MIESIĘCZNIK SPOŁECZNO-POLITYCZNY


Nr 5   LIPIEC 2006 

 EDYCJA FRANCUSKA

Redaktor naczelny:

Maurice Lemoine

Z-cy red. naczelnego:

Martine Bulard, Serge Halimi

Zespół redakcyjny:

Bernard Cassen, Alain Gresh,
Philippe Rivière, Anne-Cécile Robert, Dominique Vidal

www.monde-diplomatique.fr


 EDYCJA POLSKA

Redaktor naczelny:

Przemysław Wielgosz

Z-ca red. naczelnego:

Zbigniew Marcin Kowalewski

Zespół redakcyjny:

Tomasz Bohajedyn, Katarzyna Chmielewska, Michał Kozłowski,
Kamil Majchrzak, Grażyna Skibicka, Tomasz Wiśniewski


 KONTAKT

Wydawca i adres redakcji polskiej:

Fundacja Instytut Wydawniczy
Książka i Prasa

Twarda 60, 00-818 Warszawa

telefon: 022 624 17 27
telefax: 022 625 36 26

redakcja@monde-diplomatique.pl

Ogłoszenia:

reklama@monde-diplomatique.pl


 PRENUMERATA

Internetowa strona pisma zawiera
tylko niektóre artykuły, często wybrane fragmenty.

Wersję drukowaną ze wszystkimi artykułami, zdjęciami, grafikami etc. można zaprenumerować w cenie
82 zł za 12 numerów.

Cena prenumeraty zagranicznej
(Europa, poczta lotnicza): 180 zł.

Kwotę tę należy przesłać przekazem pocztowym pod adresem wydawnictwa lub wpłacić na konto:

44 1500 1777 1219 1033 3847 0000
KREDYT BANK  IV Oddz. w Warszawie

Prosimy o podanie dokładnego adresu, tytułu pisma oraz ilości zamawianych egzemplarzy w tytule przekazu (przelewu). Potwierdzenie danych pocztą elektroniczną pod adresem

redakcja@monde-diplomatique.pl

przyśpieszy rejestrację prenumeraty.


 ARCHIWUM

Nr 1,  Nr 2,  Nr 3

Powrót do numeru bieżącego


 W NUMERZE

Edytorial: Planeta Futbol  (wyświetl); Przemysław Wielgosz: Anty-Giertych albo pułapka na lewicę; James Kenneth Galbraith: Biedni: jak nie mieć wyrzutów sumienia (wyświetl); Tadeusz Kowalik: Wina i wiara Jacka Kuronia; Nicolas Sarkis: Na świecie zaczęła się epoka ponaftowa; Michael T. Klare: Granice saudyjskiej potęgi naftowej (wyświetl); Anatol Lieven: Zapaść unieruchomionego systemu; Jarosław Makowski: Demokraci na kolanach; Serge Halimi : Dobra recepta amerykańskiej prawicy: społeczeństwo przeciw intelektualistom; International Crisis Group: Iracki ruch oporu w świetle własnego dyskursu; Matthieu Guidère i Peter Harling: Kim są naprawdę sunniccy powstańcy?; Jean-Marc Lévy-Leblon: Czy nauka jest uniwesalna?; Johann Harscoët: „Będziesz Pelem, Maradoną, Zidanem” albo... nikim! Lionel Richard: Żyd Süß; Ewa Mazierska: Polskie i czeskie kino po 1989 roku; Carlos Fuentes: Pochwała powieści; Krzysztof T. Toeplitz: O czym świadczy Kod Da Vinci   (wyświetl).



Planeta Futbol

Od 9 czerwca do 9 lipca naszą planetę zalewa wysoka fala szczególnego rodzaju: fala piłki nożnej. Finały mistrzostw świata odbywają się w Niemczech. To najbardziej uniwersalne wydarzenie sportowe i telewizyjne. Na 64 meczach, które rozegrają 32 reprezentacje krajowe z sześciu kontynentów, widownię będzie stanowiło łącznie kilkadziesiąt miliardów telewidzów. Rywalizacja osiągnie maksymalną intensywność w niedzielę 9 lipca, gdy w Berlinie na Olympiastadion (zbudowanym przez Hitlera na igrzyska olimpijskie 1936 r.) spotkają się w finale dwie ostatnie drużyny, które pozostaną na placu boju. W 213 krajach (ONZ liczy zaledwie 191 państw) przed telewizorami zasiądzie wówczas ponad dwa miliardy osób – i w owej chwili nic więcej nie będzie dla nich ważne. Zawody staną się wtedy ogromnym parawanem, który ukryje przed nimi wszelkie inne wydarzenia. Niektórzy poczują ogromną ulgę. Np. we Francji prezydent Jacques Chirac i premier Dominique de Villepin niewątpliwie stawiają na tę hipnotyczną rozrywkę zbiorową, mając nadzieję, że pozwoli ona ludziom zapomnieć o mrocznej aferze Clairstream. Im zaś pozwoli nieco odetchnąć.

