|
WYBRANE
ARTYKUŁY
W numerze marcowym:
Serge Halimi
Komu służy NATO?
Przemysław Wielgosz
NATO czyli imperializm po liftingu
Richard Falk
Doniosłość kwestii
izraelskich zbrodni wojennych
Saskia Sassen
I tak skończy się świat,
nie hukiem lecz szeptem...
KOMENTARZE
I POLEMIKI
Vladan Stamenković
NATO bombarduje Jugosławię
Agnieszka Mrozik
Białe ramiona feministki
Mariusz Wieczerzyński
Logika konfliktu
Agata Nosal
Czeczeńcy do Czeczenii Agata Czarnacka
Rewolucja następna po ostatniej
WARTO PRZECZYTAĆ
Alain Gresh
Od Termopil po 11 września
LMD - styczeń 2009 John Bellamy Foster
Finansjeryzacja
kapitału
LMD - lipiec 2008
Eric Rouleau
Izrael rozlicza się
z przeszłością
LMD - maj 2008
Naomi Klein
Laboratorium
oszańcowanego świata
LMD - czerwiec 2007
José Saramago
Co zostało z demokracji?
LMD - mai 2007
Roman Kuźniar
Tarcza zimnowojennej iluzji
LMD - marzec 2007
Karol Modzelewski
Jaruzelski utorował
drogę Balcerowiczowi
LMD - grudzień 2006
Etienne Balibar
Zneutralizować logikę
„zderzenia cywilizacji”
LMD - wrzesień 2006
LMD POLECA
Nowomowa neoliberalna Alaina Bihra to pionierskie studium języka ideologii
panu- jącej w dzisiejszym społeczeństwie ka- pitalistycznym. Francuski socjolog anali-
zuje kluczowe kategorie retoryki neolibe- ralnych ekonomistów, polityków i mediów
dowodząc, że ich podstawową funkcją jest wspieranie określonego porządku społeczno-politycznego
poprzez odwra- canie znaczenia i zacieranie sensu słów.
Ameryka Łacińska na rozdrożu. Carlos Antonio Aguirre Rojas. Jak Ameryka Ła-
cińska długa i szeroka, w dużej liczbie krajów wygrały partie sytuujące się na lewo
od politycznego centrum. Praw- dziwą kwestią pozostaje jednak nie to, czy Ameryka
Łacińska przesunęła się na lewo czy nie, lecz jak dalece to uczyniła. (Ze wstępu Immanuela
Wallersteina.)
Izrael i polityka planowego zniszczenia Warschawskiego to rodzaj krytycznego
przewodnika po izraelskim froncie kon- fliktu bliskowschodniego. Autor analizuje główne
elementy palestyńsko-izraelskiej układanki: okupację, mur rozdzielający, nielegalną
kolonizację, kryzys w ruchu palestyńskim, słabość izraelskiego ruchu pokojowego.
Do nabycia w księgarniach i Empikach lub do
zamówienia bezpośrednio w redakcji LMD za zaliczeniem pocztowym (opłata
za przesyłkę: 10 zł) pod adresem elektronicznym:
redakcja@monde-diplomatique.pl
|
|
 |
Doniosłośćkwestii izraelskich zbrodni wojennych
Po raz pierwszy od powstania państwa Izrael
w 1948 r. jego rząd musi zmierzyć się z poważnymi oskarżeniami o zbrodnie wojenne,
wysuwa- nymi przez szanowane osobistości publiczne z całego świata. Nawet se-
kretarz generalny ONZ, zazwyczaj bardzo ostrożny, jeśli chodzi o naru- szanie
niezawisłości suwerennych państw – zwłaszcza będących sprzy- mierzeńcami najbardziej
wpływowego członka organizacji, tzn. Stanów Zjednoczonych – dołączył do grona
osób domagających się śledztwa i po- niesienia odpowiedzialności karnej.
Aby zrozumieć doniosłość takiego rozwoju wypadków,
należy wyjaśnić, dlaczego 22 dni ataków na Strefę Gazy tak szokująco różnią
się od wielu wcześniejszych przypadków uciekania się przez Izrael do rozwiązań
siłowych w imię zapewnienia sobie bezpieczeństwa i ochrony strategicznych interesów.
