Największy światowy miesięcznik społeczno-polityczny
NUMER BIEŻĄCY  ARCHIWUM   PRENUMERATA    BIBLIOTEKA   REDAKCJA    WYDAWNICTWO   KONTAKT
Spis treści numeru 10/140

październik 2017

  LMD na portalu Facebook

Wybrane artykuły

Zbigniew Marcin Kowalewski
Rewolucja w Katalonii

Przemysław Wielgosz
1917: rewolucja peryferii

Serge Halimi
Stulecie Lenina

Martine Bulard
Pertraktować z Pjongjangiem

Evelyne Pieiller
Rewolucja w sztuce

Tylko na stronie www

DOKUMENTY

Europejska Konferencja w Obronie
Publicznej Służby Zdrowia
Deklaracja

Damien Millet i Eric Toussaint
Dekada globalizacji i oporu
(1999-2009)

Raport ONZ
Wpływ blokady ekonomicznej
na sytuację humanitarną Gazy

ARTYKUŁY

Antoni Wiesztort
Największa grabież w powojennej historii stolicy

Agnès Sinaï
Zmiany klimatyczne podsycają konflikty

Gilbert Achcar
Religia między wyzwoleniem a fundamentalizmem

KOMENTARZE I POLEMIKI

Tomasz Nowicki
Jak nie pomagać uchodźcom

Tadeusz Klementewicz
Kompradorzy znad Wisły

Dariusz Zalega
Polityka horroru

Warto przeczytać

Jakub Sypiański
Nowa lewicowa postlewica?
Maj 2017

Stefan Zgliczyński
„Miasta śmierci”
pod butem Persaka

LMD - grudzień 2016

Martine Bulard
Pekin na zakręcie
LMD - kwiecień 2011

Janet Biel
Kobiety i natura, czyli
recydywa mistycyzmu

LMD - maj 2011

Loïc Wacquant
Anatomia nowej miejskiej biedy
LMD - czerwiec 2008

Martine Bulard
Pertraktować z Pjongjangiem

Podczas ostatniego posiedzenia ONZ ws. sytuacji na Półwyspie Koreańskim prezydent Trump obiecał „Całkowicie zniszczyć Koreę Północną" w chwili ataku z jej strony. Dyplomaci Rosji i Francji opowiadają się za dialogiem, ale podtrzymują warunek wstępnych rozmów, czyli wstrzymanie północnokoreańskiego programu jądrowego. Problem w tym, że to podejście nie działa.

Widmo nuklearne znów zawisło nad nami. Czy jest szansa, że zniknie? Nie od dziś wywołuje je Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna (KRLD): pierwszy raz datuje się na 1993 r. Jednakże od ostatniego roku Kim Dzong Un niezwykle przyspieszył: dziesięć wystrzałów pocisków balistycznych średniego i międzykontynentalnego zasięgu w ciągu 20 miesięcy, 3 próby nuklearne.

Tej serii towarzyszyła spektakularna parada wojskowa i emisja obrazów przesyconych pociskami i czołgami (17 kwietnia tego roku), wojownicze deklaracje i groźby pod adresem amerykańskich miast, które dyktator z Pjongjangu chce „zamienić w popiół", podobnie jak wyspę Guam, która jest niczym amerykański lotniskowiec pośrodku Oceanu Spokojnego. Pocisk, który wystrzelono 14 września, pokonał 3,7 tys. kilometrów zanim spadł do oceanu, pokazując, że ta wyspa, położona w odległości 3,4 tys. km od stolicy Korei Północnej, nie jest już poza zasięgiem. W tej chwili azjatycki doktor Strangelove uważa, aby nie mierzyć w tamtym kierunku. Tylko Japończycy usłyszeli krzyk syren sygnalizujący przelot nad ich terytorium, narażonym na skutki ewentualnej awarii.

Ogień i krew jakich świat nie widział

Odpowiedzią na prowokacje Kim Dzong Una są miażdżące deklaracje i inne „tweetonady" Donalda Trumpa. Amerykański prezydent obiecuje Pjongjangowi „ogień i gniew, jakich jeszcze świat nie widział" (8 sierpnia), Pekinowi, uznanemu za zbyt słaby, zapowiada odcięcie korytarzy handlowych, ponieważ „ci, którzy robią interesy z Północnokoreańczykami, nie mogą ich już robić z nami" (3 września), Seulowi daje do zrozumienia, że strategia „uśmierzania", stosowana przez nowowybranego prezydenta Moon Jae-ina, „do niczego nie prowadzi" (3 września).

