arabskiego), o tyle słabość demograficzna i militarna w porównaniu z sąsiadami (Irakiem, Iranem, Egiptem czy Izraelem) zmusiła je do zwarcia szeregów w ramach regionalnego sojuszu. Poza międzyrządową umową dotyczącą stworzenia wspólnego rynku kraje członkowskie GCC zawierają różnego typu umowy indywidualne w dziedzinie obronności z krajami zachodnimi, przede wszystkim Stanami Zjednoczonymi.

Przyzwyczajone do wsparcia ze strony Stanów Zjednoczonych – ograniczonego w czasie dwóch kadencji Baracka Obamy – monarchie znad Zatoki nie zdołały stworzyć wspólnych wielostronnych sił zbrojnych ze względu na panującą między ich rządzącymi nieufność i preferencję do zawierania dwustronnych porozumień wojskowych z wielkimi państwami przemysłowymi eksportującymi broń. W braku takowych zdecydowały się na porozumienie w sprawie bezpieczeństwa, które zostało podpisane w listopadzie 2012 r. w Rijadzie i ratyfikowane przez 5 z 6 sygnatariuszy w 2014 r. (parlament Kuwejtu odrzucił ten dokument). Porozumienie pozwala na wymianę informacji na temat obywateli między służbami wywiadowczymi, umożliwia współpracę lokalnych sądów oraz tworzy wspólny system nadzoru pozwalający na blokowanie sieci społecznościowych będących w regionie głównym forum „wolnego" wyrażania opinii.

Mimo swojej słabości strukturalnej oraz nieustającej rywalizacji między jej członkami, GCC wydaje się jedyną skuteczną i trwałą organizacją międzyrządową w świecie arabskim. Od momentu powstania nękana jest kryzysami, które pojawiają się najczęściej między Arabią Saudyjską a innymi państwami członkowskimi. Państwowa konstrukcja królestwa, oparta na jego podbojach militarnych oraz misji rozpowszechniania jej religii państwowej, inspirowanej hanbalizmem w interpretacji wahhabickiej, wywołuje głęboką nieufność, tym bardziej że Rijad traktuje cały Półwysep Arabski jako swoją naturalną strefę wpływów. Niepowodzenie projektu wspólnej waluty państw Zatoki, przewidzianego na 2010 r. jest doskonałą tego ilustracją. Nie chcąc uzależniać się finansowo od potężnego saudyjskiego sąsiada, Sułtanat Omanu, mniej zamożny niż pozostali członkowie GCC, chciał mieć więcej czasu, by móc rozwinąć własną gospodarkę. Jednak to wycofanie się Zjednoczonych Emiratów Arabskich położyło kres planom unii monetarnej. Abu Zabi zdecydowanie odrzuciło pomysł, by siedzibą przyszłego wspólnego banku centralnego był Rijad.

Saudyjczycy chcą decydować

Saudyjskie inicjatywy są często oceniane przez pryzmat hegemonicznych ambicji natury zarówno politycznej, jak i religijnej. To wyjaśnia, dlaczego Sułtanat Omanu – państwo narodowe o tysiącletniej tożsamości [3] – wolało zawsze zachowywać dystans wobec saudyjskich projektów polityczno-militarnych w ramach GCC. W 2013 r. w reakcji na falę buntów w świecie arabskim saudyjski król Abdallah zaproponował przekształcenie GCC w Unię Państw Zatoki Perskiej, w ramach której wszystkie państwa członkowskie realizowałyby tę samą linię polityczną dyplomatyczną i obronną. Projekt został odebrany jako saudyjska próba podporządkowania sobie innych monarchii, na wzór tego, co stało się z Bahrajnem po interwencji wojskowej w marcu 2011 r. Jedynie Oman wyraził głośno sprzeciw podzielany przez większość jego sąsiadów. 8 grudnia 2013 r., na 9. sesji dialogu z Manamy, poświęconej kwestii bezpieczeństwa w Zatoce, minister Omanu odpowiedzialny za sprawy zagraniczne, Jusuf Ibn Alawi, gwałtownie zareagował na perspektywę zmiany porozumienia o współpracy państw Zatoki. Jego ostry sprzeciw uniemożliwił ogłoszenie unii podczas 34. szczytu przywódców państw GCC, który odbył się 3 dni później w Kuwejcie. Weto Omanu zostało przyjęte z ulgą przez czterech innych członków rady.