Sądzę, że różnica między atakami na Strefę Gazy
rozpoczętymi 27 grudnia 2008 r. a głównymi akcjami militarnymi Izraela prowadzonymi
przez lata sprowadza się do tego, że tym razem broń i działania wojenne zostały
wymierzone przeciwko zasadniczo bezbronnej ludności cywilnej. Jednostronność
starcia była tak jaskrawa – obrazują to straty po obu stronach (w stosunku ponad
100 do 1: 1326 zabitych Palestyńczyków wobec 13 Izraelczyków, z czego kilku
zginęło od własnego ognia) – że większość komentatorów powstrzymała się przed
nadaniem mu miana „wojny”. Izraelczycy i ich przyjaciele mówili o „akcji odwetowej”
i „prawie Izraela do obrony”. Krytycy z kolei określali ataki mianem „masakry”
lub odwoływali się do kategorii zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko ludzkości.
W przeszłości użycie siły przez Izrael często spotykało się z potępieniem, zwłaszcza
ze strony rządów państw arabskich, a nawet z oskarżeniami o pogwałcenie Karty
Narodów Zjednoczonych. Powszechnie przyjmowano jednak, że owo użycie siły ma
charakter działań wojennych. Z zarzutami popełnienia zbrodni wojennych występowały
wówczas jedynie rządy radykalne oraz radykalna lewica.
Od klasycznych wojen do jednostronnych agresji
Wcześniejsze wojny Izrael prowadził przeciwko
arabskim sąsiadom, którzy faktycznie podważali jego prawo do niepodległego istnienia.
Wybuchy przemocy miały charakter działań międzypaństwowych. Nawet gdy Izrael
dowiódł swej militarnej przewagi w wojnie z 1967 r., mieściło się to w ramach
zwykłej światowej polityki – choć może było bezprawne, z całą pewnością nie
było zbrodnią. Sytuacja zaczęła się zmieniać wraz z wybuchem wojny libańskiej
w 1982 r. Głównym celem była wówczas Organizacja Wyzwolenia Palestyny obecna
w południowym Libanie , jednak wojnę tę pamięta się ze względu na jej zakończenie
– rzeź setek bezbronnych palestyńskich cywilów w obozach dla uchodźców Sabra
i Szatila. I choć bestialstwa dopuściła się libańska chrześcijańska milicja,
jasne było, że doszło do niego za przyzwoleniem, pod kontrolą i przy współudziale
Izraela. Wciąż był to jednak wypadek odosobniony – wprawdzie alarmujący, ale
nieokreślający całej operacji militarnej, dla której uzasadnienie miała stanowić
niezdolność libańskiego rządu do tego, by zapobiec wykorzystywaniu terytorium
kraju do działań grożących bezpieczeństwu Izraela. Konsekwencją wojny z 1982
r. była okupacja południowego Libanu oraz powstanie w odpowiedzi Hezbollahu,
zbrojnego ruchu oporu, który ostatecznie doprowadził do wstydliwego wycofania
przez Izrael oddziałów w 2000 r. Takie było tło wojny libańskiej z 2006 r.,
wymierzonej – jak głoszono – przeciw Hezbollahowi: podczas kampanii przedsięwziętej
w celu zniszczenia organizacji strefa działań bojowych w sposób nieunikniony
objęła część ludności cywilnej Libanu. Wraz z wykorzystaniem przez Izrael w
konflikcie najnowszych technologii powstał problem walki nie z wrogim państwem,
lecz z nieprzyjacielskim społeczeństwem, które nie posiada odpowiednich środków
do obrony. Pojawiło się również pytanie, czy rozwiązania militarne faktycznie
służą izraelskiej polityce, skoro Hezbollah wyszedł z wojny silniejszy, a jedynym
faktycznym jej rezultatem było zniszczenie reputacji izraelskiej armii i zdewastowanie
południowego Libanu.