Skończyły się czasy, gdy obecny mieszkaniec Białego Domu zapewniał, że jest „gotowy spotkać się z Kimem, jeśli okoliczności na to pozwolą" [1]. Wojownicze demonstracje Pjongjangu oraz jastrzębie z Waszyngtonu położyli kres trumpowskiej dobrej woli. Pentagon i amerykańscy eksperci rozważają różne scenariusze wojny, częściowej lub totalnej, prewencyjnej lub obronnej, a nawet zabójstwo północnokoreańskiego przywódcy, choć sami przyznają, że „wszystkie opcje są złe" [2].

Francja również ma swoich podżegaczy wojennych (siedzących za biurkami). „Wobec Korei Północnej opcja militarna jest najmniej ryzykowna", oświadczyła Valérie Niquet odpowiedzialna za wydział Azji Fundacji na rzecz Badań Strategicznych [3]. Dwadzieścia pięć milionów osób mieszkających w aglomeracji Seulu, mniej niż 60 kilometrów od północnokoreańskiej granicy, zapewne będzie podzielać tę opinię. Nawet były doradca amerykańskiego prezydenta do spraw strategicznych Steve Bannon, którego raczej trudno uznać za pacyfistę, ocenia, że „nie ma rozwiązania militarnego" [4]. Cóż to znaczy… Również szef sztabu, francuski sinolog, marzy o przebudowie regionu z Koreą Północną rozłożoną na łopatki i pozbawioną broni nuklearnej, Chinami o ukróconych ambicjach regionalnych, Koreą Południową, zniszczoną, lecz zadowoloną, że jej „wezwania do najostrzejszego odwetu" zostały wysłuchane oraz Stanami Zjednoczonymi umocnionymi w swej roli strażników pokoju… Bez wątpienia jak w Iraku.

Kierowca w niewłaściwym samochodzie

Pomijając kilku szczególnie zatwardziałych konserwatystów, ogromna większość Południowokoreańczyków jest zbyt świadoma konsekwencji, by brać pod uwagę opcję militarną. Moon Jae-in zgodził się wprawdzie ostatecznie na instalację systemu antyrakietowego THAAD, którą wstrzymał w momencie objęcia urzędu, 10 maja tego roku – co sprawia jedynie, że na półwyspie przybędzie broni. Jednakże domagał się od amerykańskiego prezydenta, by nie podejmował żadnych decyzji bez „skonsultowania się" z Seulem. I zgodnie z informacją wysokiego urzędnika z Ministerstwa Zjednoczenia bierze pod uwagę dostarczenie Północy „pomocy humanitarnej w wysokości 8 mln dolarów za pośrednictwem organizacji międzynarodowych takich jak UNICEF czy Światowy Program Żywnościowy" [5]. Prezydent mówi o obraniu „podwójnej drogi" presji i dialogu. Jednakże przyjmując amerykańską wersję traci jakąkolwiek wiarygodność.

„Prezydent Moon siada na miejscu kierowcy, lecz w niewłaściwym samochodzie", wyjaśnia po swojemu profesor Park Sun-song z Instytutu Nauk Północnokoreańskich Uniwersytetu Dongguk w Seulu. To na Waszyngtonie trzeba wywrzeć presję", by porzucił swoją politykę wszystko albo nic. Ponieważ nie ma najmniejszej szansy na zmuszenie północnokoreańskiego przywódcy do bezwarunkowego poddania się. Nie da się rozwiązać w sposób pokojowy napięć, nie rozumiejąc ich korzeni.