Piłka nożna, „zaraza emocjonalna” [1] dla jednych, „radosna namiętność” [2] dla innych, jest sportem międzynarodowym numer jeden. Bezspornie jest to jednak coś więcej niż tylko sport. „Całościowy fakt społeczny”, mówił o nim wielki eseista i socjolog Norbert Elias, odwołując się do pojęcia wypracowanego ongiś przez Marcela Maussa, którego uważa się za ojca antropologii francuskiej. Można by również powiedzieć, że stanowi on metaforę doli człowieczej, gdyż – zdaniem antropologa Christiana Brombergera – pozwala dostrzegać niepewność statusów indywidualnych i zbiorowych, jak również ryzyko szczęścia i losu [3]. Sprzyja refleksji o roli jednostki i pracy zespołowej oraz pozwala na namiętne debaty o symulacji, oszustwie, samowoli i niesprawiedliwości.

Podobnie jak w życiu, w piłce nożnej przegrywających jest więcej niż wygrywających. Dlatego zawsze był to sport ubogich, którzy, świadomie lub nie, widzą w nim odbicie swojego własnego losu. Wiedzą również, że kochać swój klub znaczy pogodzić się z cierpieniem. W przypadku przegranej ważne jest, aby zostać razem. Dzięki tej pasji dzielonej z innymi ma się pewność, że nigdy nie będzie się izolowanym. „You will never walk alone” (nigdy nie będziesz chodził sam), śpiewają kibice Liverpoolu FC – angielskiego klubu proletariackiego.

Piłka nożna jest sportem par excellence politycznym. Sytuuje się na skrzyżowaniu takich kapitalnych kwestii, jak przynależność, tożsamość, kondycja społeczna, a nawet – ze względu na swój aspekt ofiarniczy i na swoją mistykę – religia. Dlatego stadiony tak dobrze nadają się do ceremonii nacjonalistycznych, kultywowania lokalizmów i wybuchów tożsamościowych czy „plemiennych”, które nieraz prowadzą do aktów przemocy między fanatycznymi kibicami. Z tych wszystkich względów – i niewątpliwie wielu innych, bardziej pozytywnych i radośniejszych – ten sport fascynuje masy. Te zaś interesują nie tylko demagogów, ale przede wszystkim agencje reklamowe, bo dziś piłka nożna jest nie tyle praktyką sportową, ile widowiskiem telewizyjnym z bardzo drogimi gwiazdami dla ogromnej publiczności.

Kupno i sprzedaż piłkarzy dobrze odzwierciedlają stan rynku w dobie globalizacji neoliberalnej: bogactwa znajdują się na Południu, ale konsumuje się je na Północy, bo tylko ona ma środki na ich zakup. Ten rynek (często jest to rynek złudzeń) stwarza nowoczesne formy handlu ludźmi. Zaangażowano w to szalone środki finansowe. Gdyby Francja zakwalifikowała się do finału, cena trzynastosekundowego spotu reklamowego w telewizji osiągnęłaby 250 tysięcy euro (czyli tyle, ile przez 15 lat zarobiłaby osoba zatrudniona we Francji za płacę minimalną). Międzynarodowa Federacja Piłki Nożnej zarobi co najmniej 1,172 miliarda euro za same prawa do transmisji telewizyjnych i patronaty mistrzostw świata. Z drugiej strony ocenia się, że łącznie środki zainwestowane w związku z tymi mistrzostwami w reklamę przekroczą 3 miliardy euro. Taka masa pieniędzy każe wariować. Wokół okrągłej piłki kręci się cała fauna aferzystów. Ona kontroluje rynek transferów piłkarskich. Ona również kontroluje rynek zakładów sportowych. Niektóre drużyny, chcąc zapewnić sobie zwycięstwo, nie wahają się oszukiwać. Stwierdzonych przypadków oszustw jest cała masa, co potwierdza skandal wstrząsający obecnie Włochami. Może on sprawić, że mityczny klub turyński Juventus, oskarżony o przekupywanie sędziów, zostanie zdegradowany do niższej ligi.

Tak wygląda ten fascynujący sport, rozdarty między niezrównanymi splendorami a upodleniem, którego efekt czasami jest podobny do efektu błota umieszczonego w wentylatorze. Wszyscy są opryskani.

Ignacio Ramonet


[1] J.-M. Brohm, La tyrannie sportive: Théorie critique d’un opium du peuple, Paryż, Beauchesne 2006.

[2] P. Boniface, Football et mondialisation, Paryż, Armand Colin 2006.

[3] Ch. Bromberger, Football, la bagatelle la plus sérieuse du monde, Paryż, Bayard 1998.

Powrót do początku tekstu