MIESIĘCZNIK SPOŁECZNO-POLITYCZNY


NR 7   WRZESIEŃ 2006 

 EDYCJA FRANCUSKA

Redaktor naczelny:

Maurice Lemoine

Z-cy red. naczelnego:

Martine Bulard, Serge Halimi

Zespół redakcyjny:

Bernard Cassen, Alain Gresh,
Philippe Rivière, Anne-Cécile Robert, Dominique Vidal

www.monde-diplomatique.fr


 EDYCJA POLSKA

Redaktor naczelny:

Przemysław Wielgosz

Z-ca red. naczelnego:

Zbigniew Marcin Kowalewski

Zespół redakcyjny:

Tomasz Bohajedyn, Karolina Breguła, Katarzyna Chmielewska, Michał Kozłowski, Kamil Majchrzak, Grażyna Skibicka, Tomasz Wiśniewski


 KONTAKT

Wydawca i adres redakcji polskiej:

Fundacja Instytut Wydawniczy
„Książka i Prasa”

www.iwkip.org

Twarda 60, 00-818 Warszawa

telefon: 022 624 17 27
telefax: 022 625 36 26

redakcja@monde-diplomatique.pl

Ogłoszenia:

reklama@monde-diplomatique.pl


 PRENUMERATA

Internetowa strona pisma zawiera
tylko niektóre artykuły, często wybrane fragmenty.

Wersję drukowaną ze wszystkimi artykułami, zdjęciami, grafikami etc. można zaprenumerować w cenie
82 zł za 12 numerów.

Cena prenumeraty zagranicznej
(Europa, poczta lotnicza): 180 zł.

Kwotę tę należy przesłać przekazem pocztowym pod adresem wydawnictwa lub wpłacić na konto:

44 1500 1777 1219 1033 3847 0000
KREDYT BANK  IV Oddz. w Warszawie

Prosimy o podanie dokładnego adresu, tytułu pisma oraz ilości zamawianych egzemplarzy w tytule przekazu (przelewu). Potwierdzenie danych pocztą elektroniczną pod adresem

redakcja@monde-diplomatique.pl

przyśpieszy rejestrację prenumeraty.


 ARCHIWUM

Nr 1,  Nr 2,  Nr 3,  Nr 4,   Nr 5,   Nr 6

Powrót do numeru bieżącego


 W NUMERZE

Edytorial: Jutro Kuba  (wyświetl); Zygmunt Bauman: Wytłumaczyć niewytłu­maczalne; Jean Bricmont: Imperialny sen lewicy (wyświetl); Eric Chenoweth: Od robotniczych związków do zaplecza restauracji kapitalizmu; Krzysztof Teodor Toeplitz: Prawo i Sprawiedliwość na bezdrożach konserwatywnej modernizacji; Etienne Balibar: Zneutralizować logikę „zderzenia cywilizacji” (wyświetl); Domi­nique Vidal: Oko za oko? Nie, dziesięć za jedno; Renaud Lambert: Demokracja oddolna wstrząsa „starym” państwem wenezuelskim; Paola Ramírez Orozco-Souel: Gdy Gwatemala zasiada w Radzie… Niebezpieczeństwa; Tomás Hirsch: Chilijski „cud” gospodarczy to neoliberalna machina marketingowa; Ignacio Ramo­net: Pięć lat wojny z terroryzmem - nowa sytuacja globalna; Philip S. Golub: Per­ma­nentny stan wyjątkowy sposobem na utrzymanie władzy; Hubert Vedrine: Początki rozłamu w bloku amerykańskich neokonserwatystów; Jean-Claude Paye: Schyłek państwa prawa; Mike Davis: Małe czarownice z Kinszasy; Benoît Falaize: Czy można dziś uczyć o Shoah?; Manuel Castells: Nowe indywidualne mass-media (wyświetl); Juan Goytisolo: Dyktator, dworzanin, turysta.



Jutro Kuba

Gdy na emigracji w Miami tysiące Kubańczyków świętowały chorobę, a nawet śmierć „tyrana”, świat wstrzymał oddech. Z powodu zabiegu chirurgicznego, 31 lipca, w ramach przewidzianych przez konstytucję, prezydent Kuby Fidel Castro „tymczasowo” przekazał obowiązki siedmioosobowemu zespołowi, w tym bratu Raulowi.

Z Florydy Narodowa Fundacja Kubańsko-Amerykańska (CANF), zmobilizowana już w kwietniu 2003 r. w związku z atakiem na Bagdad pod hasłem „Dziś Irak, jutro Kuba!”, teraz natychmiast wezwała do „powstania wojskowego lub cywilnego” w celu obalenia reżimu hawańskiego. 2 sierpnia George W. Bush deklarował pod adresem ludności wyspy: „Poprzemy was w wysiłkach na rzecz ustanowienia (…) rządu przejściowego zaangażowanego w zaprowadzenie demokracji” i groził tym, którzy stojąc po stronie obecnego ustroju sprzeciwialiby się „wolnej Kubie”.