Choć może się to wydać paradoksalne, Pjongjang się boi – nie Seulu, lecz Stanów Zjednoczonych. Północnokoreańscy przywódcy wierzą, że byłyby one w stanie najechać na ich kraj, by położyć kres reżimowy zaklasyfikowanemu do „osi zła". Broń nuklearna wydaje się im jedyną możliwą gwarancją przetrwania – siła słabego w zderzeniu ze światową potęgą militarną. Przy braku tej potężnej broni – wyjaśniają wszystkim, którzy chcą ich słuchać – Irak został zniszczony przez Amerykanów, którym nie był potrzebny nawet mandat ONZ. Zostali zmuszeni natomiast do negocjowania z Iranem, będącym na najlepszej drodze do zdobycia broni atomowej. Z kolei Libia zrezygnowała w 2003 r. ze swego programu nuklearnego w zamian za obietnicę dołączenia do szanowanych państw. „Widzimy, co się tam stało, ile były warte wszystkie te obietnice, mówi północnokoreański rozmówca, który pragnie zachować anonimowość. Nie po to ponosiliśmy tyle ofiar, by teraz znaleźć się w takiej samej sytuacji". Pójście w ślady Trypolisu nie wchodzi w grę.

Waszyngton prze ku konfrontacji

Zresztą problem z bronią atomową nie datuje się na okres rządów ostatniej latorośli dynastii Kimów. Jak przypomina amerykański historyk Bruce Cumings [6], „często umyka nam fakt, że to Stany Zjednoczone po raz pierwszy – w 1958 r. – sprowadziły broń jądrową na Półwysep Koreańskim – a zatem 5 lat po bezpardonowej walce między północą i południem i mniej niż 15 lat po Hiroszimie i Nagasaki. Wyścig zaczął się już wtedy. Dyskretnie i przy radzieckim wsparciu KRLD zdobyła technologie jądrowe, podpisując jednocześnie Traktat o nierozprzestrzenianiu broni nuklearnej w 1985 r. Upadek Związku Radzieckiego, najbliższego sojusznika reżimu, przekonał go, że powinien posiąść tajniki produkcji. Po odrzuceniu przez George’a H. Busha ręki wyciągniętej przez Kim Ir Sena, dziadka obecnego przywódcy, gdy zaproponował rozpoczęcie rozmów mających doprowadzić do podpisania układu o nieagresji, Korea Północna wystrzeliła pierwszą rakietę w 1993 r. [7] Prezydent Bill Clinton, początkowo gotowy rozprawić się z Pjongjangiem, podpisał ostatecznie ramowe porozumienie w 1994 r., które przyniosło niebagatelne żniwo: zatrzymanie reaktora w Jongbion, który został zapieczętowany, nadzór nad instalacjami, utworzenie konsorcjum, w skład którego wchodziły obie Koree, Stany Zjednoczone, Japonia i Unia Europejska, z zadaniem wybudowania dwóch reaktorów jądrowych na lekką wodę, mających dostarczać energii, której kraj tak potrzebuje, pomoc żywnościowa i naftowa, dalsze negocjacje w celu uregulowania stosunków. Nie udało się jednak wyjść poza etap rozmów. I tak, gdy w 1997 r. Pjongjang poprosił o przyjęcie go do Azjatyckiego Banku Rozwoju, by móc finansować wzrost gospodarczy, Waszyngton i Tokio postawiły weto. „Gdy tylko KRLD zaczęła się otwierać na świat, znów popadła w izolację i zduszona została międzynarodowymi sankcjami", zauważa dziennikarz Philippe Pons [8]. Jeżeli zaś chodzi o reaktory jądrowe, to nigdy nie zostały zbudowane. George W. Bush (syn), który objął władzę w 2001 r., po serii manipulacji (wycieki informacji, które okazały się nieprawdziwe, bezpodstawne oskarżenia o finansowanie terroryzmu [9]) zatrzasnął wszystkie drzwi.