Wraz z operacją w Gazie wszystkie te problemy
znalazły się na pierwszym planie, przyniosła ona bowiem ze sobą zmianę zakresu
działań bojowych ze zmagań państw na walkę z uzbrojonym ruchem oporu, a w języku
analiz przesunięcie z kategorii „wojennych” ku „przestępczym”. W jednym istotnym
względzie Izraelowi udało się skrzywić perspektywę i dyskurs, zdołał mianowicie
nakłonić media i dyplomatów, by zasadniczą kwestią z zakresu międzynarodowego
prawa karnego uczynili pytanie, czy użycie siły przez państwo żydowskie było
czy też nie było „nieproporcjonalne”. Takie ujęcie sprawy pomija problem podstawowy,
tzn. pytanie, czy ataki w jakimkolwiek relewantnym prawnie sensie miały charakter
„obronny”. Wszelkie badania okoliczności towarzyszących wskazują na brak jakiejkolwiek
konieczności obrony – czasowe zawieszenie broni między Izraelem a Hamasem, które
weszło w życie 19 lipca 2008 r., rzeczywiście zredukowało nadgraniczną przemoc
do zera; Hamas zresztą wytrwale deklarował chęć przedłużenia tego okresu do
ponad 10 lat.
Zerwania zawieszenia broni nie wiąże się z ostrzałem
rakietowym ze strony Hamasu, tylko uważa za rezultat izraelskiego ataku z 4
listopada, w wyniku którego śmierć poniosło 6 bojowników Hamasu w Gazie. Innymi
słowy, nie było podstaw, by żądać prawa do samoobrony, skoro Izrael nie stanowił
obiektu ataków Hamasu i skoro istniały wiarygodne dyplomatyczne alternatywy
dla użycia siły, a zaufanie do nich było w świetle prawa obligatoryjne. W takich
okolicznościach debata prawna nie powinna skupiać się na tym, czy użyta przez
Izrael siła była nieproporcjonalna. Oczywiście, że była. Pytanie powinno brzmieć,
czy izraelskie ataki stanowiły przypadek niedozwolonego nieobronnego użycia
siły w świetle Karty Narodów Zjednoczonych, co oznacza akt agresji i tym samym
jest przestępstwem przeciwko pokojowi. O tę zbrodnię, w wyroku określoną mianem
„zbrodni najwyższej”, obejmującej wszystkie inne, oskarżono w Norymberdze po
II wojnie światowej nazistowskich przywódców, którzy przeżyli.
Nierówna odpowiedzialność i zbrodnie przeciw
ludzkości
Forma starcia w Gazie w sposób niemal konieczny
zaciera granicę między wojną a zbrodnią – gdy tego typu działania podejmuje
się na obszarze zamkniętym, gęsto zaludnionym, takim jak Strefa Gazy, siłą rzeczy
bojowników ruchu oporu miesza się z ludnością cywilną i stwarza sytuację, w
której wysiłki obronne opierają się na wykorzystaniu zbrodniczego celowania
do cywilów, ponieważ nie istnieje żadna militarna możliwość, by przemocy państwa
przeciwstawić się bezpośrednio. Pod tym względem ataki Izraela na Strefę Gazy
i hamasowski opór oznaczają przekroczenie granicy między walką mieszczącą się
w ramach prawa a przestępstwem wojennym. Ale w odniesieniu do ostatnich wydarzeń
nie należy postrzegać obu stron jako równie odpowiedzialnych. To Izrael rozpoczął
operację w Strefie Gazy bez odpowiedniego prawnego umocowania czy też po prostu
powodu i to on ponosi odpowiedzialność za przytłaczającą część zniszczeń i całość
cierpień cywilów. Rzecz w tym, że rozwiązanie siłowe, do którego uciekł się
Izrael, by pokonać czy ukarać Strefę Gazy, było działaniem ze swej natury „przestępczym”
i jako takie stanowiło zarówno ostentacyjne pogwałcenie prawa wojennego, jak
i zbrodnię przeciwko ludzkości.
