Największy światowy miesięcznik społeczno-polityczny
NUMER BIEŻĄCY  ARCHIWUM   PRENUMERATA    BIBLIOTEKA   REDAKCJA    WYDAWNICTWO   KONTAKT
Spis treści numeru 05/135

maj 2017

  LMD na portalu Facebook

Wybrane artykuły
Tylko na stronie www

DOKUMENTY

Europejska Konferencja w Obronie
Publicznej Służby Zdrowia
Deklaracja

Damien Millet i Eric Toussaint
Dekada globalizacji i oporu
(1999-2009)

Raport ONZ
Wpływ blokady ekonomicznej
na sytuację humanitarną Gazy

ARTYKUŁY

Antoni Wiesztort
Największa grabież w powojennej historii stolicy

Agnès Sinaï
Zmiany klimatyczne podsycają konflikty

Gilbert Achcar
Religia między wyzwoleniem a fundamentalizmem

KOMENTARZE I POLEMIKI

Tomasz Nowicki
Jak nie pomagać uchodźcom

Tadeusz Klementewicz
Kompradorzy znad Wisły

Dariusz Zalega
Polityka horroru

Warto przeczytać

Jakub Sypiański
Nowa lewicowa postlewica?
Maj 2017

Stefan Zgliczyński
„Miasta śmierci”
pod butem Persaka

LMD - grudzień 2016

Martine Bulard
Pekin na zakręcie
LMD - kwiecień 2011

Janet Biel
Kobiety i natura, czyli
recydywa mistycyzmu

LMD - maj 2011

Loïc Wacquant
Anatomia nowej miejskiej biedy
LMD - czerwiec 2008

Anne-Cécile Robert
„Sędzia kalosz!” czyli o państwie prawa

2 lutego 2017 r. Komisja Europejska wystosowała wobec Rumunii ostrzeżenie w związku z jej opieszałością w walce z korupcją. W tej samej chwili Polska odrzuciła rekomendacje Brukseli w ramach procedury praworządności. Napięcia te nie tylko dowodzą, że w niektórych krajach Unii rośnie zagrożenie wolności, lecz świadczą także o niejednoznaczności samego pojęcia „państwa prawa".

Zważywszy na nowe problemy dotyczące państwa prawa, Komisja postanowiła przesłać rządowi polskiemu dodatkowe rekomendacje – oświadczył 21 grudnia 2016 r. wiceszef komisji brukselskiej M. Frans Timmermans, – niezawisłość władzy sądowniczej ma zasadnicze znaczenie (...) W tej kwestii Komisja nie idzie na kompromisy" [1]. Od lipca 2016 r. Bruksela zarzuca polskiemu rządowi, że przeprowadzane przez niego zmiany ograniczają niezależność Trybunału Konstytucyjnego.

Słuchając Timmermansa można by pomyśleć, że troska Unii o zapewnienie jej obywatelom podstawowych praw jest równie naturalna, jak rozczulenie dziewczynki na widok malutkiej pandy. To poczucie oczywistości dzielą z nim przywódcy Starego Kontynentu. „Mimo wielu problemów, państwo prawne pozostaje fundamentem Unii Europejskiej, i w tej właśnie dziedzinie w ostatnich dziesięcioleciach Unia miała największe osiągnięcia – przekonuje Andreas Vosskuhle, przewodniczący niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego. I apeluje do Brukseli o wspięcie się na wyższy stopień cywilizacji. Jego francuski odpowiednik Laurent Fabius przebija go lakoniczną sentencją przykrojoną do wymogów programu telewizyjnego: „W Unii Europejskiej państwo prawa nie jest możliwością, jest koniecznością" [2]. Europejczycy wyglądają na tak z siebie zadowolonych, że bez wahania przyznają sobie samym dyplomy cnoty. Przewodniczący Komitetu Noblowskiego i sekretarz generalny Rady Europy Thorbjørn Jagland w 2012 r. przyznał Unii Europejskiej pokojową nagrodę Nobla „w uznaniu jej wysiłków na rzecz pokoju, pojednania, demokracji i praw człowieka" w Europie.

Unia jest marnym nauczycielem

Lecz czy faktycznie europejscy przywódcy mają pełne prawo wymachiwać tym właśnie sztandarem? UE słusznie krytykuje Polskę, w której dokonuje się próba skupienia władz w jednej ręce oraz Rumunię, której rząd chce pozbawić wymiar sprawiedliwości możliwości walki z korupcją. Lecz czy „deficyt demokratyczny" brukselskich instytucji nie podaje w wątpliwość tej rzekomo bezwarunkowej miłości do rozdziału władz [3]? Czy ich chęć narzucenia traktatów o wolnym handlu z pominięciem opinii parlamentarzystów lub staranne unikanie jakiegokolwiek referendum nie narusza nieco prymatu prawa nad siłą?