Już na początku lat 80. ubiegłego wieku Maskat odrzucił saudyjsko-kuwejcką propozycję utworzenia wspólnej siły zbrojnej, by wesprzeć oddziały Saddama Husajna, który niedawno wypowiedział wojnę Iranowi. Taki akt byłby w oczach Omańczyków równoznaczny z wypowiedzeniem wojny republice islamskiej [4]. Od tego czasu Oman wolał zawsze zachowywać dobrosąsiedzkie relacje z Iranem i Jemenem, nawet jeśli przyjmowane to było z dezaprobatą przez jego partnerów z GCC. W latach 80. Katarczycy i Emiratczycy często zajmowali takie samo stanowisko jak Oman. Obecnie to raczej Kuwejtczycy i Katarczycy są bliżsi zasadom nieinterweniowania bronionym przez Maskat. Sułtanat pozostał neutralny wobec konfliktu w Jemenie, gdzie Saudyjczycy i Emiratczycy interweniują przy użyciu ciężkiej broni przeciwko huthickim rebeliantom sprzymierzonym z dawnym jemeńskim prezydentem Alim Abdallahem Salihem, by przywrócić władzę prezydenta Abd Rabbu Mansura Hadiego [5].

W ostatnich latach sytuacja uległa pewnej zmianie: Saudyjczycy nie są już jedynymi podejrzanymi o hegemonistyczne zapędy. Nieskrępowany interwencjonizm i agresywna postawa Zjednoczonych Emiratów Arabskich niepokoją Omańczyków i inne monarchie znad Zatoki od momentu wybuchu powstania w Libii i – jeszcze bardziej – w Jemenie [6]. Inwestycje finansowe i logistyczne emiratu Abu Zabi na południu kraju, którym towarzyszą manewry wojskowe w regionie przygranicznym, nie są widziane przychylnym okiem przez władze sułtanatu.

Wojna w Jemenie, Iran i konflikty wewnętrzne

Sytuacja w Jemenie unaocznia całą złożoność relacji między monarchiami Zatoki. Wprawdzie poprzedzały go inicjatywy negocjowania i pokojowego rozwiązania zrywu z 2011 r., jednak konflikt zbrojny trwa tam na dobre. Nakłada się nań obecnie spór między Rijadem a Abu Zabi w sprawie południa kraju, zwłaszcza prowincji Hadramaut, a emiraty są podejrzewane o próby podziału tej strefy ze względu na własne interesy gospodarcze i finansowe. To napięcie między dwoma sojusznikami – którzy skądinąd działają zgodnie, by „ukarać" Katar – może przerodzić się w kolejny poważny konflikt w łonie GCC. Działania Abu Zabi poważnie niepokoją Oman i Kuwejt, podczas gdy dynastia al-Chalifa z Bahrajnu, która zawdzięcza ocalenie saudyjskiej interwencji wojskowej w marcu 2011 r. przeciwko opozycji żądającej wprowadzenia demokracji, popiera stanowisko dyplomatyczne Rijadu. Nawet Katar, wykluczony od początku czerwca z arabsko-sunnickiej koalicji wojskowej interweniującej w Jemenie, musiał stanąć po stronie Saudyjczyków w sprawie południa kraju – Dauha nie życzy sobie, by wzrosły wpływy Zjednoczonych Emiratów Arabskich w tej strefie.

O ile Iran uznawany jest przez wszystkie państwa członkowskie GCC za hegemoniczną potęgę, o tyle zagrożenie z jego strony jest bardzo różnie postrzegane przez monarchie. Percepcja irańskiego rywala regionalnego oraz sposobów działania, które zamierza podjąć Rijad, by powstrzymać jego ekspansję, dzielą je na dwa bloki. Z jednej strony Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie (z Abu Dhabi na pierwszej linii) oraz Bahrajn opowiadają się za przyjęciem twardej linii wobec różnorakich działań Iranu w regionie: brygady wysłane do Syrii i Iraku, sterowanie szyickimi milicjami, wsparcie logistyczne dla Hezbollahu czy opowiadanie się po stronie mniejszości szyickiej w Arabii Saudyjskiej i szyickiej opozycji w Bahrajnie. Po drugiej stronie znalazły się Oman i Kuwejt, bardziej otwarte na mediacje dyplomatyczne. To właśnie w Omanie – i to bez wiedzy innych monarchii półwyspu – odbywały się tajne negocjacje irańsko-amerykańskie poprzedzające podpisanie porozumienia w sprawie irańskiego programu jądrowego w lipcu 2015 r. W Katarze emir Tamim, który 25 czerwca 2013 r. zajął miejsce ojca, emira Hamada, wybrał bardziej pojednawczą i zgodną z wizją jego sąsiadów dyplomację regionalną zbliżając się do Rijadu – tak przynajmniej było do wybuchu ostatniego kryzysu. Jednakże, nawet jeśli Dauha obawia się przede wszystkim swojego potężnego perskiego sąsiada, to katarska monarchia wpisuje się raczej w obóz preferujący załagodzenie w relacjach między dwoma brzegami Zatoki.