Istnieje jeszcze jedna okoliczność wzmacniająca
oskarżenie o napaść. Otóż gdy Izrael rozpoczął ataki, mieszkańcy Strefy Gazy
od 18 miesięcy byli objęci karną blokadą, którą powszechnie słusznie postrzegano
jako formę kary zbiorowej stanowiącą pogwałcenie artykułów 33 i 55 Czwartej
Konwencji Genewskiej [1], regulującej postępowanie sił okupacyjnych wobec ludności
cywilnej na terenach okupowanych. Samą blokadę potępiano jako zbrodnię przeciwko
ludzkości i poważne pogwałcenie międzynarodowego prawa humanitarnego [prawa
konfliktów zbrojnych – przyp. tłum.]. Jej rezultatem były poważne niedobory
żywności i rozpowszechnione wśród części mieszkańców Strefy Gazy dolegliwości
psychiczne, sprawiające, że byli oni szczególnie bezbronni wobec ataku, który
zgodnie z doktryną szoku i przerażenia Izrael przypuścił ze strony lądu, powietrza
i morza. Tę bezbronność w groteskowy sposób jeszcze umocniła izraelska niechęć,
by cywilni mieszkańcy mogli poszukać bezpiecznego miejsca, gdy maleńka Strefa
Gazy znalazła się w tak intensywnym ogniu walk. Gazę pozwolono opuścić 200 zagranicznym
żonom Palestyńczyków, co tylko uwypukliło zbrodniczą naturę zamknięcia dzieci,
kobiet, osób chorych, kalekich i starych w strefie działań wojennych; sytuację
zaś jeszcze pogorszył jawnie dyskryminacyjny charakter tego zezwolenia (wyjechać
mogły jedynie niepalestyńskie żony). Wygląda na to, że po raz pierwszy w warunkach
wojny cywilów pozbawiono możliwości ucieczki.
Ten ogólny obraz dopełnia wielość rozmaitych
domniemanych zbrodni wojennych związanych z izraelskimi praktykami w obszarze
walk. Zarzuty opierają się na świadectwach zebranych przez działaczy organizacji
na rzecz praw człowieka i obejmują ostrzał przez izraelską armię celów cywilnych,
wypadki odmowy pomocy rannym Palestyńczykom przez izraelski personel wojskowy,
a także sytuacje, w których nie pozwolono karetkom dotrzeć na miejsce przeznaczenia.
Istnieje też 20 udokumentowanych przypadków użycia ognia przez izraelskich żołnierzy
wobec kobiet i dzieci niosących białe flagi. Wiele zarzutów dotyczy ponadto
użycia bomb fosforowych w obszarach zamieszkanych, pojawiają się też oskarżenia
o wykorzystanie nowej okrutnej broni, znanej jako DIME, która eksplodując z
wielką mocą, rozrywa ciało na części. Wszystkie podejrzenia o zbrodnie wojenne
można rozpatrzyć jedynie dzięki faktycznemu wyjaśnieniu, czy istnieją podstawy
do oskarżenia sprawców, dowódców i przywódców politycznych o to, że zaaprobowali
zbrodniczą broń i strategie jako elementy izraelskiej polityki. W podobnym duchu
utrzymane są izraelskie twierdzenia na temat rakiet wymierzonych w cywilne cele
i wykorzystania przez bojowników Hamasu „żywych tarcz” oraz ataków przeprowadzanych
rozmyślnie z pozycji niewojskowych.
Jak postawić zbrodniarzy przed sądem?
Jednak nawet bez dalszego badania faktów nie
jest za wcześnie, by podnieść kwestię indywidualnej odpowiedzialności za zbrodnie
wojenne. Najpoważniejsze zarzuty, wiążące się z wcześniejszą blokadą, inherentnie
przestępczym i nieobronnym charakterem samego ataku, a także z oficjalną polityką
(tzn. uwięzieniem ludności cywilnej w obszarze działań wojennych), zostały potwierdzone.
Jeśli chodzi o oskarżenia przeciwko Hamasowi, zanim będzie można przedyskutować
sprawę ewentualnych kroków pozwalających pociągnąć go do odpowiedzialności,
potrzebne jest dalsze śledztwo.
Na tym tle jednak natychmiast pojawia się pytanie,
czy rozważanie izraelskich zbrodni wojennych jest czymś więcej niż tylko teoretyzowaniem.
Czy istnieją realne szanse na to, że zarzuty pociągną za sobą skuteczne działania,
które doprowadzą do tego, że winni poniosą odpowiedzialność? Jest wiele potencjalnie
użytecznych mechanizmów pozwalających poszukać odpowiedzialności, czy jednak
którykolwiek okaże się dostępny w praktyce? Kwestię tę poruszyły już izraelskie
władze na najwyższym szczeblu. Oficjalnie zobowiązały się do tego, że będą broniły
swoich żołnierzy przed postawieniem w stan oskarżenia o zbrodnie wojenne.
