Największy światowy miesięcznik społeczno-polityczny
NUMER BIEŻĄCY  ARCHIWUM   PRENUMERATA    BIBLIOTEKA   REDAKCJA    WYDAWNICTWO   KONTAKT
Spis treści numeru 07/137

lipiec 2017

  LMD na portalu Facebook

Wybrane artykuły

Serge Halimi
Demokratyczne przekręty

Przemysław Wielgosz
Konsens antykomunistyczny

William Irigoyen
SPD bez busoli

Angelina Kussy
Alternatywa dla „polityk strachu”

Fatiha Dazi-Héni
Saudowie kontra Katar

Tylko na stronie www

DOKUMENTY

Europejska Konferencja w Obronie
Publicznej Służby Zdrowia
Deklaracja

Damien Millet i Eric Toussaint
Dekada globalizacji i oporu
(1999-2009)

Raport ONZ
Wpływ blokady ekonomicznej
na sytuację humanitarną Gazy

ARTYKUŁY

Antoni Wiesztort
Największa grabież w powojennej historii stolicy

Agnès Sinaï
Zmiany klimatyczne podsycają konflikty

Gilbert Achcar
Religia między wyzwoleniem a fundamentalizmem

KOMENTARZE I POLEMIKI

Tomasz Nowicki
Jak nie pomagać uchodźcom

Tadeusz Klementewicz
Kompradorzy znad Wisły

Dariusz Zalega
Polityka horroru

Warto przeczytać

Jakub Sypiański
Nowa lewicowa postlewica?
Maj 2017

Stefan Zgliczyński
„Miasta śmierci”
pod butem Persaka

LMD - grudzień 2016

Martine Bulard
Pekin na zakręcie
LMD - kwiecień 2011

Janet Biel
Kobiety i natura, czyli
recydywa mistycyzmu

LMD - maj 2011

Loïc Wacquant
Anatomia nowej miejskiej biedy
LMD - czerwiec 2008

Przemysław Wielgosz
Konsens antykomunistyczny

Dlaczego w Polsce trudno skutecznie bronić demokracji, a język wolności i równości nie rozbrzmiewa równie głośno i agresywnie jak jego przeciwieństwo? Być może dzieje się to na mocy niepisanego konsensu antykomunistycznego, który sprawił, że to skrajna prawica nadaje ton debacie w naszym kraju. Nawet na demonstracjach przeciw zamachowi antykomunistycznego PiS na sądownictwo słychać o socjalistycznej dyktaturze (Balcerowicz) i konieczności dokończenia prywatyzacji (Celiński). Dziś antykomunizm jako fundament ideologiczny polskiej polityki, łączy obóz władzy i jego krytyków zapewniając sukcesy pierwszemu i decydując o porażkach drugich.

Nawet zepsuty zegar dwa razy na dobę wskazuje dobry czas. Adam Michnik zauważył kiedyś przytomnie, że w polskiej opozycji lat 70. i 80. byli tacy, którzy walczyli przeciw komunizmowi, bo byli za demokracją i tacy co byli za demokracją, bo byli przeciw komunizmowi. Od ćwierć wieku ci drudzy zdominowali nasze życie publiczne. Pod rządami PiS porzucają demokratyczny gorset jako krępujący ich prawdziwą naturę. To, że antykomunizm kwitnie 25 lat po agonii PRL musi brzmieć paradoksalnie, ale w istocie nie zaskakuje. Im dalej od upadku systemu, który na ideały komunizmu się powoływał, tym bardziej antykomunizm zatruwa umysły. Syndrom antykomunizmu bez komunistów odpowiada fenomenowi antysemityzmu bez Żydów. Podobieństwo to nie jest przypadkowe bo w obydwu przypadkach nie chodzi o walkę z realnym przeciwnikiem, ale o praktykę fantazmatyczną. Antysemityzm i antykomunizm sprowadzają się bowiem do zarządzania strachem i frustracjami przez kanalizowanie ich w nienawiść do wroga, wykreowanego na radykalnie „innego". Najdoskonalszym imieniem tego „innego", łączącym zgrabnie dwa człony jego wyimaginowanej tożsamości, było ukształtowane w dwudziestoleciu międzywojennym pojecie żydokomuny. Dziś rolę Żydów w tej konstrukcji zajmują muzułmanie, a samą żydokomunę zastępuje islamolewactwo. Treść i funkcja polityczna wszakże pozostają te same.