Amerykańscy konserwatyści byli wówczas przekonani, że reżim, pozbawiony radzieckiej pomocy i nękany dotkliwą klęską głodu, rozsypie się pod ciężarem sankcji. Założenie było całkowicie nietrafione. Karmione najskrajniejszą formą nacjonalizmu społeczeństwo skonsolidowało się wokół przywódców, którzy szumnie ogłosili powrót na nuklearną scenę. KRLD odstąpiło od Traktatu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej w 2003 r., odmawiając zgody na kontrolę inspektorów z Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA). Trzy lata później przeprowadziła pierwszą próbę podziemną, robiąc decydujący krok w kierunku zdobycia bomby jądrowej. Oznaczało to niepowodzenie pierwszej rundy „sześciostronnych rozmów" (obie Koree, Stany Zjednoczone, Japonia, Rosja i Chiny), prowadzonych z inicjatywy Chin, które po raz pierwszy czynnie zaangażowały się w sprawę. Chińscy przywódcy zorganizowali drugą turę, która w lutym 2007 r. doprowadziła do zatrzymania reaktora w Jongbion i powrotu inspektorów z MAEA w zamian za dostawy ropy naftowej i częściowe zniesienie sankcji. Administracja Busha po raz kolejny udowodniła brak elastyczności: odmówiła uznania Korei Północnej za państwo jak każde inne i złagodzenia sankcji. Korea posłużyła się zatem znowu swym nuklearnym straszakiem i przeprowadziła kolejną podziemną próbę (w maju 2009 r.), rozpoczynając kolejny okres napięć, który zakończył się w 2012 r. równie kruchym jak poprzednie porozumieniem (żywność za wstrzymanie prób). Wszyscy znamy ciąg dalszy. Na każdym etapie północnokoreańscy przywódcy podbijają stawkę.

Delikatna pozycja Chin

Od 1993 r. przyjęto co najmniej 12 rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ. W przeciwieństwie do powszechnego przekonania Chiny głosowały za przyjęciem wszystkich z wyjątkiem tej z 1993 r. (w tym przypadku wstrzymały się od głosu). Co nie oznacza, że gorliwie zastosowały kary, czego dowodem może być ciągły wzrost wymiany handlowej między oboma krajami, z 3,46 mld dolarów w 2010 r. do 6,53 mld w 2013 r. z nieznacznym spadkiem w 2016 r. (6,05 mld). Od połowy lutego tego roku zakupy węgla zostały wstrzymane, potem również zakupy wyrobów tekstylnych i ryb. Chińscy przywódcy nie zgodzili się jednak na całkowite zamknięcie ropociągów, czego domagał się Donald Trump.

W szczególnej relacji między Pjongjangiem a Pekinem, który bronił egzystencji swojego sąsiada w czasie wojny w Korei (1950-1953), płacąc ogromną cenę co najmniej miliona zabitych, przeplata się serdeczne porozumienie z lekko tylko maskowaną niechęcią. Pjongjang zwracał się to w stronę dawnego Związku Radzieckiego, to w stronę Chin, by nie utracić ani trochę własnej niezależności. Obecnie Kim Dzong Il może liczyć jedynie na siebie. Od objęcia przez niego władzy w 2011 r. i urzędu przez Xi Jinpinga w 2013 r. obaj przywódcy państw nigdy się nie spotkali – taka sytuacja ma miejsce po raz pierwszy w historii obu krajów. Północnokoreański przywódca usunął nawet ze swego otoczenia wszystkich, których podejrzewał o najmniejsze prochińskie sympatie. Wśród nich był jego wuj Jang Song Thaek, numer dwa reżimu, zatrzymany w spektakularnej akcji i stracony w 2013 r. To świadczy wyraźnie, że środki wywierania presji, jakie ma do dyspozycji Pekin, są znacznie mniej realne niż się niektórym wydaje.

Kwestia relacji z tym kłopotliwym sąsiadem, będąca do niedawna tematem tabu w chińskiej sferze publicznej, wypływa dziś na światło dnia. Profesor w szkole głównej Partii Komunistycznej Zhang Liangui, mówi bez ogródek: „Sankcjom wprowadzanym przez Chiny brakuje siły i spójności. W tej chwili są nieskuteczne i zbyt słabe" [10]. Podobna krytyka rzadko pojawia się w ustach intelektualistów tej rangi. Inni, jak profesor Shi Yinhong z uniwersytetu ludowego (Renmin) w Pekinie oceniają, że „pod amerykańską presją Chiny poszły na tyle ustępstw, że niemal całkowicie utraciły margines politycznych manewrów". W Pekinie mówi się, że środowiska wojskowe niechętnym okiem patrzą na opuszczenie Pjongjangu, co w konsekwencji pozwoliło na rozmieszczenie wojsk amerykańskich wzdłuż rzeki Yalu, wyznaczającej naturalną granicę między Koreą a Chinami. W przeddzień XIX zjazdu Komunistycznej Partii Chin – rozpocznie się on 18 października – Xi Jinping manewruje niezwykle ostrożnie. Oficjalna gazeta Global Times przypomniała zresztą, że o ile „Chiny i Stany Zjednoczone zgadzają się co do denuklearyzacji półwyspu, o tyle różnią się co do sposobu, w jaki można to osiągnąć. Waszyngton wierzy, że kryzys może zostać rozwiązany dzięki nakładaniu coraz ostrzejszych sankcji gospodarczych (…). Pekin uważa, że można to osiągnąć jedynie drogą rozmów" [11]. I przywołała chińską ideę „zawieszenia za zawieszenie" – zamrożenie programu nuklearnego i balistycznego w zamian za zamrożenie wspólnych amerykańsko-południowokoreańskich manewrów. Propozycja przeszła bez najmniejszego echa.