Szykowało się fenomenalne wydarzenie, setki tysięcy Kubańczyków miały wyjść na ulice i domagać się wolności, miało dojść do wielkiej zawieruchy.

Mijają dni. Nic nie wydaje się wskazywać, że w kraju dzieje się coś nienormalnego. Pewnie, że bez względu na to, czy Castro z powrotem przejmie ster czy nie, na porządku dziennym stanęła debata o „dniu po” – sukcesji czy też (jak to nazwano w Waszyngtonie) transition, „przejściu”. Po 47 latach niepodzielnej władzy istnieją ludzie niezadowoleni, opozycjoniści, środowiska, które nie popierają – lub już nie popierają – rewolucji. Niedostatek, rygory biurokratyczne, pogwałcenia wolności – słowa, stowarzyszeń, zgromadzeń – czy wtrącanie opozycjonistów do więzień są faktem.

Na ogół powoduje to bezapelacyjne potępienie. Niektórzy mają jednak obiekcje – od 1959 r. Stany Zjednoczone mnożyły próby inwazji, zamachy bombowe, sabotaże i blokadę, która trwa, coraz bardziej dusiły gospodarczo kraj… To pretekst, odpowiada się im, tak jakby można było pokroić historię na plasterki i nie brać pod uwagę nakładania się przeszłości na teraźniejszość…

W 2005 r. Waszyngton mianował koordynatora transition – „przejścia” – na Kubie, Caleba McCarry’ego (poprzednio był on na placówce w Afganistanie). 10 lipca 2006 r. w raporcie amerykańskiej komisji do spraw pomocy dla wolnej Kuby (komisji tej współprzewodniczą sekretarz stanu Condoleezza Rice i sekretarz handlu Carlos Gutiérrez) stwierdzono, że trzeba zrobić wszystko, „aby strategia sukcesji reżimu Castro nie została uwieńczona sukcesem”.

W tym dokumencie, w którym ustalono pomoc Stanów Zjednoczonych dla wyspy w wysokości ponad 62,8 milionów euro, sprecyzowano również, że te zasoby przekaże się bezpośrednio „dysydentom”, którzy zostaną przeszkoleni, otrzymają sprzęt i materiały. Bezczelna ingerencja i… prawdziwy „pocałunek śmierci” dla opozycjonistów, gdyż zdaniem przewodniczącego parlamentu kubańskiego Ricardo Alarcona „dopóki będzie taka polityka, pewne osoby będą w nią zamieszane, będą konspirowały z Amerykanami i przyjmowały od nich pieniądze, a (…) ja nie znam żadnego kraju, w którym takiej działalności nie traktuje się jak przestępstwa”.

Przede wszystkim w raporcie podkreśla się, że do „planu” jest aneks opatrzony klauzulą tajności, „ze względu na bezpieczeństwo narodowe” i aby zapewnić jego „skuteczne wdrożenie”. W dziedzinie „tajnych posunięć” dzieje kontynentu, od Salvadora Allende po sandinowską Nikaraguę, uczą, że nie może tu być miejsca na naiwność.

Tymczasem znacząca część narodu kubańskiego, zapomniana przez samozwańczych „tranzytologów” jest przywiązana do zdobyczy społecznych w sferze edukacji, ochrony zdrowia i służb socjalnych. Szanuje ona „Fidela” i tych – „historycznych” czy wywodzących się z młodszych pokoleń – przywódców, którym przyjdzie przejąć ster.

Czy ci Kubańczycy są tak izolowani, jak się twierdzi? Nie są ani w Afryce, ani w Azji, a wstrząsy latynoamerykańskie pozwoliły dojść do władzy mężom stanu lepiej poinformowanym o realiach kubańskich i kontekście, który determinuje nietypowy ustrój tego kraju – system jednopartyjny i zaawansowaną politykę społeczną. Prezydenci Hugo Chávez (Wenezuela) i Evo Morales (Boliwia) już wyprowadzili Kubę z izolacji na półkuli zachodniej. Castro, gwiazda konferencji na szczycie Wspólnego Rynku Południa (Mercosur) w Cordobie (Argentyna), 21 lipca podpisał tam ważne porozumienie handlowe z krajami członkowskimi tej unii, w tym Brazylią i Argentyną. Odważono się rzucić blokadzie amerykańskiej otwarte wyzwanie i zrobić ostentacyjny ukłon w stronę małego kraju, który odmawia ugięcia się przez pierwszym mocarstwem światowym.

Nie w USA, które z Kuby chcą zrobić kolonię, czy w Europie, która poucza lub zatyka nos, lecz w stosunkach z tą częścią świata, w której mówi się już o demokratycznym i suwerennym „socjalizmie XXI wieku” oraz we własnych siłach znajdzie ona przykłady i oparcia dla swojej ewolucji.

Maurice Lemoine

(tłum. Zbigniew M. Kowalewski)

 

Powrót do początku tekstu