Najbardziej oczywistą ścieżką postępowania w
sprawie ogólniejszych kwestii związanych z odpowiedzialnością karną byłoby odwołanie
się do jurysdykcji Międzynarodowego Trybunału Karnego powołanego w 2002 r. [2]
I choć zwrócono się do prokuratora, aby zbadał możliwość skorzystania z tej
ścieżki, jest mało prawdopodobne, że dokądś ona doprowadzi, ponieważ Izrael
nie jest członkiem MTK, a Palestyna – w ocenie większości – nawet państwem-stroną.
Autonomia Palestyńska po zawieszeniu broni 19 stycznia rozpoczęła starania o
przystąpienie do Statutu Rzymskiego, ale nawet jeśli zostaną one zaakceptowane,
co jest mało prawdopodobne, data przystąpienia przypuszczalnie uniemożliwi podjęcie
prawnych kroków, dotyczyłyby one bowiem wydarzeń wcześniejszych, takich jak
operacja militarna na terenie Gazy, która rozpoczęła się 27 grudnia 2008 r.
Ponadto można przyjąć za pewnik, że Izrael nie będzie współpracował z MTK, jeśli
chodzi o dowody, świadków czy oskarżonych, co niezmiernie utrudniłoby postępowanie,
nawet gdyby inne przeszkody udało się obejść.
Kolejna równie oczywista ścieżka to ta, którą
w latach 90. obrała Rada Bezpieczeństwa ONZ, pozwalająca powoływać międzynarodowe
trybunały karne ad hoc, tak jak to się stało w wypadku przestępstw popełnionych
w związku z rozpadem byłej Jugosławii oraz masakrami w Rwandzie w 1994 r. [3]
Ta ścieżka wydaje się jednak w odniesieniu do Izraela zablokowana, ponieważ
Stany Zjednoczone i prawdopodobnie inni, europejscy stali członkowie zgłoszą
weto wobec podobnej propozycji. Teoretycznie analogiczną władzę ma Zgromadzenie
Ogólne, jako że prawa człowieka leżą w zakresie jego kompetencji, zaś artykuł
22 Karty Narodów Zjednoczonych pozwala mu „tworzyć organa pomocnicze, jakie
uzna za niezbędne do pełnienia swoich funkcji”. W 1950 r. ta podstawa posłużyła
do powołania Trybunału Administracyjnego ONZ, w którego gestii znalazło się
rozstrzyganie sporów pracowniczych między członkami personelu. I choć bada się
również tę możliwość, to znów z powodów geopolitycznych istnieją małe szanse,
by udało się wykorzystać tę ścieżkę. Wydaje się, że wśród rządów państw brakuje
w tej chwili dostatecznej politycznej woli, by podjąć tak kontrowersyjne działania,
choć presja społeczna może wciąż jeszcze sprawić, że opcja ta okaże się do przyjęcia,
zwłaszcza jeśli Izrael będzie się upierał przy utrzymaniu bezprawnej i zbrodniczej
blokady Strefy Gazy wbrew powszechnemu nawoływaniu – również ze strony prezydenta
Obamy – do otwarcia przejść granicznych. Jednak nawet jeśli to mało prawdopodobne
wydarzenie nastąpi, powołany trybunał nie będzie mógł skutecznie funkcjonować
bez daleko posuniętej współpracy z władzami państwa, którego przywódcy i żołnierze
zostaną postawieni w stan oskarżenia. Inaczej niż w wypadku byłej Jugosławii
czy Rwandy polityczni przywódcy Izraela z pewnością dołożą wszelkich starań,
by przeciwstawić się działaniom jakiegokolwiek międzynarodowego ciała powołanego
do prowadzenia postępowania w sprawie izraelskich zbrodni wojennych.