Warto przy tym zauważyć istotne różnice między antysemityzmem a antykomunizmem. To nie antysemityzm, ale antykomunizm leży u podłoża wszelkich faszyzmów, jest ich nieodrodnym ojcem. Zarówno historycznie, jak i logicznie. Nienawiść antykomunistyczna poprzedziła powstanie pierwszego reżimu komunistycznego. Prawica mieszczańska była konsekwentnie antykomunistyczna, formowała się jako taka, na długo zanim odkryła uroki antysemityzmu. Antykomunistyczne wizje spisków i inspirowane przez nie pogromy narodziły się jeszcze w XVIII wieku, w okresie Rewolucji Francuskiej – podczas terroru mieszczańskich jakobinów i kontrrewolucyjnego przewrotu termidoriańskiego ich ofiarą padli radykalni zwolennicy równości politycznej i ekonomicznej, nie dającej się pogodzić z logiką formującego się społeczeństwa burżuazyjnego.

Co istotne, antykomunizm nie potrzebuje zbrodni komunizmu i wcale nie protestuje przeciw jego wypaczeniom. To nie państwowy terror, tajna policja, inwigilacja, prześladowania, tortury czy cenzura odstręczają antykomunistów. W istocie przecież składają się one na ich własny program polityczny. Ich wrogiem numer jeden jest natomiast emancypacyjna obietnica komunizmu, jego potencjał utopijny, radykalny krytycyzm społeczny, słowem, to wszystko co w projekcie komunistycznym najlepsze. Nienawiść do demokracji, praw kobiet, równości ekonomicznej, uznania praw mniejszości, internacjonalizmu, wielokulturowości, podmiotowości politycznej podporządkowanych, stanowi kwintesencję postawy antykomunistycznej. I taki właśnie antykomunizm królował w Polsce po roku 1989. To na konsensie antykomunistycznym zbudowano „polską demokrację", która w związku z tym od początku była zdeformowana, skrzywiona w prawo, przesiąknięta nacjonalizmem, a z drugiej strony pozbawiona swego emancypacyjnego, ludowego kręgosłupa i społecznej treści. W gruncie rzeczy demokracją była tylko formalnie.

Konieczność odcinania się od komunizmu (nie historycznego, ale właśnie tego utopijnego) bardzo skutecznie spacyfikowała lewicę i zmusiła ją do szukania legitymizacji w oczach politycznych przeciwników. Dziś to samo dzieje się z liberałami, piętnowanymi mianem „komuny", którzy ustami Grzegorza Schetyny starają się przejąć ksenofobiczny język PiS, by zasłużyć na miano wiarygodnej opozycji. Logika oskarżeń o komunizm jest jednak nieczuła na podobne wysiłki. Im bardziej starasz się dowieść swego antykomunizmu, tym bardziej dowodzisz, że coś jest na rzeczy. W ramach konsensu antykomunistycznego nie mieszczą się żadne postępowe idee. Zwykła otwartość, krytycyzm, nonkonformizm i antyautorytaryzm tracą swe prawa obywatelskie. Stanowi on doskonałą maszynę ich wykluczania, delegitymizacji i ostatecznie kryminalizacji.