Te sprzeczności są czymś więcej niż odbiciem politycznych wyborów. Ujawniają niejednoznaczność samego pojęcia państwa prawa. Przedstawiane jako coś obiektywnego, jest w istocie wyrazem pewnego szczególnego ideologicznego uniwersum, bardziej związanego z procedurami niż z faktyczną realizacją wolności, bardziej nastawionego na normy prawne niż politykę.

Stworzone w XVIII wieku, w Niemczech i Anglii, pojęcie państwa prawa przeciwstawione zostało pojęciu państwa policyjnego, czyli arbitralnego wykorzystywania władzy, powszechnego w większości krajów europejskich przed czasami oświecenia. Juryści i politycy stopniowo wysubtelniali je, pracując zwłaszcza nad konstrukcją prawną tworzącą ramy dla działań władzy: podział władz, równość wobec prawa, niezawisłość sądownictwa, przestrzeganie reguł itd. Konstytucjonalizm wyraża przede wszystkim wolę poddania rządzących z góry określonym zasadom, zapisanym w oficjalnym dokumencie – Konstytucji i zaakceptowanym przez lud.

W XX wieku definicja państwa prawa stała się przedmiotem debat: akademicy starali się je rozszerzyć dając mu wymiar substancjalny poprzez dodanie odwołań do godności czy socjalnego dobrostanu. Podkreślali, że przywiązanie do wartości takich jak sprawiedliwość czy bezstronność jest nieoddzielne od faktycznej realizacji tych zasad. Praktycy przeciwnie, starali się zawęzić to pojęcie do jego aspektów formalnych (procedur). „Istnieją różnorodne ujęcia, można jednak uznać, że państwo prawa jest skomplikowaną rzeczywistością, na którą składają się zarówno elementy materialne, namacalne, takie jak procedury, instytucje i powiązane stosunki sił, jak elementy niematerialne, jak wyobrażenia, kultura, idee" – streszcza prawnik Florent Parmentier, ubolewający nad nędzą refleksji nad tym ważnym terminem [4].

Od transformacji do neoliberalizmu

Te ogólne i dość abstrakcyjne zasady prowadzą do proceduralnej i funkcjonalnej wizji. W tej perspektywie kwestie skuteczności zasad prawnych i wymiaru społecznego stają się drugorzędne, a nawet zupełnie odsunięte na bok. W rekomendacjach dla Polski w 2016 r. i w sporze z Węgrami Viktora Orbána Komisja Europejska podkreśla wagę niezawisłości sądów i podziału władz. Bardziej interesuje się więc narastaniem tendencji populistycznych niż społecznymi nierównościami.

Idea państwa prawa przyświecała „transformacjom" zarządzonym w krajach Europy Środkowej i Wschodniej przez międzynarodowe instytucje finansowe i przez Unię Europejską po rozpadzie Związku Radzieckiego w 1991 r. W 1993 r. Komisja Europejska określiła trzy warunki przyłączenia się do wspólnoty, która stała się niebawem Unią Europejską: „stabilne instytucje gwarantujące państwo prawa, demokrację, prawa człowieka, poszanowanie mniejszości i ich ochronę", „gospodarka rynkowa gotowa sprostać konkurencji i siłom wolnego rynku wewnątrz Unii"; „zdolność sprostania unii politycznej, gospodarczej i walutowej".

Na początek chodziło o ustanowienie wolności obywatelskich, których reżimy podległe Związkowi Radzieckiemu przez całe pokolenia były pozbawione. Jednak wprowadzenie państwa prawa zakłada również gospodarkę wolnorynkową – a to znaczy, że prawo uświęca własność prywatną i dostarcza narzędzi niezbędnych do rozmontowania sfery publicznej. W Europie końca XX wieku państwo prawa było następstwem gospodarki liberalnej; często wiązało się z „dobrymi rządami", by promować prywatyzację i deregulację [patrz: ramka].

Państwo prawa, prawne wieloczynnościowe narzędzie pozwalające zatwierdzić prymat prawa nad siłą, z politycznego punktu widzenia nastręcza wiele problemów. Po pierwsze jej ogólna definicja powoduje ryzyko stosowania podwójnych standardów. Polska i Węgry słusznie znalazły się na celowniku Brukseli. Lecz co powiedzieć o krajach regularnie karanych przez Europejski Trybunał Praw Człowieka za opieszałość wymiaru sprawiedliwości oraz nieludzkie i upokarzające traktowanie więźniów – jak to jest w wypadku Francji? A czy poziom ubóstwa przewyższający 15% populacji we wszystkich krajach członkowskich nie jest pogwałceniem podstawowych praw człowieka?