O ile w przeszłości napięcia między sześcioma monarchiami nie należały do rzadkości, o tyle gwałtowność ostatniej saudyjsko-emirackiej reakcji wobec państwa członkowskiego GCC nie przeszła bez śladu. Ostrość licznych ataków medialnych a także dyplomatyczne, polityczne i ekonomiczne środki odwetowe zastosowane wobec Kataru są bezprecedensowe. Podczas gdy monarchie Zatoki zawsze uważały, żeby regulować wszelkie spory „w czterech ścianach" i z dala od zewnętrznych obserwatorów, obecny kryzys jest sterowany przy użyciu agresywnych, zdecydowanych i zdeterminowanych metod. Ta zmiana jest odzwierciedleniem zmiany pokoleniowej i przemiany kultury politycznej wśród przywódców politycznych, takich jak następca tronu Zjednoczonych Emiratów Arabskich książę Muhammad Ibn Zaid an-Nahjan czy drugi następca tronu Arabii Saudyjskiej książę Muhammad Ibn Salman, z których ten ostatni przyjmuje za wzór model strategii rozwoju ekonomicznego Dubaju, a przy okazji ostry sprzeciw pierwszego wobec Iranu oraz Braci Muzułmanów. Widzi w nim model władzy, który sam chciałby wprowadzić, stając na czele monarchii.

Dezorientacja sojuszników

Społeczeństwa państw Zatoki, wywodzące się z tych samych plemion i zawierające małżeństwa niezależnie od granic państwowych, są wstrząśnięte tym złamaniem solidarnej spójności między dynastiami państw GCC, które uderza w tysiące rodzin. Saudyjscy i emiraccy przywódcy zagrozili nawet wprowadzeniem kar (nawet do 15 lat więzienia w przypadku Abu Zabi oraz 10 lat – w Arabii Saudyjskiej) dla osób demonstrujących sympatie dla Dauhy. Wielkie mocarstwa, zwłaszcza Stany Zjednoczone, podobnie jak zdecydowana większości krajów muzułmańskich, w tym Turcja, Iran, Pakistan, a nawet Maroko (będące zwykle wiernym sojusznikiem Saudyjczyków i Emiratczyków) próbowały przemówić im do rozsądku. W Waszyngtonie autoryzacją podobnego ostracyzmu były tweety prezydenta Trumpa, jednakże bardzo szybko zaprzeczyło im stanowisko dwóch wpływowych osobistości amerykańskiej administracji: generała Jamesa Mattisa (ministra obrony) oraz Rexa Tillersona (sprawy zagraniczne). Jeśli chodzi o mediacyjne inicjatywy Kuwejtu i Omanu, to zyskują one szerokie wsparcie na arenie międzynarodowej.

Ta sytuacja o nieprzewidywalnych dziś jeszcze konsekwencjach dyskwalifikuje monarchie GCC, przede wszystkim zaś Arabię Saudyjską, która nie zdołała wybić się na pozycję regionalnej potęgi arabskiej. Również Abu Zabi może ponieść konsekwencje swej destabilizującej nadgorliwości, która zniechęca doń zarówno jego sąsiadów, jak i amerykańskiego protektora. W przeciwieństwie do celu stawianego sobie przez tych, którzy wywołali ten kryzys, umocnił on Iran, który pojawił się na scenie jako solidne i spójne mocarstwo regionalne, zdolne do regulowania niektórych napięć wewnętrznych na drodze wyborczej nieznanej na drugim brzegu Zatoki Perskiej.

tłum. Ewa Cylwik


Fatiha Dazi-Héni – specjalistka od monarchii Zatoki Perskiej, badaczka w Instytucie badań strategicznych Szkoły Wojskowej (ISREM) i wykładowczyni w Instytucie Nauk Politycznych w Lille. Jej ostatnia opublikowana książka to L’Arabie saoudite en 100 questions (Tallandier, Paryż 2017). 