Dlatego nie ma lewicowego antykomunizmu, a antykomunistyczni liberałowie zawsze wylądują w sąsiedztwie skrajnej prawicy. By się o tym przekonać wystarczy spojrzeć na ewolucję person pokroju ministra Jarosława Gowina lub Leszka Balcerowicza. Antykomunizm ma konkretną barwę – zawsze jest brunatny. Intencje polityczne antykomunizmu dobrze widać w uporczywym stawianiu znaku równości między komunizmem a faszyzmem. Ten pozbawiony jakiegokolwiek uzasadnienia historycznego zabieg ma tylko jedną funkcję. Jest nią rehabilitacja faszyzmu. Porównanie komunizmu do faszyzmu dyskredytuje ten pierwszy, podczas gdy porównanie faszyzmu do komunizmu rehabilituje go. Stąd już krok do normalizacji faszyzmu w imię narodowego konsensu antykomunistycznego. W Polsce dokonała się ona za pierwszych rządów PiS, gdy Roman Dmowski dostał pomnik w Warszawie i miejsce wśród bohaterów niepodległości. Dziś proces ten dopełniają pomysły delegalizacji muzealnej Komunistycznej Partii Polski, przy jednoczesnym pobłażaniu faszystowskim pałkarzom z ONR i MW.

Zerwanie z antykomunizmem jest co najmniej tak samo ważne dla uwolnienia wyobraźni politycznej w Polsce jak pokonanie antysemityzmu. Dopóki nad polską sceną polityczną unosić się będzie konsens antykomunistyczny, dopóty prawica cieszyć się będzie strukturalną przewagą, bo wszelki spór polityczny toczyć się będzie na jej polu, w jej języku i wedle reguł przez nią narzuconych.

Współpraca wydawnicza
Biblioteka  LMD
Paweł Mościcki

Jak patrzy uchodźca? Jak patrzeć na niego? W jaki sposób widzialność migracji wpływa na kulturę oraz wypracowane przez nią formy komunikacji i transmisji? Książka jest poświęcona obrazom uchodźców, choć zaproponowana w niej perspektywa różni się od tej, jaka dominuje w głównym nurcie debaty publicznej. Autor stara się przede wszystkim przesunąć akcent z migrantów rozumianych jako przedmiot reprezentacji, na doświadczenie wygnania jako coś, co każe przemyśleć na nowo podstawowe kategorie związane z funkcjonowaniem obrazów.

Galeria książek

Biblioteka  LMD
Co to za gra?

Trudno powstrzymać się od myśli, że żyjemy w wielkim cyrku. [...] Raporty Crédit Suisse i Oxfam pokazują nam wielką przepaść dzielącą właścicieli gry i widzów: 8 miliarderów posiada więcej bogactwa niż najbiedniejsze 50% mieszkańców kuli ziemskiej, a 1% najbogatszych posiada więcej niż pozostałe 99%. Czy oni to wszystko produkują? [Fragment Wstępu]

Galeria książek

LMD  poleca
Tramwaj zwany uznaniem

Książka zapowiada nadejście feminizmu zwykłych kobiet, feminizmu zarazem queerowego i kontestującego przywileje klasowe, rasowe, społeczne i płciowe. Jest opowieścią o feministycznej praktyce, teorii i sztuce, połączeniem analizy z publicystyką, polityki z krytyką kultury. Przyglądając się Czarnemu Protestowi i Strajkowi Kobiet, ale też wczytując w teorie polityki i estetyki oraz analizy kultury, prezentuje syntetyczny i wielowątkowy proces feministycznej walki.

Galeria książek

Broszura o TTIP 

Pobierz broszurę autorstwa Johna Hilary'ego pt. "Transatlantyckie Partnerstwo w Dziedzinie Handlu i Inwestycji. Fundament deregulacji, atak na miejsca pracy, kres demokracji".

Archiwum na płycie DVD 

Płytę DVD ze stu numerami
Le Monde-diplomatique
(pliki PDF o wysokiej rozdzielczości)
można zamawiać pod adresem:
redakcja@monde-diplomatique.pl
w cenie 39 zł. Wysyłka gratis.

Książki i czasopisma naszego wy- dawnictwa są do nabycia w księgar- niach i Empikach lub do zamówienia bezpośrednio w redakcji.