Być może optymalną ścieżką rządową byłoby wykorzystanie
postulatów dotyczących powiązania jurysdykcji uniwersalnej z kompetencjami sądów
krajowych do ścigania pewnych kategorii przestępstw wojennych zgodnie z prawodawstwem
danego państwa. Tego typu rozwiązania prawne istnieją pod różnymi postaciami
w ponad dwunastu krajach, między innymi w Hiszpanii, Belgii [4], Francji, Niemczech,
Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Hiszpania zdążyła już zresztą oskarżyć
kilku czołowych izraelskich oficerów, choć pojawiły się polityczne naciski na
tamtejszy rząd, by zmienił prawo karne tak, aby nie dopuszczało do podobnych
działań pod nieobecność osób stawianych w stan oskarżenia. [5] Należy przypomnieć,
że tego ten sposób pociągania do odpowiedzialności karnej zastosowano już w
1998 r., kiedy to hiszpański sąd najwyższy oskarżył byłego chilijskiego dyktatora
Augusta Pinocheta, który został potem zatrzymany w Wielkiej Brytanii, gdzie
ostatecznie obowiązek ekstradycji został podtrzymany na dość ograniczonej podstawie
przez większość parów prawa, stanowiących najwyższy organ prawny w kraju. Do
ekstradycji Pinotcheta jednak nie doszło – po pretekstem stanu zdrowia niezezwalającego
na proces odesłano go do Chile, gdzie zmarł w czasie trwania postępowania karnego
(2006 r.). Idea uniwersalnej jurysdykcji, której korzenie tkwią w próbach uporania
się z piractwem w wiekach wcześniejszych, pozwala dowolnemu państwu ująć i postawić
przed sądem piracki statek tam, gdzie został pochwycony, bez względu na narodowość
oskarżonych. [6]
Nawet jeśli jednak uniwersalna jurysdykcja dostarcza
praktycznych sposobów reagowania na zbrodnie wojenne, wątpliwe, by w związku
z wydarzeniami w Strefie Gazy pojawiły się oskarżenia. Na krajowe procedury
ma wpływ presja polityczna – rok temu niemieckie sądy odmówiły wszczęcia postępowania
przeciwko Donaldowi Rumsfeldowi w związku z oskarżeniami o tortury mimo mocnych
dowodów i graniczącego z pewnością podejrzenia, że nie zostanie postawiony przed
sądem w Stanach Zjednoczonych, który to kraj – jako jego ojczyzna – miał prawnie
uznane pierwszeństwo jurysdykcyjne. Ponadto postępowania sądowe opierające się
na uniwersalnej jurysdykcji są raczej rzadkie i uzależnione albo od współpracy
międzyrządowej w sprawie ekstradycji, albo od zbiegu okoliczności, w wyniku
którego potencjalny oskarżony znajdzie się na terenie oskarżającego go kraju.
Możliwe jednak, że zostanie wszczęte jakieś głośne postępowanie, które przyciągnie
uwagę świata do kwestii zbrodni wojennych, toteż mimo ogromnych przeszkód uniwersalna
jurysdykcja jest najbardziej obiecującym gruntem dla pociągnięcia Izraela do
odpowiedzialności. I nawet jeśli nie dojdzie do skazania – a jak dotąd w wypadku
porównywalnych oskarżeń jeszcze nigdy nie doszło – sama groźba zatrzymania i
oskarżenia prawdopodobnie powstrzyma od podróżowania tych, którzy mogą zostać
aresztowani na podstawie zarzutów o popełnienie zbrodni wojennych, i będzie
miała istotne z politycznego względu znaczenie dla międzynarodowej reputacji
rządu.
Rzecz jasna, teoretycznie istnieje możliwość,
że oskarżenia zostaną wniesione w izraelskich sądach karnych, zwłaszcza w wypadku
takich praktyk bojowych, jak strzelanie do poddających się cywilów. Szanowane
izraelskie organizacje broniące praw człowieka, łącznie z B’Tselem, zbierają
dowody pozwalające wstąpić na drogę sądową, a także argumentują, że izraelska
inicjatywa będzie dla kraju korzystniejsza niż stawiające Izrael w złym świetle
nawoływania do podjęcia kroków prawnych płynące ze świata. Ta izraelska inicjatywa
– nawet jeśli nie pociągnie za sobą skutków prawnych, co z powodów politycznych
wydaje się niemal pewne – ma istotne znaczenie. Uwierzytelnia kontrowersyjną
międzynarodową opinię, że izraelscy politycy, przywódcy wojskowi i sprawcy zbrodni
wojennych powinni zostać postawieni przed jakimś sądem. To znaczy, że jeśli
z powodów politycznych podjęcie kroków prawnych zostanie w Izraelu zablokowane,
zastosowanie międzynarodowego prawa karnego będzie polegało na podjęciu wszelkich
możliwych działań zarówno przed trybunałem międzynarodowym, jaki i przed zagranicznymi
sądami krajowymi; a jeśli to okaże się niemożliwe – na przekazaniu sprawy pozarządowemu
trybunałowi społeczeństwa obywatelskiego o symbolicznej władzy prawnej.