Poza tym państwo prawne może być przedmiotem różnych interpretacji zależnie od tradycji prawnych: Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał, że Rada Państwa w Luksemburgu nie przestrzegała zasady podziału władz, będąc organem doradczym rządu, a zarazem najwyższym organem sądownictwa administracyjnego (sprawa Procola przeciw Luksemburgowi, 28. 09. 1995). Jej bliźniak, francuska Rada Stanu regularnie demonstruje swoją niezależność wobec władzy publicznej – przykładem chociażby rozporządzenie z 26 sierpnia 2016 r. zawieszające, wbrew decyzji premiera Manuela Vallsa, zakaz noszenia burkini na plażach.

Kiedy legalizm krępuje demokrację

No i w końcu, w państwie prawa zasada legalizmu (nadrzędności zasad) zostaje zderzona z prawem polityki do określania na nowo swoich reguł w imię suwerenności narodu. Dlatego przewodniczący Komisji Jean-Claude Juncker może łajać Warszawę, a jednocześnie uważać, że to, co robi się wbrew ratyfikowanym traktatom jest niedemokratyczne. Zgodnie z taką logiką suwerenność narodu znika w starciu z prawnymi procedurami, legalnie, lecz niekoniecznie słusznie ustalonymi.

Ilustrację tego można było zobaczyć 13 października 1981 r. przy okazji wymiany zdań we francuskim Zgromadzeniu Narodowym. Deputowany politycznej większości André Laignel oświadczył: „Czy nacjonalizacje zgodne są z artykułem 17 Deklaracji Praw Człowieka? Jean Foyer [przeciwny ustawie deputowany prawicy] odpowiada, że nie. Mówi to na własną odpowiedzialność. Lecz w tym właśnie momencie jego argument z prawnego zmienia się w polityczny. Z tej przyczyny prawnie nie ma racji – gdyż jest w politycznej mniejszości". Rada Konstytucyjna nie przyznała Laignelowi racji i wbrew wybranym przez naród posłom uznała, że odszkodowania otrzymane przez właścicieli znacjonalizowanych firm nie były „słuszne" w myśl artykułu 17 Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela. Posłowie musieli więc zmienić swoją decyzję i podwyższyć rekompensaty. W bliższych nam czasach, a mianowicie w styczniu 2017 r. Rada Konstytucyjna unieważniła przewidziany przez prawo finansowe mechanizm walki z uciekaniem przed podatkami [5].

Poza szacunkiem dla konstytucji, generalnie odczuwanym przez społeczeństwo, państwo prawa zdaje się wpajać obywatelom przekonanie, że istnieją jakieś nienaruszalne zasady, niekoniecznie spisane, które nie są przedmiotem debaty publicznej.
Jeśli chodzi o prawo antyterrorystyczne rolę strażnika spoza politycznej sfery wziął na siebie prezes francuskiej Rady Konstytucyjnej Laurent Fabius: „Ważne jest, żeby instytucje takie jak nasza w pewien sposób wskazywały drogę, miały niezależność długofalowej wizji, nie poświęcanej ani z przyczyn demagogicznych, ani doraźnych, żeby mogły liczyć na zaufanie" [6]. Sformułowanie to, pozornie neutralne, pełne jest bardzo dyskusyjnych podtekstów: politycy z zasady, ze względu na niestabilność wyborców, nie zawsze mogą stanąć na wysokości zadania; sędziowie, pozbawieni sentymentów, nie zważając na rozgrywające się walki trzymają się twardo swego. Ta nieco stratosferyczna wizja pomija pytanie o prawomocność zasad czasem wymyślanych przez sędziego. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej po prostu wykoncypował sobie zasadę pierwszeństwa prawa wspólnotowego nad narodowymi ustaleniami prawnymi (sprawa Costa przeciw ENEL, 1964 r.). Zasada ta pozwala lekceważyć przegłosowane ustawy na korzyść regulacji unijnych, przyjętych w mało demokratyczny sposób.

Dzisiaj gry władzy na scenie międzynarodowej i scenach narodowych wywołują napięcia związane z wyższością zasad prawnych ustalonych poza ramami krajowymi. Chcąc uchronić swoich walczących za granicą żołnierzy Wielka Brytania grozi wypowiedzeniem przyjętej w 1951 r. Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. „Nie potrzebujemy instrukcji od sędziów ze Strasburga!" – wykrzykiwał w październiku 2014 r. premier David Cameron. Wtórowała mu w tym Theresa May – wtedy ministra spraw wewnętrznych, a potem jego następczyni – mówiąc, że konwencja ta „wiąże ręce brytyjskiego parlamentu". We Francji, w chwili gdy pejzaż polityczny coraz bardziej opanowany jest przez ekstremizm, rosnąca rola unijnej jurysprudencji wywołała dyskusję w niezbyt spokojnych okolicznościach – w 2015 i 2016 r. sądy, opierając się na konwencji [7], a pogwałcając francuską ustawę, przyznały prawo do transkrypcji wydanych za granicą aktów urodzenia dzieci, urodzonych przez surogatki.