Jak podsumowuje rosyjski prezydent Wladimir Putin: „Północnokoreańczycy wolą raczej jeść trawę" niż porzucić swój program nuklearny. Mniej obecna w KRLD niż Chiny sąsiednia Rosja również jest zaniepokojona nuklearyzacją półwyspu i odrzuca „dławienie" Pjongjangu, które mogłoby doprowadzić do załamania systemu [12]. Domaga się rozpoczęcia „bezpośrednich rozmów" z północnokoreańskimi przywódcami. Podobne stanowisko zajmuje francuski prezydent Emmanuel Macron [13]. Jednakże Francja, jedyne państwo europejskie (obok Estonii), które nie uznało KRLD, nie jest w stanie wpłynąć na rozwiązanie. Jak można wyjść z tego impasu?

Warunki prawdziwego dialogu

Czy nam się to podoba, czy nie, KRLD dołączyła do zamkniętego kręgu potęg atomowych. Tak jak w swoim czasie Indie i Pakistan. Mimo że nie jest sygnatariuszem Konwencji o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej New Delhi zostało uznane przez Waszyngton i inne mocarstwa nuklearne, które zniosły nałożone nań wcześniej sankcje. Ich pakistański sąsiad nie został już potraktowany tak uprzejmie. Te różne w zależności od okoliczności decyzje nie przekonują o rzeczywistej szczerości piewców rozbrojenia. Zresztą na tym polega słabość Traktatu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej, że przyznaje pięciu krajom przywilej narzucania innym tego, czego sami nie uznają (patrz mapa). Stąd wynika znaczenie traktatu zakazującego stosowania broni nuklearnej przyjętego przez ONZ 7 lipca tego roku, który zmierza do zmuszenia wszystkich państw do kontrolowanego zniszczenia ich arsenału.

Tymczasem Pjongjang dysponuje nuklearną siłą perswazji. Zamiast uznawać jej zniszczenie za warunek poprzedzający rozpoczęcie rozmów, byłoby lepiej nawiązać strategiczny dialog, w którym zawarłoby się jednocześnie uznanie reżimu, pozbawionego wreszcie statusu pariasa, porozumienie pokojowe, zobowiązanie do nieagresji oraz wzajemne rozbrojenie. Na nic się zda chowanie głowy w piasek: północnokoreańska siła rażenia zmienia azjatycki porządek. Tokio, chronione obecnie przez Amerykanów, mogłoby zdobyć własną bombę, podobnie jak Seul. Trzeba więc pomyśleć i zareagować inaczej, by uniknąć szybkiej nuklearyzacji regionu. Przecież – jak ocenia Lee Heajeong, profesor nauk politycznych i stosunków międzynarodowych na uniwersytecie Chung-Ang w Seulu, „jeżeli zamkniemy się na kwestii Korei Północnej, nie będzie rozwiązania. Kwestią, która się tu rozgrywa, jest pokój w regionie, który doświadczył okupacji japońskiej, [wojny domowej] na obszarze półwyspu, obecności amerykańskich oddziałów i który zastygł w status quo zimnej wojny. Trzeba znaleźć sposób na pokojową kohabitację obu niezależnych Korei, Japonii oraz Chin oraz określić zasięg i znaczenie amerykańskiej obecności. Tego nie da się zrobić przy użyciu pocisków".

tłum. Ewa Cylwik


[1] Margaret Talev i Jennifer Jacobs, „Trump says he’d meet with Kim Jong-un under right circumstances", Bloomberg News, 1 maja 2017.