Jasne wydaje się, że mimo larum podniesionego
w związku ze śledztwem w sprawie zbrodni wojennych i kwestią pociągnięcia winnych
do odpowiedzialności, na poziomie międzypaństwowym – zarówno w łonie ONZ, jak
i poza organizacją – brakuje faktycznej politycznej woli, żeby wytoczyć Izraelowi
proces. Gdy w grę wchodzą zbrodnie wojenne, okazuje się, że geopolityczna rzeczywistość
opiera się na podwójnych standardach. Czym innym jest postępowanie przeciwko
Saddamowi Husajnowi czy Slobodanowi Miloševiciowi, a czym innym przeciwko Geroge’owi
W. Bushowi czy Ehudowi Olmertowi. Od czasu procesów norymberskich ci, którzy
działają w imieniu potężnych, niepokonanych państw, pozostają bezkarni. Mało
prawdopodobne, by w niedalekiej przyszłości udało się sprzeciwić temu aspektowi
stosunków międzynarodowych, który umniejsza status prawa międzynarodowego jako
narzędzia globalnej sprawiedliwości, spójnego w podejmowanych wysiłkach. Jeśli
chodzi o międzynarodowe prawo karne, silni i zwycięzcy wciąż pozostają bezkarni,
a potencjalna odpowiedzialność spada na słabych i pokonanych.
Możliwe jednak, że inicjatywy społeczeństwa
obywatelskiego doprowadzą do utworzenia jednego lub większej liczby trybunałów
działających bez dobrodziejstwa rządowego uprawomocnienia. Podobne trybunały
zyskały wielką rangę za czasów wojny wietnamskiej, kiedy to Bertrand Russell
założył Międzynarodowy Trybunał Zbrodni Wojennych (Trybunał Russella). Od tamtego
czasu działający w Rzymie Stały Trybunał Ludów zorganizował ponad 20 posiedzeń
poświęconych wielu międzynarodowym tematom, których nie podejmują ani ONZ, ani
żaden rząd. W 2005 r. 54 świadków złożyło zeznania przed działającym w Stambule
Światowym Trybunałem Irackim, a jego sędziowie pod przewodnictwem indyjskiej
pisarki Arundhati Roy wydali „Deklarację sumienia” potępiającą Stany Zjednoczone
oraz Wielką Brytanię za inwazję na Irak i okupację kraju; wymienili w niej ponadto
nazwiska przywódców obu krajów, którzy powinni zostać pociągnięci do odpowiedzialności
karnej. Trybunał opracował imponujący materiał dowodowy i udało mu się pozyskać
spore zainteresowanie mediów przynajmniej na Bliskim Wschodzie. Podobne przedsięwzięcia
spotykają się z atakami ze strony mediów lub są przez nie ignorowane ze względu
na swą jednostronność i małą wagę prawną, ale z braku formalnych działań na
rzecz ustalania odpowiedzialności karnej tego typu inicjatywy wypełniają prawną
próżnię – przynajmniej na płaszczyźnie symbolicznej – i legitymizują pokojowe
działania antywojenne.