[1] Nabil Ennasri, „Reprise de la guerre froide du Golfe. Le Qatar entre les Émirats arabes unis et l’Arabie saoudite", Orient XXI, 31 maja 2017, http://orientxxi.info

[2] Patrz „La diabolisation du Qatar sonne-t-elle le glas du Conseil de coopération du Golfe?", The Conversation, 8 czerwca 2017, http://theconversation.com

[3] Por.  „Oman: défis intérieurs et enjeux régionaux dans la perspective de l’après-Sultan", notatka nr 42, 20 czerwca 2017, www.defense.gouv.fr/irsem

[4] Rozmowa autora z szejkiem Sajfem al-Maskarim, dawnym wysokim urzędnikiem państwowym Omanu, na stanowisku w GCC od lat 1980. Do początku lat 2000. Siły „Tarcza półwyspu" zostały utworzone w 1980 r., składały się zaledwie z tysiąca żołnierzy i stacjonowały w bazie Hafr al-Batin na terytorium Arabii Saudyjskiej.

[5] Czyt. Laurent Bonnefoy, „Jemen. Rok dziwnej wojny" Le Monde diplomatique – edycja polska, marzec 2016.

[6] „The Gulf’s «little Sparta» – The ambitious United Arab Emirates", The Economist, Londyn, 6 kwietnia 2014.

Współpraca wydawnicza
Biblioteka  LMD
Paweł Mościcki

Jak patrzy uchodźca? Jak patrzeć na niego? W jaki sposób widzialność migracji wpływa na kulturę oraz wypracowane przez nią formy komunikacji i transmisji? Książka jest poświęcona obrazom uchodźców, choć zaproponowana w niej perspektywa różni się od tej, jaka dominuje w głównym nurcie debaty publicznej. Autor stara się przede wszystkim przesunąć akcent z migrantów rozumianych jako przedmiot reprezentacji, na doświadczenie wygnania jako coś, co każe przemyśleć na nowo podstawowe kategorie związane z funkcjonowaniem obrazów.

Galeria książek

Biblioteka  LMD
Co to za gra?

Trudno powstrzymać się od myśli, że żyjemy w wielkim cyrku. [...] Raporty Crédit Suisse i Oxfam pokazują nam wielką przepaść dzielącą właścicieli gry i widzów: 8 miliarderów posiada więcej bogactwa niż najbiedniejsze 50% mieszkańców kuli ziemskiej, a 1% najbogatszych posiada więcej niż pozostałe 99%. Czy oni to wszystko produkują? [Fragment Wstępu]

Galeria książek

LMD  poleca
Tramwaj zwany uznaniem

Książka zapowiada nadejście feminizmu zwykłych kobiet, feminizmu zarazem queerowego i kontestującego przywileje klasowe, rasowe, społeczne i płciowe. Jest opowieścią o feministycznej praktyce, teorii i sztuce, połączeniem analizy z publicystyką, polityki z krytyką kultury. Przyglądając się Czarnemu Protestowi i Strajkowi Kobiet, ale też wczytując w teorie polityki i estetyki oraz analizy kultury, prezentuje syntetyczny i wielowątkowy proces feministycznej walki.

Galeria książek

Broszura o TTIP 

Pobierz broszurę autorstwa Johna Hilary'ego pt. "Transatlantyckie Partnerstwo w Dziedzinie Handlu i Inwestycji. Fundament deregulacji, atak na miejsca pracy, kres demokracji".

Archiwum na płycie DVD 

Płytę DVD ze stu numerami
Le Monde-diplomatique
(pliki PDF o wysokiej rozdzielczości)
można zamawiać pod adresem:
redakcja@monde-diplomatique.pl
w cenie 39 zł. Wysyłka gratis.

Książki i czasopisma naszego wy- dawnictwa są do nabycia w księgar- niach i Empikach lub do zamówienia bezpośrednio w redakcji.