Wina sędziego?

Jeśli klasa polityczna skarży się na „rządy sędziów", to czy rosnące znaczenie pojęcia państwa prawa nie jest z kolei symptomem rozkładu władzy politycznej? Czy politycy nie wolą zrzucać odpowiedzialności na wymiar sprawiedliwości, zamiast rozliczać się ze swoich decyzji przed wyborcami? Konstytucjonalista Dominique Rousseau, wykładowca na uniwersytecie Paris 1-Panthéon Sorbonne, uważa, że „politycy wolą zrzucać męczące problemy na sędziów. Wymyślają byle jakie rozwiązania, pozostawiając rozstrzygnięcia sędziom". Dotyczy to zwłaszcza spraw delikatnych, na przykład związanych z eutanazją. Tłumaczyłoby to również wolę „konstytucjonalizowania" na przykład zasad ekonomii rynkowej czy zakazu deficytu budżetowego, przez wpisanie ich do traktatów, które bardzo trudno zmodyfikować – takich jak pakt fiskalny, który kandydat François Hollande obiecał w 2012 r. renegocjować. Państwo prawa, nafaszerowane regułami ekonomicznymi, przyczynia się do przekształcenia liberalizmu w prawo spiżowe. Wygodne tłumaczenie „To wina Brukseli" zyska równie zbawiennego bliźniaka: „To wina sędziego".

tłum. Anastazja Dwulit

 


[1] http://ec.europa.eu

[2] Wywiad w Monde, 21.10. 2016.

[3] Por.: Susan Watkins, „Le Parlement européen est-il vraiment la solution?", Le Monde diplomatique, 02. 2016.

[4] Florent Parmentier, Les Chemins de l’État de droit. La voie étroite des pays entre l’Europe et la Russie, Sciences Po., Paryż, 2014.

[5] Por.: „Vous avez dit «sages»?" Le Monde diplomatique, 04. 2013.

[6] Wywiad w Monde, 21.10. 2016..

[7] Por.: Caroline Mecary, „GPA: dans un État de droit, appliquer le droit", Libération, Paryż, 17 .07. 2014.

Współpraca wydawnicza
Biblioteka  LMD
Paweł Mościcki

Jak patrzy uchodźca? Jak patrzeć na niego? W jaki sposób widzialność migracji wpływa na kulturę oraz wypracowane przez nią formy komunikacji i transmisji? Książka jest poświęcona obrazom uchodźców, choć zaproponowana w niej perspektywa różni się od tej, jaka dominuje w głównym nurcie debaty publicznej. Autor stara się przede wszystkim przesunąć akcent z migrantów rozumianych jako przedmiot reprezentacji, na doświadczenie wygnania jako coś, co każe przemyśleć na nowo podstawowe kategorie związane z funkcjonowaniem obrazów.

Galeria książek

Biblioteka  LMD
Co to za gra?

Trudno powstrzymać się od myśli, że żyjemy w wielkim cyrku. [...] Raporty Crédit Suisse i Oxfam pokazują nam wielką przepaść dzielącą właścicieli gry i widzów: 8 miliarderów posiada więcej bogactwa niż najbiedniejsze 50% mieszkańców kuli ziemskiej, a 1% najbogatszych posiada więcej niż pozostałe 99%. Czy oni to wszystko produkują? [Fragment Wstępu]

Galeria książek

LMD  poleca
Tramwaj zwany uznaniem

Książka zapowiada nadejście feminizmu zwykłych kobiet, feminizmu zarazem queerowego i kontestującego przywileje klasowe, rasowe, społeczne i płciowe. Jest opowieścią o feministycznej praktyce, teorii i sztuce, połączeniem analizy z publicystyką, polityki z krytyką kultury. Przyglądając się Czarnemu Protestowi i Strajkowi Kobiet, ale też wczytując w teorie polityki i estetyki oraz analizy kultury, prezentuje syntetyczny i wielowątkowy proces feministycznej walki.

Galeria książek

Broszura o TTIP 

Pobierz broszurę autorstwa Johna Hilary'ego pt. "Transatlantyckie Partnerstwo w Dziedzinie Handlu i Inwestycji. Fundament deregulacji, atak na miejsca pracy, kres demokracji".

Archiwum na płycie DVD 

Płytę DVD ze stu numerami
Le Monde-diplomatique
(pliki PDF o wysokiej rozdzielczości)
można zamawiać pod adresem:
redakcja@monde-diplomatique.pl
w cenie 39 zł. Wysyłka gratis.

Książki i czasopisma naszego wy- dawnictwa są do nabycia w księgar- niach i Empikach lub do zamówienia bezpośrednio w redakcji.