Wojna o słuszność
Ostatni palący problem sprowadza się do tego,
czy obawy o zbrodnie wojenne, które wzbudziło zachowanie Izraela w Strefie Gazy,
mają znaczenie, a jeśli tak, to w jakim sensie. Moim zdaniem, liczą się one
niezwykle w czymś, co można by nazwać „drugą wojną”, wojną o słuszność, która
często ma większy wpływ na polityczny efekt tej pierwszej niż rezultat zbrojnego
starcia. Stany Zjednoczone wygrały w wojnie wietnamskiej wszystkie bitwy, a
mimo to przegrały wojnę; podobnie Francja w Indochinach czy Algierii, a Związek
Radziecki w Afganistanie. Szach Iranu został obalony, tak jak apartheid w Republice
Południowej Afryki, ponieważ przegrał wojnę o słuszność. Sądzę, że z powodu
oskarżeń pod adresem Izraela, wysuwanych w trakcie ataków na Strefę Gazy i po
ich zakończeniu, większe zyski po stronie słuszności zgromadzą Palestyńczycy.
W powszechnej opinii izraelskie działania miały
charakter zbrodniczy (zwłaszcza toczenie wojny z bezbronną wobec nowoczesnej
broni ludnością), toteż wśród społeczności na całym świecie zaczęły się pojawiać
propozycje bojkotu i sankcji. Ta mobilizacja owocuje presją na rządy państw
i przedsiębiorstwa, by zaprzestały utrzymywania stosunków z Izraelem, i przypomina
światową kampanię przeciwko apartheidowi, która w tak wielkim stopniu przyczyniła
się do odmiany politycznego krajobrazu RPA. Zwycięstwo w wojnie o słuszność
nie gwarantuje, że w nadchodzących latach Palestyńczykom uda się uzyskać prawo
do samostanowienia, jednakże zmieniło ono wartości w politycznym równaniu w
sposób dziś jeszcze niedający się w pełni oszacować.
Istniejąca światowa struktura dostarcza prawnych
ram pozwalających narzucać międzynarodowe prawo karne, nie będzie ono jednak
stosowane, jeśli zabraknie odpowiedniej politycznej woli. W tym układzie Izrael
prawdopodobnie uniknie oficjalnych działań prawnych w związku z zarzutami o
zbrodnie wojenne, ale będzie musiał zmierzyć się z faktem, że oskarżenia te
są wiarygodne dla dużej części światowej opinii publicznej. Fakt ten nadaje
nowy kształt zasadniczym izraelsko-palestyńskim zmaganiom oraz przydaje dużo
większego znaczenia wojnie o słuszność prowadzonej na politycznym światowym
polu bitwy.
Richard Falk
tłum. Katarzyna Makaruk
[1] art. 33 mówi o odpowiedzialności indywidualnej,
karach zbiorowych, rabunku i środkach odwetowych; art. 55 – o obowiązku zaopatrzenia
w żywność i niezbędne artykuły ludności cywilnej okupowanego terytorium, http://www.pck.org.pl/pliki/konwencje/IV_KG.pdf
[2] Trybunał został utworzony na mocy Statutu Rzymskiego z 17 lipca 1998 r.
pod auspicjami ONZ. Istnieje od 11 kwietnia 2002 r.
[3] Międzynarodowy Trybunał Karny dla byłej Jugosławii został utworzony 25 maja
1993 r. na mocy rezolucji 827 Rady Bezpieczeństwa ONZ. Jego siedzibą jest Haga
(Holandia). Międzynarodowy Trybunał Karny dla Rwandy powstał na mocy rezolucji
955 z 8 listopada 1994 r. Ma siedzibę w mieście Arusza w Tanzanii.
[4] Dzięki przyjętemu jednogłośnie w 1993 r. prawu o jurysdykcji uniwersalnej,
Belgia stała się modelowym przykładem walki o międzynarodową sprawiedliwość.
Wobec presji Stanów Zjednoczonych prawo to zostało de facto zniesione.
[5] Skarga złożona przez Palestyńskie Centrum Praw Człowieka skierowana jest
przeciwko byłemu izraelskiemu Ministrowi Obrony Benjaminowi Ben Eliezerowi oraz
6 wysokim dowódcom wojskowym. Dotyczy zrzucenia w dniu 22 lipca 2002 r. na dzielnicę
Gazy ad-Daradż tonowej bomby, która zabiła domniemanego przywódcę Hamasu wraz
z 14 cywilami i raniła 150 osób.
[6] Sąd odwoławczy w Santiago uznał go za niezdolnego z przyczyn zdrowotnych
do wzięcia udziału w procesie karnym, był ścigany jedynie za oszustwa podatkowe.
Powrót do początku tekstu |