[2] Marc Bowden, „Here’s how to deal with North Korea. It’s not going to be pretty", The Atlantic, lipiec-sierpień 2017.

[3] Le Monde, 6 września 2017.

[4] Rubert Kuttner, „Steve Bannon, unrepentant", The American Prospect, Nowy Jork, 16 sierpnia 2017.

[5] NK News, Seul, 14 września 2017.

[6] Bruce Cumings, „A murderous history of Korea", London Review of Books, 18 maja 2017.

[7] Patrz deklaracje byłego południowokoreańskiego ministra do spraw zjednoczenia w „La réunification de la Corée aura-t-elle lieu", Le Monde diplomatique, styczeń 2016.

[8] Philippe Pons, Corée du Nord. Un État-guérilla en mutation, Gallimard, Paryż, 2016.

[9] Ibid.

[10] Financial Times, Londyn, 6 września 2017.

[11] „North Korea, trade to top Trump’s visit to China", Global Times, Pekin, 14 września 2017.

[12] Andrei Lankov, „Why Russia may use its veto power on new North Korea sanctions", NK News, 10 września 2017.

[13] Agence France-Presse, 15 września 2017.

Współpraca wydawnicza
LMD  artystyka
Robotnik. Performanse pamięci

Tytułowa figura robotnika i związane z nią performanse pamięci przedstawione są z punktu widzenia kulturoznawstwa, filozofii, historii sztuki, teatrologii i muzykologii. Autorki i autorzy przyglądają się rzeczywistości fabryki i ulicy jako miejscom kształtowania się tożsamości proletariatu przemysłowego, figurom robotnicy i robotnika w projektach awangardy teatralnej i artystycznej. Analizują przy tym wielostronne praktyki kulturowe: od strajków i demonstracji przez film awangardowy, teatr polityczny, scenę kabaretową i socrealistyczne przedsięwzięcia kulturalne po projekty kuchni modernistycznej, sport robotniczy i sztukę proletariacką.

Galeria książek

Biblioteka  LMD
Dariusz Stoll

Płynna nowoczesność to kategoria teoretyczna wprowadzona przez niedawno zmarłego wybitnego socjologa Zygmunta Baumana, która obok globalizacji stanowi podstawę jego teorii społecznej. Obie kategorie są ze sobą ściśle powiązane, gdyż wedle Baumana płynna nowoczesność jest skutkiem globalizacji. Niniejsza książka stanowi nie tylko prezentację poglądów Baumana w tej kwestii, ale jest zarazem polemiką i krytyką poglądów wybitnego myśliciela i to – co rzadkie – z lewicowej i alterglobalistycznej perspektywy.

Galeria książek

 LMD artystyka
Ruchome modernizacje

Ruchome modernizacje to śmiała i nowatorska próba nakreślenia antropologii polskiej modernizacji. Dwoje autorów przygląda się autostradzie A2 i „starej dwójce” (DK92), drogom łączącym Polskę z Zachodem Europy. Monografia stanowi znakomity klucz do uchwycenia źródeł jego sukcesów i porażek w pierwszych kilkunastu latach XXI w. Zderzenie wizji nowoczesności budowanej przez inwestycje infrastrukturalne (drogi, dworce, lotniska, stadiony) z aspiracjami i interesami społecznymi, pozwala zrozumieć dlaczego sukcesy polskiej modernizacji mogą nie kłócić się z realnym doświadczeniem „Polski w ruinie”.

Galeria książek

Broszura o TTIP 

Pobierz broszurę autorstwa Johna Hilary'ego pt. "Transatlantyckie Partnerstwo w Dziedzinie Handlu i Inwestycji. Fundament deregulacji, atak na miejsca pracy, kres demokracji".

Archiwum na płycie DVD 

Płytę DVD ze stu numerami
Le Monde-diplomatique
(pliki PDF o wysokiej rozdzielczości)
można zamawiać pod adresem:
redakcja@monde-diplomatique.pl
w cenie 39 zł. Wysyłka gratis.

Książki i czasopisma naszego wy- dawnictwa są do nabycia w księgar- niach i Empikach lub do zamówienia bezpośrednio w redakcji.